Trzeba wytłumaczyć młodzieży

.
Napoje w torebkach miały smak tego plastiku w który zostały wpakowane. Normalna przezroczysta zgrzana folia a w środku coś lemoniadopodobnego. W sklepach niewiele było wiec kupowało się co było, a te napoje w torebkach to jedna z niewielu rzeczy produkowanych chałupniczo przez prywaciarzy i tak też sprzedawanych, na stoiskach przy okazji jakiegoś festynu, albo z malucha pod basenem na Piecka - obecnej Szczecińskiej.
Serwowit z kolei był produktem ubocznym SPOŁEM, sprzedawany w butelkach po maslance (troszkę mniejsza od tych z mleka a większa od tych ze śmietany - jesli młodzież pamięta w ogóle mleko w butelkach).
Była to całkiem niezła w smaku brązowa gazowana ciecz powstała prawdopodobnie na bazie drożdży albo jako jakiś uboczny produkt przy ich produkcji. Zakapslowana kapslem z folii aluminiowej - wbijało sie palucha i już. To naprawdę było bardzo dobre, pod warunkiem że było swieże (codzienne dostawy wraz z mlekiem) a nadawało sie do spożycia 1-2 dni, potem mętniało i już wiadomo było wiadomo, ze będzie be.
Piło się , bo oprócz sucharów był to jedyny dostępny produkt kiedy wyskoczyło się ze szkoły na przerwie do sklepu.
Znalazłem w necie w leksykonie napojów

:
serwowit - napój w butelce po śmietanie o smaku zepsutego piwa. Produkowany chyba z wody, cukru i drożdży. drożdże pływały na dnie. aluminiowy kapsel (analogicznie jak w mleku). kosztował 2,50 + zastaw. kupowało się na miejscu lub z zastawem
BURSZTYNEK. Ten był doskonały. Produkt spółdzielni KIELCZANKA nie istniejącej już dzisiaj. Dostepny w takich samych, czasem jeszcze używanych do "prywatnej" oranżady kapslowanych butelkach 0.33 .
Smak miał niepowtarzalny i trudny do opisania, nie był oranżadą, nie był też pomarańczowy jak wszystko. Był inny. Dostepny tylko w Kielcach i okolicach, widocznie receptura była Kielczanki, bo nigdzie więcej tak jak serwowity, ptysie i te inne nie był dostepny. Wolałem Bursztynek od czekolady , zresztą nie miałem wyjscia , bo czekolady przysługiwało 200g na miesiąc

.
Niestety w google nie znalazłem ani jednego słowa , nie mówiąc o zdjęciu, Bursztynka. Nawet w muzeum PRL-u ..
Jedną pomyłke tu zrobiłem, tłumaczę młodziezy, a przecież sam też jestem młodzież
