
Rozmowa z prezydentem Wojciechem Lubawskim
Ziemowit Nowak
- Billboardy to przeżytek, trzeba szukać innych form. Dla mnie przyszłością jest internet i na nim chciałbym się skupić w promocji Kielc - mówi prezydent Wojciech Lubawski, podsumowując dyskusję, jaką w ubiegłym tygodniu prowadziliśmy na temat promocji miasta na łamach "Gazety"
Ziemowit Nowak: Wystąpienie Krzysztofa Tworogowskiego, dyrektora wydziału kultury, turystyki i promocji, na temat planów promocji Kielc podczas posiedzenia komisji budżetu i finansów rady miejskiej było kompromitujące. Czy zgodzi się Pan z twierdzeniem, że dotychczasowa promocja miasta to taka sama kompromitacja?
Wojciech Lubawski, prezydent Kielc: Pan Tworogowski został zatrudniony w wyniku konkursu. Dajmy mu szansę. Wiele potrafi, może wiele zrobić. Rozmawiam z nim o przedsięwzięciach, których, przyznam to, on nie potrafi sprzedać. Myśli strategicznie, nie mówi o szczegółach, ale tak właśnie powinien zachowywać się dyrektor. Pod tym względem ja go pozytywnie oceniam. Oczywiście, jest zasadne pytanie, jak może odpowiadać za promocję facet, który sam się nie umie wypromować? Ale jeśli w ciągu tego roku nie będę z niego zadowolony albo on nie będzie zadowolony z pracy tutaj, to odejdzie. A do tego czasu będę bronił pana Tworogowskiego. Może taka nauczka, zimny prysznic mu się przyda.
Ale wiem, że on ma też swoich przeciwników. Może go ktoś nie lubi... właśnie za to, że w Chmielniku, gdzie wcześniej pracował, poświęcał tak dużo energii problematyce żydowskiej? Jak ktoś zobaczy, że my w tym roku chcemy zrobić "Zdarzyło się w Jeruzalem", "Listy z zakazanego miasta" i "Siedem bram Jerozolimy", powie: "No, Żyda żeście tu sobie przywieźli". A może ktoś czuje zawiść za to, że Tworogowski był w Ameryce, zna dobrze język angielski.
Co Pan sądzi o dwóch hasłach promocyjnych, które dyrektor Tworogowski zaprezentował radnym? Pierwsze to „Kielce - miasto ambitnych wydarzeń kulturalnych”, drugie „Kielce - miasto uniwersyteckie”?
- To pierwsze jest dobre. Innych imprez jak ambitne nie warto robić. To ma znaczenie PR-owskie, jeśli wydarzenie zostanie odnotowane w mediach, w środowisku. Rozmawiam bardzo dużo z twórcami, artystami i oni teraz postrzegają Kielce zupełnie inaczej niż do tej pory. W tej chwili postawiłem na Kielecki Teatr Tańca. To jest jedyny teatr tańca nowoczesnego w Polsce, no, może poza Poznaniem, ale oni mają trochę inny sposób myślenia o tym przedsięwzięciu. A drugie hasło odpada. My jesteśmy ostatnim miastem uniwersyteckim, a na przymiotnik "uniwersyteckie" trzeba sobie zapracować. Żadnych tradycji nie mamy. Jakbyśmy w Polsce rozgłaszali, że Kielce są miastem uniwersyteckim, toby świadczyło o naszych kompleksach.
Jakie projekty promocyjne zrealizowane w Kielcach w ubiegłym roku przedstawimy w konkursie „Złote formaty” podczas Festiwalu Miast Polskich w Warszawie?
- Wystartujemy w dwóch kategoriach: strona internetowa oraz wydawnictwo. Jeśli chodzi o stronę WWW, to będziemy promowali naszą telewizję internetową. Jest ona robiona własnymi siłami i wydaje mi się, że to jest dobry start do czegoś bardzo sensownego. Myślę, że jest naprawdę na dobrym poziomie i, co najważniejsze, mało kto w Polsce może się czymś takim pochwalić. W kategorii „wydawnictwo” zaprezentujemy album „Polska” po chińsku, z moją przedmową i moim zdjęciem. Wewnątrz są przepiękne zdjęcia z całej Polski. Już w tej chwili ten album jest przedmiotem pożądania bardzo wielu instytucji, nie tylko ambasad i Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Wysłaliśmy go między innymi do komitetu olimpijskiego. To jest jedyny album o Polsce po chińsku w historii. Oczywiście przemyciliśmy kilka bardzo pięknych zdjęć z Kielc. Co Kielce na tym zyskały? To wygląda jak oficjalne wydawnictwo władz polskich, a to na Chińczykach zawsze robi wrażenie. Jak do nas przyjeżdża delegacja chińska i rozmawiają ze mną, to tak, jakby z prezydentem Polski, a nie Kielc rozmawiali (śmiech). Z szacunkiem patrzą na nasze miasto.
Czy miasto nie powinno wreszcie porozumieć się z jakimiś instytucjami, firmami i zrobić wspólną akcję promocyjną? Na przykład Rzeszów wspólnie z tamtejszymi uczelniami będzie zachęcać na billboardach do studiowania na swoim uniwersytecie.
- Jeśli ktoś do nas wystąpi z taką propozycją i będzie to sensowny projekt, to osobiście jestem gotowy przekonywać radnych, żeby zgodzili się na przeznaczenie na niego określonych pieniędzy. Jeśli chodzi o Targi Kielce, to jesteśmy po rozmowach, zrobimy wspólny projekt. Co do firm prywatnych, to, owszem, można. Ale to one musiałyby zobaczyć zysk z takiej promocji. Pomysł rzeszowski nie jest najlepszy. Młodzi ludzie doskonale wiedzą, co oferują konkretne uczelnie. W Kielcach studiują, bo tu mają gdzie mieszkać, a nie mają pieniędzy na studia w Warszawie czy Krakowie. Gdyby mieli, żaden billboard nie przekonałby ich do zostania w Kielcach. Poza tym billboardy to przeżytek.
Jakie zatem narzędzia powinniśmy wykorzystać do promocji Kielc?
- Dla mnie przyszłością jest internet i na nim chciałbym się skupić. Staramy się, aby nasza strona znalazła się w głównych wyszukiwarkach chińskich. Już teraz jak Chińczyk klika na hasła związane z Polską, trafia na Kielce. I o to chodzi. Pytanie, jakie miejsce mamy zająć w internecie, jakie nisze warto zapełnić. Ja postawiłem osobiście na Chiny. Chińczycy przyjeżdżają do Włoch, Niemiec, dlaczego nie mają przyjeżdżać do Kielc? Pamiętam, jak było z Off Fashion. Najpierw było 100-200 wejść na tę stronę, a w momencie, jak znaleźliśmy się w wyszukiwarkach, już 2 tys. dziennie.
Rozmawiał Ziemowit Nowak
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4982107.html

