Wybaczcie, ze swoja wizje rozwoju Kielc zamieszczam wlasnie tutaj, ale chcialbym uniknac zbytniego rozdrobnienia i tworzenie zbyt wielu watkow.
Stad tez dzis male wprowadzenie wraz z moja opinia na temat lotniska.
Ci z Was, ktorzy juz mnie poznali wiedza rowniez, ze kiedy cos krytykuje staram sie rownoczesnie przedstawic alternatywe (bo narzekac jest latwo, ale wniesc cos konstruktywnego do dyskusji znacznie trudniej), stad kolejny wpis podda Waszemu osadowi moja wizje alternatywy dla airportu.
Otoz...
jestem w Kielcach nowy. Nigdy w nich nie mieszkalem, pochodze z innego regionu, a w tym miescie zdecydowalem się zamieszkac po niemal 10 latach spedzonych poza krajem.
Ktos powie, ze to wada. Ja wrecz przeciwnie – uwazam to za olbrzymia zalete w dyskusji: mam chlodne spojrzenie kogos z zewnatrz.
Zakochanego w Kielcach, ale nie obciazonego calym dziedzictwem tego miasta.
Nie chodzilem po tych ulicach jako dzieciak, nie tu przezylem swój pierwszy raz, praktycznie nikogo tu nie znam.
Nie stoje wiec po zadnej stronie, nie faworyzuje jednego miejsca, nie ograniczam się do punktu widzenia z Kielc, ale mogę je porownac z innymi miastami.
Od kilku, może nawet kilkunastu już miesiecy – sledze sobie wszelkie informacje na tego miasta.
Przejrzalem plany rozwoju lokalnego, wiekszosc dyskusji na temat inwestycji i pomyslow na przyszlosc, przewedrowalem wiekszosc stron.
Co mnie urzeklo?
Spora liczba mieszkancow kochajacych to miejsce.
Ma ono naprawde wielu lokalnych patriotow.
Co zaskoczylo negatywnie?
To, ze miasto, bedace przeciez stolica jednego z wojewodztw wciąż nie wie, czym chce być. Centrum przemyslowym, turystycznym, targowym, akademickim?
Ze przez tyle lat nie potrafilo stworzyc i przyjac jasnej, klarownej wizji tego, czym będzie w przeszlosci.
To mój najwiekszy zarzut – brak opracowanego, kompleksowego planu rozwoju dla miasta.
(Co niestety, a pisze to z naprawde duzym ubolewaniem, potwierdza teze tworcow reformy administracyjnej sprzed lat, ze 16 wojewodztw to blad, a Polski nie stac na wiecej niż 10-12 regionow. Okazuje się bowiem, ze owym „dodatkowym” stolicom wojewodztw brakuje potencjalu intelektualnego oraz kapitalu finansowego, by moc dobrze wywiazac się ze swej roli: centrow inspirujacych i ciagnacych za soba swój region. Ale – skoro już mamy Kielce wojewodztwem, wycisnijmy z tego, co się da
Zacznijmy od oczywistosci.
Coz, Kielce nie sa olbrzymia metropolia. Oczywiście, tak jak wszystko – ma to swoje zalety, ale także i wady.
Z jednej stony oznacza, ze nie mamy szans na stanie się molochem w rodzaju Krakowa, Lodzi czy Warszawy, które już samym swoim istnieniem / wielkoscia daja pewien impuls dla rozwoju, z drugiej – ze nawet stosunkowo niewielka inwestycja, pomysl będzie odczuwalnym przez mieszkancow.
(Ot, chociazby poziom bezrobocia w miescie – w marcu 2008r wynosila 10.2%, co oznaczalo 5300 osob bez pracy. Umowmy się, ze polowa z tego jej nie potrzebuje – pracuje na czarno, wcale jej nie szuka. Oznacza to, ze realnie mamy zaledwie 2600 osob naprawde jej szukajacy. Oczywiście, dochodza ci szukajacy czegos lepszego, a i 17% bezrobocia w wojewodztwie (85 tys) tez wywiera jakis nacisk na miasto, ale...No wlasnie. To nie sa jakies powalajace liczby. To tu już o wiele wiekszym problemem– moim zdaniem, jest odplyw mlodych zdolnych – bo miasto nie oferuje tym po dobrych studiach zbyt wielu ofert i sila rzeczy, chcac się rozwijac, musza emigrowac. W Polske lub poza nia)
Wiec – ustalilismy już: Kielce nie sa duzym miastem.
Wymaga to zas nieco innej strategii przyciagania inwestorow i turystow niż np. w Lodzi czy aglomeracji katowickiej.
Ale...
Mimo swej teoretycznej niewielkosci miasto ma kilka olbrzymich atutow.
Takich jak polozenie miedzy stolica (czyli centrum kraju), a jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie regionow panstwa z Krakowem i Zakopanem.
Oznacza to, ze praktycznie każdy jadacy z polnocy i centrum na urlop w gory musi przejechac przez nasz region.
