No cóż...
Podpadłem już wczesniej, co było widac na Obiedzie Czwartkowym z prezydentem jako gościem... Wojciech Lubawski jest niestety bardzo pamiętliwy i, jak widać, zawzięty. Rozmawialismy tylko raz w życiu 6 lat temu o promocji Kielc. Niedługo potem był w Słowie Ludu artykuł negatywnie oceniający promocję miasta, w którym m.in. ja wyrazałem swoje rozżalenie, że na jakiekolwiek działania nie mozna liczyć. I to właśnie zostało mi bardzo ostro wypomniane, choć kto inny, nawet gdyby był niezadowolony, że się go krytykuje, pewnie tej sytuacji już dawno by nie pamiętał. Podpadłem też pewnie za krytykę parkingu na placu Konstytucji (równiez w Słowie Ludu). Prezydent Lubawski bardzo nie lubi, gdy ktoś ma inne zdanie niż on. Nie ma przy tym znaczenia, czy krytyka jest rzeczowa. Uważa, ze jak został demokratycznie wybrany, to znaczy że teraz liczą się tylko jego pomysły i wizje. Nie traktuje swojej władzy służebnie i pomaga innym kielczanom w działaniach na rzecz miasta tylko wtedy, gdy przyjmą wszystkie jego warunki. Niezależne społeczeństwo obywatelskie, które ma swoje zdanie i w jednym może się z nim zgadzać, a w innym sprzeciwiać, traktuje jako "przeciwnika politycznego", którego trzeba nie wzmacniać, ale marginalizować.
Po Obiedzie Czwartkowym stwierdziłem, że pewnie bardziej swoim zaangażowaniem mogę budynkowi przedszkola zaszkodzić niż pomóc...
Teraz musi sie martwić swoim podpadnięciem przede wszystkim p. Andrzej Komodziński, który "namieszał" nieporównanie więcej niż ja. Zebrał chyba już blisko tysiąc podpisów (i to osób świadomych - muzealników, konserwatorów dzieł sztuki, historyków itp "pseudopatriotów"), do Konserwatora poszło tez mnóstwo maili. Dzieki niemu bardzo wiele osób mocno przejęło się sprawą.
To co jest najbardziej przygnębiające w tym przypadku to fakt, że prezydent działał jawnie niezgodnie z przepisami - "metodą faktów dokonanych" - wydał pieniądze na dokumentację rozbiórki, przygotowanie konkursu przyzwalającego rozbiórkę i inne działania, mimo, że dopóki nie ma zgody Konserwatora, nie miał do tego prawa. To była z jednej strony pokazanie, że "ja tu rządzę", z drugiej niegospodarność, z trzeciej - wywieranie presji na p. Cedrę.
Poza tym takich dziłających z własnej inicjatywy "pseudopatriotów" było więcej

- nie wszyscy walczący o pozostawienie budynku w krajobrazie miasta ujawnili się publicznie...
I zadziwiające, że ten sam prezydent wcześniej określił ten budynek "zbyt cennym i zbyt pięknym" na przedszkole. Bardzo mnie ciekawi, w którym momencie budynek przestał mu się pobobać i jakie były rzeczywiste motywy parcia na wyburzenie i postawienie w tym miejscu nowego budynku.
Przy okazji - A. Komodziński zwrócił moją uwagę, że architektura przedszkola nawiązuje do pałacu (np. boniowane pilastry i lizeny na narożnikach, które faktycznie powinno się odnowić w takiej samej kolorystyce jak "bonie" na narożnikach wież pałacu).
I jeszcze jedno, co już dzisiaj napisałem w wątku "akcje wydarzenia" - a propos promowanego przez prezydenta hasła "Kielce miastem Legionów" - okazuje się, że ten budynek jest bardzo ważny również w tym kontekście! Tu mieściło się po odzyskaniu niepodległości dowództwo Drugiej Dywizji Piechoty i tu najprawdopodobniej przebywał podczas wizyty w 1926 r. w Kielcach J. Piłsudski...