Tak w kontekście tej wypowiedzi zastanawiam się na ilu Chińczyków moglibyśmy liczyćGrzesiek pisze:Ben, jeśli to by było prawdą to spełnią się moje sny o wielu rzeczachJak choćby o urozmaiceniu rasowym Kielc, wielu nowych inwestycjach i większej liczbie ludności w mieście
Bardzo się cieszę, że i prezydent i wojewoda podchodzą do współpracy z Chińczykami z otwartymi ramionami
CIIC Group w Kielcach
Moderatorzy: Autor, sueno, Daniel, Sirek1
Re: Centrum
Ben pisze:W marcu pisałem o inwestorach z Chin ,dzisiaj własnie odbyło sie spotkanie z władzami miasta i województwa.Chinczycy chcą u nas budować ,zarabiać i inwestować.Jako jedyne miasto w Polsce mamy możliwość mieć centrum kultury chinskiej a co z tym związane mamy możlwość uzyskać dużo miejsc pracy dla naszych rodaków.Z informacji inwestycyjnych -chinczycy budowali by drogi,budynki,obiekty handlowe w zammian chcą uzyskac pozwolenie na otwarcie w Kielcach dwóch swoich firm-fabryk oraz kilku w woj.chcą tez za własne srodki wybudować biurowce,pawilony handlowe i mieszkania w tym czesc dla swoich rodaków ,którzy przybędą do Kielc i woj.
CKCh.to sale wystawowe,kina,galerie,salon gier,centrum rozrywki multimedialnej,kawiarnie i restauracje oraz biuro.
Ben: czemu jako jedyne miasto ? Dlaczego uważasz, że Kielce mają przewagę nad innymi ? Masz jakies info w tym temacie ?
Naturalnie - bardzo bym sobie życzył, żeby tak było...
Wedle mojego rozeznania nasze firmy budowlane nie będą w stanie przerobić napływu środków unijnych. A jeżeli będą, to za horrendalne sumy - i wtedy za te same pieniądze wybudujemy dwa razy mniej, niż jest planowane.msz1 pisze:to mamy u siebie na tyle firm budowlanych że spokojnie są w stanie to zrobić. Tak dla odświeżenia umysłu to w Kielcach działają oddziały takich potęg jak Mitex, Skanska a i chyba Strabag czai się gdzieś w kącie i czeka na swoje 5 minut. Poza tym mamy 3 nasze regionalne firmy średniej wielkości: Dorbud, ulubiony przez Jurka Kartel i wschodzącą gwiazdę Condite. Przecież w tych wszystkich firmach pracują ludzie z Kielc i regionu, tych inwestycji nie będzie aż znowu takie zatrzęsienie. Nie mam nic przeciwko Chińczykom (swoją drogą naszemu miastu przydałoby sie trochę kosmopolityzmu) ale uważam, że na i tak ciasnym lokalnym rynku budowlany niewiele jest dla nich miejsca.
Już teraz są zmowy cenowe polskich konsorcjów budowlanych, wiele firm nie ma skąd wziąć polskich pracowników, materiały budowlane drożeją z każdą dostawą (na cegły trzeba czekac nawet do jesieni) itd.
Największe niebezpieczeństwo dotyczy budowy dróg i tutaj gratujuję działań władzom miasta. Naszą szansą jest odwazna "ucieczka do przodu". Ja wiem, ze dla pracowników firm budowlanych to nie najlepsze informacje - zawsze są konflikty interesów, ale tutaj na pierwszym miejscu jest interes całego miasta i regionu, a nie tylko jednej branży, czyli jak najlepsze wykorzystanie wielkich pieniędzy, tych naszych unijnych pięciu minut.
Tak czy inaczej boom budowlany to ogromna szansa dla naszego regionu - także dla już istniejących firm - nawet mimo Chińczyków
Prezydent Lubawski i spółka od jakiegoś czasu działają naprawdę coraz fajniej - widać, że cały czas sie uczą i im zalezy. A jeszcze 3 lata temu nie wyglądało to wszystko różowo...
