Tu zaczynała i kończyła się historia
Marcin Sztandera 2008-12-23
Gdy w sierpniu 1885 roku przez Kielce przejeżdżał car Aleksander III pociąg zatrzymał się na 10 minut. Car wysiadł na chwilę, a wtedy na dworzec wyległy tłumy. Sytuacja powtórzyła się w 1902 roku, gdy Kielce były na trasie podróży greckiej królowej.
Tłumy witały też Józefa Piłsudskiego, gdy w 1921 roku przyjechał odebrać honorowe obywatelstwo. Ale gdy w nocy z 17 na 18 maja 1935 roku trumna ze zwłokami marszałka jechała do Krakowa, na dworcu i w okolicy było podobno 40 tys. ludzi.
Marcin Sztandera: Kielczanie mogą być dumni ze swojego dworca?
Paweł Wolańczyk* : - Patrząc na jego obecny wygląd, niekoniecznie. Ale obserwując historię tego miejsca, to zdecydowanie tak. Tak naprawdę sporo kluczowych momentów historii Kielc i Polski tam się zaczęło, albo kończyło.
A konkretnie?
- Gdy w sierpniu 1914 roku strzelcy weszli do Kielc, to w pierwszej kolejności, jako obiekt strategiczny, obsadzili budynek dworca. Spodziewali się, że Rosjanie będą próbować go odbić i rzeczywiście, wkrótce nadjechał rosyjski samochód pancerny uzbrojony w karabin maszynowy. Strzelcy odpowiedzieli ogniem i samochód odjechał. Potem doszło jeszcze do zwycięskiej potyczki z rosyjską konnicą. Polacy wycofali się dopiero, gdy przeciwnicy podeszli pod miasto z artylerią. A Rosjanie na dobre wycofali się z Kielc dopiero w połowie 1915 roku, ale wcześniej spalili budynek dworca.
To była duża strata?
- Tak, skoro Austriacy, którzy zajęli Kielce, szybko go odbudowali. Ten budynek był mocno uszkodzony jeszcze raz, we wrześniu 1939 roku. Ale po remoncie przetrwał do 1966 roku.
Wróćmy do początków kieleckiego dworca. Dlaczego wybudowano go poza miastem? Można tak powiedzieć, bo przecież gdy powstawał, Kielce to była mieścina, której granice kończyły się na mocno śmierdzącej wtedy Silnicy.
- I tak powinniśmy się cieszyć, że dworzec w Kielcach w ogóle powstał. I że stoi w tym miejscu co teraz. W pierwszej wersji linia kolejowa miała przebiegać np. z Piotrkowa do Sandomierza z pominięciem Kielc. Kilku lat później zdecydowano, że zostanie poprowadzona pomiędzy Dęblinem i Dąbrową Górniczą, a w tej wersji dworzec miał stanąć jakieś 3 km za Kadzielnią.
Dlaczego tak daleko?
- Taki przebieg linii i lokalizacja były tańsze, dlatego na tę wersję zdecydowała się firma, która otrzymała koncesję. I pewnie mielibyśmy dworzec daleko za miastem, ale do akcji włączyli się mieszkańcy miasta, którzy utworzyli Komitet Kolejowy. Kielczan obciążono dodatkowym podatkiem, a za uzyskane z tego pieniądze komitet wykupił grunty i przekazał go Zarządowi Budowy Kolei. To się w dłuższej perspektywie opłaciło, bo miasto zaczęło się w tym rejonie mocno rozwijać, choć jeszcze przez 10 lat po jego wybudowaniu ul. Sienkiewicza kończyła się na Silnicy, nie było mostku, a na zdjęciach z tamtego okresu widać pola uprawne.
Chciałoby się, żeby Obice miały takie poparcie...
- Jeżeli budowa lotniska przyniosłaby takie efekty jak linia kolejowa, to pewnie by miało. Trzeba pamiętać, że bez kolei do Warszawy jechano 24 godziny, a żydowską furmanką 36 godzin. I wreszcie, co nie jest bez znaczenia, można było wozić towary, co spowodowało rozwój m.in. kamieniołomu na Kadzielni, powstały wapienniki na Wietrzni. Obok torów ulokowały się zakłady Społem. To było takie okno na świat, bo nareszcie w miarę szybko można było dojechać do Petersburga czy Paryża.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... toria.html
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce