Kielecki rynek mieszkaniowy
Moderatorzy: Nowak, Autor, sueno, Daniel, Sirek1
- T0MIKE
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1375
- Rejestracja: 25 marca 2007, o 19:35
- Lokalizacja: ni stąd ni z owąd
- Kontakt:
Nie bardzo wiem, co imputuję, chciałem jedynie, żeby każdy doczytał do końca. Mieszkania z licytacji były są i będą. Wiszą m.in. w Sądzie Rejonowym, w Urzędzie Miasta i jakoś nie wykształcił się z tego nigdy nowy trend na rynku nieruchomości. Może sam kupiłeś już takie mieszkanie z lokatorem lub najemcą?
Tzn powiem moze jeszcze tak (oczywiscie dziekuje za kolejne cenne wskazowki/posty), ale w moim odczuciu zupelnym maximum jakie na ta chwile jestem w stanie zaplacic za mieszkanie w wielkiej plycie, do remontu to jest 3500 m2 (ale te 3500 to przy jakiejs super lokalizacjia bardziej sklaniam sie w strone 3000 i w dol
) . Jak uwazacie czy moje oczekiwania sa oderwane od rzeczywistosci i zupelnie nie z tej ziemi
Pozdrawiam
Pozdrawiam
Imputujesz że dałem linka z onetu.T0MIKE pisze:Nie bardzo wiem, co imputuję, chciałem jedynie, żeby każdy doczytał do końca. Mieszkania z licytacji były są i będą. Wiszą m.in. w Sądzie Rejonowym, w Urzędzie Miasta i jakoś nie wykształcił się z tego nigdy nowy trend na rynku nieruchomości. Może sam kupiłeś już takie mieszkanie z lokatorem lub najemcą?
Nic nie kupiłem , kupię jak bedą tanie, mnie sie nie spieszy.... A co do licytacji to owszym bywały ale niewiele natomiast w najbliższtym czasie ich ilośc mocno wzrośnie a co za tym idzie ceny wylicytowane mocno spadną, normalna rzecz przećwiczona wielokrotnie w historii kryzysów.
Do Moi : twą naiwność zweryfikuje czas.
Chciałoby się czasem powtórzyć za Bogusiem Lindą: "Co ty, xxxxx, wiesz o kryzysach"?gery_pery pisze:A co do licytacji to owszym bywały ale niewiele natomiast w najbliższtym czasie ich ilośc mocno wzrośnie a co za tym idzie ceny wylicytowane mocno spadną, normalna rzecz przećwiczona wielokrotnie w historii kryzysów.
Do Moi : twą naiwność zweryfikuje czas.
Odpowiem za Ciebie - niewiele, patrząc choćby na Twoje hiobowe wróżby w tym wątku.
Ale jeśli chcesz się jednak dowiedzieć, jak historycznie przebiegały cykle w największych dotychczasowych powojennych kryzysach, to polecam np:
"Is the 2007 U.S. Subprime Crisis So Different? An International Historical Comparison." Reinhart'owej i Godoff'a.
Wrzuć tytuł do guglownicy, dostaniesz zwrot z adresami do pdf'ów.
To nie jedyne ich opracowanie na ten temat.
Oczywiście, można usłyszeć, że aktualny kryzys będzie historycznie największy, poważniejszy nawet od tego w 1929. Tyle tylko, że patrząc na wskaźniki, tamten Wielki Kryzys to pikuś w porównaniu do niektórych powojennych (np. Argentyna 2001, Daleki Wschód 1997, Skandynawia 1991, Hiszpania 1977). Przynajmniej w nieruchomościach. A kto o nich dziś pamięta? Rynki powróciły do cen sprzed kryzysu po 3-6 latach. Jedynym wyjątkiem jest AFAIR Japonia.
Niechlubnymi rekordami jakie dzierży dotąd Wielki Kryzys, jest wzrost bezrobocia do 22% i spadek PKB o ok. 28%. To dziś byłoby absolutnie wykluczone.