Co do "China Town" itp - pozyjemy zobaczymy (choć już dawno wyobrażałem sobie chińską dzielnicę w Kielcach
Centrum Kultury Chińśkiej - trzymam kciuki
A co w tym jest złego? Kolejne inwestycje, kolejni mieszkańcyNaos pisze:Wszystko pieknie, niech buduja ale nie podoba mi sie wizja powstawania jakichkolwiek osiedli dla chinskich robotnikow itd.. Wroclaw tez zaczyna miec problemu z pracownikami i koreanczycy wspominaja o checi sprowadzenia "swoich ludzi".
-
eM
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1103
- Rejestracja: 2 października 2005, o 19:14
- Lokalizacja: Kielce
Jak dobrze pojdzie możemy być spokojnie ponad milionowym miastemGrzesiek pisze:A co w tym jest złego? Kolejne inwestycje, kolejni mieszkańcyNaos pisze:Wszystko pieknie, niech buduja ale nie podoba mi sie wizja powstawania jakichkolwiek osiedli dla chinskich robotnikow itd.. Wroclaw tez zaczyna miec problemu z pracownikami i koreanczycy wspominaja o checi sprowadzenia "swoich ludzi".
A tak naprawdę czego mamy się bać, trzeba rwać do przodu, nawet jeśli dookoła wszyscyby mieli szydzić. Potem za kilka lat wszyscy przyznają rację kierunkowi zmian (tak jak ze stadionem).
- MAŁY
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1664
- Rejestracja: 29 lipca 2006, o 21:43
- Lokalizacja: KIELCE_oś.Świetokrzyskie
GAZETA WYBORCZA
Mieszkaniec Okayamy chce zmieniać Kielce
Piotr Burda
- Popatrzyłem na Kielce i pomyślałem: dlaczego to miasto nie miałoby zostać centrum sztuki. Nie tylko polskiej, ale europejskiej - mówi Radosław Predygier, pochodzący z Kielc mieszkaniec japońskiej Okayamy. Na razie ma wystawę, ale chce zaprosić tu największych polskich i europejskich malarzy, chce, żeby udostępniono im ściany szkół, banków i urzędów.
Na pomysł, by z Kielc zrobić centrum sztuki, wpadł w poniedziałek wieczorem, gdy po otwarciu swojej wystawy "Po stronie światła" wracał na Barwinek. - Księżyc był w pięknej pełni, poszedłem na Telegraf - mówi.
Kiedy o opowiada o tym, co chciałby zrobić, nie może usiedzieć w miejscu, rozpiera go energia. - Chcę w Kielcach renesansu i odrodzenia się piękna. Poprzez sztukę musimy dać ludziom sygnał, pokazać przyszłość jasną, piękną i bogatą - tłumaczy.
Radosław Predygier ma 34 lata. Wychował się na kieleckim Barwinku, chodził do "plastyka", potem studiował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jego pasją są freski. Sześć lat temu w Paryżu zrobił fresk m.in. w Niezależnym Centrum Sztuki "59 Rivoli". Na wakacje przyjeżdżał do Kielc - któregoś roku zdążył zrobić awangardowy fresk w szkole na Barwinku. Nauczyciele i uczniowie do dziś się nim zachwycają.
Wrócił nad Sekwanę, tam poznał Mari, młodą Japonkę, która przyjechała do Paryża uczyć się języka francuskiego i układania kompozycji kwiatowych. To ona zabrała go do swojej Okayamy - miasta leżącego pomiędzy Osaką a Hiroszimą.
- Pamiętam swoje zdziwienie, gdy wszedłem do jej domu i matka upadła przede mną na kolana - opowiada.
Z każdym dniem bardziej przyzwyczajał się do Japończyków. Teraz w tamtejszym gimnazjum uczy historii sztuki i malarstwa. - Angielski tam nie przejdzie, dlatego mówię do nich po japońsku. Mają przy tym niezłą zabawę, bo znam japoński "tak sobie" - przyznaje.
