Uciążliwi będą izolowani
wiadomość z dnia 2006-01-27
Koniec żartów z miastem w kwestii mieszkań. Nowa polityka jest bardzo ostra. Przedstawiamy jej podstawowe założenia.
- To jest prezent wart 100 tysięcy złotych, a obdarowani grymaszą, że chcieliby coś lepszego. Tak nie może być, że rodziny czekające na mieszkanie od miasta wybrzydzają i blokują inwestycje czy wyburzanie ruder - mówi Andrzej Kędra, dyrektor Wydziału Architektury, Geodezji i Spraw Mieszkaniowych Urzędu Miasta w Kielcach. Miasto nie wybuduje już ani jednego mieszkania komunalnego, a uciążliwi lokatorzy nie będą zatruwać życia normalnym mieszkańcom. Dla nich szykowane są magazyny w Białogonie.
Nikt nie spodziewał się, że w nowym bloku socjalnym przy ulicy Jagiellońskiej będą stały puste mieszkania, bo kilkadziesiąt rodzin odmówi wprowadzenia się. Trudno w to uwierzyć, ponieważ na przydział lokalu od miasta, czyli za darmo, czeka dwa tysiące rodzin mieszkających od wielu lat w strasznych warunkach.
Wśród nich są mieszkańcy przeznaczonych do rozbiórki drewnianych budynków przy ulicy Żelaznej, za dworcem PKP. W niektórych mieszkaniach przez dziury w dachu widać niebo. Po wyburzeniu ruder ma powstać szeroka droga aż do ulicy Zagnańskiej, która odciąży centrum Kielc od TIR-ów.
[...]
- Tłumaczę tym ludziom, że miasto daje im prezent wart 100 tysięcy złotych, bo tyle kosztuje nowe mieszkanie. Inni muszą je kupić, ponieważ nieliczni mają szansę na taki podarunek od podatników. Nie wiem już jak tłumaczyć, że miasto ma obowiązek zapewnić minimum, dosłownie dach nad głową, a nie luksusy. Co dziwne, rodziny, które wybrzydzają mieszkają w dużo gorszych warunkach, na mniejszej powierzchni, ze wspólną ubikacją, z piecami ogrzewanymi węglem, a od nas dostają mieszkanie o pełnym standardzie. Wprawdzie jest to jeden po-kój, ale duży, z kuchnią i łazienką - tłumaczy dyrektor Kędra.
Rodziny, które nie odmawiają przeprowadzki chcą od miasta wymusić coś więcej. - Gdy rodzice składali wniosek dzieci były małe, teraz są dorosłe, mają już swoje potomstwo. Rodzi-na żąda od miasta dwóch czy trzech mieszkań. Niestety, nie ma tak, należy im się tylko jeden lokal. Dzieci nie mogą korzystać z punktów zebranych przez rodziców, muszą same na nie zapracować, złożyć wniosek i czekać. Takie są zasady i to się nie zmieni - tłumaczy dyrektor Kędra.
[...]
- Wobec rodzin, które nie chcą się wyprowadzić z budynków zagrażających bezpieczeństwu lub przeznaczonych do wyburzenia będziemy występować do sądu o eksmisję. A wtedy będzie im przysługiwało mieszkanie o niższym standardzie niż przy dobrowolnej wyprowadzce - dodaje dyrektor Kędra.
Koniec z uciążliwymi
Do mieszkań socjalnych z niskim czynszem trafiają dwie grupy lokatorów. Jedna to po prostu biedni ludzie, którym nie wystarcza pieniędzy na opłaty w mieszkaniu spółdzielczym czy komunalnym. Przeprowadzili się dobrowolnie albo sąd wydał nakaz eksmisji za długi. Reprezentanci drugiej grupy także nie mają pieniędzy na czynsz, ale przy okazji nadużywają alkoholu, wszczynają awantury i demolują mieszkania. W blokach socjal-nych przy ulicy Młodej 4 i Skrajnej 76 jedni i drudzy mieszkają obok siebie. Większość nie płaci czynszu, więc w budynkach odłączono ciepłą wodę. Cierpią na tym sumienni, spokojni lokatorzy.
- Planujemy wykwaterować uciążliwych lokatorów do byłych magazynów przy ulicy Chłopskiej 20 na Białogonie. Tam jest olbrzymia powierzchnia pod dachem. Urządzimy mieszkania socjalne i tymczasowe pomieszczenia mieszkalne dla osób, które nie potrafią się zachować. Współpracujemy z policją i opieką społeczną i mamy dokładne informacje, które z rodzin są patologiczne - informuje dyrektor Kędra. - Magazyny na Białogonie są oddalone od innych domów, więc lokatorzy nie powinni przeszkadzać.
