Powinno być podejrzane w innych Państwach, ale jest mowa o szwedzkich miastach
Anatomia szwedzkiego cudu. Jak zamienić śmieci w energię
Artur Włodarski 2010-08-24, ostatnia aktualizacja 2010-08-30 17:28:14.0
Ten dziewięciomilionowy naród to współczesny król Midas - czego się nie dotknie, zamienia w energię. Gdyby to samo robiły światowe mocarstwa, ropa byłaby niewiele droższa od wody. My zaś moglibyśmy zaoszczędzić krocie. Choćby na rosyjskim gazie
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Okazało się, że nie znam Szwedów. Czym może jeździć radca ambasady tego kraju? Nowym lśniącym volvo? Nie. Przybył na spotkanie saabem pamiętającym początki ABB-y. A kiedy z niego wysiadł, nastąpiła mała katastrofa: rozpięła się torba i wiatr porwał dziesiątki kartek ilustrujących szwedzki cud energetyczny. Ech, gdyby te ich rozwiązania rozprzestrzeniały się tak łatwo jak kartki, na których są zapisane ...
- Czy wie pan dokąd by doleciały, gdybyśmy ich nie złapali? - spytałem, idąc zadyszany z naręczem kartek.
- Na to wasze wielkie składowisko, Łubna? - Gunnar Haglund usiłował wepchnąć kartki do torby. - Bardzo ją lubię - mruknął. - Ma już ćwierć wieku.
Dopiero po chwili pojąłem, że mówi o torbie. Zaraz, czy mam choć jedną tak starą rzecz? Nie. Ale widząc, jak czule pan radca gładzi swą sfatygowaną torbę, czułem, że pierwszy element energetycznej układanki wskoczył na swoje miejsce. I choć w trakcie naszej rozmowy wskoczyły też pozostałe, całość mocno mnie zaskoczyła. I nieco przeraziła.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Artur Włodarski: Chcesz szybko zdiagnozować społeczeństwo? Spójrz, co robi ze śmieciami. Jeśli to prawda, stanowimy przeciwieństwa.
Gunnar Haglund: Szwedzi i Polacy? Powiedziałbym raczej, że jesteśmy na innym etapie rozwoju.
Czyżby? My wyrzucamy 95 proc. odpadów. Wy tyle odzyskujecie i przetwarzacie, a składujecie marne 3 proc. To nie inny etap, to inna epoka.
- Nie zawsze byliśmy tacy porządni. Pamiętam jeziora tak zatrute, że nie dało się w nich kąpać. A to w centrum Sztokholmu dosłownie przypominało ściek. Dziś można pić z niego wodę.
Co was tak odmieniło?
- Strach. Gdy 1973 r. wybuchł kryzys naftowy, poczuliśmy, że stąpamy po kruchym lodzie. Nasz transport, ciepłownictwo i w ogóle cały szwedzki dobrobyt bazowały na importowanym oleju opałowym. Nie mamy ani węgla, ani gazu, ani ropy. A ta zdrożała kilkakrotnie. W pół roku. Co dalej? W panice zaczęliśmy sprowadzać węgiel z Polski. Ale wasz kraj nie był wtedy pewnym źródłem. A my zrozumieliśmy, że najważniejsze to być samowystarczalnym. I już prawie jesteśmy.
Prawie, bo niedawno zabrakło wam śmieci.
- Padliśmy ofiarą własnej gospodarności i musieliśmy kupować torf na Białorusi. A i tak co roku sprowadzamy śmieci z Norwegii.
Właśnie, wróćmy do kryzysu paliwowego. ABBA nagrała wtedy utwór "SOS", a rząd?
- Wprowadził reglamentację benzyny, ropy i ciepłej wody. Strach zajrzał nam w oczy. Koniunktura prysnęła. Dekoniunktura okazała się głęboka i bolesna. Przypomnieliśmy sobie, że jako kraj rolniczy opalaliśmy drewnem. Zaczęliśmy korzystać z odpadów leśnych...
Przecież mieliście już elektrownie atomowe.
- Cztery, ale baliśmy się ich. Jak bardzo, pokazało referendum w 1980 r., po awarii reaktora pod Harrisburgiem w USA. Głosowano nad trzema opcjami - wszystkie na nie. Pierwsza - zamknąć elektrownie od razu, druga - do 2010 r. - i trzecia - przed 2030 r. Nikt nie śmiał poprzeć energetyki atomowej. Wygrała opcja druga.
