Dzięki za sugestie.
Po tym, jak kiedyś potraktowano moje pismo, w którym wymieniałem na raz więcej usterek (w 2009 zrobiłem inwentaryzację wad dróg rowerowych) , doszedłem do wniosku, że lepiej sprawdza się zasada: jedno pismo - jedna usterka. W przeciwnym wypadku MZD naprawia to, co im jest najłatwiej skorygować i uznaje sprawę za załatwioną. Przykładowo opisałem wtedy wszystkie wady na Łódzkiej, ale jedyne, co zostało poprawione to malowania na skrzyżowaniu Łódzkiej / Olszewskiego (zresztą świetny przykład na partactwo przy doborze kolorów chodników - w obrębie skrzyżowania droga rowerowa robi się szara, a chodnik czerwony i konieczne są znaki poziome do ich oddzielenia).
Dlatego jak piszę o nawierzchni, to mam na myśli tylko usterki nawierzchni (zapadniętą kostkę, ale nie skrajnię czy uskoki). Z tego co wiem, to istnieje chyba tylko ogólny przepis o tym, że zarządca drogi ją utrzymuje w należytym stanie technicznym, co jest mało wymowne, więc nie chciałem się na to powoływać.
Mam obfotografowane osobno usterki skrajni i uskoki jeszcze w paru miejscach, ale zamierzam stopniowo wysyłać im zgłoszenia pakietami, żeby nie stwierdzili, że jestem strasznym pieniaczem i mnie całkiem nie olali. Poza tym, niestety, trzeba mieć podejście realistyczne - chyba nie ma co liczyć na to, że MZD poprawi rzeczy, które wymagałyby znacznych kosztów związanych z przebudową, więc na razie zwaracam uwagę na rzeczy drobne.
Skąd wiadomo, że sygnalizacja świetlna to WGK a nie ZDM? Z tego, co znalazłem, to WGK projektuje drogi rowerowe (ale chyba tylko te poza pasem drogowym), natomiast sygnalizacja świetlna to chyba wyłącznie ZDM. Jeśli się mylę, to powinni przekazać pismo wg właściwości, więc straty nie będzie.
Drugi egzemplarz do prezydenta miasta chyba jest bez sensu: prywatnie do p. Lubawskiego nie ma co pisać, bo on przecież nie będzie się indywidualnie zajmował naprawianiem dziur w jezdni, tylko wyrzuci takie pismo do śmieci (i słusznie, moim zdaniem); natomiast do organu "Prezydent Miasta Kielce" też nie ma co pisać, bo organ musi przekazać pismo wg właściwości - czyli do MZD. Z doświadczenia wiem, że pisma, które mają w "do wiadomości" jakieś organy, które nic w sprawie nie mogą zrobić, to tylko sygnalizują adresatom, że pisze do nich ktoś, kto się nie zna na przepisach i chce ich nieudolnie postraszyć, że "prezydent się dowie i coś wam zrobi". Często na takich pismach jest jeszcze dodany Rzecznik Praw Obywatelskich (ta dziura w jezdni narusza moje prawa!) i Ewa Drzyzga (to chyba osoba z jakiegoś programu w TV).
