Ziemowit Nowak
2008-09-02, ostatnia aktualizacja 2008-09-02 20:45

Jak to robi Wrocław, że stało się o nim w ostatnich latach głośno - nie tylko w kraju, ale i w Europie? Czy możemy te doświadczenia wykorzystać? - pyta Paweł Romaszkan, dyrektor Biura Promocji Miasta we Wrocławiu.
"Gazeta" od tygodnia pisze o pomysłach na promocję miasta w ramach akcji Razem pochwalmy Kielce. Pytamy - nie tylko mieszkańców, ale też osoby z innych miast - jak wypromować Kielce.
Ziemowit Nowak: Wrocław uznawany jest za wzór promocji miasta w Polsce. Jak wpadliście na takie pomysły jak staranie się o organizację wystawy światowej Expo czy siedzibę Europejskiego Instytutu Technologicznego?
Paweł Romaszkan*: Pomysły są z naszych głów. Od różnych ludzi. Prezydenta, mieszkańców, moje. Przyświeca nam jeden cel - szukamy czegoś, czego nikt inny nie zrobił.
No właśnie, czy te dwa pomysły były realne? Przecież wam nie wyszło.
- Życie polega na tym, że trzeba próbować realizować swoje marzenia. Nie nazwałbym tego mrzonkami. Trudno ocenić realność takich projektów, dla nas to było realne w momencie podejmowania tych inicjatyw. Naszym atutem było występowanie w roli Kopciuszka, po angielsku Cinderella position. Fajne było to, że dzięki temu zintegrowaliśmy mieszkańców i środowisko naukowe, dostaliśmy pieniądze na projekty naukowe. Dzięki takim inicjatywom możliwy jest rozwój akademicki. Tej kuli już nie da się zatrzymać.
Akademickość to dobry motyw w promocji?
- Akademickość jest pewnym rodzajem biznesu, to przecież obsługa studentów - od kserokopiarki po pralnię i bibliotekę. Ale ważna jest też dla przyciągania inwestycji. Powstaje kadra dla inwestorów, których udało się ściągnąć, oni potrzebują specjalistów. Każde stanowisko specjalisty generuje trzy miejsca pracy na stanowiskach produkcyjnych. W ciągu jednej kadencji zbiliśmy bezrobocie z 12 do 6 procent.
Ale krytycy mówią, że nie warto porywać się z motyką na słońce.
- To bardzo dobrze, że są głosy krytyczne, bo to mobilizuje. Ale jak dziś pytamy, czy starać się o następne Expo, odpowiedź brzmi tak. Nie zawsze trzeba wygrywać, czasami klęski lepiej kształtują niż zwycięstwa. W przypadku promocji ważne jest doświadczenie, jakie zyskaliśmy. Promocja to jest działalność akcyjna, ale daje efekt po latach.
Władze Wrocławia, podobnie jak Kielc, przejęły profesjonalny klub piłkarski. Warto promować miasto za pomocą piłki nożnej?
- Czy Manchester United albo FC Barcelona to tylko znane kluby, czy coś więcej? Wielu ludzi rozpoznaje te miasta tylko dzięki temu, że zna nazwę klubu piłkarskiego. To jest odpowiedź na pana pytanie. Sport jest elementem promocji. Nie słyszałem, że Kielce przejęły Koronę, ale nie jestem tym ruchem zdziwiony. Piłka jest najbardziej rozpoznawalnym sportem na świecie. Jeżeli kończy się mecenat prywatny, trzeba go czymś zastąpić.
Skąd się wzięło hasło „Wrocław miasto spotkań”?
- Wymyślił je najlepszy specjalista od marketingu i promocji, jakiego znam - Jan Paweł II. Papież nazwał tak nasze miasto podczas kongresu eucharystycznego w 1997 roku. Oddał najlepiej istotę Wrocławia.
Czy miastu potrzebna jest strategia promocji opracowana przez profesjonalną firmę?
- Wrocław nigdy jej nie miał. Oczywiście to jest jedna z możliwości, kwestia wyboru. Ale moim zdaniem firmy profesjonalne czasami nie są w stanie złapać klimatu miasta. Jednego dnia robią strategię dla huty, potem dla producenta batonów.
Słyszał Pan coś o promocji Kielc?
- W Kielcach znam Pałac Biskupi, centrum i fajną księgarnię koło pałacu. To fajne miejsce w Górach Świętokrzyskich... Dymarki. Słyszałem o jakiejś kampanii billboardowej, dwa lata temu chyba... Ale nie pamiętam szczegółów. Jestem tak skupiony na promocji Wrocławia, że nie za bardzo zwracam uwagę na konkurencję.
Co radziłby Pan Kielcom?
- Odnaleźć swoją specyfikę, różnicę, to, co odróżnia was od wszystkich innych miast. Koniecznie trzeba znaleźć to coś.
* Paweł Romaszkan, dyrektor Biura Promocji Miasta we Wrocławiu, wcześniej pracownik biura prasowego, zatrudniony we wrocławskim ratuszu w 2001 roku
Źródło: http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... o_cos.html