Przez te trzy lata nauczył się już jeździć z prędkością 70 km/h autostradą i jeść sushi. Cały czas szuka jednak w Japonii śladów Kielc i Polski.
- Nie jest z tym tak źle. Wchodzę do sklepu, a tam żubrówka, polski spirytus rektyfikowany i kiszone ogórki - opowiada. Dla Polaka trudne są też japońskie święta Bożego Narodzenia. - Na szczęście mama przysłała mi grzyby - mówi. Japończykom bardzo smakowała nalewka przygotowana przez Radka. Przepis jest prosty: japoński owoc juzu zalewa polskim spirytusem. Dzień przed finałem mistrzostw świata w siatkówce dowiedział się, że Polacy grają z Brazylią. Wieczorem wsiadł w autobus i 12 godzin jechał do Tokio, żeby wysłuchać tam "Mazurka Dąbrowskiego" i kibicować naszym.
Teraz Radkowi marzy się zaproszenie do Kielc największych polskich i europejskich malarzy. Chce, żeby udostępniono im ściany szkół, banków i urzędów. - To są idealiści. Ja zrobiłem fresk za darmo, czemu inni nie mogliby tego zrobić. Te freski zostałyby na zawsze w Kielcach - mówi. Opowiada o hiszpańskim Bilbao, kiedyś zaniedbanym porcie, który oddano artystom. - Teraz przyjeżdżają tam miliony turystów z całego świata, by uczestniczyć w czymś pięknym. Dlaczego nie możemy ofiarować piękna mieszkańcom podkieleckich wiosek - mówi.
Pytamy, co odpowie, gdy ktoś będzie chciał wiedzieć "po co to komu", "kto za to zapłaci", "czy nie ma ważniejszych rzeczy", i uzna, że jego pomysły są wizjami w świetle księżyca. - Nie boję się tego. Jestem młody. Trzeba się za to zabrać, póki jest energia - mówi Radosław Predygier.
Jutro wybiera się do prezydenta Wojciecha Lubawskiego, żeby porozmawiać o swoim pomyśle. Liczy, że go przekona. Jeśli nie, żalu nie będzie miał, nauczył się tego od Japończyków. - To są ludzie, którzy, gdy przeżywają jakieś negatywne emocje, nie zwalają wszystkiego na innych, na rząd. Oni to wszystko odnoszą do siebie - mówi.
Wystawę Radosława Predygiera w galerii "W Ramach" oglądać można do 23 kwietnia.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4036533.html
Mieszkaniec Okayamy chce zmieniać Kielce
Piotr Burda
- Popatrzyłem na Kielce i pomyślałem: dlaczego to miasto nie miałoby zostać centrum sztuki. Nie tylko polskiej, ale europejskiej - mówi Radosław Predygier, pochodzący z Kielc mieszkaniec japońskiej Okayamy. Na razie ma wystawę, ale chce zaprosić tu największych polskich i europejskich malarzy, chce, żeby udostępniono im ściany szkół, banków i urzędów.
Na pomysł, by z Kielc zrobić centrum sztuki, wpadł w poniedziałek wieczorem, gdy po otwarciu swojej wystawy "Po stronie światła" wracał na Barwinek. - Księżyc był w pięknej pełni, poszedłem na Telegraf - mówi.
Kiedy o opowiada o tym, co chciałby zrobić, nie może usiedzieć w miejscu, rozpiera go energia. - Chcę w Kielcach renesansu i odrodzenia się piękna. Poprzez sztukę musimy dać ludziom sygnał, pokazać przyszłość jasną, piękną i bogatą - tłumaczy.
Radosław Predygier ma 34 lata. Wychował się na kieleckim Barwinku, chodził do "plastyka", potem studiował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jego pasją są freski. Sześć lat temu w Paryżu zrobił fresk m.in. w Niezależnym Centrum Sztuki "59 Rivoli". Na wakacje przyjeżdżał do Kielc - któregoś roku zdążył zrobić awangardowy fresk w szkole na Barwinku. Nauczyciele i uczniowie do dziś się nim zachwycają.