- T0MIKE
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1375
- Rejestracja: 25 marca 2007, o 19:35
- Lokalizacja: ni stąd ni z owąd
- Kontakt:
Niechaj więc cały świat licytuje, z pewnością banki będą zabierać co drugie mieszkanie, a Armagedon nastąpi jeszcze w tym roku i przyjdzie Antychryst z Ameryki i nas wykupi, jak już upadniemy... Skąd się to wszystko bierze!? Ponieważ rozpoczęliśmy w poniedziałek sprzedaż na Jagiellońskiej, wobec zainteresowania ludzi, ale przede wszystkim wobec akceptacji naszych cen oświadczam, że nie boję się Antychrysta, ani kryzysu. Banki również się nie boją, dlatego jednak udzielają kredytów, także w Warszawie.
- Wizard
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1036
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
- Lokalizacja: Kielce
- Kontakt:
Rynek mieszkaniowy stanął
Zanim klienci zdecydują się na jego zakup, dokładnie sprawdzają inwestora, jego portfolio wybudowanych już osiedli a nawet sposób finansowania budowy
Deweloperzy masowo wstrzymują nowe budowy. Nie ma kto mieszkań kupować. W Warszawie, żeby sprzedać "zapasy", trzeba dwóch lat. A wiele inwestycji to widma - zamiast domów na działkach rosną chwasty
Główny Urząd Statystyczny poinformował właśnie, że w styczniu deweloperzy zaczęli budowę niespełna 2,6 tys. mieszkań, czyli o ponad połowę mniej niż przed rokiem. Ale w rzeczywistości może ich być o wiele mniej. - Prawie nikt nie zaczyna nowych budów - mówił wczoraj na konferencji prasowej swojej firmy Jarosław Szanajca, prezes giełdowej spółki Dom Development i szef Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Ujawnił, że Dom Development zamroził w ubiegłym roku cztery inwestycje - trzy na warszawskiej Białołęce oraz jedną we Wrocławiu. W sumie to przeszło tysiąc mieszkań.
Gazeta Biznes
Takie zamrożone inwestycje figurują w statystykach GUS jako "rozpoczęte", ale naprawdę na placach budów nic się nie dzieje.
Szanajca podał też, że już od ośmiu miesięcy jego firma - jedna z największych w kraju spółek deweloperskich - nie wprowadziła do sprzedaży ani jednego nowego mieszkania!
W firmie doradczej REAS, która bada rynki mieszkaniowe w największych miastach Polski, przyznają, że przez długi czas dane o mieszkaniach rozpoczętych i wprowadzanych do sprzedaży się pokrywały. Ale ostatnio o wiele więcej jest rozpoczynanych niż rzeczywiście wprowadzanych na rynek. - Rozbieżności sięgają już nawet 50 proc. W Łodzi nie pojawiła się w sprzedaży w czwartym kwartale żadna nowa inwestycja - mówi Katarzyna Kuniewicz z REAS.
Widzi ona dwie możliwe przyczyny. Deweloperzy nie sprzedają już mieszkań, dopóki ich nie skończą. Ale bardziej prawdopodobne jest to, że naprawdę tylko wbijają łopatę w ziemię i budowy nie kontynuują, czekając na lepsze czasy.
Deweloperów zniechęca kryzys, a ściślej - malejąca sprzedaż mieszkań. To, co przyniósł czwarty kwartał ubiegłego roku, można już określić mianem krachu. Dom Development sprzedał w tym okresie zaledwie 92 mieszkania - prawie jedną czwartą tego co przed rokiem. A J.W. Construction Holding - nr 1 wśród polskich deweloperów - w ogóle nie ujawnia, ile sprzedał mieszkań w końcówce roku. Podaje tylko, że w całym 2008 r. było ich 530. A jeszcze rok wcześniej - 2,8 tys., czyli ponad pięć razy więcej.
Jest też nowe zjawisko na rynku - tzw. ujemna sprzedaż. Chodzi o to, że więcej klientów rezygnuje z już podpisanych umów, niż podpisuje nowe!
