Ależ nam się problematyka rozszerzyła

. Przy okazji pomieszaliśmy dwie całkowicie odrębne sprawy.
Pierwsza (wg. mnie stosunkowo prostsza) to wątek osadzony na osi stare-ładne-dobre/nowe-brzydkie-złe.
Druga to dyskusja o architekturze centrów miast (ta jest raczej z tych trudniejszych bo toczy się już od pokoleń), a w uproszczeniu: problem 'uhistoryczniania' współczesnych obiektów.
Jeśli chodzi o pierwszą to mój pogląd jest niezmienny ... uważam, że (jak w życiu) obowiązuje zasada szczerości – jeśli współczesny (czy też istniejący) budynek ma udawać zabytek to jest to porażka (błąd w sztuce, brak zdolności projektanta, ślepa uliczka itp. itd.). Architektura nie dzieli się na starą i współczesna lecz na dobrą i złą, innymi słowy osadzoną w kontekście otoczenia lub nie. Dopuszczam współczesną architekturę w bezpośrednim kontekście zabudowy historycznej a nawet zabytkowej, zgadzam się na projektowanie w całkowitej kontrze do tradycji, ... ale pod jednym warunkiem – musi to być architektura doskonała. To jedyny wymóg. Równie wysoko sobie cenię architekturę projektowaną w ścisłym nawiązaniu do wzorców tradycyjnych (taką architektoniczną mimikrę, na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy kontrastu między zabudową starą a nową), gdzie współczesność jest nienachalna ... ale tu mam taki sam wymóg jak wcześniej .... musi to być architektura doskonała, bez kompromisów, przemyślana do najdrobniejszego detalu. Słaba architektura starzeje się bardzo szybko, poprawna wolniej, dobra wcale (popatrzmy na różnicę w odbiorze pomiędzy Związkowcem a Urzędem Wojewódzkim). Nie miałbym szczególnych obiekcji przed gruntowną przebudową NOT-u, nie protestował bym również w sprawie decyzji o jego wyburzeniu (wszak ten budynek nie jest jakąś szczególną perłą architektury), dopuszczam również przywrócenie go do stanu oryginalnego, ... ale przerobienie go w stylu a'la hotel Łysogóry .... z g r o z a !!!
Złożoność drugiego chciałbym pokazać na przykładzie wybudowanej 'od nowa' starówki w Głogowie. Założenia były szczere, potrzeby zrozumiałe – efekt po kilku latach jest moim skromnym zdaniem żenujący. Mam w Głogowie rodzinę, więc mogłem obserwować losy tej inwestycji. Starówka została w całkowicie zniszczona (zostały w zasadzie jedynie fundamenty), nie zachowała się dokumentacja, było kilkanaście zdjęć ... przez dziesięciolecia teren straszył ruinami wieży ratuszowej wyrastającej z morza chwastów. Odtworzenie zabudowy (tak jak Starówki Warszawskiej) okazało się z różnych względów niemożliwe. Ale potrzeba społeczna w kraju który właśnie wyzwolił się z mroków PRL-u była ogromna. Socjalistyczna wersja modernizmu wprowadziła do śródmieść blokowiska, zanegowała tożsamość historyczną i wielopokoleniowe tradycje, architektura wyrosła poza ludzką skalę (monumentalizm), zamiast miejskich uliczek otrzymaliśmy wielopasmowe arterie komunikacyjne, indywidualizm architektury zastąpiono unifikacją. Na społeczeństwie dokonano swoistej lobotomii. W takich warunkach wyrosło nasze pokolenie. Dorastaliśmy w urbanistycznym bałaganie, mimo woli chłonęliśmy złe wzorce. W takiej sytuacji wydawało się oczywiste, że centrum miasta (poprzez negację PRL-u) musi nawiązywać do stylów historycznych. W Głogowie postanowiono wybudować starówkę (celowo używam słowa wybudować a nie odbudować). Projekt pierwszego etapu zlecono zdaje się jednemu projektantowi (kamieniczki cechuje spora powtarzalność i schematyczność). Lata 90-te to początki prywatnych pracowni projektowych, okres wielu błędów (wszyscy niejako od nowa uczyli się projektować w zmienionych warunkach rynkowych), wachlarz środków wyrazu był ograniczony niezadowalającym finansowaniem. To po części jest usprawiedliwienie ... ale nie zmienia to faktu, że efekt wyglądał tak:
Po latach stonowano lekko kolorystyką (może po prostu zblakła) ... co poprawia nieco odbiór,
... ale idea doprowadziła też do powstania takiego kuriozum:
Tak dla porównania – pocztówka przedwojennej starówki:
Porównanie autentyku i współczesnej, 'uhistorycznionej' podróbki jest porażające ....
Ale ostateczna (szeroka) ocena tej realizacji nie jest już taka oczywista. To miejsce żyje. Ludzie tam spacerują, powstały sklepiki, kawiarenki, na rynku odbywają się imprezy, miasto odzyskało zagubioną tożsamość ... mieszkańcy są dumni. Zabudowa jest w skali człowieka, zrozumiała i przyjazna. Cel społeczny, który leżał u podstawy decyzji o 'odbudowie' został osiągnięty. Można zaryzykować twierdzenie, że mimo fatalnego wykonania osiągnięto sukces.
Mam wrażenie, że michal_ck mówiąc o historycznym charakterze centrum właściwie ma na myśli bardziej te społeczne (pozytywne) aspekty problemu. Chciałby aby centrum było schludne, pełne przyjaznych ludzi, bezpieczne, uwypuklające swoje historyczne korzenie ... po prostu piękne, wolne od urbanistycznego bałaganu i architektonicznej tandety (historycznej, PRL-owskij, współczesnej) ... i patrząc pod taki kątem ma oczywiście 100% racji. Każdy z wypowiadających się też tego chce. Niebezpodstawne są też obawy przed nadmiarem współczesnej architektury w śródmieściu (epatującej 'stalą i szkłem' lub tandetą projektu). U nas bardzo brakuje wspomnianej wyżej architektonicznej mimikry – obiektów o nienachalnej współczesności, doskonałej formą, skalą, detalem i materiałem. Szanujmy i chrońmy tradycję (historię), ale bądźmy otwarci na rzeczy nowe. Najgorsze są skrajności. Brońmy się nie przed współczesnością ale przed tandetą.
Przepraszam, że tak się rozpisałem i za lekki off-topic, ale to w wątku o NOT-cie rozgorzała dyskusja, a problematyka jest mi bliska i krócej nie potrafiłem.
PS.
michal_ck pisze:A jak by Ci ktoś chciał przekazać nieodpłatnie wyremontowaną, starą kamienicę lub wyremontowany budynek z PRL-u, to który byś wziął?
biorę oba