Skoro tak się przejęliście Harrisburgiem, to po Czarnobylu...
- Szwecja dostała największy opad po ZSRR. Było groźnie. Renifery Lapończyków jadły porosty nasycone substancjami radioaktywnymi, przy okazji wprowadzając je do łańcucha pokarmowego. Od tamtej pory nie zbudowaliśmy żadnego reaktora. Dwa musieliśmy wyłączyć - Duńczycy się przestraszyli. Czas jednak leczy rany, bo rok temu rząd przystał na zastąpienie starych reaktorów nowymi. Dziś mamy ich 10. Dają nam blisko połowę prądu.
Naszą, w Żarnowcu, ekolodzy storpedowali, nim w ogóle ruszyła.
- Wasi ekolodzy dopiero co włamali się do elektrowni Forsmark pod Sztokholmem, by nie dopuścić do rozbudowy reaktorów.
No tak, udali się nam. A jak wam się udało wybrnąć z paliwowej zapaści?
- Przede wszystkim zmieniliśmy prawo. System podatkowy i dotacje. Rozszerzyliśmy definicję paliwa. Zobowiązaliśmy gminy, by sięgały do alternatywnych źródeł energii. A na koniec zaostrzyliśmy normy środowiskowe.
Minęło 30 lat i...?
- PKB wzrosło o ponad 80 proc., zużycie energii nie drgnęło, a emisja CO2 spadła o 9 proc. Dlaczego? Bo nauczyliśmy się przekuwać kłopoty w korzyści.
Jesteście mistrzami miksu energetycznego, czyli?
- Czerpania energii z różnych źródeł. Także tych całkiem gdzie indziej niewykorzystywanych, między innymi różnych odpadów i ścieków. Prawie połowa ciepła, którym się ogrzewamy, ma takie właśnie pochodzenie.
Jak wygląda cud energetyczny od kuchni? Obok Łubna, zacznijmy więc od śmieci.
- Odkryliśmy, że z dwóch ton odpadów komunalnych można wycisnąć tyle energii, ile z tony węgla. Spalając rocznie 4,5 mln ton śmieci, mamy z tego 13,6 TWh energii. Wystarczy, by oświetlić 250 tys. i ogrzać 810 tys. domów. 30 procent Göteborga, 60 procent Malmö i cały południowy Sztokholm właśnie tak są ogrzewane. Ten ostatni ma największą spalarnię w Europie.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Owszem, śmierdzi. W bunkrze, gdzie 200 śmieciarek dziennie wypluwa swoją zawartość, musi śmierdzieć. Ale poza nim już nie, choć cała EC Högdalen (własność miasta i fińskiego koncernu Fortum) pochłania 700 tys. ton śmieci rocznie, czyli 10 razy tyle, ile jedyna polska spalarnia na warszawskim Targówku. Wchodzę do kabiny operatora suwnicy, której wielkie stalowe łapska mieszają i podają do kotła 10-tonowe kęsy śmieci. Fotel jest pusty - wszystkim steruje komputer. Ludzi widzę dopiero przy piecu wielkości kamienicy. Zerkam przez hartowany wizjer do środka - tak musi wyglądać piekło. Wystarczy jednak wyjść za drzwi, by pomyśleć, że to sen. Cisza i spokój dookoła przeczą temu, co zostało za ścianą. Sielanka, a do tego stołówka z tarasem. Jem lunch i idę. Za bramą jest park narodowy i osiedla. Do centrum Sztokholmu - Zielonej Stolicy Europy 2010 - 20 minut autem. Tylko Polska jakby dalej niż te 1,5 godziny lotu.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- Szkoda, że nie był pan w Linköping. Tam spalarnia - cała szklana - przypomina centrum sztuki nowoczesnej.
Że niby nic do ukrycia? U nas te szyby musiałyby być pancerne.
- Szwedom spalarnie spowszedniały, mamy ich 31. Pierwsze, owszem, kopciły. A dziś? Nie ma czystszych spalin. Lepiej dla zdrowia trzy miesiące trzymać głowę w jej kominie niż zjeść jednego łososia z Bałtyku. Łącznie emitują tyle dioksyn, ile 60 paczek papierosów. Rocznie. Jest normą, że po uruchomieniu spalarni emisja pyłów w okolicy maleje.