To efekt przykręcenia śruby kredytowej przez banki. Z braku pieniędzy klienci rezygnują z już zaklepanego mieszkania. Według REAS takich odwołanych umów w ostatnim kwartale 2008 r. było w samej tylko Warszawie ponad 400!
Są wprawdzie deweloperzy, którym sprzedaż wzrosła, ale to dlatego, że mocno obniżali ceny. Np. giełdowy Gant sprzedał w IV kw. 2008 r. 210 mieszkań we Wrocławiu i Krakowie. Ale nie dość, że buduje stosunkowo tanie mieszkania, to jeszcze - jak nam przyznał wiceprezes Ganta Henryk Feliks - dawał upusty sięgające 15 proc.
Nie tylko klienci deweloperów mają problem ze zdobyciem kredytu. To samo dotyka firm, które nie mogą pożyczyć od banków na nowe inwestycje. - Deweloperom jest bardzo trudno udowodnić rentowność tego typu przedsięwzięć - mówi prezes REAS Kazimierz Kirejczyk. A to dlatego, że rynek jest nasycony. Na klienta czeka mnóstwo nowych mieszkań, których budowa zaczęła się w czasie boomu dwa-trzy lata temu. Według REAS do wzięcia jest w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi w sumie ponad 37 tys. mieszkań, w tym 3,3 tys. gotowych.
Zdaniem Katarzyny Kuniewicz, żeby sprzedać zapasy mieszkań w stolicy - przy założeniu, że popyt będzie taki sam jak w 2008 r. - potrzeba 22 miesięcy, w Krakowie 16, a w Łodzi 11 miesięcy.
Źródło: Gazeta Wyborcza
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... tanal.html
Zanim klienci zdecydują się na jego zakup, dokładnie sprawdzają inwestora, jego portfolio wybudowanych już osiedli a nawet sposób finansowania budowy
Deweloperzy masowo wstrzymują nowe budowy. Nie ma kto mieszkań kupować. W Warszawie, żeby sprzedać "zapasy", trzeba dwóch lat. A wiele inwestycji to widma - zamiast domów na działkach rosną chwasty
Główny Urząd Statystyczny poinformował właśnie, że w styczniu deweloperzy zaczęli budowę niespełna 2,6 tys. mieszkań, czyli o ponad połowę mniej niż przed rokiem. Ale w rzeczywistości może ich być o wiele mniej. - Prawie nikt nie zaczyna nowych budów - mówił wczoraj na konferencji prasowej swojej firmy Jarosław Szanajca, prezes giełdowej spółki Dom Development i szef Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Ujawnił, że Dom Development zamroził w ubiegłym roku cztery inwestycje - trzy na warszawskiej Białołęce oraz jedną we Wrocławiu. W sumie to przeszło tysiąc mieszkań.
Gazeta Biznes
Takie zamrożone inwestycje figurują w statystykach GUS jako "rozpoczęte", ale naprawdę na placach budów nic się nie dzieje.
Szanajca podał też, że już od ośmiu miesięcy jego firma - jedna z największych w kraju spółek deweloperskich - nie wprowadziła do sprzedaży ani jednego nowego mieszkania!
W firmie doradczej REAS, która bada rynki mieszkaniowe w największych miastach Polski, przyznają, że przez długi czas dane o mieszkaniach rozpoczętych i wprowadzanych do sprzedaży się pokrywały. Ale ostatnio o wiele więcej jest rozpoczynanych niż rzeczywiście wprowadzanych na rynek. - Rozbieżności sięgają już nawet 50 proc. W Łodzi nie pojawiła się w sprzedaży w czwartym kwartale żadna nowa inwestycja - mówi Katarzyna Kuniewicz z REAS.
Widzi ona dwie możliwe przyczyny. Deweloperzy nie sprzedają już mieszkań, dopóki ich nie skończą. Ale bardziej prawdopodobne jest to, że naprawdę tylko wbijają łopatę w ziemię i budowy nie kontynuują, czekając na lepsze czasy.
