Kielecki rynek mieszkaniowy

Inwestycje mieszkaniowe w Kielcach. Szczególnie dla zainteresowanych kupnem mieszkania.

Moderatorzy: Nowak, Autor, sueno, Daniel, Sirek1

Michal K
Posty: 213
Rejestracja: 21 września 2007, o 16:55

Post autor: Michal K » 20 marca 2009, o 18:28

Naiwność ludzka nie zna granic.

A takich "fachowców" bankowych to już ludzie słuchali w sprawie funduszy inwestycyjnych, a jak się skończyło to wiadomo.

Zatrudniają ludzi po szkole średniej, bez doświadczenia, którzy mają sprzedawać gotowe produkty bankowe, a ludziom sie wydaje, że to bankowcy jak w szwajcarskich bankach.
"Lekarz może pogrzebać swoje błędy, architekt może jedynie doradzić klientowi by zasadził winorośl". Frank Lloyd Wright

Awatar użytkownika
Wizard
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1036
Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Wizard » 20 marca 2009, o 19:21

Ja uważam, że facet ma rację. No może nie 2500 a 3-3,5 tyś zł brutto m2 za nowe mieszkanie.

Sprawdzcie sobie koszt kredytu 200 tyś zł na 30 lat. Rodzina na swoim tylko trochę ratuje sytuację.

Wypełnijcie sobie kalkulator kredytowy chociażby tu:

http://www.dombank.pl (wiem są tańsze banki)

kredyt 250 tyś na 30 lat = 800 tyś zł do spłaty (oczywiście to może urosnąć za kilka lat, a nie mówiąc gdy wejdziemy do strefy Euro - będą ciekawe przeliczenia kredytów ze złotówek na Euro).

Pozdrawiam serdecznie kredytobiorców 8)
Every dream has a price

Awatar użytkownika
sueno
Ranga: Dyrektor budowy ;)
Posty: 4907
Rejestracja: 31 maja 2006, o 21:56
Lokalizacja: Świat czerwonego smoka
Kontakt:

Post autor: sueno » 20 marca 2009, o 21:28

Jako złotówkowy kredytobiorca przeliczałem różne opcje i stwierdziłem, że kredyt na 30 lat jest dla samobójców :P Sam taki miałem na początku ze względu na trudną sytuację ale potem sobie go skróciłem. Bardziej opłaca się brać kredyt na 15-20 lat i wtedy rata jest niewiele wyższa a odsetki do spłacenia są kolosalnie niższe.
Najlepsza gra w sieci: http://www.reddragon.pl

"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany :D

newbie_e51
Posty: 51
Rejestracja: 13 marca 2009, o 18:49

Post autor: newbie_e51 » 20 marca 2009, o 21:37

Polecam http://www.kalkulatory.gofin.pl/index.p ... =kal10.php

250 tys. przy oprocentowaniu 7% na 30 lat wychodzi niecałe 600 tys. przy równej racie, natomiast przy malejącej ok. 510 tys.
Jeśli weźmiemy pod uwagę obecną wartość pieniądza, który wydamy w przyszłości to okaże się że wartość tych 600 tys. zmaleje dosyć znacznie.
Mamy jedno życie, jak się ma okazje to trzeba z niej korzystać :)

Fakt, na 30 lat to już w ostateczności tylko...

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 21 marca 2009, o 10:06

pawel_ŚLV pisze:http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=92981548

Odwiedziłem kilku developerów i jest dobrze - nic im nie schodzi. Trzymają te swoje ceny żeby jelenie nabici w butelkę nie srezygnowali. I bajdurzą o wysokich kosztach jakie mieli. Ale co mnie obchodzą ich bryczki? Przyjdzie kto inny i tanio wybuduje. Najniższa oferta to po małym targu mi dawali 3800 zł - więc te swoje bzdury o 4200 zł morzecie sobie...
W punktach sprzedaży kredytów hipotecznych ludzie wysłani na zaległe urlopy - pracowało 4 ludzi, a dziś jeden dyżurny wertuje Gazetę Praca. I mówi szczerze: 5 lat spadku cen jest bankowe i żaden rząd nie pomoże publicznym groszem na tyle żeby zahamować spadki. Bańka pękła. Cena w Kielcach za kilka lat? Mówi że 2500 zł za nowe to absolutny max. I że zdecydowanie bardziej się opłaca budować samemu a nie grubo przepłacać za jakościowe dziadostwo. I twierdzi, że spadki tak naprawdę dopiero się zaczną za pół roku.
No i ciekawe rozmowy w biurach nieruchomości - mieszkania w Kielcach są znacznie droższe niż w Lublinie, Rzeszowie, Białymstoku, Olsztynie czy Częstochowie. Podzwoniłem i faktycznie - w Lublinie za 3800 zł do odbioru za kilka miesięcy.