Wrócił nad Sekwanę, tam poznał Mari, młodą Japonkę, która przyjechała do Paryża uczyć się języka francuskiego i układania kompozycji kwiatowych. To ona zabrała go do swojej Okayamy - miasta leżącego pomiędzy Osaką a Hiroszimą.
- Pamiętam swoje zdziwienie, gdy wszedłem do jej domu i matka upadła przede mną na kolana - opowiada.
Z każdym dniem bardziej przyzwyczajał się do Japończyków. Teraz w tamtejszym gimnazjum uczy historii sztuki i malarstwa. - Angielski tam nie przejdzie, dlatego mówię do nich po japońsku. Mają przy tym niezłą zabawę, bo znam japoński "tak sobie" - przyznaje.
Przez te trzy lata nauczył się już jeździć z prędkością 70 km/h autostradą i jeść sushi. Cały czas szuka jednak w Japonii śladów Kielc i Polski.
- Nie jest z tym tak źle. Wchodzę do sklepu, a tam żubrówka, polski spirytus rektyfikowany i kiszone ogórki - opowiada. Dla Polaka trudne są też japońskie święta Bożego Narodzenia. - Na szczęście mama przysłała mi grzyby - mówi. Japończykom bardzo smakowała nalewka przygotowana przez Radka. Przepis jest prosty: japoński owoc juzu zalewa polskim spirytusem. Dzień przed finałem mistrzostw świata w siatkówce dowiedział się, że Polacy grają z Brazylią. Wieczorem wsiadł w autobus i 12 godzin jechał do Tokio, żeby wysłuchać tam "Mazurka Dąbrowskiego" i kibicować naszym.
Teraz Radkowi marzy się zaproszenie do Kielc największych polskich i europejskich malarzy. Chce, żeby udostępniono im ściany szkół, banków i urzędów. - To są idealiści. Ja zrobiłem fresk za darmo, czemu inni nie mogliby tego zrobić. Te freski zostałyby na zawsze w Kielcach - mówi. Opowiada o hiszpańskim Bilbao, kiedyś zaniedbanym porcie, który oddano artystom. - Teraz przyjeżdżają tam miliony turystów z całego świata, by uczestniczyć w czymś pięknym. Dlaczego nie możemy ofiarować piękna mieszkańcom podkieleckich wiosek - mówi.
Pytamy, co odpowie, gdy ktoś będzie chciał wiedzieć "po co to komu", "kto za to zapłaci", "czy nie ma ważniejszych rzeczy", i uzna, że jego pomysły są wizjami w świetle księżyca. - Nie boję się tego. Jestem młody. Trzeba się za to zabrać, póki jest energia - mówi Radosław Predygier.
Jutro wybiera się do prezydenta Wojciecha Lubawskiego, żeby porozmawiać o swoim pomyśle. Liczy, że go przekona. Jeśli nie, żalu nie będzie miał, nauczył się tego od Japończyków. - To są ludzie, którzy, gdy przeżywają jakieś negatywne emocje, nie zwalają wszystkiego na innych, na rząd. Oni to wszystko odnoszą do siebie - mówi.
Wystawę Radosława Predygiera w galerii "W Ramach" oglądać można do 23 kwietnia.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,4036533.html
Kielce- Tu jest moje miejsce! Tu sie urodziłem i tu zakończyć żywot swój pragnę!


-
msz1
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 910
- Rejestracja: 26 stycznia 2006, o 22:13
- Lokalizacja: Kielce
Wedle mojego rozeznania nasze firmy budowlane nie będą w stanie przerobić napływu środków unijnych. A jeżeli będą, to za horrendalne sumy - i wtedy za te same pieniądze wybudujemy dwa razy mniej, niż jest planowane.
Już teraz są zmowy cenowe polskich konsorcjów budowlanych, wiele firm nie ma skąd wziąć polskich pracowników, materiały budowlane drożeją z każdą dostawą (na cegły trzeba czekac nawet do jesieni) itd.
