Obraz całości budują drobiazgi.
Niestety, wiele osób, od których cos zależy nie jest w stanie tego zrozumieć, bo po prostu tego nie widzi. Dzieje się tak choćby dlatego, że większość decydentów całe swe życie spędziło w PRL-owskiej i postPRL-owskiej bylejakości i bałaganie - taki stan jest więc dla nich swoistym elementem środowiska naturalnego. Potrzeba ładu architektonicznego, czystości, równych chodników itp. nie jest więc dla nich priorytetem. Takim ludziom, którzy w naturalny sposób nie dostrzegają otaczających ich brzydoty i bylejakości (a jest ich chyba ciągle większość) zmienia najczęściej dłuższe przebywanie w krajach, gdzie to wszysto działa jak należy. Gdzie miejscowe plany zagospodarowania są oczywistością i żeby cos wybudowac, trzeba się wpisać w krajobraz, gdzie o mała architekturę czy meble miejskie dba się na bieżąco.
U nas ciągle widać takie oto podejście - najpierw się coś z pompą intsaluje (np. windę przy kładce na Źrodłowej) a potem się nie potrafi o to na bieżąco dbać. Takie inwestycje nie polegają na tym, że się raz coś postawi i zapomni (a potem - "wszystko przez wandali"). Częścią inwestycji jest późniejsze stałe utrzymywanie jej w należytym porządku.
Takie dajmy na to MZD po odebraniu jakiegoś remontu ulicy często w ogóle później nie sprawdza, czy chodnik się nie rozjeżdża, czy nie rozkrusza (a ciągle się tak dzieje). A jak to mówił kandydat na prezydenta Białegostoku: "od tego one są, od tego są one".
Stały zaplanowany monitoring - "objeżdzanie" miasta pownien być standardem. Nie chcę, czytać, że zdewastowano np. coś na Stadionie, a urzędnicy dowiadują się o tym po 2 miesiącach po liście mieszkańca wydrukowanym w gazecie.
Dziennikarze są podobnymi "dziećmi bałaganu". Od czasu do czasu próbuję przepchnąć jakiś temat - niemal żawsze kończy się to porażką. Ostatnia maja nieudana próba to zwrócenie uwagi na niedziałające od lat kieleckie fontanny... Bez reakcji.
Duże inwestycje "lokomotywy" ciągnące za sobą inne, czy inwestycje "wyspy" zmieniające krajobraz wokół siębie są bardzo ważne, ale ogromym błedem jest w moim przekonaniu bagatelizowanie "drobiazgów" (czyli właśnie chodników, mebli miejskich, małej architektury, szyldów i reklam, iluminacji budynków), odsuwanie ich realizacji na bliżej nieokreśloną przyszłość. A to właśnie one budują charakter, klimat miasta sprawiają, że gośc odwiedzający miasto ma dobre "pierwsze wrażenie". Zawsze uważałem, że miasto powinno przeznaczyć środki (byłyby to grosze w budzecie) na dofinansowanie - pod sciśle okreslonymi warunkami - np. nawiązujących do historii danej kamienicy szyldów, ogródków wewnątrzpodwórkowych itp. Niestety nie udało mi się znaleźć sprzymierzeńców.
Bardzo się cieszę, że A. Hajdorowiczowi udało się w końcu przekonać prezydenta do do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i prace nad mini ruszyły pełną parą. To z czasem całkiem zmieni obraz miasta. Przez długi czas jednak W. Lubawski w góle nie widział ich potrzeby - upierał się przy tym jeszcze 2 lata temu, w czasie kampanii wyborczej (miał wiele takich wypowiedzi dla mediów) Przekonały go chyba przede wszystkim wymogi unijne, bo harmonia architektoniczna chyba dotąd nie miała dla niego znaczenia. Zaniedbania wynikające z tego opóźnienia będą trudne do odwrócenia i długo będa się odbijać czkawką. Codziennie teraz np. chodze ulicą Nowy Swiat - to prawie ścisłe centrum. Trudno o lepszy przykład zniszczenia ulicy chaotyczną zabudową. Niemal każda nowa kamienica jest w innej odległości od ulicy, każda jest "z innej parafii", aż żałość bierze, jak się na to patrzy. A chodniki na Nowym Świecie to po prostu tragedia...