Dosyć "mocna" prognoza cen za m2 w Kielcach
No widzę ze powoli dociera i na to forum prawdziwy obraz rynku. A Co do tego ze w Kielcach sa wyższe ceny niż w inych porównywalnych miastach to przyczyn tej dodatkowej lokalnej kieleckiej bańki jest kilka np. słaba konkurencja na rynku deweloperskim ale najważniejsza jest jedna: brak lokalnego planu zagospodarowania miasta!! co skutkowało brakiem terenów i ograniczało podaż dodatkowo popmpując ceny. Tyle że ta sytuacja sie kończy plan zagospodarownia jest juz w zaawansowanej fazie i nawet wg pesymistycznego scenariusza (protesty , odwołania itd..) wejdzie w zycie za około rok ai wtedy ten czynnik zniknie i bedzie mozna budować w wielu miejscach na tanich działkach.

Edyta: ciekawa analiza rynku: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... m_USA.html

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 24 marca 2009, o 10:15

Coraz tańsze mieszkania nadal czekają na klientów

Mieszkania mogą jeszcze stanieć nawet o 20 proc. - twierdzą analitycy z branży deweloperskiej. I to nie tylko z powodu kryzysu i zakręcenia przez banki kurka z kredytami hipotecznymi.


Teraz mieszkań jest po prostu za dużo jak na możliwości nabywcze Polaków. W samej Warszawie na kupca czeka 16 tys. nowych lokali. Deweloperzy źle ocenili popyt, opierając się na statystykach, z których wynika, że w Polsce brakuje ponad miliona mieszkań. W ubiegłym roku ukończyli rekordową liczbę lokali - 165 tys.

Deweloperzy nie mają teraz wyjścia i rezygnują z inwestycji. Np. Dom Development zawiesił budowę osiedla Oaza we Wrocławiu. Hiszpańska firma Urbanica wycofała się z projektów dwóch osiedli w Łodzi. Z kolei J.W. Construction nie zrealizuje 5-tysięcznego "miasteczka" w Ożarowie k. Warszawy.

Kiedy na rynku królowali spekulanci (wręcz pakietami nabywający mieszkania), wydawało się, że popyt może tylko rosnąć. Statystyki mówiły, że nawet przy utrzymaniu rekordowej liczby budowanych mieszkań z roku 2008 w Polsce przez wiele lat deficyt mieszkaniowy nie będzie malał. Wskaźnik liczby mieszkań na 1000 mieszkańców jest bowiem u nas najniższy w Europie. W Polsce wynosi 340, w Hiszpanii zaś 564, w Irlandii - 425, w Niemczech - 425. - To są jednak tylko statystyki - mówi nam Urszula Słowik, prezes Instytutu Rynku Nieruchomości. Teraz mamy do czynienia z nadprodukcją mieszkań, a także z niedostosowaniem cen do możliwości finansowych klientów. Dla Polaków mieszkania po 9 tys. zł za metr (średnia cena w Warszawie) są zbyt drogie.

Nic zatem dziwnego, że rynek sprzedaży się załamał. Deweloperzy mówią o spadku rzędu 70-80 proc. J.W. Construction miał na koniec 2008 r. w ofercie 1590 mieszkań. Jeśli weźmiemy poziom sprzedaży z czwartego kwartału ubiegłego roku (kiedy to nabywców znalazło tylko 90 lokali), to zapasy dewelopera wystarczą na 53 miesiące sprzedaży! Inny duży gracz na tym rynku Dom Development miał na koniec 2008 r. w ofercie 1360 lokali i aż 7170 w fazie przygotowania.

