Kielce oczami obcokrajowca

Moderatorzy: Autor, sueno, Daniel, Sirek1

Zielony^
Posty: 42
Rejestracja: 6 kwietnia 2011, o 18:22
Lokalizacja: Kraków/Kielce
Kontakt:

Post autor: Zielony^ » 21 czerwca 2011, o 22:24

W Niemczech na Mundialu i w Austrii na EURO też wszyscy po angielsku nie mówili i jakoś sobie poradziliśmy - podobnie jak tysiące innych "obcojęzycznych".
Było to rozwiązane (u nas pewnie też tak będzie) tak, że w "strategicznych" punktach były ustawione odpowiednio oznakowane "kioski" z wolontariuszami którzy widzieli "wszystko" (przynajmniej na temat tych podstawowych spraw o które pytaliśmy) i dysponowali różnymi materiałami w różnych językach (mapki, informatory, broszury). Kolejki były, ale jakoś nikt nie narzekał.
Na dworcu kolejowym w Dortmundzie w informacji mniej więcej dogadać się dało, ale świetnym (i jakże prostym) rozwiązaniem było... wydrukowanie kartki. Pytaliśmy o jakieś opcja dojazdu do innego miasta. Z Panią dogadaliśmy się co do miast, daty i godziny i po prostu dostaliśmy wydrukowaną kartkę z godzinami odjazdów i przyjazdów pociągów na interesującej nas trasie (po niemiecku i angielsku).
Proste rozwiązania są najlepsze.

Generalnie też uważam, że to sprawa obowiązkowa nie jest żeby wszyscy po angielsku mówili. Nawet w turystycznych miejscowościach we Francji, Szwajcarii czy Włoszech jest z tym problem.
Ostatnio w marcu byłem na Salonie Samochodowym w Genewie. I co? Cała informacja o dojazdach po francusku. Bałagan totalny. Policjant ustawiony jako informacja - po angielsku nie umiał ani słowa. Ludzie na ulicy - 1/5 gadała po angielsku (pod warunkiem, że młody). Owszem - w oficjalnych punktach informacyjnych płynny angielski (z nieznośnym francuskim akcentem) obowiązuje, ale to nie jest ogólna norma na ulicy.

W kilku miejscach byłem i mam czasem wrażenie, że po angielsku łatwiej się dogadać na wschodzie niż na zachodzie... Do tego na wschodzie ludzie bardziej starają się pomóc - nawet jak języka nie znają.

Natomiast najfajniejsze rozwiązanie problemu językowego spotkałem na bliskim wschodzie - zapytasz kogoś o angielski (gdziekolwiek, kogokolwiek), a on zaprowadzi cie do najbliżej rezydującej osoby (zazwyczaj jakiś sklepikarz) znającej ten język ;). 100% skuteczność ;).

Awatar użytkownika
Michał
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1258
Rejestracja: 29 grudnia 2005, o 01:09

Post autor: Michał » 22 czerwca 2011, o 08:32

Tramwajem przez miasto: podwójne kasowniki i tajemniczy guzik... czyli o zderzeniu studentów z Londynu z komunikacją miejską w Polsce
:arrow: http://wyborcza.pl/misja21/1,115088,982 ... niczy.html

Awatar użytkownika
MeehoweCK
Ranga: Dyrektor budowy ;)
Posty: 3317
Rejestracja: 25 września 2005, o 17:41
Lokalizacja: Warszawa / Kielce
Kontakt:

Post autor: MeehoweCK » 22 czerwca 2011, o 09:34

A ja uważam, że przynajmniej część kas na dworcach kolejowych powinna być obsługiwana przez osobę znającą angielski. Bardzo podobało mi się rozwiązanie na Hauptbahnhof w Berlinie - w większości kas można było dogadać się tylko po niemiecku, ale za to przy niektórych kasjerach stały tabliczki "I speak English" lub "Hablo Espanol". Dzięki temu od razu wiadomo do której kasy najlepiej się udać.

Awatar użytkownika
Michał
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1258
Rejestracja: 29 grudnia 2005, o 01:09

Post autor: Michał » 23 czerwca 2011, o 18:22

Coś z Poznania dla odmiany, bo też mnie to denerwuje w Polsce:
A Polish custom or rude behaviour?

One thing I have noticed while in Poznań’s shops is the opting of employees to place your change on the counter instead of in one’s palm.

Maybe this is a cultural thing but I feel a bit foolish when I stand there with my hand out for a few seconds while the person behind the till counts my change, only for them to evade my hand and choose the counter’s top instead. A little embarrassed I pick up the coins and get out of there.

In England it varies depending on where you go but surely it is just polite – and quicker - to place the money in your hand if it is conveniently positioned under the till assistant’s?

Maybe the Polish public can enlighten me on my observation? Maybe I have just been in certain shops or is this custom prevalent in places up and down your nation? Or, am I just being too darn sensitive?

Poznań - John Seymour
http://misja21.blox.pl/2011/06/A-Polish ... viour.html
i komentarz "naszego" Habiba ;)
habib.msallem

Hey John,

Yeah I noticed this too and was actually going to post about it but wasn't sure if it was just the odd shop that was doing this. After today I can definitely confirm that most places do it. I've noticed that female shop attendants are more likely to place it on the counter as whenever it's a male they seem to put it in my hand.

At first I thought it might just a hygiene thing since I wouldn't necessarily want to touch a 100+ people's hands everyday. Haha especially some of the people's who you see entering off licenses.
Ostatnio zmieniony 23 czerwca 2011, o 20:26 przez Michał, łącznie zmieniany 1 raz.

boogie
Posty: 317
Rejestracja: 13 października 2008, o 19:15

Post autor: boogie » 23 czerwca 2011, o 18:36

Pracuje jako sprzedawca wiec zabiore glos. Malo ludzi wystawia reke, zeby im wydać reszte, a jesli juz to robia to zazwyczaj w ostatniej chwili czego zazwyczaj nie zauwaza sprzedawca. Jesli tak jak w w/w sytuacji ktos trzyma reke pare sekund to rzeczywiscie powinien otrzymac reszte do reki, jest to szybsze, ale czy bardziej uprzejme/grzeczne?

ODPOWIEDZ