Parking za ratuszem wciąż kontrowersyjny
Nie ma zgody na budowę parkingu przy pl. Konstytucji w Kielcach. Zastrzeżenia złożą architekci i urbaniści. Ale jest też pozytywna zmiana. Zmieniło się podejście władz miasta do tej inwestycji.
Choć budowa parkingu wielopoziomowego na placu Konstytucji 3 maja wciąż wywołuje duże emocje, to w środę na publiczną dyskusję nad planem miejscowym, który ma umożliwić inwestycję, przyszło zaledwie kilkanaście osób.
Artur Hajdorowicz, dyrektor Biura Planowania Przestrzennego, przedstawił trzy główne elementy, którymi obecny parking różni się od poprzedniego.
Po pierwsze, miasto nie chce już zabudowywać całego placu (pozostawienie wolnych przestrzeni sugerowali kieleccy architekci). Ma on być podzielony na trzy części: od strony ratusza powstanie niewielki, o szerokości 20 metrów, plac podjazdowy, dalej będzie parking na około 300 samochodów, za nim aż do budynku ZUS-u teren zajmie wypełniony zielenią miejski plac.
Dlatego też, i to jest druga bardzo ważna zmiana, projektanci zrezygnowali z budowy przedłużenia ulicy Leśnej do IX Wieków - na to z kolei zwracali uwagę kieleccy urbaniści. - Uznaliśmy, że faktycznie przez to tylko wzrósłby ruch z IX Wieków w kierunku centrum do placu Marii Panny, a przecież chcemy uwolnić śródmieście od samochodów - podkreślił Hajdorowicz.
Trzecia zmiana to koncepcja parkingu. - To nowoczesna architektura, która ma to do siebie, że jest szczera, nie udaje, że jest czymś innym. Od strony ul. Leśnej, ZUS-u parter parkingu będzie pełnił funkcję usługowo-handlową - prezentował Hajdorowicz i zastrzegł: - Rozważaliśmy wiele wariantów i ten wydaje się do przyjęcia. Nasza polityka polega na tym, że coś robimy, choć nie ma idealnych rozwiązań. Nie chcemy, żeby było tak jak w Krakowie, że przez wiele lat się dyskutuje, wszystkim stronom przyznając częściowo rację, a zaprojektowanych niemal parkingów podziemnych jak nie było, tak nie ma.
Tłumaczył też, dlaczego miasto nie chce zgodzić się budowę parkingu podziemnego. To był podstawowy postulat zarówno architektów z SARP-u, jak i Towarzystwa Urbanistów Polskich.
Według wyliczeń miasta taka inwestycja kosztowałaby ok. 40 mln zł. Samorząd takich pieniędzy nie ma i póki co nie ma też prywatnego inwestora, który by je wyłożył. - Przez rok rozmawialiśmy z Hiszpanami, którzy chcieli tu budować wszystkie planowane przez nas parkingi wielopoziomowe, rysowali nawet już pierwsze koncepcje. Zrezygnowali, bo według ich wyliczeń godzina postoju musiałaby kosztować 5 zł, a w Kielcach ludzi nie byłoby na to stać - przekonywał Hajdorowicz.
Architektów i urbanistów całkowicie nie przekonał.
- Mamy trzy konkretne zastrzeżenia. Budowa parkingu w samym sercu miasta sprawi, że zamiast wyprowadzać ruch z centrum, my go tam wprowadzimy i to w olbrzymim natężeniu. Poza tym najcenniejsze dla miasta, jego centrum są przestrzenie publiczne, czyli place. Nie powinniśmy ich pochopnie zabudowywać. I po trzecie, ten parking powinien schodzić pod ziemię. Myślę, że znalazłyby się na to pieniądze - tłumaczy Jacek Sztechman, prezes kieleckiego oddziału TUP.
Dodał, że urbaniści takich rozwiązań nie poprą. - Nasze protesty mogą zostać zignorowane, ale liczę na dobrą wolę władz miasta i uwzględnienie naszego głosu. Zaproponujemy kilka rozwiązań, choć zmiany idą w dobrym kierunku - ocenia.
Zastrzeżenia zgłaszać też będzie SARP. - Nasze stanowisko się nie zmieniło. Uważamy, że przestrzeń publiczna jest zbyt cenna, by oddać ją dla takiej funkcji. Parking powinien być, ale pod ziemią. Przeanalizujemy zapisy projektu planu i przedstawimy uwagi. Ale w tym opracowaniu są już wątki, których nie było, i które są niezłe - mówi Władysław Markulis, prezes kieleckiego oddziału SARP-u.
Negatywne stanowisko w sprawie budowy parkingu nadziemnego ma Stowarzyszenie Historyków Sztuki.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,5017648.html
Jak dla mnie porażka jak tak dalej pójdzie to nic w tym mieście nie powstanie, to że straszą pseudoparkingi na ubitej ziemi ogrodzone jakimiś drutami to że beznadziejny parking naziemny obecnie w tym miejscu jest jakoś im nie przeszkadza, ale cokolwiek nowego w tym mieście ma powstać od razu są protesty architektów, historyków i wiecznych malkontentów którym wszystko przeszkadza. Najlepiej to pewnie byłoby przesiąść się na rowery, na piechotkę albo wogóle przestać odwiedzać centrum i nie będzie problemu.
Przy okazji ktoś może wie co z remontem Dekomu, bo osobiście to zaczynam wątpić w to czy dojdzie on wogóle do skutku tak jak i wiele innych inwestycji o których tylko wciąż się dużo mówi a nic nie robi.