Kielce przyszłości ?! Rozwój miasta

Moderatorzy: Autor, sueno, Daniel, Sirek1

voodoo
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1224
Rejestracja: 5 września 2006, o 12:28
Lokalizacja: Kielce/Ślichowice

Post autor: voodoo » 2 czerwca 2008, o 12:41

Zgadzam sie z CM-em, bo kto bedzie chcial sie przeprowadzic z innych miast lub wsi do tych nowych dzielnic skoro nic ich tu nie ciągnie? Nikt sie nie przeniesie do miasta skoro nie bedzie mial tu pracy. Niech urzędasy się ockną w końcu z tych marzeń o wielkich i sławnych Kielcach, bo z takim podejściem do budowy nowych miejsc pracy w przemyśle to miasto napewno takie nie bedzie, ba nawet może stracić swoją dotychczasową pozycje. W okolicy ul.Łódzkiej, Batalionów-Chłopskich i w pobliżu ul. Rolnej powini stworzyć plany dogodne dla inwestorów, chcących wybudować jakieś fabryki.

Awatar użytkownika
Wizard
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1036
Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Wizard » 2 czerwca 2008, o 17:45

Macie całkowitą rację. Dla przykładu jak w Kielcach jest z pracą, na portalu praca.gazeta.pl w Kielcach jest 117 ofert pracy. W nieco większej Częstochowie 298. ( prawie 3 razy więcej ofert ). Kilka takich inwestycji jak ta w Lublinie i miasto stanęłoby na nogi...

Ball Packaging Europe zbuduje w Lublinie fabrykę

Szykuje się duża inwestycja na krajowym rynku opakowaniowym. Międzynarodowy potentat Ball Packaging Europe wybuduje w Lublinie nową fabrykę, produkująca puszki. Będzie to drugi zakład koncernu w Polsce. Pierwszy od 13 lat funkcjonuje w Radomsku.

Ball Packaging Europe jest jednym z czołowych dostawców puszek do napojów na naszym kontynencie. Należy do niego 29 proc. udziałów w tym rynku. W Polsce zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji wytwórców metalowych opakowań do napojów. W jego puszki rozlewane jest piwo, napoje energetyzujące, soki, woda mineralna.

Ball Packaging Europe wchodzi w skład amerykańskiej firmy Ball Corporation. Posiada dwanaście zakładów produkcyjnych, które mieszczą się w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Polsce, Serbii i Holandii. Od fabryki w Radomsku większa jest tylko ta funkcjonująca w Belgradzie i francuskim La Ciotat. W europejskich zakładach Ball Packaging Europe wytwarzanych jest rocznie 13 miliardów puszek, z czego 60 proc. powstaje przy użyciu aluminium, a 40 proc. stali. Sześć europejskich fabryk wykorzystuje do produkcji aluminium, a cztery stal.

Koncern poinformował właśnie, że zbuduje w Polsce swoją drugą fabrykę. Jej lokalizacja to Lublin. Zatrudni 100 osób, a część zadań będzie zlecać podwykonawcom. Początek budowy zaplanowano natychmiast po tym, jak firma otrzyma zezwolenie na działanie w Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W tej chwili dogrywane są już ostatnie szczegóły. Produkcja ma ruszyć w pierwszej połowie 2009 r.

- Polski rynek puszek notuje ogromny wzrost. Rocznie zwiększa się o blisko 30 proc. W tej chwili sprzedajemy tu dużo więcej puszek niż jesteśmy w ogóle w stanie wyprodukować - mówi Michael Herdman, prezydent Ball Packaging Europe. - Nasz zakład w Radomsku doskonale obsługuje rynek centralnej i południowej Polski. Jednak zakład w Lublinie zapewni nam możliwość zaspokojenia rynku w całej Polsce oraz umożliwi jeszcze lepszą obsługę klientów, zarówno w Polsce jak i w krajach położonych na wschodzie. W tej chwili w Radomsku wytwarzamy 1,5 mld puszek rocznie na dwóch liniach produkcyjnych. To jednak za mało, bo potrzeby są dużo większe - dodaje Herdman.

O inwestycji BPE w Polsce mówiło się już od kilku miesięcy. Początkowo jednak koncern planował połączoną inwestycję, obejmującą fabrykę w Radomsku i niemieckim Hermsdorf, gdzie także mieści się jego zakład. Moce produkcyjne w obydwu zakładach miały wzrosnąć o 500 mln puszek. Teraz jednak szefostwo Ball Packaging Europe uznało, że korzystniejsze będzie postawienie kolejnej wytwórni.