Największe niebezpieczeństwo dotyczy budowy dróg i tutaj gratujuję działań władzom miasta. Naszą szansą jest odwazna "ucieczka do przodu". Ja wiem, ze dla pracowników firm budowlanych to nie najlepsze informacje - zawsze są konflikty interesów, ale tutaj na pierwszym miejscu jest interes całego miasta i regionu, a nie tylko jednej branży, czyli jak najlepsze wykorzystanie wielkich pieniędzy, tych naszych unijnych pięciu minut.
Tak czy inaczej boom budowlany to ogromna szansa dla naszego regionu - także dla już istniejących firm - nawet mimo Chińczyków
Prezydent Lubawski i spółka od jakiegoś czasu działają naprawdę coraz fajniej - widać, że cały czas sie uczą i im zalezy. A jeszcze 3 lata temu nie wyglądało to wszystko różowo...
Co do "China Town" itp - pozyjemy zobaczymy (choć już dawno wyobrażałem sobie chińską dzielnicę w Kielcach
)
Centrum Kultury Chińśkiej - trzymam kciuki
[/quote]
Rafale - osobiście cenię sobie wszelkich inwestorów którzy mogliby coś wnieść do naszeego lokalnego biznesu, jednak nie chciałbym aby powtórzyła się sytuacja z dolnośląskiego gdzie LG po wybudowaniu fabryki stwierdziło, że Polacy są za drodzy i chce sprowadzić pracowników z Chin. Tyle było radości było z tej inwestycji a teraz co, mają olbrzymią halę która szpeci krajobraz zanieczyszcza środowisko a lokalna gospodark nic z tego nie ma. Ja osobiście nie obawiam się konkurencji ze strony Chińskich firm bo do kierowania robotami budowlanymi czy też przy wykonywaniu projektów i tak będą musieli zatrudnić polskich inżynierów z uprawnieniami gdyż tego wymaga prawo. O ile mi wiadomo chińskie uprawnienia (o ile takowe istnieją nie będą akceptowane w Polsce), chodzi bardziej o rzesze wykwalifikowanych robotników budolanych bądź brygadzistów których brak pracy albo niskie zarobki zmusiły do emigracji. Dzisiaj te zarobki rosną ale nie są one jeszcze konkurencyjne do tych oferowanych na zachodzie, jak dojdą do poziomu 70% tego co zarabiają ich odpowiednicy w Uni to zaczną wracać a wtedy nie będzie problemów z wybudowaniem czegokolwiek. Co do inwestycji to na razie jest dużo szumnych zapowiedzi a mało się robi. Zobacz na przykładzie węzła Kielce Północ, 7 km drogi expresowej i przez rok nie mogą wybrać wykonawców. W Kielcach jeżeli chodzi o inwestycje też mało się dzieje. Zdaje się że Sirek kiedyś zadał sobie trud zliczenia żurawi w Kielcach i było ich 16, tyle ile na jednej dużej budowie w Dubaju. A na koniec żeby było jasne nie jestem za zamykaniem się na egzotyczny chiński biznes w naszym mieście, ale podchodźmy do takich wiadomości z pewną rezerwą. Ktoś fajnie napisał na forum wyborczej (jeden wyjątkowo mądry komentaż), że lepiej byłoby gdyby kasę z dotacji EU zgarniały nasze firmy budowlane. Kto wie może dzięki temu przyśpieszeniu w budownictwie nasza kielecka Condite wyrośnie na potentata na mierę "Vinci" na przykład, czego sobie i całym Kielcom życzę.
P.S. Jak Kartel się postara to też może stać się globalnym graczem na rynku budowlanym, a wtedy będzie stawiał wypasione żurawiki na swoich budowach.
Już teraz są zmowy cenowe polskich konsorcjów budowlanych, wiele firm nie ma skąd wziąć polskich pracowników, materiały budowlane drożeją z każdą dostawą (na cegły trzeba czekac nawet do jesieni) itd.
