Kolejna wpadka świętokrzyskiego konserwatora zabytków

Joanna Gergont 20-04-2006
Po raz drugi ministerstwo kultury wytknęło świętokrzyskiemu konserwatorowi zabytków nieznajomość przepisów. - To tylko ostrożność - tłumaczy Janusz Cedro
Tym razem sprawa dotyczy budowy biurowca u zbiegu ulic św. Leonarda i Hipotecznej w Kielcach. Właścicielem nieruchomości jest firma Becher Jeden. Stoją na niej zdewastowane budynki, które dla przechodniów stanowią poważne zagrożenie. - Nie jesteśmy w stanie tego upilnować. Człowiek, który miał strzec całości, sam bał się wyjść, kiedy przychodziła wataha "zbieraczy odpadów wtórnych" i zaczynała mu grozić - tłumaczy Andrzej Siłakiewicz, jeden ze współwłaścicieli nieruchomości. Dodaje, że ruderę chcieli wyburzyć i rozpocząć budowę biurowca, ale wstrzymują ich kolejne decyzje konserwatora zabytków.
O pozwolenie na budowę deweloper stara się od początku 2005 roku. W styczniu tego roku firma Becher Jeden wystąpiła o zgodę na wyburzenie zabudowań, ale świętokrzyski konserwator zabytków Janusz Cedro odmówił uzasadniając, że inwestor nie wystąpił do ministra kultury o skreślenie budynków z rejestru zabytków, bo "są one integralnymi elementami zabudowy ulicy św. Leonarda wpisanej do rejestru zabytków".
- Ale jak minister ma skreślić coś, czego w rejestrze nie ma - dziwi się inwestor. - Poza tym przecież sam konserwator wydał nam warunki zabudowy, w których nie ma mowy o zachowaniu istniejących budynków, a o postawieniu nowego obiektu - tłumaczy Siłakiewicz. Dodaje, że mimo ich argumentacji Cedro zadania nie zmienił.
- Ponownie poinformował nas, że musimy napisać wniosek do ministra kultury. Świadczy to albo o niekompetencji pana Cedry, albo o świadomym manipulowaniu przepisami, by wprowadzić nas w błąd - oskarża deweloper.
Mimo to w lutym firma wystąpiła do ministerstwa. Tomasz Merta, podsekretarz stanu i generalny konserwator zabytków, nie pozostawia wątpliwości. To wojewódzki konserwator zabytków ma obowiązek zająć stanowisko w tej sprawie. W swoim postanowieniu wiceminister przypomina przepisy, które powinny posłużyć urzędowi konserwatora do podjęcia decyzji. Pokusił się też o sprawdzenie wpisu w rejestrze zabytków. "Przedmiotowy obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków indywidualnie" - podkreślił wiceminister.
- Zastanawialiśmy się nad skierowaniem sprawy do sądu. Nasi kontrahenci zaczęli się już wycofywać. Padają na nas podejrzenia, że coś z inwestycją jest nie w porządku, skoro tak długo nie możemy uzyskać zgody - podkreśla Siłakiewicz. I zapowiada, że złoży skargę do wojewody świętokrzyskiego.
Janusz Cedro, świętokrzyski konserwator zabytków uważa, że wszystko jest w porządku. - Nie przewlekamy postępowań, ale każdą decyzję musimy wnikliwie przemyśleć. My musimy chronić zabytki, burzyć jest łatwo - podkreśla. Dodaje, że przepisy dotyczące ochrony zabytków wcale nie są oczywiste, jak przedstawia to inwestor, bo w ubiegłym roku się zmieniły. - A jeszcze całkiem niedawno ministerstwo zupełnie inaczej je interpretowało - argumentuje Cedro. Tłumaczy, że w jego ocenie to minister winien się wypowiedzieć, bo do rejestru wpisana jest zabudowa ulicy, a budynki stanowią jej integralną część.
Na koniec konserwator Cedro informuje, że po piśmie z ministerstwa wydał zgodę na rozbiórkę budynków.