
W centrum krąży społeczny załatwiacz mandatów
Grzegorz Szydłowski
05.10.2009 , aktualizacja: 06.10.2009 10:24
Społecznik z rady osiedla Śródmieście wyręcza policję i straż miejską w walce z kierowcami nieprawidłowo parkującymi samochody na chodnikach. Robi zdjęcia pojazdom. Policjantom pozostaje wlepić mandaty
Kodeks drogowy jasno precyzuje, że samochód możemy zaparkować na chodniku, o ile szerokość trotuaru pozostawionego dla pieszych jest taka, że nie utrudni im ruchu i nie jest mniejsza niż 1,5 metra. Ten przepis to oręż, który w walce z kierowcami wykorzystuje Mieczysław Świedzieniewski z zarządu rady osiedla Śródmieście. Skoro policja i straż miejska tak rzadko reagują na zastawianie chodników samochodami, postanowił wyręczyć służby mundurowe. We wrześniu zaczął patrolować dzielnicę. Nie ma dnia, by nie zrobił obchodu po centrum miasta. Zawsze z aparatem fotograficznym w ręku. I robi zdjęcia samochodom nieprawidłowo zaparkowanym na chodnikach. - Szlag mnie trafia, gdy patrzę, jak kierowcy stawiają swoje auta - mówi, pokazując zastawiony samochodami chodnik przy ul. Wyzwolenia. - Proszę mi powiedzieć, którędy mają przejść piesi? Kluczą między samochodami, a czasami w ogóle nie ma dla nich miejsca.
Czemu nic nie robisz? Więc robię
Efektem jego patroli są dziesiątki zdjęć, które potem przekazuje policji. Na każdym jest samochód z dobrze widoczną rejestracją. Cieszy się, bo jego działalność przynosi efekty. Na dowód pokazuje listy, które dostał z zespołu ds. wykroczeń wydziału ruchu drogowego w Komendzie Miejskiej Policji. - Po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających w sprawie popełnionego wykroczenia, które pan zgłosił, ustalono jego sprawcę, a także nałożono karę - czyta. - Wysokość mandatów waha się od 100 do 200 zł.
Zdarza się, że policjanci dzwonią do niego i informują o ukaranych kolejnych kierowcach. - A kiedyś jeden nawet zapytał, czy przypadkiem nie boję się walczyć z kierowcami. Ale ja nic sobie z tego nie robię - mówi Świedzieniewski.
Do zajęcia się problemem parkowania w centrum zmobilizowali go mieszkańcy. - Znajomi zaczepiali mnie na ulicy i mówili: jesteś w radzie osiedla, a nic nie działasz. Więc działam. Z drugiej strony nie mogę być obojętny w sytuacjach, gdy ktoś ewidentnie łamie przepisy - tłumaczy mężczyzna.
Pomaga czy zawstydza policję?
Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji cieszy się, że są tacy ludzie jak Świedzieniewski. - Bo to świadczy, że mieszkańcy mają do nas zaufanie, zgłaszając swoje problemy - mówi Niedźwiedzka.
A nie świadczy o tym, że policja sobie nie radzi z takimi wykroczeniami? - W żadnym wypadku - broni Anna Fic, rzecznik wojewódzkiej policji. - Działania podobnych społeczników tylko nam pomagają.
Niedźwiedzka dodaje, że każdy może w podobny sposób pomóc policji.
Czy Świedzieniewski nie zawstydza też straży miejskiej? - Wykroczeń drogowych jest mnóstwo, a my nie możemy być wszędzie. Z drugiej strony są osoby, które mają dużo wolnego czasu i aparaty fotograficzne - tłumaczy komendant strażników Józef Kłosek, który też mówi, że pracę Świedzieniewskiego traktuje jak pomoc dla straży miejskiej.
Będzie jeszcze więcej mandatów
Entuzjazmu mundurowych nie podzielają inni kierowcy. - Wiadomo, że w centrum brakuje miejsc postojowych. Zachowanie przepisowej odległości 1,5 metra na chodniku jest w wielu przypadkach praktycznie niemożliwe - mówi kierowca, z którym rozmawiałem przy ul. Pieniężnego.
Świedzieniewski robi zdjęcia i wywołuje je za własne pieniądze. - Ale już na wtorkowym posiedzeniu rady zaproponujemy, by pieniądze na fotografie pochodziły z budżetu rady - zapowiada Romuald Preger, przewodniczący rady osiedla Śródmieście. A wtedy zdjęć z patroli może być jeszcze więcej.
KOMENTARZ
Ostrożnie z radością
Społecznikowi przypadła rola wychowawcy olsztyńskich kierowców, którzy często bezceremonialnie zastawiają wąskie chodniczki i tym samym zmuszają pieszych do lawirowania między samochodami. Brak skutecznej reakcji ze strony policji i straży miejskiej na jaskrawe przykłady nadużywania przez kierowców pozycji silniejszych uczestników ruchu może doprowadzić do tego, że zastępy społeczników będą coraz liczniejsze. Mundurowych nie zawstydza, że ktoś ich wyręcza w pracy (w której bronią okazuje się zwykły aparat fotograficzny). Wręcz przeciwnie - cieszą się. Jak tak dalej pójdzie, część z nich może się wkrótce okazać zbędna. Ale czy wtedy dalej im będzie do śmiechu?
Tomasz Kurs
źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... datow.html

Pan Mieczysław, łowca mandatów nie pęka
Grzegorz Szydłowski
08.10.2009 , aktualizacja: 09.10.2009 13:21
Mieczysław Świdziniewski mimo krytyki ze strony części kierowców się nie poddaje i dalej będzie polował na łamiących prawo
Służby porządkowe nie chcą już, by działacz rady osiedla z centrum robił zdjęcia źle zaparkowanym samochodom. - Takie wrażenie odnieśliśmy po spotkaniu z policją i strażą miejską - tłumaczy szef dzielnicowej rady
- Wydawało się nam, że służbom porządkowym jest nie w smak to, co robi Mietek. I to jest przykre - mówi Romuald Preger, przewodniczący rady osiedla Śródmieście, który zorganizował spotkanie działaczy z policją i strażą miejską.
"Mietek" to Mieczysław Świdziniewski, skarbnik rady. Też mówi, że policja i straż sugerowały, by dał już sobie spokój z robieniem zdjęć. - Poproszono mnie, bym zamiast fotografować nieprawidłowo parkujące samochody, dzwonił po patrol - mówi. Ale jego doświadczenie pokazuje, że wzywanie patroli do podobnych zgłoszeń nie zawsze przynosi efekt. W dodatku policjanci nie przyjeżdżają do każdego podobnego wezwania, a jeśli przyjadą, to często kierowca zdąży już odjechać.
Pan Mieczysław stał się bohaterem znanym w całej Polsce po artykule we wtorkowej "Gazecie". Mężczyzna patroluje śródmieście Olsztyna w poszukiwaniu samochodów, które parkują na chodnikach i zostawiają zbyt mało miejsca pieszym. Zmobilizowali go do tego znajomi z osiedla. Na swoje patrole chodzi zawsze z aparatem fotograficznym w ręku. Przynosi z nich dziesiątki zdjęć, które potem zanosi na komisariat. Policjanci na podstawie zdjęć odszukują właścicieli samochodów i wystawiają mandaty.
Osiedlowi działacze domyślają się, skąd zmiana w nastawieniu policji i straży miejskiej do społecznych patroli. Jeszcze kilka dni temu, gdy rozmawialiśmy z mundurowymi, mówili, że zdjęcia od pana Mieczysława to dla nich duża pomoc. Po tych słowach spadła na nich krytyka, że nic nie robią, by walczyć ze źle zaparkowanymi samochodami, a emeryt o wiele energiczniej zabrał się za to, z czym oni od dawna nie mogli sobie poradzić.
Czytelnicy podzielili się w ocenie tego, co robi społecznik. Jedni cieszyli się, że znalazł się ktoś, kto wziął się za kierowców nieprawidłowo parkujących w centrum. Inni zżymali się, twierdząc, że jest zwykłym donosicielem. Zdarzyły się też groźby. - Odebrałem kilka anonimowych telefonów z pogróżkami - przyznaje społecznik.
Mimo to rada ze Śródmieścia stanęła murem za p. Mieczysławem. Początkowo jej działacze chcieli wystąpić do ratusza, bo to Urząd Miasta opłaca działalność rad osiedlowych, o pomoc finansową - teraz społecznik robi i wywołuje zdjęcia za swoje pieniądze. Jednak zrezygnowali z tego. - Doszliśmy do wniosku, że nie będziemy żebrać, bo to by przeczyło naszemu społecznictwu - twierdzi Preger. - Zostaliśmy przy apelu do policji i straży miejskiej, by wsparła nas kwotą 100 zł miesięcznie na te wydatki.
Tymczasem pan Mieczysław zapowiada, że kupi telefon komórkowy, by - zgodnie z sugestią służb mundurowych - mógł dzwonić po straż i policję, gdy zobaczy samochody łamiące przepisy o parkowaniu na chodnikach. - Zobaczymy, czy będą reagować na zgłoszenia - mówi. - Nie zamierzam się poddawać i ulegać głosom krytyki i podejściem policji. Będę dzwonił, choć nie sądzę, żeby to odniosło skutek. Mimo codziennych moich obchodów i dziesiątek zdjęć, które dostarczam na komisariat, nie zauważam w okolicy patroli.
Przy okazji opowiada, że dzięki artykułowi w "Gazecie" kierowcy zaczęli go kojarzyć. - Jedni odwracają się na mój widok, drudzy, gdy mnie widzą, przeparkowują swoje auta, tak by zostawić więcej miejsca na chodnikach - mówi zadowolony.
Józef Kłosek, komendant straży miejskiej twierdzi, że nie może spełnić apelu o finansowe wsparcie. - Nie mamy takiej możliwości - mówi. I dodaje: - Nie można nam zarzucić, że nic nie robimy. Przeczą temu statystyki. W 2008 roku interweniowaliśmy ponad 5,6 tys. razy w sprawach komunikacyjnych [strażnicy wlepili mandaty łącznie na kwotę ok. 300 tys. zł - red.]. A nie możemy tylko się na tym skupiać, bo dochodzi do tego ok. 7 tys. interwencji innego rodzaju.
Policja nie chce już pomocy społecznika? Anna Fic z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji: - Codzienna praca służb dbających o bezpieczeństwo to w dużej części reakcja na zgłoszenia mieszkańców.
grzegorz.szydlowski@olsztyn.agora.pl
Cały tekst: http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,4872 ... z2JJeCCG7X
