MPK utrąciło reformę. Nadal będą jeździć stada
Tomasz Haładyj
2011-03-12, ostatnia aktualizacja 2011-03-11 16:39
"Wystarczy rzut oka na rozkład", "Rozgonią stada" - entuzjazmowała się prasa zapowiadając, że od 1 kwietnia autobusy będą kursować regularnie, zawsze co 15 albo 30 min. Ale zmian w rozkładach nie będzie - oficjalnie z powodu uwag pasażerów a naprawdę oporu MPK. Za to będziemy się tłoczyć w... pojedynczych wagonach
Trzy tygodnie temu na konferencji prasowej w Miejskim Zarządzie Dróg i Transportu mówiono dziennikarzom, że od 1 kwietnia częstochowska komunikacja będzie funkcjonować na sprawdzonych w Europie i Polsce zasadach. Autobusy miały odjeżdżać zawsze tyle samo minut po pełnej godzinie (np. 14.05, 14.35, 15.05, 15.35 itd.), dzięki czemu rozkład łatwo zapamiętać. A stała częstotliwość wszystkich linii umożliwi takie porozrzucanie odjazdów na ulicach obsługiwanych przez kilka linii, by autobusy nie zbijały się w stada.
Zmian 1 kwietnia jednak nie będzie. Potwierdził to, pytany wczoraj przez nas, wicedyrektor MZDiT Stanisław
Sosnowski: - Wprowadzamy tylko zmiany w tramwajach. W przypadku autobusów mieliśmy tak dużo uwag od pasażerów po pojawieniu się w prasie informacji, że musimy wszystko jeszcze raz przeanalizować. Nie możemy być głusi na postulaty.
Ile tych uwag było? - Wiele - odpowiada dyr. Sosnowski, ale pytany o konkrety wymienia tylko projektowaną roszadę: linia 33 dojeżdża dziś do Leśnej, a byłaby skrócona do Liszki Dolnej; w zamian 17 kończąca jazdę na Liszce pojechałaby na Leśną. Jednak - jak ustaliliśmy - wniosek pasażerów, by nie zmieniać tras 17 i 33, MZDiT rozpatrzyło pozytywnie.
Pytany przez "Gazetę", czy to prawda, iż problemem nie są pasażerowie, tylko MPK, które nie chce jeździć wg nowych rozkładów - dyr. Sosnowski odpowiada: - To MZDiT jest organizatorem komunikacji i decyduje, jak wygląda rozkład. MPK ma wykonać zadanie, bo za to płacimy.
Jednak fakty, jak ustaliliśmy, są inne. MPK nie chce wykonać zdania, gdyż: * kierowcy mogą się pomylić, gdy jednym kursem pojadą jako np. linia 15, a kolejnym jako 16 (chodzi o lepsze wykorzystanie pojazdów i kierowców, by na pętli nie stali bezczynnie pół godziny)* kierowcom nie podoba się, że przerwa śniadaniowa wypada np. w Kiedrzynie, gdy wolą mieć ją na Błesznie * podmiana kierowców musi się odbywać tradycyjnie na pl. Daszyńskiego, a nie w różnych punktach miasta * nowy rozkład nie uwzględnia specyfiki ulic, np. przegubowiec nie zawróci na Wypalankach (choć MPK samo wysyłało czasem przeguby na tę pętlę).
- Nie rezygnujemy ze zmian polegających na regularności odjazdów i stałych częstotliwościach. Ich wprowadzenie to kwestia czasu - zapewnia Stanisław Sosnowski.
A co z tramwajami? "Poprawi się regularność kursowania w dni robocze, częściej będą jeździć w soboty i niedziele" - zapowiadano. W soboty faktycznie tramwaje pojawią się nieco częściej, za to od poniedziałku do piątku pasażerów czeka ciężka próba: zmieszczenie się w... pojedynczych wagonach. Pierwszy test wytrzymałości pasażerów: piątek 1 kwietnia.
- Nie powinno być problemów, ponieważ porozsuwamy godziny odjazdów tak, by tramwaj krótki jechał już 3 min po długim - uspokaja dyr. Sosnowski.
Tyle że na kolejny tramwaj trzeba będzie wtedy poczekać nie 5 min, jak dziś, lecz 7. Co oznacza zmianę na gorsze. Nijak się to też ma do zapowiadanej regularności kursowania jako generalnej idei zmian.
Skąd pomysł na pojedyncze wagony? Układając nowy rozkład musiano zmieścić się w obecnych kosztach - a nawet je zmniejszyć, bo w budżecie miasta zmniejszono dotację na komunikację o 1,5 mln zł. MZDiT wymyśliło więc, że skoro w weekendy pasażerów jest mniej, to wtedy wystarczą pojedyncze wagony. W dni powszednie miały nadal jeździć podwójne.
Jednak MPK stwierdziło, że z powodów technicznych i organizacyjnych nie da się rozpiąć składów w piątki wieczorem, by je złączyć z niedzieli na poniedziałek. Jeśli rozłączać wagony, to na stałe. Dlatego (wbrew intencjom układających rozkład) pojedyncze tramwaje muszą kursować także w dni powszednie. I w szczycie.
Czy MZDiT żąda od MPK rzeczy niemożliwych? - W innych miastach potrafią rozpinać wagony na weekendy. Przykładem Bydgoszcz - mówi Marcin Pająk, który układał rozkłady.
Dyr. Sosnowski: - Wydaje mi się, że z czasem uda się zmusić MPK, by też tak to robiło.
komentarz
Zmiany w autobusach odkłada się na potem, bo (ponoć) pojawiły się wnioski pasażerów i trzeba je rozpatrzyć. Ale nieprzygotowanie MPK do rozpinania tramwajów nie jest powodem, by poczekać, aż się nauczy... Skąd ten brak konsekwencji? Powodem są pieniądze. Dzięki zmianom rozkładów - co należało zrobić w interesie pasażerów już dawno temu - udałoby się zakamuflować zmniejszenie funduszy na komunikację. Była nawet szansa, mimo mniejszych pieniędzy, na poprawę. Niestety, komuś zabrakło determinacji i mamy ciąg dalszy psucia komunikacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
U Sosnowskich jak widać dziadostwo i uleganie MPK jest już w genach.
Sorry, takiego mamy prezydenta...