Deweloperów zniechęca kryzys, a ściślej - malejąca sprzedaż mieszkań. To, co przyniósł czwarty kwartał ubiegłego roku, można już określić mianem krachu. Dom Development sprzedał w tym okresie zaledwie 92 mieszkania - prawie jedną czwartą tego co przed rokiem. A J.W. Construction Holding - nr 1 wśród polskich deweloperów - w ogóle nie ujawnia, ile sprzedał mieszkań w końcówce roku. Podaje tylko, że w całym 2008 r. było ich 530. A jeszcze rok wcześniej - 2,8 tys., czyli ponad pięć razy więcej.
Jest też nowe zjawisko na rynku - tzw. ujemna sprzedaż. Chodzi o to, że więcej klientów rezygnuje z już podpisanych umów, niż podpisuje nowe!
To efekt przykręcenia śruby kredytowej przez banki. Z braku pieniędzy klienci rezygnują z już zaklepanego mieszkania. Według REAS takich odwołanych umów w ostatnim kwartale 2008 r. było w samej tylko Warszawie ponad 400!
Są wprawdzie deweloperzy, którym sprzedaż wzrosła, ale to dlatego, że mocno obniżali ceny. Np. giełdowy Gant sprzedał w IV kw. 2008 r. 210 mieszkań we Wrocławiu i Krakowie. Ale nie dość, że buduje stosunkowo tanie mieszkania, to jeszcze - jak nam przyznał wiceprezes Ganta Henryk Feliks - dawał upusty sięgające 15 proc.
Nie tylko klienci deweloperów mają problem ze zdobyciem kredytu. To samo dotyka firm, które nie mogą pożyczyć od banków na nowe inwestycje. - Deweloperom jest bardzo trudno udowodnić rentowność tego typu przedsięwzięć - mówi prezes REAS Kazimierz Kirejczyk. A to dlatego, że rynek jest nasycony. Na klienta czeka mnóstwo nowych mieszkań, których budowa zaczęła się w czasie boomu dwa-trzy lata temu. Według REAS do wzięcia jest w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi w sumie ponad 37 tys. mieszkań, w tym 3,3 tys. gotowych.
Zdaniem Katarzyny Kuniewicz, żeby sprzedać zapasy mieszkań w stolicy - przy założeniu, że popyt będzie taki sam jak w 2008 r. - potrzeba 22 miesięcy, w Krakowie 16, a w Łodzi 11 miesięcy.
Źródło: Gazeta Wyborcza
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... tanal.html
Every dream has a price
- Wizard
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1036
- Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
- Lokalizacja: Kielce
- Kontakt:
Deweloperzy chcą zmusić wykonawców do obniżenia cen
Większość dużych deweloperów opublikowała w tym tygodniu wyniki finansowe za ostatni kwartał 2008 roku. Generalnie wszyscy mówią o załamaniu na rynku i o wstrzymaniu w tym roku wszystkich nowych inwestycji.
Dom Development, który przed rokiem sprzedawał w kwartale prawie 900 mieszkań, w ostatnim kwartale 2008 roku sprzedał tylko 71 lokali. W tym samym okresie Polnord sprzedał tylko 57 mieszkań. Deweloperzy szukają więc oszczędności. Najczęściej, zwalniając pracowników i starając się obniżyć stawki wykonawcom.
Szacuje się, że przy inwestycjach mieszkaniowych łączny koszt robocizny to ok. 25 proc. kosztów całej inwestycji.
– Nie ukrywam, że negocjujemy z wykonawcami wartość podpisanych kontraktów i terminy zapłaty. Te uzyskiwane przez nas obniżki są na poziomie kilku procent – mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.
Teoretycznie wykonawca może odmówić zgody na obniżenie jego stawek, bo ma podpisaną umowę, jednak każdy ma świadomość, że na rynku jest kryzys.
– Wykonawca wie, że możemy go nie zaprosić do następnej inwestycji – przyznaje prezes Szanajca.
Tych inwestycji w tym roku będzie bardzo mało, więc firmy budowlane bardzo często godzą się pracować za mniejsze pieniądze i zgadzają się na wydłużenie terminów zapłaty. Na nieco inne rozwiązanie zdecydował się Polnord.
