Urzędnicy opracują plany zagospodarowania
Joanna Gergont
Potrzeba było dwa i pół roku, by władze Kielc uświadomiły sobie, że objęcie miasta planami zagospodarowania przestrzennego to priorytet. Prezydent powołał w końcu Biuro Planowania Przestrzennego, choć wcześniej twierdził, że jest ono niepotrzebne.
Bez planów zagospodarowania przestrzennego miasto nie może swobodnie się rozwijać, wyhamowane są inwestycje, a powstające obiekty często wywołują kontrowersje. - Pół roku czekania na wydanie warunków zabudowy to niezły wynik - oceniają sytuację w mieście inwestorzy. Ale potem trzeba jeszcze doliczyć około dwóch miesięcy w kolejce po pozwolenie na budowę. Biorąc pod uwagę czas trwania sezonu budowlanego, to dla wielu inwestorów jeden rok stracony.
Takich przypadków w Kielcach jest coraz więcej. Na przykład Kielecka Spółdzielnia Mieszkaniowa chce wybudować na rogu ul. Warszawskiej i Wojewódzkiej blok mieszkalny i budynek usługowy. Starania o niezbędne pozwolenia trwają już kilka miesięcy, decyzji wciąż nie ma. Planowane na ten rok rozpoczęcie inwestycji najprawdopodobniej trzeba będzie przełożyć.
Przyczyna takiej sytuacji jest jedna. Kielce, jak wiele miast w Polsce, w bardzo małym stopniu posiadają plany zagospodarowania przestrzennego. Ich brak bardzo wydłuża wszelkie procedury.
W Kielcach sytuację dodatkowo skomplikował fakt, że prezydent Wojciech Lubawski po objęciu funkcji w 2002 roku zlikwidował Miejską Pracownię Urbanistyczną, gdzie oprócz koncepcji rozwoju miasta powstawały też plany miejscowe. Po tym jak w 2004 roku wygasła ważność wszystkich planów, dziesięcioosobowa grupa pracowników w referacie planów zagospodarowania przestrzennego nie była w stanie odrobić wieloletnich zaległości. Nie pomogło preferowane przez miejskie władze zlecanie wykonania planów na zewnątrz. Tu sytuację komplikowały długie procedury przetargowe, w jakich wyłaniało się wykonawcę.
Już w 2005 roku radni składali pisemne wnioski, by prezydent "rozbudował i wzmocnił komórki odpowiedzialne za powstawanie planów", ale prezydent Lubawski uważał, że nie ma potrzeby. Jak tłumaczył "Gazecie", która wielokrotnie wskazywała na potrzebę powołania takiej odrębnej jednostki, rozwojowi Kielc lepiej przysłuży się robienie planu "pod konkretnego inwestora". Dlatego szybko powstał plan dla Echa Investment, które chciało budować hipermarket na Ślichowicach, czy dla Kieleckiej Grupy Inwestycyjnej, która chciała wybudować Castoramę. Gorzej było z mniejszymi inwestorami.
Teraz ma się to zmienić. Prezydent Lubawski zdecydował o powołaniu Biura Planowania Przestrzennego, które działać będzie na prawach odrębnego wydziału. Docelowo pracować ma w nim 20 osób, które będą odpowiadać za sporządzanie planów dla całego miasta.
- Nie przewidujemy całkowitej rezygnacji ze zlecania planów na zewnątrz - mówi Artur Hajdorowicz, pełnomocnik prezydenta ds. rewitalizacji. Ale, jak wynika z jego wypowiedzi, większość planów, a już na pewno te strategiczne, powstawać ma w ratuszu, bo i tak "zlecone plany wymagały dużego wkładu pracy urzędników". - Związane jest to głównie z przygotowaniem materiałów wyjściowych, wstępnych koncepcji, wytycznych, konsultacji, analiz, wyboru wariantów, podejmowaniem trudnych decyzji i rozstrzygnięć - wyjaśnia Hajdorowicz.
Nie zgadza się on z twierdzeniem, że w tej kwestii "zmieniła się polityka władz miasta". - To jedynie reakcja na powstałe nowe wyzwania, m.in. konieczność przygotowania planistycznego budowy lotniska w Obicach i jego otoczenia, przygotowania terenów pod inwestycje finansowane ze środków unijnych, ale także sygnalizowanych od niedawna ważnych inwestycji na terenie Kielc, realizowanych przez kapitał prywatny - wylicza Hajdorowicz.
Dodaje, że to wszystko wymaga "sprawnego, a przede wszystkim szybkiego narzędzia".
Gdzie już są plany
Kielce mają objęte planami zagospodarowania przestrzennego około 5 proc. swojego obszaru. W sumie miasto zajmuje około 11 tys. ha, ale znaczna część jego powierzchni to lasy, parki, tereny zielone niewymagające sporządzania planów.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4220203.html
Komentarz: Błądzić rzecz ludzka
Joanna Gergont
Rzeczą ludzką jest błądzić, ale tkwić w błędzie to już ciężka głupota. Dwa i pół roku prezydent Lubawski twardo bronił swojej decyzji, że nie ma potrzeby tworzenia odrębnego wydziału, który zajmie się przygotowaniem planów zagospodarowania. W Kielcach ich brak powodował, że wynikająca z prawa budowlanego zasada dobrego sąsiedztwa, którą mieli stosować urzędnicy przy wydawaniu pozwoleń na budowę, była nagminnie łamana. Tak jak w przypadku, oprotestowanej zresztą, budowy bloku przy ul. Langiewicza między domkami jednorodzinnymi. Dlatego bardzo cieszę się i doceniam to, że prezydent Kielc "nie tkwi w błędzie". Zależy mi, tak jak pewnie i innym mieszkańcom, by nasze miasto było piękne, a wpływ na to mają harmonijna architektura i przemyślane rozwiązania urbanistyczne. Dwa i pół roku to dużo, ale nie na tyle, by nie nadrobić strat. Trzymamy kciuki za naszych architektów i urbanistów.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4220204.html
No właśnie - lepiej późno niż wcale
Trzeba dodać, ze p. Joannie Gergont przytrafiło sie tu przekłamanie - pracownie urbanistyczną zlikwidował jeszcze W. Stępień, a W. Lubawski "jedynie" twierdził, że decyzja poprzednika była słuszna i przy niej trwał
No i właściwie to trwało to 4,5 roku, a nie 2,5... Sprawy planów były moim najwiekszym rozczarowaniem (obok promocji miasta) jeśli chodzi o pierwszą kadencję Prezydenta - bardzo na nie liczyłem i mocno byłem zawiedziony. Z obecnego obrotu sprawy bardzo się cieszę 
Pełnomocnik Prezydenta, który zapewne go do tego przekonał jest w niezręcznej sytuacji. Stwierdzenie, że "polityka miasta się nie zmienia, zmieniaja sie tylko okoliczności" może być rozumiane w ten sposób, że jeszcze dwa lata temu władze Kielc nie przewidywały ściągania prywatnych inwestorów i pomagania im oraz, ze nie były świadome unijnych wymogów, jesli chodzi o realizację inwestycji z funduszy UE