Prezydent Lubawski: w 2010 samoloty wystartują z Obic

Ziemowit Nowak, 02.09.2006
Zrobię wszystko, żeby w 2010 pierwszy samolot wystartował z lotniska Kielce. Może nie będzie ono skończone, ale zdatne do użytku - mówi prezydent Kielc Wojciech Lubawski.
Ziemowit Nowak:
Marszałek Franciszek Wołodźko argumentuje, że nie ma większych szans na pozyskanie środków unijnych na lotnisko Kielce, bo warunkiem jest zysk, zwrot z inwestycji, a to lotnisko trzeba będzie przez całe lata dotować. Co Pan na to?
- Po pierwsze, ja i pan marszałek mamy różne spojrzenia na rozwój komunikacji w Polsce. Od komunikacji lotniczej nie ma odwrotu. Dzisiejszy boom lotniskowy jest tego dowodem. Ktoś, kto zna realia dzisiejszego świata i warunki niezbędne do rozwoju miasta i regionu, powinien wiedzieć, że bez tego lotniska nie ma szans na rozwój. Być może przez dwa, trzy lata sam operator będzie ponosił straty, bo do nowego lotniska trzeba przyzwyczaić pasażerów. Ale już od pierwszego dnia miastu i regionowi będzie się ono opłacać. Mówienie, że nie znajdą się środki z Unii, jest kłamstwem. Zadawałem to pytanie pani minister Gęsickiej [Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego - red.] - powiedziała, że oczywiście możemy się starać o środki na lotnisko, tylko że z programu regionalnego. Bezczynność pana marszałka w tej sprawie do tej pory pokazuje, że dobrze się stało, że to ja się za lotnisko wziąłem. Miałem już wizytę jednego z banków polskich, który jest zainteresowany inwestowaniem w to przedsięwzięcie. W lotniskach jest przyszłość, to jest poza dyskusją. Czy jest inna inwestycja, która da miastu i regionowi więcej korzyści? A czy program e-świętokrzyskie przyniesie finansowe efekty? Wątpliwe. Ale cywilizacyjne - tak. A jakie zyski przyniesie most na Wiśle w Połańcu?
Jednak w samym regionie odpowiednio dużo pasażerów może się nie znaleźć. Czy z lotniska będą korzystali również mieszkańcy spoza województwa?
- Oczywiście, że tak. I dlatego mamy taki opór innych środowisk - katowickiego i krakowskiego. My to czujemy. Nasze lotnisko, tuż pod Buskiem, będzie służyć całemu obszarowi tarnowskiemu. Na pewno też jest atrakcyjne dla okolic Tarnobrzega, Stalowej Woli - to jest poza wszelką wątpliwością. Nie mówię już o cargo. Rozmawiałem z ekspertami, którzy twierdzą, że mamy lepsze położenie niż Katowice czy Modlin. Jeżeli nie podejmiemy takiego wyzwania, jesteśmy skazani na cywilizacyjną porażkę.
Lotnisko nie ma jeszcze odpowiednich planów, krytycy mówią, że to projekt wirtualny. Ile czasu upłynie, zanim wbita zostanie pierwsza łopata pod budowę i zanim wystartuje pierwszy samolot?
- To samo słyszałem o stadionie, że wirtualny, że budowa potrwa 10 lat, a powstał w 18 miesięcy. Zrobię wszystko, żeby w 2010 roku pierwszy samolot wystartował z lotniska Kielce. Może nie będzie ono skończone, ale zdatne do użytku. Jeżeli dostalibyśmy teraz te 50 mln euro z Unii, można by startować z inwestycją. Ale ja nie czekam. W tej chwili zlecamy zrobienie koncepcji, w której będą też uwarunkowania ekonomiczne. Te wirtualne, w cudzysłowiu, projekty po prostu chyba przerosły marszałka. A jakie projekty on sam wykonał? Ja nie znam żadnego.
W telewizji publicznej marszałek Wołodźko pogardliwie stwierdził, że w sprawie lotniska odbyły się tylko "jakieś konsultacje". Czy jest Pan przekonany, że mieszkańcy Kielc i regionu chcą takiej inwestycji?
- Patrząc na pana marszałka, myślę, że on by to konsultował 10 lat i nigdy nie powstałoby lotnisko. Tu trzeba zdecydowanych działań. Nie spotkałem nikogo w Kielcach, kto by powiedział, że nie chce lotniska. Co do Masłowa, to mam podejrzenia, że komuś po prostu zależy, żeby za pieniądze podatników wykupić bezsensownie grunty. Innego uzasadnienia nie widzę. Wdepnęliśmy w czyjeś interesy, to jest oczywiste. Ludzie absolutnie są za tym, żeby lotnisko było. Zresztą, jakie mieliśmy priorytety przed laty, również drukowane w "Gazecie Wyborczej"? Telewizja Kielce, lotnisko i uniwersytet. Lotniska chcą też inwestorzy, Busko, Solec-Zdrój. Zagraniczne firmy będą inwestować w Starachowicach, Opatowie, Sandomierzu. Odbyłem setki takich rozmów - pytają, gdzie jest najbliżej lotnisko, i odchodzą. Ale jeśli odpowiadam, że będzie za cztery lata, to wracają.