Początkowo nowy zakład będzie wyposażony w jedną linię produkcyjną o wydajności ok. 750 milionów puszek rocznie, czyli ma być o połowę mniejszy niż w Radomsku. W przyszłości mają jednak powstać dodatkowe linie. Produkowane będą puszki o pojemności 0,33 l oraz 0,5 l.
Every dream has a price

Awatar użytkownika
Sirek1
Ranga: Dyrektor budowy ;)
Posty: 3940
Rejestracja: 4 maja 2006, o 20:37

Post autor: Sirek1 » 2 czerwca 2008, o 18:22

Na pocieszenie dodam że Ball Packaging Europe w Lublinie zbuduje Kielecki oddział Skanska S.A. i parę osób i firm z Kielc na czas budowy fabryki będzie miało zatrudnienie

Awatar użytkownika
ice
Ranga: Dyrektor budowy ;)
Posty: 5740
Rejestracja: 15 maja 2006, o 09:24
Lokalizacja: Kielce

Post autor: ice » 13 czerwca 2008, o 09:33

Miasto nie chce domów nad zalewem

Nie zgadzamy się na tak wielki teren zielony nad zalewem. Dajcie się nam budować! - argumentowali we wtorek uczestnicy spotkania poświęconego nowemu planowi zagospodarowania przestrzennego. Jeden przyniósł nawet własnoręcznie zrobione zdjęcie lotnicze.

W budynku magistratu przy ul. Szymanowskiego odbyła się wczoraj publiczna dyskusja nad projektem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu Kielce Północ - Obszar II - Zalew Miejski - Klonowa - Piaski. Przyszło ok. 30 osób. Najwięcej kontrowersji wzbudziło pozostawienie niezabudowanego pasa między brzegiem zalewu a ul. Klonową. Jerzy Piotrowski, właściciel jednej z działek, która ma pozostać terenem zielonym, przyniósł nawet notebooka i projektor. Wyświetlał własnoręcznie wykonane zdjęcie lotnicze. - Zaryzykowałem życie i wsiadłem do samolotu, żeby pokazać, że te propozycje miasta są przesadzone - argumentował. Jego zdaniem wystarczy pozostawić niezabudowany pas o szerokości odpowiadającej szerokości zalewu, a nie ponaddwukrotnie większy. - Jak można mówić, że ten plan zakłada harmonijny rozwój miasta, skoro pod zabudowę przewiduje tylko 1/5 terenu? - pytał Piotrowski.

Nie zgadzał się z tym Artur Hajdorowicz, dyrektor Biura Planowania Zagospodarowania Przestrzennego. - Jako urbanista chcę podkreślić, że harmonia to nie jest geometria. Planu nie robi się od linijki - mówił. Odwracał argumenty mieszkańców. - Państwo myślicie, że coś się wam zabiera, a ja myślę inaczej, że miasto coś wam daje. Na przykład możliwość dość intensywnej zabudowy wzdłuż ulicy Klonowej, a przecież do niedawna ten teren nie był budowlany. Po drugie, rekreacja i sport bardzo się zmieniają, to nie są tylko spacery i opalanie - podkreślał.

Jednak nikogo nie przekonał. Andrzej Jagodziński, właściciel działki obok apartamentowca, którego jedno skrzydło dochodzi niemal do linii wody, stwierdził nawet, że jemu "ten budynek się podoba". Właśnie apartamentowiec zbudowany przez dewelopera Ryszarda Grzyba w czasie, gdy nie było planów, był wciąż odniesieniem dla dyskutujących. - To budowa tego apartamentowca skłoniła nas do sporządzenia projektu planu. Nie możemy dopuścić, żeby powstały tu hotele i apartamentowce jak przy plaży Copacabana - stwierdził Hajdorowicz.

- Mnie nie chodzi o to, ale o kompromis. Przesuńmy linię zabudowy bliżej - upierał się Piotrowski.

Dyskusja, choć formalnie wymagana przy uchwalaniu planów, nie mogła zmienić zamiarów miasta. Przeciwnicy proponowanych zmian muszą swoje uwagi wnieść na piśmie. Mają na to czas do końca pierwszego tygodnia lipca. Plan publicznie będzie wyłożony jeszcze do 20 czerwca.

FOTO PODPIS

Jerzy Piotrowski, jeden z właścicieli działek nad zalewem, przygotował zdjęcie lotnicze, aby argumentować, że budynki mogą podejść bliżej wody niż to planuje miasto


Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

Awatar użytkownika
kamilkw
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1458
Rejestracja: 25 czerwca 2007, o 09:48
Lokalizacja: Morawica/Kielce

Post autor: kamilkw » 16 lutego 2009, o 12:57

Nie wiedziałem gdzie umieścic. W tym artykule doskonale widac, że nie tylko my mamy ten problem...
Obrazek
Centrum Krakowa opanowane przez banki

Kordon banków otacza Stare Miasto coraz szczelniejszym pierścieniem. Przy Zwierzynieckiej jest ich już 14. Czy Kraków - podobnie jak inne polskie miasta - czeka kryzys przestrzeni publicznej?

