
wiadomość z dnia 2006-05-25
Prezydent nie da się szantażować
- Nie przestraszyłem się gróźb związkowców z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Fakt, że kandyduję na prezydenta Kielc nie oznacza, że ulegnę ich żądaniom, że można miasto i mieszkańców szantażować, iż nie dojadą do pracy czy szkoły - tak odniósł się wczoraj prezydent Wojciech Lubawski do wtorkowej akcji protestacyjnej w kieleckim MPK.
Przestrzegł on związkowców, że w razie, gdy autobusy nie wyjadą na trasy, uzna umowę na usługi przewozowe za zerwaną i natychmiast znajdzie innego przewoźnika. - Dla związków zawodowych stroną do negocjacji jest rada nadzorcza i zarząd przedsiębiorstwa. Prezydent miasta ma zapewnić przewozy mieszkańcom, a nie utrzymanie posad związkowym działaczom w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji. To oni wzniecają akcje protestacyjne, bo stracą ciepłe, dobrze płatne posady i będą musieli iść do pracy - podsumował prezydent Lubawski.
Bogdan Latosiński przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Kielcach tak odniósł się do słów prezydenta Wojciecha Lubawskiego:
- Wypowiedź prezydenta Wojciecha Lubawskiego odnośnie zerwania umowy z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacji w przypadku, gdybyśmy ogłosili strajk generalny, którego nie wykluczamy, traktujemy jako prowokację. Prezydent chyba celowo wypowiada takie kwestie, żeby zmusić nas do bardziej radykalnych działań. Nie chcielibyśmy posuwać się do ostateczności i w pewnym momencie nie wyjeżdżać do miasta, ponieważ nie chcemy zrobić na złość naszym pasażerom. Na razie będziemy informować kielczan, o co naprawdę nam chodzi. Chcemy, żeby wiedzieli jak mało zrobiono dla spółki MPK - stwierdził Bogdan Latosiński.
/ElZem/