Największe niebezpieczeństwo dotyczy budowy dróg i tutaj gratujuję działań władzom miasta. Naszą szansą jest odwazna "ucieczka do przodu". Ja wiem, ze dla pracowników firm budowlanych to nie najlepsze informacje - zawsze są konflikty interesów, ale tutaj na pierwszym miejscu jest interes całego miasta i regionu, a nie tylko jednej branży, czyli jak najlepsze wykorzystanie wielkich pieniędzy, tych naszych unijnych pięciu minut.
Tak czy inaczej boom budowlany to ogromna szansa dla naszego regionu - także dla już istniejących firm - nawet mimo Chińczyków
Prezydent Lubawski i spółka od jakiegoś czasu działają naprawdę coraz fajniej - widać, że cały czas sie uczą i im zalezy. A jeszcze 3 lata temu nie wyglądało to wszystko różowo...
Co do "China Town" itp - pozyjemy zobaczymy (choć już dawno wyobrażałem sobie chińską dzielnicę w Kielcach
Centrum Kultury Chińśkiej - trzymam kciuki
Rafale - osobiście cenię sobie wszelkich inwestorów którzy mogliby coś wnieść do naszeego lokalnego biznesu, jednak nie chciałbym aby powtórzyła się sytuacja z dolnośląskiego gdzie LG po wybudowaniu fabryki stwierdziło, że Polacy są za drodzy i chce sprowadzić pracowników z Chin. Tyle było radości było z tej inwestycji a teraz co, mają olbrzymią halę która szpeci krajobraz zanieczyszcza środowisko a lokalna gospodark nic z tego nie ma. Ja osobiście nie obawiam się konkurencji ze strony Chińskich firm bo do kierowania robotami budowlanymi czy też przy wykonywaniu projektów i tak będą musieli zatrudnić polskich inżynierów z uprawnieniami gdyż tego wymaga prawo. O ile mi wiadomo chińskie uprawnienia (o ile takowe istnieją nie będą akceptowane w Polsce), chodzi bardziej o rzesze wykwalifikowanych robotników budolanych bądź brygadzistów których brak pracy albo niskie zarobki zmusiły do emigracji. Dzisiaj te zarobki rosną ale nie są one jeszcze konkurencyjne do tych oferowanych na zachodzie, jak dojdą do poziomu 70% tego co zarabiają ich odpowiednicy w Uni to zaczną wracać a wtedy nie będzie problemów z wybudowaniem czegokolwiek. Co do inwestycji to na razie jest dużo szumnych zapowiedzi a mało się robi. Zobacz na przykładzie węzła Kielce Północ, 7 km drogi expresowej i przez rok nie mogą wybrać wykonawców. W Kielcach jeżeli chodzi o inwestycje też mało się dzieje. Zdaje się że Sirek kiedyś zadał sobie trud zliczenia żurawi w Kielcach i było ich 16, tyle ile na jednej dużej budowie w Dubaju. A na koniec żeby było jasne nie jestem za zamykaniem się na egzotyczny chiński biznes w naszym mieście, ale podchodźmy do takich wiadomości z pewną rezerwą. Ktoś fajnie napisał na forum wyborczej (jeden wyjątkowo mądry komentaż), że lepiej byłoby gdyby kasę z dotacji EU zgarniały nasze firmy budowlane. Kto wie może dzięki temu przyśpieszeniu w budownictwie nasza kielecka Condite wyrośnie na potentata na mierę "Vinci" na przykład, czego sobie i całym Kielcom życzę.
P.S. Jak Kartel się postara to też może stać się globalnym graczem na rynku budowlanym, a wtedy będzie stawiał wypasione żurawiki na swoich budowach.
Zgadzam się z Msz trzeba na problem braku chętnych do pracy spojrzeć z innej perspektywy. Jest szansa na to aby znormalniał rynek pracy w budownictwie i stał się bardziej cywilizowany. Dostrzegają to już prezesi wielkich koncernów budowlanych np. Skanska Strabag
http://biznes.interia.pl/news?inf=886590
A co do tego że brakuje materiałów to taksamo braknie Chińczykom jak i innym firmom budowlanym.