Banki to śmierć dla miasta - ostrzegają socjologowie. Mają rację? Ludzi mogą przyciągać tylko kawiarnie, restauracje, galerie i kluby - twierdzą. Dla wielu miast w Polsce Kraków ze swoim Rynkiem Głównym przez lata był tego niedościgłym przykładem.

Zwierzyniecka czy Bankowa?

W centrum Krakowa coraz wyraźniej widać oznaki nasilającej się ekspansji banków. Coraz więcej placówek otwiera się też w sercu Starego Miasta. Na Rynku jest ich już sześć. Właśnie otworzył się kolejny. Aby zobaczyć prawdziwe objawy kryzysu przestrzeni, nie trzeba szukać daleko. Wystarczy tylko wyjść poza Planty. Ulice Zwierzyniecka, Stradom, Długa czy Starowiślna wieczorami pustoszeją. Banki uśmiercają tam lokalne życie.

Kolejne placówki bankowe oblegają ul. Starowiślną. Jest gdzie wziąć kredyt, ale nie ma gdzie kupić chleba" - tak na internetowym forum "Gazety" żali się jeden z internautów. Inny dodaje: "Proponuję zmianę nazwy ulicy Zwierzynieckiej na Bankową. Jest tam 14 banków!".

W ten sposób w miastach powstają tzw. przestrzenie pustki. Pozornie przypominają one przestrzeń publiczną ale w rzeczywistości są niegościnne dla ludzi, zniechęcają już do samej myśli o dłuższym pobycie. Te białe plamy na mapach polskich miast socjologowie określają jako "niby-miejsca". Powstają, gdy rynek wypiera z przestrzeni miejskiej to, co jest znane i oswojone.

Zburzone proporcje

Biskup Alfons Nossol z Opola uznał niedawno na łamach "Gazety", że banki zniszczyły życie na opolskim rynku. - Niech banki powstają poza ścisłym centrum, na obrzeżach. Centrum powinno tętnić życiem. Być miejscem dialogu. A w Opolu zamiast dialogu mamy monolog, i to zanadto kapitalistyczny. Ci, którzy planują miasto, zapomnieli o jego duszy. Powinniśmy odzyskać te miejsca - apelował bp Nossol.

- W Paryżu przy każdym skrzyżowaniu są przynajmniej dwa bistra. U nas są co najmniej trzy banki. Źle jest, kiedy, idąc ulicą, mijamy cztery banki pod rząd. Nie ma już baru mlecznego, nie ma mojego sklepu spożywczego, nie ma też apteki, do której chodziłem. Jest za to kolejny bank. Miasto staje się "monofunkcyjne", następuje zaburzenie proporcji - twierdzi dr Zbigniew Beiersdorf, historyk sztuki i konserwator zabytków. - Nie mam nic przeciwko samym bankom, nawet w centrum i chociażby na Rynku. Uważam jednak, że pewna regulacja dla zachowania zdrowych proporcji jest potrzebna - dodaje.

W Katowicach władze chcą z "ubankowieniem" miasta walczyć. Świeżo odnowiona ul. Mariacka ma być jedną z nowych jego wizytówek. - Nie chcemy tam banków - zapowiedział Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu. Wyjaśnia, że banki są zamykane o godz. 17, a potem nikt już tam nie zajrzy. Z podobnym problemem boryka się Warszawa. Stołeczny ratusz zastanawia się już, co zrobić, by kolejne oddziały banków nie powstawały na ul. Marszałkowskiej.

Kryzys na lekarstwo

- Nic. Można wprowadzić ograniczenia w planach miejscowych, ale tego nie robimy. Nie chcemy nakładać nikomu kagańca. Sprawę zostawiamy wolnemu rynkowi. Banki dobrze płacą i nie możemy odbierać właścicielom kamienic tego źródła dochodów - stwierdza radny Grzegorz Stawowy (PO), przewodniczący Komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska RMK. - Myślę, że kryzys pomoże uregulować tę sprawę. Dyrektorzy banków już zapowiadają likwidację niektórych oddziałów - dodaje.

- Nie chcę być trywialny, ale swego czasu w magistracie pojawił się problem handlu obwoźnego. Chodziło o liczbę punktów sprzedaży precelków i pamiątek. Zostało to uregulowane przez uchwałę dotyczącą prawa lokalnego. Może i w tym przypadku należałoby pomyśleć o takim rozwiązaniu - zastanawia się Beiersdorf.

Szef biura prasowego w krakowskim magistracie Filip Szatanik stwierdza jednoznacznie: - Miasto posiada zbyt mało nieruchomości w centrum, aby samo mogło skutecznie regulować liczbę banków. Nikt w magistracie nie widzi też takiej potrzeby. Wręcz przeciwnie. Sam odczuwam, że w mieście jest jeszcze za mało bankomatów - pointuje.

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... banki.html
pletwa

ODPOWIEDZ