Rodziny bez skłonności do dewastowania i urządzania libacji mogą liczyć na lokale socjalne w innych miejscach. Dla nich w Malikowie po dwóch latach starań, które torpedowali sąsiedzi, zostanie przebudowany na mieszkania socjalny gmach dawnej szkoły podstawowej. Powstanie tam 70 mieszkań.
Przy ulicy Górników Staszicowskich do istniejącej świetlicy będzie dobudowane piętro i powstanie blok z kilkunastoma lokalami.
Dla rodzin, które pozostaną na
Młodej i Skrajnej też się wiele zmieni. Powstaną tam normalne mieszkania zamiast obecnych klitek. - Wyburzymy ściany, połączmy pokoiki, aby powstały mieszkania nadające się dla normalnych rodzin, które uszanują to, co dostały od miasta - tłumaczy dyrektor Kędra.
Miasto ma w planach także
budowę nowych bloków socjalnych na ulicy Podklasztornej. Do zagospodarowania jest wiele hektarów. - W tym roku wyburzymy tam rudery. Planuje-my postawić tam kilka niewielkich bloków. Mieszkania planowaliśmy także urządzić
w budynku Budopolu przy ulicy 1905 Roku, ale spłonął. Działka jest miasta i postawimy tam blok. Natomiast rezygnujemy na razie z inwestycji przy ulicy Kalinowej. Są protesty mieszkańców Posłowic, więc na pewno przedłużyłaby się na lata procedura wydawania pozwolenia na budowę - dodaje dyrektor Kędra.
Nie dla wszystkich socjalne
Rodzinom, w których dochód na osobę przekracza 706 zł, ale nie jest wyższy niż 1800 zł miasto powinno zaproponować mieszkanie komunalne o wyższym standardzie niż socjalne. Ostatni blok z takimi lokalami powstał przy ulicy Jagiellońskiej 60a, oddano go do użytku na początku roku. Następnych miasto nie zamierza budować. Co z kielczanami, którzy mają prawo do mieszkania od miasta, ale lepszego niż socjalne?
- Będziemy kupować mieszkania, całe klatki albo wręcz bloki u develooperów. Lada dzień ukaże się w prasie ogłoszenie. W ofertach będziemy mogli przebierać, bo zainteresowanie firm jest bardzo duże. Takie rozwiązanie jest od dawna stosowane w innych miastach - informuje dyrektor Kędra.
To korzystniejsze rozwiązanie niż prowadzenie budowy przez miasto. - Po pierwsze nie ma protestów właścicieli sąsiednich działek, które przedłużają rozpoczęcie inwestycji i wprowadzają niepotrzebne konflikty. Jeśli zaplanujemy kupno określonej liczby mieszkań w danym roku, to tyle ich będzie, a budowa prowadzona przez miasto nie zawsze dojdzie do skutku w zamierzonym terminie. Mogą ją zablokować nieprzychylni ludzie - wyjaśnia dyrektor Kędra. - A co najważniejsze - mieszkania kupione od develoopera są tańsze niż wybudowane przez miasto. Metr kwadratowy w bloku przy ul. Jagiellońskiej kosztował około 2,5 tys. zł, a od develooperów mamy oferty za 2 tys. zł.
Co dla bogatszych?
Dla nich od kilku lat miasto miało mieszkania stawiane przez Kieleckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. To propozycja dla rodzin średnio zarabiających, bo czynsze, zależnie od wielkości mieszkania, wynoszą 500-900 zł, a przed odebraniem kluczy trzeba wpłacić od 10 do 30 tys. zł. Na osiedlach Kieleckiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego mieszka około 400 rodzin, w kolejce czeka około 500. Pod koniec ubiegłego roku prezydent Kielc zapowiedział wycofanie się z wspierania takiego budownictwa. Dlaczego?
- Bank Gospodarstwa Krajowego, który udziela kredytów na takie inwestycje zażądał dodatkowych zabezpieczeń, bloki nie są wystarczającą gwarancją. Miasto musi zablokować w budżecie na 30-40 lat kilka milionów złotych na poczet ewentualnej spłaty albo wystawić, jako zabezpieczenie jakąś nieruchomość - informuje prezydent Kielc Wojciech Lubawski. - To jest kłopotliwe dla miasta.
Zaprojektowany blok przy ulicy Puscha powstanie. Jako zabezpieczenie kredytu wystawiliśmy Dom Praczki z muzeum sakralnym. Czy kolejne budynki powstaną? Zobaczmy. Na razie nie jestem przekonany czy przy taniejących kredytach hipotecznych potrzeba jest budowa mieszkań przez Kieleckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, ale nie mówię nie - mówi prezydent Kielc Wojciech Lubawski.
Autor:
Agata KOWALCZYK
http://www.echo-dnia.com.pl/?news=26871 ... =1&dzial=8