
Rozmowa z nowym dyrektorem Muzeum Narodowego
Monika Rosmanowska
2008-12-14, ostatnia aktualizacja 2008-12-14 18:04
To muzeum ma potencjał, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać - podkreśla Robert Kotowski, nowy dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach. I zapowiada zmiany w jego działalności.
Kotowski w fotelu dyrektora muzeum zasiądzie na początku 2009 roku. W piątek Ministerstwo Kultury zgodziło się, aby to właśnie on kierował największą tego typu instytucją w Kielcach. W najbliższych dniach zarząd województwa podpisze z nowym dyrektorem umowę o pracy.
Rozmowa z Robertem Kotowskim*
Monika Rosmanowska: A jednak Kielce. Dlaczego zmienił Pan zdanie i zgodził się porzucić pracę w Krakowie i zostać kandydatem zarządu województwa na dyrektora Muzeum Narodowego w Kielcach?
Robert Kotowski: Długo wahałem się z podjęciem tej decyzji i wiele rzeczy złożyło się ostatecznie na moją zgodę. Przede wszystkim zarząd województwa okazał się twardym negocjatorem. Mimo mojej odmowy na początku rozmów jego przedstawiciele nie ustawali w próbach przekonania mnie do powtórnego kandydowania. To mi dało do myślenia i nie ukrywam, że to zabieganie o moją osobę zrobiło na mnie wrażenie. Poza tym jestem z województwa świętokrzyskiego i logiczne wydaje mi się to, że chcę kierować największą instytucją kulturalną w moim regionie. Był to w końcu celem moich starań.
A co z lojalnością wobec krakowskiego pracodawcy, o której na początku rozmów z zarządem tyle Pan mówił?
- Rzeczywiście tak myślałem, ale w pewnym momencie poczułem się z tego zwolniony. Rozmawiałem z dyrektor Zofią Gołubiew [dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie - przyp. red.] o propozycji zarządu. Dała mi wolną rękę. Nielojalny byłbym wówczas, gdybym sam poszukiwał pracy bez jej wiedzy, a ja o wszystkim informowałem na bieżąco. Wiem też, że przedstawiciele ministerstwa rozmawiali z panią dyrektor o mojej osobie i o tym, że jestem im potrzebny w Kielcach. Tak więc nie była to już sprawa tylko pomiędzy mną a moim pracodawcą. Jej kontekst stał się nieco szerszy.
Nie żal Panu Krakowa? Tamtejsze muzeum to największa tego rodzaju instytucja w kraju.
- Oczywiście, że mi żal. Dlatego też tak trudno było mi podjąć decyzję. Z drugiej strony mam świadomość tego, że coś takiego jak propozycja zarządu się nie powtarza. A niewykorzystane szanse się mszczą.
Jakie najważniejsze zadania stawia Pan przed muzeum i przed sobą jako dyrektorem tej instytucji?
- Pierwszą rzeczą, którą chciałbym zrobić, to uspokoić atmosferę, jaka powstała wokół muzeum. Chciałbym stworzyć jego nowy wizerunek - instytucji otwartej i przyjaznej. Potrzebne są też inwestycje, które zmienią muzeum w nowoczesną placówkę. Mam świadomość, że konieczne będzie skuteczne poszukiwanie pieniędzy poza budżetem w różnego rodzaju programach i projektach. Trzeba też uzupełnić i uatrakcyjnić ekspozycję, m.in. multimediami, ożywić ogród włoski, zmienić wejście do muzeum w ten sposób, aby od pierwszych kroków zachęcało zwiedzających do poznania instytucji i powrotu do niej. Do tego przyczynią się też z pewnością ciekawe wystawy czasowe. Konieczne jest również rozszerzenie działalności edukacyjnej, a także skupienie wokół muzeum środowiska złożonego z ludzi kultury i podejmowanie wspólnych przedsięwzięć. Jak widać, jest dużo do zrobienia. Wierzę, że nie zabraknie mi zapału i pomysłów, bo to muzeum ma potencjał, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać.
Planuje Pan zmiany kadrowe?
- Nie zakładam z góry zmian. Nie jestem zwolennikiem robienia takich rzeczy dla zasady. Na pewno nie będzie tak, że przyjdzie ktoś nowy i wprowadzi "swoich". To muzeum ma dobry zespół. I jeśli tylko ci ludzie będą chcieli ze mną współpracować, to ja jestem otwarty.
Poprzedni kandydat zarządu nie został dyrektorem, bo nie doszło do porozumienia w kwestiach finansowych. Czy możemy być pewni, że tym razem nie będziemy świadkami targów o wynagrodzenie?
- Nie będzie żadnych problemów w tej kwestii. Podczas rozmowy z przedstawicielem ministra padła już propozycja wynagrodzenia na poziomie 11 tys. zł brutto. Nie dyskutowałem. Przyjmę warunki proponowane przez zarząd województwa.
Przeprowadzi się Pan z Sandomierza do Kielc?
- Nie, zamierzam dojeżdżać do pracy. Mieszkając w Krakowie, do muzeum jechałem 50 minut, teraz dołożę kilkadziesiąt i będę w Kielcach.
*Robert Kotowski jest doktorem historii. Pracował w Wydziale Kultury Urzędu Miasta w Sandomierzu, był też naczelnikiem wydziału spraw obywatelskich. Od października pełnił funkcję zastępcy dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie
Źródło: http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... owego.html