– Nie mamy generalnego wykonawcy, sami wszystko nadzorujemy. Dzięki temu można zaoszczędzić nawet 10–15 proc. kosztów robocizny – mówi Jacek Kaliszuk z Polnordu.
W tej sytuacji renegocjowanie umów z wykonawcami jest niepotrzebne. Ale stawki za roboty spadają też w Polnordzie.
– Firmy budowlane za chwilę obniżą swoją marżę z 4–5 proc. do 1–2 proc. Może nawet zejdą do zera – uważa prezes firmy Wojciech Ciurzyński.
Za to deweloperzy mimo kryzysu w oficjalnych dokumentach chwalą się bardzo wysoką marżą.
– Nasza marża w IV kw. ubiegłego roku spadła do 36,7 proc. – chwali się prezes Szanajca. Za to prezes Polnordu zapowiada, że marża deweloperska będzie spadała.
– Schodzimy z naszą marżą do 10 proc. – mówi Wojciech Ciurzyński.
Nawet w okresie wielkiego boomu mieszkaniowego dwa lata temu wykonawcy nie mieli tak dużej marży.
Źródło: Gazeta Prawna
http://biznes.onet.pl/5,1544830,prasa.html
– Nasza marża w IV kw. ubiegłego roku spadła do 36,7 proc. – chwali się prezes Szanajca. Ciekawe z ilu spadła ? z 50-60 ?%
Nie krytykuje developerów. Dziwię się Polakom, że kupowali.
Większość dużych deweloperów opublikowała w tym tygodniu wyniki finansowe za ostatni kwartał 2008 roku. Generalnie wszyscy mówią o załamaniu na rynku i o wstrzymaniu w tym roku wszystkich nowych inwestycji.
Dom Development, który przed rokiem sprzedawał w kwartale prawie 900 mieszkań, w ostatnim kwartale 2008 roku sprzedał tylko 71 lokali. W tym samym okresie Polnord sprzedał tylko 57 mieszkań. Deweloperzy szukają więc oszczędności. Najczęściej, zwalniając pracowników i starając się obniżyć stawki wykonawcom.
Szacuje się, że przy inwestycjach mieszkaniowych łączny koszt robocizny to ok. 25 proc. kosztów całej inwestycji.
– Nie ukrywam, że negocjujemy z wykonawcami wartość podpisanych kontraktów i terminy zapłaty. Te uzyskiwane przez nas obniżki są na poziomie kilku procent – mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.
Teoretycznie wykonawca może odmówić zgody na obniżenie jego stawek, bo ma podpisaną umowę, jednak każdy ma świadomość, że na rynku jest kryzys.
– Wykonawca wie, że możemy go nie zaprosić do następnej inwestycji – przyznaje prezes Szanajca.
Tych inwestycji w tym roku będzie bardzo mało, więc firmy budowlane bardzo często godzą się pracować za mniejsze pieniądze i zgadzają się na wydłużenie terminów zapłaty. Na nieco inne rozwiązanie zdecydował się Polnord.
– Nie mamy generalnego wykonawcy, sami wszystko nadzorujemy. Dzięki temu można zaoszczędzić nawet 10–15 proc. kosztów robocizny – mówi Jacek Kaliszuk z Polnordu.
W tej sytuacji renegocjowanie umów z wykonawcami jest niepotrzebne. Ale stawki za roboty spadają też w Polnordzie.
– Firmy budowlane za chwilę obniżą swoją marżę z 4–5 proc. do 1–2 proc. Może nawet zejdą do zera – uważa prezes firmy Wojciech Ciurzyński.
Za to deweloperzy mimo kryzysu w oficjalnych dokumentach chwalą się bardzo wysoką marżą.
– Nasza marża w IV kw. ubiegłego roku spadła do 36,7 proc. – chwali się prezes Szanajca. Za to prezes Polnordu zapowiada, że marża deweloperska będzie spadała.