Skoro są tak czyste, to pewnie i kosmicznie drogie.
- A skąd, dają zysk aż miło. Policzmy: dwie tony odpadów to jakby jedna tona węgla. Za tonę węgla trzeba dać ponad 300 zł. Ale zamiast tego można przyjąć dwie tony śmieci i jeszcze dostać za to minimum 200 zł. Różnica? 500 zł. Odpady to jedyne paliwo, które ma ujemną cenę. Nie ma nic tańszego. W dodatku największe spalarnie to de facto elektrociepłownie - sprzedają prąd i ciepło, które na pewno nie będą tanieć.
Ale domowe śmieci to kiepskie paliwo, bo mokre. By chciały się palić, trzeba jak w Japonii wstępnie je podsuszać, a to kosztuje Skąd ten uśmiech?
- Bo z kłopotu uczyniliśmy korzyść. Mokre śmieci + ogień = dużo pary, a ta spalaniu nie sprzyja. Chyba, że się parę skropli. Mamy wtedy o 30 proc. więcej ciepła - gwałtowny skok energii, który uczynił ten biznes naprawdę opłacalnym. Dlatego nasze spalarnie są bardziej intratne od japońskich. To m.in. zasługa 24 polskich kotłów z Rafako i Sefako przystosowanych do spalania wilgotnych odpadów i surowej biomasy, np. trawy, liści, mokrych gałęzi. A więc czegoś, z czego najlepszy harcerz nie rozpali ogniska.
Czyli tak: mamy wojujących ekologów, zdolnych konstruktorów i najwięcej wysypisk w Europie.
- Żal śmieci wyrzucać. Kryją morze energii wartej miliardy. W samych odpadach komunalnych macie jej tyle, że moglibyście przyciąć import gazu o 40 proc. Co my robimy ze swoimi? Połowę spalamy, nieco mniej odzyskujemy, a jedną ósmą przerabiamy na biogaz. Różnie w różnych gminach. A to dlatego, że premier wskazał cel - maksymalny recykling i odzysk energii - a gminy już same decydują, jak go osiągnąć. Przykład: Malmö i Helsingborg. W Malmö pragmatycy zdecydowali: "Spalamy wszystko jak leci, tak będzie najtaniej!". W Helsingborgu górę wzięli fanatycy recyklingu: "Bądźmy eko, odzyskujmy co się da!" Dwa różne światy oddalone o godzinę drogi. W pierwszym odbiór odpadów kosztuje rodzinę 800 koron, czyli 300 zł rocznie. W drugim - 2,5-krotnie więcej. Teraz oba miasta jakby się zbliżyły: Malmö zaczyna zbierać odpady żywnościowe, a Helsingborg przymierza się do spalarni. To u nas typowe, że wszyscy współpracują. No i staramy się być zgodni w kwestii kluczowych decyzji energetycznych. Bo bez tego...
Byłoby tak jak u nas. Jakiś przykład na zachętę?
- Okolice miasta Linköping. To tam produkują myśliwce Gripen. A oto, co wdrożyli - pan pozwoli, że narysuję Mamy miasto i wieś. Miasto produkuje odpady, odpady trafiają do elektrociepłowni, ta zaś przerabia je na prąd i ciepło, i chłód...
Brakuje wam chłodu?
- Od 92 r. wdrażamy tak jakby odwrotność centralnego ogrzewania. Centralny chłód kosztuje tyle samo, a robi się go np. z oczyszczonych i oziębionych do kilku stopni ścieków. Zamiast wielkich klimatyzatorów montuje się więc dyskretne radiatory w suficie. Ponieważ komfort oddychania jest wyższy, ludzie korzystają z tego nawet na północy.
