Ale to u nas zaczęła się kariera Hey'a. Po wygraniu w Kielcach wygrali też Jarocin i tak się zaczęło.
Pamiętam, że organizatorzy festiwalu dodatkowo wpuścili na scenę niejakiego Piotra Marca, który coś tam sobie rymował do nagranych podkładów i którego, delikatnie to ujmując, publiczność nie potraktowała poważnie

Zespołu ANKH, który w Kielcach miał już wtedy dużo fanów jeszcze nie zdecydowano się zaprosić.
Rok później ANKH wygrał Jarocin, co miałem szczęście widzieć na własne oczy i co było niezapomnianym przeżyciem.
Nie da się zapomnieć reakcji jarocińskiej publiczności na Vivaldiego.
Najpierw wstęp solo na skrzypcach Michała Jelonka (wydał teraz nawiasem pisząc solową płytę) i 20 tys. osób na stadionie słucha w ciszy i skupieniu. Potem zaczyna się druga część utworu z "powerem" i na całym stadionie jedno wielkie szaleństwo. Ciarki przechodziły po plecach.