(Zreszta, region kielecki sam w sobie miesci niezwykle bogactwo atrakcji turystycznych, a wiec miasto bedace stolica takiego obszaru jest tego naturalnym beneficjentem)
Dzieki temu polozeniu trasy przelotowe (w znaczeniu laczace przejezdzacych z jednego regionu do drugiego) buduja się niemal same, bo panstwo jako takie nie może sobie pozwolic na nie skomunikowanie ze soba jednych z dwoch najwazniejszych osrodkow miejskich w kraju (Warszawy i Krakowa). No, i jak bym chcial być zlosliwym, to ujalbym to tak, ze Warszawka nie może przeciez nie dac swoim Warszawiakom dobrego dojazdu do Zakopanego
(Ale, zlosliwym nie będę, wiec potraktujcie powyzszy dopisek jakby go wcale nie było
O atrakcyjnosci turystycznej - było, o tym ze niewiele trzeba, żeby zrobic cos, co odczuja wszyscy – było, dodajmy jeszcze ciagle rosnace w sile Targi Kieleckie (obecnie już drugie co do wielkosci w Polsce, najdynamiczniej się tez rozwijajace)
Dodajmy do tego to, ze miasto jest siedziba wladz wojewodztwa, co oznacza, ze sila rzeczy przyciaga sporo funduszy, chocby tych zwiazanych z funkcjonowaniem administracji.
Natomiast – nasze miasto musi się powaznie zastanowic czym tak naprawde chce być? Centrum administracyjnym? Centrum regionu turystycznego? Po prostu zyc sobie, (wegetujac?) korzystajac z tego, co jest czy rozwijac nowe i dawac impuls rozwoju dla calego regionu czy po prostu korzystac z tego co już jest, bazowac na tym, pasozytowac poniekad?
Lodz wybrala te pierwsza droge – zrywajac niemal calkowicie z wizerunkiem ostatnich kilkudziesieciu lat tworzac zupelnie nowa jakosc – miasta nowoczesnych technologii.
A może polaczyc to czym jest z czyms nowym tworzac nowa jakosc?
I ja bylbym wlasnie za ta droga.
Jak pisalem na samym poczatku – przegladajac dotyczace Kielc dokumenty (chociazby Wieloletni Plan Inwestycyjny Miasta) widac wyraznie, ze miasto wie, co chce wybudowac, ale nie wie, czym chce być.
Niby z jednej strony jedno jest pewne – miasto stawia na rozwoj poprzez Targi i doskonale zdaje sobie sprawe z tego, co jest jego najwieksza pieta achillesowa (polaczenie z reszta kraju i slaba infrastruktura komunikacyjna regionu), z drugiej – mimo, ze niektóre imprezy targowe doszly już do sciany, bo brakuje im miejsca na zwiekszenie powierzchni wystawowej to w owym planie nie widac wiekszych nakladow na ich powiekszenie (jak tez preferencji dla wlascicieli miejsc hotelowych – a to wlasnie ta baza, zwlaszcza tanszych moteli, moglaby pomoc nie tylko w rozwoju Targow, ale i turystyki, która winna przeciez być jednym z priorytetow i Kielc i regionu swietokrzyskiego), a także owa siec komunikacyjna budowana jest sobie, a muzom. Kiedy priorytem dla miasta winno być polaczenie z innymi, okolicznymi, duzymi miejscowosciami – Warszawa (181km), Krakow (114km), Lodz (140km) i Katowice (156km) w planie zalozono niemal 300 mln na budowe lotniska.
(To, co teraz napisze pewnie będzie niezbyt popularnym, ale...przestanmy gonic kroliczka czyli lotnisko, bo i tak go nie dogonimy, a w zamian skupmy się na tym, co jest możliwe do realizacji czyli na polaczeniu naszego miasta szybkimi trasami z miastami, które takie lotnisko już maja. Lub w niedlugiej przyszlosci mieć będą.
Zacznijmy od poczatku.
Zalozony koszt lotniska to ok. 500 mln zlotych. Już dzis mowie Wam, ze będzie przekroczony co najmniej o polowe. Co najmniej.
Praktycznie w calosci ma je sfinansowac Unia. A Bruksela, wbrew temu, co wielu uwaza, wcale glupia nie jest.
(Kilka razy, podczas realizacji kilku projektow dla klientow mojej firmy w Irlandii, miałem okazje zetknac się z jej przedstawicielami)
I na pewno nie utopi takiej kasy w pomysle, który jest ekonomicznie ryzykowny (żeby wrecz nie napisac niewydolny i nieoplacalny)
Logicznie rzecz ujmujac – jeśli mamy lotniska we wszystkich okolicznych miastach, a do najblizszego będziemy mieć 80km (Radom, a tamto na pewno powstanie przed kieleckim), to jaka jest oplacalnosc tej inwestycji?
Przypomnijmy, ze w ubieglym roku z lotniska lodzkiego, polozonego przeciez przy drugim co do wielkosci miescie w kraju odlecialo 312 tys pasazerow. Ilu skorzysta z tego w Kielcach – miescie 200-tysiecznym?
(Dodajmy jeszcze, ze w tym czasie Lodz zostala odwiedzone przez niemal 1.5 turystow. To zas oznacza, ze zaledwie co 5 skorzystal z lotniska)
Czytalem, ze okoliczni mieszkancy. Ale przeciez ci z poludnia wojewodztwa skorzystaja z Krakowa, a ci z polnocy z Radomia.
Czytalem, ze klienci Targow Kieleckich. W 2007 roku odwiedzilo je 145 tys ludzi. Ilu z nich to ci, którzy skorzystaja z lotniska?
Czy nie lepiej te setki milionow przeznaczyc na szybkie polaczenie kolejowe z taka np. Warszawa czy Krakowem?
Przeciez to skandal, żeby 180km jechac niemal 4 godziny, a 114km prawie 3)