Kryzys pokazał, jak silny negatywny wpływ na lokalne rynki pracy może mieć koncentracja jednej branży przemysłowej. Najwyższe płace w 2009 r. były w powiecie lubińskim, gdzie działa KGHM

– Tak zwane monokultury przemysłowe, czyli koncentracja jednej gałęzi w jednym miejscu, są szczególnie podatne na wahania koniunktury. Wiele lokalnych rynków pracy w kraju ucierpiało więc na kryzysie bardziej niż inne – analizuje Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.
Wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2009 r. wzrosło o 4,97 proc. w stosunku do 2008 r. Część powiatów mocno jednak odbiega od tej średniej – wynika z danych GUS na temat płac w 379 jednostkach terytorialnych. W powiecie augustowskim (woj. podlaskie) przeciętne zarobki spadły o ok. 7 proc.
– W naszym regionie zlokalizowanych jest kilka większych firm produkujących łodzie. Zostały one mocno poturbowane przez kryzys – mówi Andrzej Krzywicki z Powiatowego Urzędu Pracy w Augustowie.
– Ubiegły rok był dla całej branży po prostu tragiczny – przyznaje Małgorzata Wencewicz z firmy Darek Co., wytwarzającej m.in. łodzie motorowe. – Były przestoje, redukcja zatrudnienia, bezpłatne urlopy dla pracowników, ograniczenie wymiaru czasu pracy i co za tym idzie – automatycznie mniejsze wynagrodzenia – opowiada.
Również na sytuację w powiecie opatowskim (woj. świętokrzyskie), gdzie płace spadły aż o 6,5 proc., mógł mieć wpływ upadek jednej większej firmy.
– W 2009 r. zamknięto duże zakłady z branży odzieżowej – przypomina Rafał Duda, p.o. dyrektora lokalnego urzędu pracy. Chodzi o firmę Collar Textil, dawny zakład Wólczanki. Cała 300-osobowa załoga straciła pracę.
Powiat kępiński to prawdziwe zagłębie meblowo-stolarskie. Dzięki temu większość mieszkańców ma pracę, stopa bezrobocia w 2009 r. wynosiła jedynie 4,4 proc. Ale z drugiej strony to branża o niskich zarobkach. Gdy w 2008 r. koniunktura na światowych rynkach jeszcze się nie załamała, średnie wynagrodzenie w powiecie wzrosło o ok. 8 proc., w 2009 r. – gdy przyszedł krach – już tylko o ponad 1 proc. Obecnie jest to miejsce o najniższych płacach – 2,02 tys. zł miesięcznie brutto.
Nie wszędzie jednak dominacja jednej branży przyniosła negatywne efekty w zakresie płac. W powiecie nowosolskim, gdzie królują firmy szeroko pojętego przemysłu motoryzacyjnego, średnie zarobki wzrosły o 12,1 proc. To dosyć zaskakujące, bo motoryzacja ucierpiała na kryzysie. Nawet w Nowej Soli upadło kilka firm (m.in. FATSA, produkująca tapicerkę samochodową), wiele zmniejszyło zatrudnienie. Stopa bezrobocia w powiecie szybko rosła – z ok. 17 proc. w połowie 2008 r. do 27 proc. na koniec 2009 r. Jak wytłumaczyć ten paradoks?
– W naszym powiecie jednocześnie pojawiały się nowe inwestycje. Wciąż potrzeba pracowników, tyle że lepiej wykształconych – tłumaczy Łukasz Rut z Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej.
Przykładowo w 2009 r. w Nowej Soli firma Zastat Transport zainwestowała 10 mln zł i zatrudniła 50 osób, a Voit, produkująca części aluminiowe dla przemysłu motoryzacyjnego i elektronicznego, rozszerzyła działalność o kolejne 52 osoby.
– Negatywne efekty recesji na lokalnych rynkach pracy wywołane monokulturą przemysłowej działalności powinny być dla władz pewną wskazówką – uważa Tomasz Kaczor.
– Oczywiście trudno oczekiwać, by samorząd uznał, że w danym miejscu ma już za dużo np. firm meblowych i zabronił kolejnym inwestycji. Jednak w planach rozwoju należy kłaść nacisk także na rozwój usług.
A że przy dominującym sektorze usługowym można się rozwijać, pokazuje przykład powiatu zwoleńskiego (woj. mazowieckie), gdzie płace w 2009 r. wzrosły najmocniej – o ok. 15 proc.). – Nie ma u nas większych przedsiębiorstw, lokalna gospodarka opiera się na usługach – mówi Stefan Bernaciak, wicestarosta powiatu. – Ze względu na położenie oraz ostatnie inwestycje infrastrukturalne znieśliśmy kryzys w miarę dobrze.
Zwoleń leży na skrzyżowaniu dróg krajowych Radom – Lublin i Warszawa – Tarnobrzeg.
– Przy samych trasach coraz bardziej rozkręca się mały biznes, a część mieszkańców korzysta z dobrych dojazdów do większych miast – podkreśla starosta.
Tylko 30 powiatów powyżej średniej krajowej
Zróżnicowanie płacowe między powiatami w 2009 r. utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie. Najwyższe przeciętne wynagrodzenie w powiecie lubińskim (ok. 5,6 tys. zł) wynosiło 170 proc. średniej krajowej. Najniższe zarobki – w powiecie kępińskim (woj. wielkopolskie) to tylko 61 proc. średniej. W ubiegłym roku było bardzo podobnie.
W sumie tylko w 30 z 379 powiatów w Polsce (8 proc.) zarobki są wyższe niż średnia krajowa. W porównaniu z 2008 r. ta „elitarna" grupa powiększyła się o miasto Olsztyn. W takich województwach jak podkarpackie, podlaskie, świętokrzyskie, lubuskie i kujawsko-pomorskie nie ma ani jednego powiatu o ponadprzeciętnych płacach. Wśród miast wojewódzkich najwyższe płace kształtują się w Warszawie – 4,6 tys. zł, Katowicach – 4,5 tys. oraz w Gdańsku – 4 tys. zł.
Najniższe – w Gorzowie Wielkopolskim – 2,92 tys. zł, w Zielonej Górze – 3,06 tys zł i w Bydgoszczy – 3,07 tys. zł. Także w Kielcach, Białymstoku, Łodzi, Toruniu, Lublinie i Rzeszowie zarobki nie przekraczają średniej krajowej. Najwyższą dynamiką wynagrodzeń w 2009 r. mogły pochwalić się Katowice – 8,3 proc., najniższą Warszawa – 2,2 proc.
http://www.rp.pl/artykul/9211,562703_Ro ... atach.html





