Biznes w Kielcach musi poczekać

Joanna Gergont, 20-11-2006
Ile można czekać na decyzję z urzędu miasta, która pozwoli na rozwój przedsiębiorstwa? W Kielcach ponad cztery lata. Doświadczył jeden z kieleckich przedsiębiorców.
Roman Smolarski, właściciel firmy Piekarnia Pod Telegrafem, ponad cztery lata temu złożył wniosek do urzędu o zamianę działek przy ul. Ściegiennego. Nieruchomość, która sąsiaduje z jego zakładem, należy do miasta. Chciał dobudować na niej skrzydło budynku, służące do zamrażania pieczywa. Uzasadniał, że taka inwestycja jest niezbędna do rozwoju jego firmy, bo jego pieczywo odbierają kontarhenci z całego świata, m.in. linie lotnicze, a także wysyła je m.in. na platformy wiertnicze. W zamian proponował miastu działkę przylegającą do ul. Ściegiennego, przez którą według planu biec ma drugie pasmo ulicy. - Po zbadaniu wniosku nie zgodziliśmy się na zamianę, bo nasza była znacznie większa niż działka przedsiębiorcy - mówi Jerzy Mielnik, dyrektor wydziału gospodarki nieruchomościami UM.
Inwestor nie zrezygnował. Dokupił ziemi i ponownie zaproponował miastu zamianę. Miejska nieruchomość ma około 9 tys. m kw., Romana Smolarskiego około 8,2 tys. m kw. Ta propozycja została zaakceptowana i urzędnicy przystąpili do podziału geodezyjnego miejskiej działki.
Ciągnąca się kilkanaście miesięcy sprawa bliska była finału. Ale w międzyczasie na miejskiej nieruchomości została zaprojektowana przepompownia ścieków dla kanalizacji Posłowic i Dymin, wydziału nieruchomości nikt nie poinformował. - Sprawa zamiany została odłożona, bo trzeba było dokonać nowego podziału i część działki wyłączyć na ten cel - wyjaśnia Mielnik. Zajęło to kolejne miesiące.
We wrześniu tego roku sprawa trafiła pod obrady komisji gospodarki komunalnej. Radni wyrazili pozytywną opinię na temat zamiany, ale wątpliwości mieli radcy prawni. - Nie dotyczyły one niezgodności z prawem, raczej zasadności takiej zamiany. Podnoszono, że ul. Ściegiennego to droga krajowa, a więc czy my powinniśmy oddawać swoją nieruchomość za coś, za co odpowiada Skarb Państwa - tłumaczy Mielnik. Uchwała 7 września trafiła na sesję rady miejskiej i... na wniosek prezydenta została zdjęta.
Dlaczego? Wiceprezydent Marian Parafiniuk odpowiedział na to pytanie "Gazecie" po prawie dwóch tygodniach oczekiwania. "Uchwała została wycofana z porządku obrad sesji Rady Miejskiej decyzją Prezydenta, ponieważ dysponowanie majątkiem Gminy (Miasta) w tym rejonie wymaga dodatkowych analiz". Jakich - tego już nie wyjaśnił.
Roman Smolarski nie chciał komentować tej sytuacji. Przez asystentkę przekazał nam, że "na tym etapie dla dobra sprawy nie chce się wypowiadać".
Komentarz
Gdyby inwestorzy pchali się do Kielc drzwiami i oknami, a urząd nie mógł opędzić się od ich wniosków, można by zrozumieć, że ktoś coś przeoczy, że w nawale pracy jeden wydział nie poinformuje drugiego, że załatwienie sprawy zajmuje długie miesiące. Ale tych tłumów inwestorów stojących w kolejce pod ratuszem jakoś nie widać. Patrząc na przypadek Piekarni Pod Telegrafem, trudno się nie zgodzić, że współpraca z urzędem wymaga wiele samozaparcia i cierpliwości. A nie jest to jedyny przypadek. Przeżywają to na co dzień choćby developerzy. My na odpowiedź wiceprezydenta w tej prostej sprawie, której mógł nam udzielić najbardziej szeregowy z szeregowych inspektorów, musieliśmy czekać prawie dwa tygodnie. Nas to nie zniechęciło, właściciela Piekarni Pod Telegrafem też nie. Ale czy nie inni przedsiębiorcy też będą mieć tyle cierpliwości, by zdecydować się na inwestowanie w Kielcach? Wątpię.