Szkoda że nikt nie dbał o bogactwo "Białego zagłębia" i nie dbał też o "budowlane zagłębie" jak był na to czas. Myślę że w Kielcach nie ma już znaczącego gracza jeśli chodzi o firmy budowlane na skale Polski, (a znam to środowisko dosyc dobrze) bo patrząc co odstawia Condite w sektorze wykonastwa przy inwestycjach mieszkaniowych, czy politykę Dorbudu, lub dokonania firmy Kartel to oczywiście jest dla nich miejsce, ale jak narazie w sektorze średnich inwestycji, chociaż może w związku z planownymi inwestycjami jest dla tych firm szansa na większy rozwój niz dotychczas.
A to że nasze urzędy nie przygotowały się odpowiednio do inwestycji wierząc w to że zawsze do przetargu zgłosi się kilkunastu chętnych i nikt nie bedzie zwracał uwagi na błedy w dokumentacji lub kosztorysach inwestorskich i za poziom czynników cenotwórczych bierze się te poniżej średniej krajowej to już odbija się im czkawką co widac np. po przetargu na remont Urzędu Miasta.
Jedyna szansa na normalny rynek pracy w Polsce to uzmysłowienie sobie że pewne usługi i produkty kosztują i przygotować sobie odpowiednio więcej funduszy na ich realizację.
Ja podobnie jak Msz nie boję się konkurencji z Chin czy Ukrainy, ale wg mnie to nie o to chodzi żeby kogoś dyskryminować czy faworyzować. Ten przykład z fabryką LG jest tu dośc wymowny i pokazuje pułapki, których trzeba unikać.
(...)Jedną z przyczyn wolnych prac drogowych jest też odpływ pracowników na Zachód. Jak mówi Dariusz Słowiński, prezes Strabag, od września ubiegłego roku Strabag podniósł nawet o 50 proc. wynagrodzenia dla pracowników fizycznych i o 30 proc. dla kadry inżynierskiej.
- Przy podwyżce wynagrodzeń o dalsze 35-40 procent uda nam się zatrzymać wyjazdy pracowników. Jeśli będą oni zarabiać 70-75 proc. tego co na Zachodzie, nie będą mieli motywacji, by porzucać miejsca pracy w Polsce - ocenia prezes Strabag(...)
A co do tego że brakuje materiałów to taksamo braknie Chińczykom jak i innym firmom budowlanym.
Szkoda że nikt nie dbał o bogactwo "Białego zagłębia" i nie dbał też o "budowlane zagłębie" jak był na to czas. Myślę że w Kielcach nie ma już znaczącego gracza jeśli chodzi o firmy budowlane na skale Polski, (a znam to środowisko dosyc dobrze) bo patrząc co odstawia Condite w sektorze wykonastwa przy inwestycjach mieszkaniowych, czy politykę Dorbudu, lub dokonania firmy Kartel to oczywiście jest dla nich miejsce, ale jak narazie w sektorze średnich inwestycji, chociaż może w związku z planownymi inwestycjami jest dla tych firm szansa na większy rozwój niz dotychczas.
A to że nasze urzędy nie przygotowały się odpowiednio do inwestycji wierząc w to że zawsze do przetargu zgłosi się kilkunastu chętnych i nikt nie bedzie zwracał uwagi na błedy w dokumentacji lub kosztorysach inwestorskich i za poziom czynników cenotwórczych bierze się te poniżej średniej krajowej to już odbija się im czkawką co widac np. po przetargu na remont Urzędu Miasta.
Jedyna szansa na normalny rynek pracy w Polsce to uzmysłowienie sobie że pewne usługi i produkty kosztują i przygotować sobie odpowiednio więcej funduszy na ich realizację.
Ja podobnie jak Msz nie boję się konkurencji z Chin czy Ukrainy, ale wg mnie to nie o to chodzi żeby kogoś dyskryminować czy faworyzować. Ten przykład z fabryką LG jest tu dośc wymowny i pokazuje pułapki, których trzeba unikać.