– Schodzimy z naszą marżą do 10 proc. – mówi Wojciech Ciurzyński.
Nawet w okresie wielkiego boomu mieszkaniowego dwa lata temu wykonawcy nie mieli tak dużej marży.
Źródło: Gazeta Prawna
http://biznes.onet.pl/5,1544830,prasa.html
– Nasza marża w IV kw. ubiegłego roku spadła do 36,7 proc. – chwali się prezes Szanajca. Ciekawe z ilu spadła ? z 50-60 ?%
Nie krytykuje developerów. Dziwię się Polakom, że kupowali.
Every dream has a price
Sledze uwaznie te artykuly i odnosze dziwne wrazenie ze to nijak sie ma do naszego kieleckiego rynku. Ale mam nadzieje ze bedzie jak z wieloma innymi rzeczami ze nasze miasto reaguje zawsze z delikatnym opoznieniem
Jezeli chodzi o ta marze to mysle ze tylko z czasem sie przekonamy czy wygrali ci co kupili mieszkania wczesniej czy tez my ci ktorzy czekaja i licza na powort "normalnosci". Bo dla mnie osobiscie anormalna sytuacja jest placenie za mieszkania w wielkiej plycie (20 lat stoi blok - 60m2) +200 tys
Pozdrawiam
Jezeli chodzi o ta marze to mysle ze tylko z czasem sie przekonamy czy wygrali ci co kupili mieszkania wczesniej czy tez my ci ktorzy czekaja i licza na powort "normalnosci". Bo dla mnie osobiscie anormalna sytuacja jest placenie za mieszkania w wielkiej plycie (20 lat stoi blok - 60m2) +200 tys
Pozdrawiam
- T0MIKE
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1375
- Rejestracja: 25 marca 2007, o 19:35
- Lokalizacja: ni stąd ni z owąd
- Kontakt:
To wszystko jest złudne. Nie można na podstawie danych z IV-go kwartału, kiedy żaden bank nie dawał kredytów snuć prognoz na 2 lata. Ważniejszę będą wyniki za I-wszy kwartał, a ten jest w W-wie zdecydowanie lepszy niż ostatni z 2008r. Banki poluzowały cugle, podniosły zdolność kredytową i powoli wrócili też inwestorzy zagraniczni. Dzisiaj m2 mieszkania na Bemowie kosztuje 1.600 Euro, a jeszcze rok temu kosztowało 2.500 Euro. Jest różnica. Jeśl złotówka się wzmocni, a ceny mieszkań lekko pójdą w górę, lub przynajmniej nie stanieją, zarobek będzie oczywisty. Myślę, że po zdławieniu złotego do 5PLN za Euro będzie dużo więcej transakcji z inwestorami z Zachodu. Wtedy najlepiej będzie zamieniać Euro i USD na mieszkania, żeby po wejściu do strefy Euro je sprzedać. Załóżmy, że mamy 1.000.000 Euro. Jeśli złoty polegnie i będzie 5 PLN za 1 Euro, to mamy 5.000.000 PLN. To oznacza, na rynku kieleckim, powiedzmy 1.100 m2 mieszkań. Jeśli wierzyć przewidywaniom analityków Nordea Banku za rok 1 Euro będzie warte 3,7 PLN. Zatem sprzedanie mieszkań po tej samej cenie, czyli za 5.000.000 PLN będzie oznaczać już 1.350.000 Euro. Dobry interes? A jak do tego dodać, że w systemie 10-90 zaangażowanie takiego klienta wyniesie de facto tylko 500.000 PLN, to deal sam się robi.
To samo dotyczy wszystkich emigrantów, którzy ponownie czują, że zarabiają kasę. Nie dość, że ceny mieszkań spadły, to jeszcze za 1.000 Funtów może dzisiaj kupić 1 m2 mieszkania w Kielcach. Jeszcze rok temu. Mógłby kupić co najwyżej 0,6 - 0,7m2. Kapitał nie lubi próżni, jeśli się pojawia nowa możliwość spekulacji skwapliwie z niej korzysta.
