Z trójką znajomych postanowiliśmy, że po koncercie przyjdą się zakwaterować, a następnie pójdziemy do knajpy i potem z powrotem do schroniska przespać się do rana. Namówili mnie, abym w schronisku został razem z nimi bo raz, że będzie razem raźniej, a dwa że do domu nie mam blisko i musiałbym brać taksówkę... Pierwszym co nas zaskoczyło były ceny: 18,19 zł ze zniżką i 23,49 zł bez zniżki. Tak jakby nie można było po ludzku dać cen 20 i 25. Ale to dopiero początek. Pani po przyjęciu naszych dowodów, oznajmiła, że nie może mnie zakwaterować, ponieważ jestem zameldowany w Kielcach. Jest to ponoć wbrew regulaminowi. Myślę sobie - ok, nie chce zarobić 18,19 zł to nie będę się prosił. Gdy znajomi opłacili już swój pobyt (wydawanie reszty trwało dobre parę minut, bo trzeba było dokładnie grosze policzyć) powiedziałem, że czekam na nich na zewnątrz, niech zaniosą rzeczy do pokoju i zejdą. Wtedy pani recepcjonistka uprzejmie, ale stanowczo zwróciła uwagę na inny punkt regulaminu (przyznaję się - nie czytałem wcześniej) mówiący, że po zakwaterowaniu pokój można opuścić dopiero rano... Wtedy moi przyjaciele delikatnie się zdenerwowali i stwierdzili, że oni proszą o zwrot pieniędzy. Z tym na szczęście o dziwo problemu nie było.
W zamian poszliśmy do Galeonu gdzie przesiedzieliśmy do 4:30. Okazało się to najlepszym wyborem, bo znajomi (zwłaszcza koleżanka z Lublina) byli zachwyceni atmosferą (stwierdziła, że u nich nie ma takich knajp
Cała sprawa zakończyła się na szczęście dobrze, ale nie chcę sobie wyobrażać opinii studentów-cudzoziemców odwiedzających Kielce, którym zabrania się opuszczać pokój po 22... Mam wrażenie, że u nas na siłę tworzy się problem tam, gdzie problemu właściwie nie ma. Już pomijam kwestie finansowe schroniska, które w banalny sposób straciło szansę na zarobienie 78 zł i 6 groszy.