Koval pisze:Denerwuje mnie kryterium wyboru - najniższa cena. Nie wiem, czy jest to wymóg unijny, czy nasz rodzimy wymysł.
Nasz Ci to rodzinny wymysł. Ustawa Prawo zamówień publicznych zakazuje ustalania kryteriów wyboru dotyczących właściwości wykonawcy, tzn. że nie można uczynić jednym z kryteriów oceny ofert doświadczenia czy potencjału technicznego lub ekonomicznego oferenta (jak to było niegdyś). Natomiast można dodać punkty, np. za skrócenie terminu czy okres gwarancji. Ale trzeba się liczyć z tym, że jak inwestycję skończy się wcześniej, to i wcześniej trzeba za nią zapłacić. W tym przypadku dochodzą częstsze i większe kwoty faktur częściowych czy przejściowych (zależnie od treści umowy). Choć nie powinno być problemu z kasą, bo wszem i wobec pisze się i mówi, że pieniądze są.
Założenie pewnie jest takie:
1. Termin wykonania zamówienia jest narzucony z góry i dość wyśrubowany, więc pewnie nikt nie pokusi się o skrócenie.
2. Gwarancji nikt rozumny na drogi dłuższej jak 3 lata nie da.
Wniosek: po co dawać możliwość "nastukania" punktów za inne kryteria przy jednoczesnym podniesieniu ceny (można dać 1 mln zł drożej, a realizację miesiąc krócej i suma punktów będzie taka sama), skoro można mieć spokojną głowę, jak przyjdzie kontrola i zapyta dlaczego wybrano ofertę droższego wykonawcy, skoro można było tańszego. Niestety nikt w NIK-u czy RIO nie rozumie, że najtańszy nie znaczy najlepszy. Zapewnienie sobie spokojnej głowy w zakresie wyboru "odpowiedniego" wykonawcy uzyskuje się poprzez ustalenie tzw. warunków brzegowych (doświadczenie w realizacji, posiadany sprzęt i ilość pracowników). I tu jest wg mnie clue sprawy. Im większa jest inwestycja, tym większe się ma wymagania od wykonawcy. Poniekąd jest to słuszne, ale... Czy firma, która wykonała kiedyś 50km drogi ekspresowej czy dwujezdniowej klasy GP nie umie wykonać 100km autostrady? Umie. A przeważnie warunkiem brzegowym dla przetargu na 100km autostrady jest wykonanie w ciągu ostatnich 3 lat dwóch czy trzech podobnych zamówień, którymi są odcinki autostrady o porównywalnej długości. Przecież to paranoja. Gdzie polskie firmy miały nabrać doświadczenia w budowie autostrad, skoro w Polsce w ostatnim czasie się ich nie budowało lub budowało sporadycznie i mało? Wniosek: polskie firmy, które de facto realizują kontrakty muszą podpierać się doświadczeniem firm europejskich tworząc konsorcja. A firma zachodnia każe sobie sporo płacić (ustalając odpowiednią marżę) za taką "pomoc" w wygraniu przetargu. W konsekwencji oczywiście tę marże płaci inwestor, czyli państwo, czyli my jako płatnicy podatku PIT i (pośrednio czy bezpośrednio) VAT. Więc w naszym dobrze pojętym interesie jest rozsądne ustalanie warunków udziału w przetargu.
W tym konkretnym przypadku warunki brzegowe są one w miarę dobrze sformułowane, ale również zachowawczo:
1. 2 odcinki po 10km drogi GP + most o rozp. 30m + estakada o l=100m
2. rozbudowane wymagania dot. kadry technicznej, np. dwóch kierowników do mostów, jakby jeden nie mógł mając dobrych majstrów
3. własny sprzęt - jakby nie można było wynająć
No i przede wszystkim: przetarg ograniczony, przy założonej liczbie ofert = 20. To w zasadzie tylko wydłuża proces przetargowy, a nie daje zmniejszenia liczby oferentów "cenowych". I to wydłuża przynajmniej o miesiąc, a do 18-miesięcznego okresu realizacji nie wlicza się okresu 15XII-15III, czyli przy przedłużeniu wyboru wykonawcy mogą się załapać dwa takie okresy (razem pół roku). Poza tym mogą być dwie fale protestów: po wyniku postępowania wstępnego i po wyborze wykonawcy, co znowu wydłuża okres realizacji zamówienia (licząc od daty ogłoszenia przetargu). I zamiast (18+3miesiące) od 1 czerwca (14 dni po złożeniu ofert), będziemy mieli 24-30miesięcy od 1 czerwca. Czyli umiarkowanie pesymistycznie licząc 30 września 2010.