Generalnie zgadzam się ze zdaniem Tomika, choć uważam, że rynek wtórny
jest konkurencją dla nowych mieszkań, ale tylko dla osób kupujących na wynajem lub z ograniczonym budżetem. Nie zgadzam się (i to stanowczo) ze stwierdzeniem, że wielka płyta nie jest dla tych, którzy chcą osiągnąć pewien standard. Niestety nowe budownictwo też niejednokrotnie standardów nie spełnia, bo często chęć osiągnięcia możliwie dużego zysku na każdym etapie realizacji, przez różne podmioty, powoduje, że inwestor decyduje się na kiepskiego architekta. Wielość i częstość zmian w architekturze powoduje, że projekty konstrukcji są przewymiarowane, co powoduje wzrost ceny stanu surowego. Wykonawca, po negocjacjach, godzi się na jakąś cenę i też chce zarobić. Zmienić projektu nie może, bo - abstrahując od konieczności uzyskania nowego pozwolenia na budowę - wymaga to zgody inwestora, a co za tym idzie nastepuje zmiana ceny (na niższą), więc nie jest to w jego interesie. Oszczędza zatem na materiale i robotnikach. Kiepskie materiały (np. cegła wypalana z dodatkiem węgla jest wielokrotnie gorsza pod wzgędem radiologicznym od betonu z popiołemi, stal "pękająca", nierdzewka rdzewiejąca itp) i niechlujstwo wykonania przykryte jakimś (nawet pięknym i starannym) wykończeniem wcale nie rokuje dobrze na przyszłość. Nikt nie wie, jak budynki realizowane w ostatnim 10-15-leciu przez deweloperów i spółdzielnie będą się "zachowywać" za 30-40 lat. Wszyscy wiemy co dzieje się z samochodami, jakie "trupy" się klepie i sprzedaje. Dziwnym trafem naiwnie nie przenosimy tego na inne dziedziny gospodarki. Budownictwo w tym przypadku wiele się nie różni. Stare przysłowe: "przyjdzie kit i będzie git" działa (tu kitem jest tynk). Wiem to z autopsji. Oczywiście nie zawsze. Jak inwestor jest logiczny i "z pomyślunkiem" to można się dogadać i znajduje się złoty środek. Oczywiście taki inwestor powiniem mieć również nadzór na odpowiednim poziomie, ale w końcu ma być "z pomyślunkiem"...
Jednakże kupując stare mieszkanie należy liczyć się z:
- 1) Zużyciem technicznym budynku. W przypadku mieszkań w blokach z wielkiej płyty jest niebagatelnym problemem i to nawet nie w tych budowanych w latach 70-tych, ale 80-tych i to zwłaszcza 1980-85. Wynika to ze sposobu mocowania warstwy osłonowej i konstrukcyjnej. Za Gierka robiono to lepiej i kotwy były ze stali nierdzewnej, a w kryzysie wprowadzono pewne "udoskonalenia", o których wolałbym nie pisać, bo po co straszyć...
2) Zużyciem moralnym budynku. Głównie chodzi tu o metraż pokojów i rozkład funkcjonalny (np. ciemne kuchnie). Wcale nie twierdzę, że w nowych blokach architekci przykładają sie do funkcji (bo nieraz o pomstę do nieba to woła), ale przeważnie jest ona nowocześniejsza i bardziej przystaje do potrzeb (np. living room-y są z prawdziwego zdarzenia).
3) Kosztamy remontu. Poza zwykłym "odświeżeniem" należy liczyć się z wymianią instalacji, zwłaszcza elektrycznych.
4) Niesprawną lub niewydolną wentylacją grawitacyjną. Jak ona działa - wszyscy wiemy (czasem dmucha z kratki a nie ciągnie). Choć w nowych budynkach też nieraz nie bywa lepiej. Nowym rozwiązaniem jest wentylacja hybrydowa higrosterowalna, którą spotyka się tu i ówdzie w nowych blokach w Kielcach. Jak to działa? Okaże się. Na pewno będzie lepiej niż na tradycyjnym systemie.
5) Mniej lub bardziej uciążliwym sąsiedztwem.