
Nowy konflikt w PKS-ie Kielce
Marcin Sztandera
2009-05-30, ostatnia aktualizacja 2009-05-29 20:10
Koniec polityki miłości w kieleckim PKS-ie. Po czterech tygodniach rządów nowego prezesa doszło do konfliktu ze związkami zawodowymi, które go poparły. Poszło o wymianę dyrektora finansowego.
Marek Wołoch został prezesem PKS-u w Kielcach na początku maja. O to stanowisko ubiegało się siedmiu kandydatów, do rozmów kwalifikacyjnych zaproszono cztery osoby. Przedstawiciele związków zawodowych, m.in. "S", jeszcze przed wyborami poparły Wołocha.
Sytuacja była podobna jak ta sprzed 1,5 roku w kieleckim MPK-u. Wtedy to tamtejsza "Solidarność" wynalazła Wołocha i ściągnęła na stanowisko prezesa miejskiej spółki. Miał uratować zakład, a odwołany został przez tę samą "S"", która zarzuciła mu niegospodarne działania, m.in. przy zakupie autobusów MAZ.
W PKS-ie po wyborach związkowcy zadeklarowali, że prezes Wołoch będzie miał kilka tygodni spokoju na zapoznanie się z kondycją firmy. Ten czas już minął, bo związkowcy z PKS-u o prezesie Wołochu zdanie zmienili. - W naszej ocenie w przedsiębiorstwie niewiele się zmieniło przez te kilka tygodni, a przyjście tu Marka Wołocha mogło być rodzajem zemsty na MPK-u, z którego odszedł i które teraz, tak jak PKS, jest zainteresowane przetargiem na obsługę miejskich autobusów - mówi Zbigniew Zwierzyński, przewodniczący zakładowej "S". - Dotarły też do nas niepokojące sygnały o tym, co się działo w MPK-u pod jego rządami. A nam zależy na doczekaniu w jak najlepszej kondycji do zapowiadanej prywatyzacji - dodaje.
Zaczynem konfliktu stał się konkurs na dyrektora finansowego - głównego księgowego. Stanowisko to od dwóch lat zajmuje Anna Jędrocha, członkini "S". Wołoch postanowił ją wymienić. - Zmiana jest potrzebna, szczególnie w sytuacji, gdy firmę czekają duże wyzwania, w tym prywatyzacja - uzasadnia. Dodaje, że nie ma zastrzeżeń do pracy obecnej dyrektor finansowej. - Ale nowy szef ma prawo dobierać sobie współpracowników - tłumaczy prezes PKS-u.
Przedstawiciele związków zawodowych mówią o sprawie inaczej. - Prezes chce zwolnić dobrego fachowca, wobec którego nigdy nie było zastrzeżeń. Tylko po to, żeby obsadzić to stanowisko swoim znajomym, który bardzo źle się zapisał w PKS-ie - oskarża Zwierzyński.
Tym znajomym, według niego, ma być Michał Brożyna, były prokurent i dyrektor ds. finansowych w PKS-ie Kielce. W 2004 roku po odejściu z przedsiębiorstwa trafił do zarządu transportu miejskiego jako główny księgowy, a potem pracował w Kolporterze. - To on zwolnił niezgodnie z prawem Danutę Katanowską [była przewodnicząca "S" w PKS-ie - przyp. red.]. Gdy wygrała sprawę w sądzie, firma musiała jej wypłacić duże odszkodowanie - przypomina Zwierzyński.
Marek Wołoch nie chce komentować personalnych spekulacji. - Na konkurs wpłynęła jedna oferta, w niepodpisanej kopercie. Nie ma mnie w pracy więc nawet nie wiem kto ją złożył - twierdzi.
Związkowcy z "S" w tej sytuacji nie pozostali bierni. Komisja zakładowa szybko podjęła uchwałę o objęciu Jędrochy specjalną ochroną związkową. - Teraz nie można jej zwolnić - twierdzi przewodniczący Zwierzyński.
- Nikt nie mówi o zwolnieniu, ale o przesunięciu na inne stanowisko - odpowiada Wołoch. - Poza tym to chyba zarząd decyduje o zmianach kadrowych i zarządzaniu, a nie związki zawodowe. Tak powinno być w normalnej firmie i do tego dążę - podkreśla.
Komentarz Ziemowit Nowak
Sytuacja w PKS, a wcześniej w MPK, wyraźnie pokazuje, że trzeba jak najszybciej zmienić ustawę o związkach zawodowych. Obecne przepisy są głupie i nieżyciowe, bo zabraniają kadrze kierowniczej pełnić funkcje w związkach zawodowych. Rodzi to niepotrzebne konflikty, szczególnie w tak potrzebnych społeczeństwu państwowych firmach jaką jest też PKS. O ileż byłoby prościej, gdyby przewodniczący związku zawodowego był jednocześnie prezesem PKS (to samo się tyczy MPK). Mógłby sobie jednocześnie dbać o interesy pracowników i pilnować dyscypliny pracy; negocjować (sam ze sobą) dodatki socjalne i podwyżki, i przekonywać (samego siebie), że firmy na to nie stać. Ba - nie byłoby żadnego konfliktu o zatrudnienie kogokolwiek na jakimkolwiek stanowisku! Każda kandydatura zaproponowana przez takiego prezesa uzyskałaby przecież bezwarunkową, stuprocentową akceptację przewodniczącego związku zawodowego. Czyż nie byłoby pięknie?!
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... ielce.html
