Nie sprzedali, to kupią. Miasto chce przejąć spółkę od Chińczyków
Nowy plan miasta wobec Yu Long Construction. Po fiasku sprzedaży swoich udziałów ratusz chce przejąć kontrolę nad kielecko-chińską spółką. - To zwrot o 180 stopni - komentują radni. I pytają: co dalej?
Uchwałę w sprawie sprzedaży 49 proc. swoich udziałów w YLC kielecka rada miasta podjęła już w kwietniu tego roku. O "rozważenie" ich zbycia blisko dwa lata temu apelowała też Najwyższa Izba Kontroli, argumentując m.in., że przed powstaniem spółki miasto nie przeprowadziło odpowiedniej analizy środowiskowej, a kielecko-chiński podmiot przynosił straty.
W latach 2008-2009 YLC straciło 646 tys. zł, w 2010 - 200 tys., dopiero w 2011 zanotowała ponad milion złotych zysku. Miasto wniosło za to do spółki dwie działki, w tym jedną aż za 6,2 mln zł. Spółka wybudowała na Ślichowicach osiedle Vis a Vis.
- Chcieliśmy dostosować się do zaleceń pokontrolnych i sprzedać nasze udziały. Niestety, brakowało chętnych. Dlatego musimy szukać innych rozwiązań - mówi Mieczysław Pastuszko, dyrektor Projektów Strukturalnych i Strategii w ratuszu. Na czwartkowej sesji radni głosować mają uchylenie uchwały "na wyrażenie zgody w sprawie zbycia udziałów". - Bo jest ona już bezprzedmiotowa - tłumaczy Pastuszko.
Miasto ma bowiem nowy plan na spółkę. Zakłada on przejęcie pakietu kontrolnego od chińskich udziałowców. Stanie się to po wykupieniu udziałów, a później ich umorzeniu. - Nie zrobi tego jednak miasto, ale spółka. A to różnica - zaznacza dyrektor.
Opiniując w poniedziałek uchwałę, radni z komisji gospodarki komunalnej próbowali dowiedzieć się, ile miejska spółka miałaby zapłacić Chińczykom za udziały. - Mamy kota w worku i mówi się nam "głosujcie nad tym" - mówiła Agata Wojda, radna PO. Według wstępnych szacunków wycena 51 proc. udziałów spółki to nieco ponad 8 mln zł. Cena wywoławcza za 49 proc. miejskich udziałów wynosiła 7,884 mln zł.
- Przyzwoitość nakazuje, aby żądając takiej kwoty od innych, liczyć podobny wydatek dla siebie - twierdzi Pastuszko. Miasto może jednak negocjować cenę. - O to też apeluję. Trzeba przycisnąć Chińczyków, oni tego biznesu nie będą przecież trzymać na siłę. Warto coś ugrać w tej grze - mówił Jan Gierada, radny SLD.
- Trzeba zrozumieć tę lekcję na całe życie. Weszliśmy w kupę, a teraz trzeba jakoś wyczyścić buty. Przejęcie udziałów to jakieś wyjście, na chwilę obecną chyba nie ma innego - dodał.
Wątpliwości ma za to Wojda: - Koncepcja miasta zmienia się o 180 stopni. Spółki mieliśmy się pozbyć, teraz chcemy ją przejąć. I to w całości - mówiła.
Nie wiadomo, czym spółka miałaby się zajmować. W projekcie uchwały czytamy, że podmiot dalej będzie realizował statutowe cele w zakresie "zaspokajania potrzeb mieszkaniowych" i "aktywizacji gospodarczej regionu". - Oczekuję odpowiedzi na pytanie, czy spółka dalej będzie "bawić się" w deweloperkę, czy zajmie się budownictwem komunalnym lub socjalnym. Do tego drugiego była przewidziana - przypomina Wojda.
Jednoznacznej strategii na razie jednak nie ma. - O planach powiemy dopiero po przejęciu spółki - podkreśla Pastuszko.
Jeśli radni się zgodzą, decyzja należeć będzie do walnego zgromadzenia spółki. - Póki co każdy wariant jest możliwy. Realizowanie dotychczasowej strategii, jej zmiana czy nawet sprzedaż wszystkich udziałów - twierdzi Pastuszko. Podobnego zdania jest wiceprezydent Kielc Tadeusz Sayor. - Nie twierdzę, że przejęcie udziałów od Chińczyków to najlepsza koncepcja. Niestety, nie za bardzo mamy wyjście - mówi.
Gierada proponuje połączenie YLC z działalnością realizowaną przez Kieleckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. - To byłoby jakieś rozwiązanie - przekonuje.
Uchylenie uchwały pozytywnie zaopiniowało trzech radnych, troje wstrzymało się od głosu.
http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... polke.html