Bazując na własnych doświadczeniach: listopad i grudzień były bardzo słabe, styczeń nieco lepszy, a luty - fantastyczny. Ilość zainteresowanych osób jest największa w historii, ale co ważniejsze, przekłada się na sprzedaż. Marzec powinien być jeszcze lepszy, tak się zapowiada. Oczywiście znakomita większość klientów ciśnie mocno o obniżkę, ale po osiągnięciu zaplanowanego przez siebie poziomu idzie do notariusza. Zatem wszyscy ci, którzy chcą kupić i mieszkać, a zaplanowali sobie realistyczną cenę będą kupować, nie czekając na osiągnięcie dna, bo nikt nie wie, na jakim poziomie ono jest.
Patrząc na inwestycje w realizacji trudno jest uwierzyć, że ludzie nie kupują i nie będą kupować. Kilka inwestycji idzie pełną parą, a takie działanie, wobec zupełnego braku sprzedaży byłoby tylko zakładaniem sobie pętli na szyję. Jeśli więc deweloperzy idą ostro do przodu, to pewnie nie po to, by się przed końcem wywalić. Choć wszystko jest możliwe...
To samo dotyczy wszystkich emigrantów, którzy ponownie czują, że zarabiają kasę. Nie dość, że ceny mieszkań spadły, to jeszcze za 1.000 Funtów może dzisiaj kupić 1 m2 mieszkania w Kielcach. Jeszcze rok temu. Mógłby kupić co najwyżej 0,6 - 0,7m2. Kapitał nie lubi próżni, jeśli się pojawia nowa możliwość spekulacji skwapliwie z niej korzysta.
Bazując na własnych doświadczeniach: listopad i grudzień były bardzo słabe, styczeń nieco lepszy, a luty - fantastyczny. Ilość zainteresowanych osób jest największa w historii, ale co ważniejsze, przekłada się na sprzedaż. Marzec powinien być jeszcze lepszy, tak się zapowiada. Oczywiście znakomita większość klientów ciśnie mocno o obniżkę, ale po osiągnięciu zaplanowanego przez siebie poziomu idzie do notariusza. Zatem wszyscy ci, którzy chcą kupić i mieszkać, a zaplanowali sobie realistyczną cenę będą kupować, nie czekając na osiągnięcie dna, bo nikt nie wie, na jakim poziomie ono jest.
Patrząc na inwestycje w realizacji trudno jest uwierzyć, że ludzie nie kupują i nie będą kupować. Kilka inwestycji idzie pełną parą, a takie działanie, wobec zupełnego braku sprzedaży byłoby tylko zakładaniem sobie pętli na szyję. Jeśli więc deweloperzy idą ostro do przodu, to pewnie nie po to, by się przed końcem wywalić. Choć wszystko jest możliwe...
Pozolwisz w takim razie TOMIKE ze cie zapytam.
1. Jaka jest realistycza cena m2 na rynku wtornym (chodzi mi o bloczek, wielka plyta, roku budowy wiadomy 1983-1987)?
2. Jaka jest realistyczna cena m2 na rynku wtronym?
Jezeli chodzi o metraz to 3 pokoje 60-70m2.
Dziekuje z gory za odpowiedz.
Pozdrawiam
1. Jaka jest realistycza cena m2 na rynku wtornym (chodzi mi o bloczek, wielka plyta, roku budowy wiadomy 1983-1987)?
2. Jaka jest realistyczna cena m2 na rynku wtronym?
Jezeli chodzi o metraz to 3 pokoje 60-70m2.
Dziekuje z gory za odpowiedz.
Pozdrawiam
Fajnie ze moje szacunki co do wielkiej plyty nie byly wziete z kosmosu. Bo jak pisalem wczesniej zupelnie max za wielka plyte to 3.500 a najchetniej to wiadomo jak najmniej
Poniewaz ostatnio roznica miedzy wielka plyta i nowymi mieszkaniami na rynku wtornym czesto sie zacierala (jezeli chodzi o cene).
Pozdrawiam
Pozdrawiam