Całe środki unijne mają pójść na lotnisko i nie wystarczy ich na drogi?
- Jest to absolutnie tradycyjny zarzut, w całej Polsce. Jeżeli na coś idą pieniądze, to krytycy wyciągają zaraz dziury w drogach. Dziury w drogach są, bo komuniści przez 50 lat nie potrafili porządnie dróg zbudować. Pieniądze na drogi są. Czy pan marszałek umie je wykorzystać, to jest inna sprawa.
------------------------------------------------------------------------------------
Marszałek Wołodźko: Będzie lotnisko, ale w Masłowie

Ziemowit Nowak, 02.09.2006
Ziemowit Nowak:
Czy w Kielcach w ogóle jest potrzebne lotnisko?
Franciszek Wołodźko, marszałek województwa: Lotnisko na ziemi świętokrzyskiej jest potrzebne, ale na miarę potrzeb i możliwości ekonomicznych oraz społecznych regionu. W mojej opinii nieduża modernizacja lotniska w Masłowie powinna zabezpieczyć potrzeby transportu lotniczego na kilka, kilkanaście lat. I tak przecież się umawiałem z panem prezydentem Lubawskim, że to lotnisko tak będzie funkcjonowało. Przez prawie dwa lata miasto Kielce w spółce Lotnisko Kielce miało przewagę i to miasto kreowało politykę tej spółki, dopóki z niej nie wyszło. Ten czas został zmarnowany. Oczywiście, będziemy szukać pieniędzy, również z Unii, żeby zorganizować lotnisko w Masłowie. Natomiast szukanie pieniędzy na duże lotnisko, o jakim mówi pan Lubawski, musi być poprzedzone analizą ekonomiczną. Bez tego każda decyzja jest obarczona ryzykiem błędu. Nie wydaje się setek milionów złotych bez wstępnej analizy efektywności takiego przedsięwzięcia. W mojej opinii takie lotnisko nie ma szans na wsparcie z Unii Europejskiej, bo nie będzie efektywności ekonomicznej. Według ocen eksperckich dopiero 6 milionów pasażerów rocznie daje uzasadnienie ekonomiczne dla lotniska. A do takiej liczby dopiero zbliża się Okęcie.
To znaczy, że żadne lotnisko w Polsce nie ma racji bytu?
- No, dochodzi jeszcze cargo.
Kiedy w Kielcach wyląduje i wystartuje porządny samolot pasażerski?
- To zależy, co to znaczy "porządny". W mojej opinii nie ma sensu, żeby w Masłowie lądowały samoloty powyżej 40 miejsc. Może takie na 30-40 pasażerów będą lądowały około roku 2010. Jest szansa, żeby taki fakt miał miejsce.
Jak to zrobić?
- Przedłużyć pas w Masłowie, zmodernizować lotnisko, to się uda. Jeżeli pan Lubawski mówi, że w Obicach mu się to uda do 2010 roku, to po prostu kłamie albo w ogóle się nie zna na procesie inwestycyjnym.
Mówi Pan, że postara się o środki unijne na lotnisko, a jednocześnie nie występuje o nie. Jak to rozumieć?
- Bo tak wielkie projekty nie powinny być wydatkowane z regionalnego projektu operacyjnego. Wydać taką część pieniędzy na jeden projekt to się nie broni politycznie. Odbiera się pieniądze innym obszarom, środki na drogi, szpitale. A na lotnisko pieniądze trzeba by zarezerwować na 5 czy 8 lat i sprawdzać w tym czasie, czy to realny program. Na co mam dać 50 mln euro, jak nie ma projektu? Tego rodzaju inwestycje powinny być finansowane z projektów sektorowych.
Zarówno Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, jak i minister Przemysław Gosiewski mówią coś innego, że można to lotnisko wpisać do regionalnego programu operacyjnego.
- Może można, ale się nie da. To się nie broni. Nie możemy 15 proc. środków z tego programu przeznaczyć na lotnisko. Na cały transport regionalny mamy 160 mln euro. To nie jest żaden zarzut, że wydajemy na drogi, bo moim zdaniem one są obecnie najważniejsze.
Dlaczego dla władz województwa podkarpackiego i łódzkiego rozwój lotniska jest priorytetem?
- Dla mnie uruchomienie lotniska jest jednym z priorytetów. Pozostałe to włączenie Kielc do połączeń PKP InterCity i lepsze drogi.