Chorzowska wieża szybu Prezydent ma szansę stać się sporą atrakcją turystyczną Chorzowa i całego Górnego Śląska. Odnowiona, z uporządkowanym terenem wokół siebie, w piątek wyszła z mroku
Wybudowana w 1933 roku kopalniana wieża generalną renowację przeszła kilka miesięcy temu. Wykonało ją miasto, które jakiś czas temu wykupiło konstrukcję z rąk prywatnego właściciela i doprowadziło do wpisania jej do rejestru zabytków. Żelbetowa wieża to prawdziwy unikat, być może na skalę światową.
Od wczorajszego wieczoru jest tu prawie znów tak, jak przed laty, kiedy szyb działał. Wtedy też całość była oświetlona, choć nie tak efektownie jak teraz. Surowe betonowe powierzchnie rozświetla niebieskie i białe światło. - Wieża szybu Prezydent wróciła do pejzażu miasta - cieszy się Henryk Mercik, chorzowski konserwator zabytków.
Za oświetlenie Prezydenta zapłacił Vattenfall. To już kolejny obiekt w naszym regionie, który ta firma, dosłownie i w przenośni, wydobyła z mroku. Następne są w planach. - Staramy się dołożyć swoją cegiełkę do starań o poprawienie wizerunku regionu - wyjaśnia Łukasz Zimnoch, rzecznik Vattenfalla.
Oświetlenie Prezydenta nie było łatwym zadaniem. Trzeba było wyeksponować wszystkie detale smukłej konstrukcji, ale lampy musiały być prawie niewidoczne, żeby nie zburzyć jej elegancji i harmonii. Wiadomo było też, że nie ma sensu szaleć z kolorami. - Nie chcieliśmy tworzyć lunaparku, tylko wydobyć atuty tego obiektu. Myślę, że się udało - mówi Mercik. Na konstrukcji zamontowano też głośniki. Od teraz, co jakiś czas będzie z nich płynąć dźwięk zjeżdżającej w głąb szybu szoli.
Nie do poznania zmienił się teren wokół wieży. Jeszcze kilka miesięcy temu dawny plac węglowy był pełen dziur i śmieci. Teraz wszystko znikło. - Przez ostatnie miesiące wyrównaliśmy jakieś 7 tys. metrów kwadratowych, czyli prawie cały plac. Nie ma żadnych planów tego terenu, więc zdarzały się nam różne niespodzianki, na przykład w miejscu, gdzie nic nie powinno być odkrywaliśmy jakieś fundamenty. Ale udało się. Teren jest ogrodzony i objęty monitoringiem, więc nikt nam tu już bezkarnie śmieci nie podrzuci - mówi Michał Wróblewski, prezes stowarzyszenia SZTYG.art, które wydzierżawiło Prezydenta od miasta. Ma dbać o niego wspólnie z samorządem.
Za uporządkowanie terenu zapłaciło stowarzyszenie. Miasto wyłożyło środki na ułożenie drogi prowadzącej do wieży od strony pozostałych pokopalnianych zabudowań, chodnik dookoła jej podstawy i ławeczki, na których mogą przysiąść amatorzy poprzemysłowej architektury. Wszystko z betonu, surowe i proste. Nawet chodnika nie zbudowano z modnej dziś kostki brukowej, tylko ze zwykłych kwadratowych płyt. - Wszystkie te elementy wybieraliśmy bardzo świadomie. Chodziło o to, żeby nie picować tego miejsca. Człowiek, który tu przychodzi ma poczuć, że jest na terenie kopalni - mówi Mercik. Miasto zdecydowało się też, odtworzyć kopalnianą bramę od strony ul. Kościuszki, do niedawna zamurowaną. Teraz także z tej strony można wejść na teren szybu.
To nie koniec planów dotyczących Prezydenta. Jesienią lub wiosną ma się rozpocząć kolejny etap urządzania terenu wokół wieży. Ma być zielono. SZTYG.art. zamierza na fragmencie placu urządzić muzeum maszyn przemysłowych. - Mamy już trochę takich urządzeń, na razie wszystko pochowane. Ale kiedy tylko teren zostanie zagospodarowany, będziemy mogli w końcu je pokazać - mówi Wróblewski. Cały dawny plac węglowy ma służyć, jako miejsce imprez kulturalnych. W planach jest też udostępnienie zwiedzającym platformy widokowej na szczycie wieży.



http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35 ... akcje.html