Wróćmy jednak do Linköping. Prócz śmieci miasto wytwarza ścieki, które płyną do oczyszczalni i do biogazowni. Czy pan wie, że ścieki jednej rodziny dają dość gazu, by ta mogła gotować na nim przez rok? Dalej, wieś produkuje zboże, z którego fabryki robią tzw. biały etanol, dostępny we wszystkich stacjach benzynowych w regionie. Wieś produkuje też paszę, no i przede wszystkim żywność: mięso, mleko i warzywa trafiają do sklepów i restauracji, a odpady biologiczne i żywnościowe - do biogazowni. Z restauracji odbiera się oleje do produkcji biodiesla, a ten wraca na wieś do traktorów i trochę do elektrociepłowni, by nie zużywać oleju opałowego. Z biogazowni mamy bionawóz, który ups, kartka mi się skończyła.
W głowie się kręci od tego miksu. Krótko mówiąc, nic się nie marnuje.
- Ten deszcz pomysłów zwiemy ekologią przemysłową. Łączy technikę, współdziałanie, oszczędność i legislację. Są już miasta, gdzie wszystkie autobusy jeżdżą na biogaz ze śmieci lub ścieków. Pojawiły się po 2002 r., wraz z zapowiedzią zakazu składowania odpadów komunalnych.
Zamknęliście wysypiska?
- Na amen w 2005 r. I powstało pytanie: co zrobić z biologiczną frakcją odpadów? Jedna po drugiej gminy zaczęły przestawiać transport publiczny na biogaz, wytwarzany też z odchodów zwierzęcych. A gdzie są produkowane silniki na biometan? W Polsce, w Antoninku.
A skoro przy pomysłach jesteśmy słyszał pan może o Hammarby Sjöstad?
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
To chyba najczęściej wizytowane osiedle świata. Tuż przede mną był tu premier Korei Południowej i wycieczka przedszkolaków.
Z pewnością wyjechali zauroczeni. Nieduże, przeszklone bloki przeglądają się w wodach kanału Sickla i jeziora Hammarby. Szumi fontanna, szumią drzewa i szuwary. Idę drewnianym pomostem na koniec cypla i odkrywam ławeczki skryte w trzcinach. Pachnie wakacjami, zwalniają myśli, czas i tętno.
Nie wiem, czy byli wśród nich psycholodzy, ale niewątpliwie mnóstwo ludzi musiało się nagłowić, by z zapyziałej dzielnicy przemysłowej wyczarować osiedle dające tak bliski kontakt z naturą. I to zaledwie cztery przystanki tramwajem od centrum Sztokholmu.
Nic dziwnego, że mieszkania są tu o jedną czwartą droższe. Ludzie płacą nie tylko za widok z okna, ale za unikatowy ekokoncept całości. Ogrzewanie? Ciepłem odzyskanym ze spalonych śmieci, z brudnej wody i biopaliw. Czysta deszczówka z dachów zamiast do ścieków trafia tu do jeziora. Brudna z ulic kończy podobnie, tyle że jest po drodze oczyszczana. Ze ścieków pozyskuje się biogaz i nawóz. Popularny jest tu carpooling - zamiast kupować własny, rodziny dzielą się jednym samochodem.
Co ze śmieciami? Mieszkańcy wrzucają je do stacjonarnych pojemników, skąd podziemnymi rurami zasysane są (niczym listy w poczcie pneumatycznej) do stacji odległych o parę kilometrów. Tam też, zamiast hałasować między blokami, dojeżdżają śmieciarki. Są oczywiście baterie słoneczne, są pompy ciepła, jest centralny chłód. Cool! - krzykną ekolodzy na wieść, że choć 11-tysięczne Hammarby Sjöstad zużywa wszystkiego o połowę mniej niż inne osiedla, to jego budowa okazała się tylko o 6 proc. droższa.
Mnie jednak nie jest do śmiechu. Jadąc na lotnisko Arlanda (ogrzewane geotermalnie) nabieram obaw, że za sukcesami Szwedów stoi coś, co nie poddaje się naśladownictwu: mentalność.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Myślę, że korzenie waszego cudu sięgają poza kryzys naftowy
- Pyta pan, czy jesteśmy skąpi? Cóż, bieda, klimat i religia sprawiły, że oszczędność w naszym wydaniu jawi się innym jako dziwactwo lub skąpstwo. Przykład. Chcąc rozluźnić atmosferę, pewien Szwed na konferencji w Polsce powiedział: „Teraz jesteśmy rozrzutni - kupujemy, używamy, wyrzucamy. A kiedyś? Moja babcia nic nie wyrzucała, nawet sznurki zbierała. Miała dla nich dwa pudełka. Na jednym napisała: » Sznurki do ponownego użycia «. Na drugim: » Sznurki zbyt krótkie, by je ponownie użyć «. Ale były trzy...”
