Kielecki malkontent wita. Komentuje Ziemowit Nowak
Władze miasta postawiły pierwszy nowoczesny witacz na rogatkach miasta. Niestety, zamiast żywej dyskusji nad jego zaletami i wadami mamy prawdziwy festiwal malkontenctwa. Chyba już wszyscy zapomnieli, jakie "piękne" żelbetonowe, pordzewiałe konstrukcje stały do niedawna.
Czytając opinie forumowiczów i e-maile, jakie otrzymujemy, przyszedł mi do głowy szatański pomysł - ponieważ nowy witacz może wyświetlać praktycznie każdą treść, trzeba go przerobić na pomnik kieleckiego malkontenta. Zamiast napisów "Welcome" i "Kielce", powinien pokazywać wykrzywioną, smutną twarz z opuszczonymi kącikami ust i ściekającą z nich śliną, a poniżej wyświetlać wybrane cytaty, jakie znalazłem w recenzjach witacza: "gwałci przepisy i kodeksy!", "obskurny witacz", "postawiono potworka", "świeci i oślepia", "na miarę prowincji", "mydło i powidło, brak jakiegokolwiek smaku i gustu", "kawałek betonu z napisem", "latający burdelnik liter", "kicz do kwadratu", "sztuka dosłownie sięgnęła bruku".
Uff! Cóż więc takiego strasznego stanęło przy ul. Krakowskiej? Nie ulega wątpliwości, że witacz spełnia swoją podstawową rolę, a więc "wita" przyjeżdżających do miasta. Jest na nim na stałe herb Kielc, a słowo "Kielce" pojawia się wystarczająco często i długo na ekranie. Nie jest więc pod tym względem na pewno gorszy od tego, co stało do tej pory, i konstrukcji stojących w innych miastach.
Czy można mieć zastrzeżenia do zawartości tego, co wyświetla? Można i pewnie twórcy animacji z uwagą wysłuchają konstruktywnych uwag i podpowiedzi. Wielką zaletą nowego witacza jest to, że aby go poprawić, nie trzeba go burzyć - jak poprzednie - ale tylko zaprojektować nową animację i "wrzucić" ją przez internet na diodowy ekran. Co więcej - jeśli rzeczywiście ten ekran świeci za jasno, można go przyciemnić, użyć mniej jaskrawych kolorów. Proste? Skąd więc te litry żółci i jadu wylewane na twórców? Ano stąd, że w wielu mieszkańcach naszego miasta siedzi taki pospolity kielecki malkontent, który szepcze w mózgu "krytykuj, cokolwiek nowego w mieście się pojawi, nic nie może ci się podobać, z wszystkiego musisz być niezadowolony, to twoja życiowa misja". I, oczywiście, używaj za każdym razem koronnego argumentu - można było te 200 tys. zł wydać na dziury w jezdniach, chodniki i sygnalizację świetlną. Nic to, że nie można było, bo co innego budżet promocyjny, a co innego budżet Miejskiego Zarządu Dróg. No, chyba że kielczanie nie chcą na promocję miasta wydawać ani grosza, tylko wszystko na dziury w drogach.
Dla mnie zaletą nowego witacza jest postawienie na nowoczesność. Żyjemy w stolicy jednego z najuboższych, najbardziej zacofanych gospodarczo regionów w Unii Europejskiej. Mam już dość epatowania turystów i przyjezdnych naszą zgrzebnością, wiejskością i folklorem. Są to rzeczy godne kultywowania, ale nie powinny stanowić głównego elementu marketingu miasta. Lepiej pokazywać, że myślimy nowocześnie, stawiamy na przyszłość, nie boimy się wyzwań.
Mam tylko jedną obawę - aby ta nowoczesność witacza go nie zgubiła. Mam obawy, czy technika dobrze zniesie naszą aurę i urządzenie nie będzie się często psuć, a jak się popsuje, to czy będzie szybko naprawiane. Bo nawet najpiękniejszy neon nie przyciąga oka, jeśli nie świeci w nim co druga litera.
PS. Chwała tym kilku osobom, które podjęły merytoryczną dyskusję. Ale to już temat na inny artykuł. Ci, którzy nie mają czasu na wyprawę pod nowy witacz, mogą go obejrzeć na filmie zamieszczonym na stronie internetowej urzędu miasta:
http://www.itv.kielce.eu/pl/artykuly/pokaz/1315