Choć słuchało tego ze sto osób, tylko Szwedzi się śmiali. Rozpoznaliśmy się w tej anegdocie. Potem po cichu doszliśmy do wniosku, że Polacy są jednak z innej gliny.
Musieliście być bardzo biedni.
- Była duma, głód i nieurodzaj. I było ogromne pijaństwo, gdy w XVIII w. odkryto, że z ziemniaka da się zrobić wódkę. Z drugiej strony - religia. Prym wiódł luteranizm, który - pewnie przez warunki klimatyczne - przybrał w Szwecji szczególnie surową formę i do tej pory przyprawia nas o moralnego kaca.
A biedę i beznadzieję, które nękały nas całe wieki, pamiętali jeszcze moi dziadkowie. Powiedzenie "lort Sverige", czyli "brudna Szwecja", zrodziła przejmująca relacja ze szwedzkiej prowincji z 1938 r.
Po wojnie zaczęło się poprawiać, w latach 60. mówić o dobrobycie, ale kryzys naftowy obnażył naszą słabość. Niezależność i bezpieczeństwo stały się wręcz narodową obsesją.
Dziś macie własny samolot bojowy, znane marki aut, telefony komórkowe, a w domach na całym świecie stoją meble z Ikei. I wciąż żyjecie w czasie przyszłym.
- Lodówka, lustrzanka, rozrusznik serca, zamek błyskawiczny, kartonik Tetra-Pak, implant tytanowy, Skype... - mamy sporo wynalazków, bo lubimy eksperymentować, ulepszać...
... I zbawiać świat. 13 lat temu Szwecja pomogła Polsce uporać się z powodzią tysiąclecia. Teraz niczym misjonarze wśród pogan jeździcie i głosicie dobrą nowinę. Energetyczną.
- Bo większość tych rozwiązań można łatwo wdrożyć w Polsce! Przede wszystkim macie dużo ludzi i duży sektor rolniczy, a to oznacza dużo odpadów. Macie chyba najlepsze warunki w Europie do produkcji biopaliw na bazie drewna i biopaliw pochodzenia rolniczego. Macie dużo ziemi na uprawy roślin energetycznych, które oczyszczają glebę z metali ciężkich, a które można nawozić ściekami i efektywnie spalać. Macie sieć gazową, której my nie mamy, a którą moglibyście rozprowadzać biometan. Macie w końcu sieć cieplną, której z kolei nie mają Norwegowie, ogrzewający domy tanim prądem z elektrowni wodnych.
Ale może nie mamy pieniędzy na te nowinki?
- Bez obaw. W Szwecji, jeśli coś się nie opłaca, to się tego nie robi. Jesteśmy skąpi, więc nasze rozwiązania są tanie - to ich znak firmowy. Polska ma wszystko, by je wdrożyć. Brakuje wam tylko paru ustaw i przekonania, że to gra o przyszłość. Proszę pamiętać, że niezależność to wolność, wolność to szczęście, a szczęścia nie warto odkładać na później...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kiedy pójdziemy tą drogą? Skoro boimy się złożonych, kosztownych i realizowanych latami inwestycji, na których trudno zbić kapitał polityczny? Nie jesteśmy tak oszczędni, cierpliwi, zgodni ani zapobiegliwi jak Szwedzi. W dodatku nie umiemy współdziałać. Może ta nasza beztroska czyni nas chociaż szczęśliwszymi - pocieszałem się, patrząc, jak starannie pan radca składa kartki pełne nowych technologii. Włożył je do starej torby, wsiadł do starego saaba i niespiesznie odjechał („ważne dokąd zmierzamy, a nie jak szybko”). A ja sprawdziłem i kolejne zaskoczenie: Szwedzi są szczęśliwi i biją nas w tym na głowę! Podobnie jak inne kraje skandynawskie, które zadbały o swoją energetyczną niezależność. Myślicie, że to przypadek?
Czytaj też:
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,828 ... a_tym.html
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,828 ... awski.html
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,828 ... etyke.html
źródło:
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8282169.html