Średnia miesięczna sprzedaż w roku ubiegłym u tego dewelopera wyniosła zaledwie 83 mieszkania.
Deweloperzy wstrzymali 80 proc. planowanych na ten rok inwestycji. - Nie sądzę, żeby "odmrozili je" w następnym roku, a na pewno - nie od razu - mówi Aleksandra Szarek, analityk firmy Home Broker.
Zdaniem Łukasza Madeja z ProDevelopment w 2009 r. skala projektów nowo rozpoczętych będzie na poziomie maksymalnie 30 proc. tego, co było w 2008 r.

- W efekcie tego możemy za kilka lat znaleźć się w takiej sytuacji jak w 2006 r. , kiedy z powodu małej liczby nowych mieszkań na rynku ceny zaczęły bardzo szybko iść w górę - prognozuje Aleksandra Szarek.

Nie będzie to już tak spektakularny wzrost dochodzący do kilkudziesięciu procent w ciągu roku. Ale kilkunastoprocentowych podwyżek możemy się spodziewać już za dwa, trzy lata. I wtedy znów zacznie się wyścig deweloperów w uruchamianiu kolejnych inwestycji.

Stanie się tak, jeśli rząd nie zrozumie, że rynek nieruchomości potrzebuje schłodzenia w okresie wzrostu cen mieszkań (np. poprzez wyższe podatki, wystawianie gruntów na sprzedaż), a w okresie bessy pobudzenia (poprzez ulgi podatkowe, wsparcie finansowania).

- Inaczej będziemy mieli duże "amplitudy" w obrębie cyklu i nie wyjdziemy z obecnego niedoboru przez kolejną dekadę - wyjaśnia Łukasz Madej.


Polska: Dorota Skrobisz

a dp tego jeszcze to :

Banki chcą podwyższyć koszty kredytów

Banki zaczynają nakłaniać klientów do zmian warunków spłaty kredytów hipotecznych. Renegocjacje umów obejmują np. podwyżkę marży kredytu lub wykupienie dodatkowego ubezpieczenia. Zdaniem ekspertów, zagrożonych zmianami może być nawet 100-200 tys. osób, których kredyt, przez spadek cen nieruchomości i wzrost kursu franka, przewyższył wartość zakupionego mieszkania – informuje wtorkowa „Gazeta Wyborcza”.


„Z naszych ustaleń wynika, że Polbank proponuje klientom trzy rozwiązania: nadpłatę różnicy pomiędzy zaciąganym kredytem a obecną wartością zadłużenia, dołożenie kolejnej nieruchomości do listy zabezpieczeń kredytu albo podwyżkę marży kredytowej o 0,5 proc. Nie ma znaczenia to, że do tej pory kredyt był rzetelnie spłacany przez klienta” – czytamy w „Gazecie”.

„Bank potwierdza, że zaprasza wybranych kredytobiorców na rozmowy, ale nie zdradza, ile osób jest na "czarnej liście". - Wzrost kursu franka spowodował wzrost naszego ryzyka, stąd taka decyzja - tłumaczy Paweł Maliszewski z Polbanku. I dodaje, że wzrost marży proponowany przez bank klientom to rozwiązanie przejściowe. - Przewidujemy obniżenie marży do pierwotnej wartości, jeżeli kurs franka przez kolejne sześć miesięcy ustabilizuje się w pobliżu kursu z dnia zaciągnięcia kredytu. Chcemy być fair - zapewnia Maliszewski. To niejedyny bank, który zaczął wyciągać rękę po dodatkowe pieniądze z kieszeni hipotecznych kredytobiorców. Podobne działania prowadzi już Bank Millennium. Jego pracownicy proponują wybranym klientom wykupienie dodatkowego ubezpieczenia” – informuje „Gazeta Wyborcza”.

„Jeszcze niedawno bankowcy zgodnym chórem zapewniali, że nie będą wyciągali ręki po pieniądze klientów, jeśli ci spłacają kredyty w terminie, niezależnie od wartości zadłużenia. Ale dziś stoją pod ścianą, bo z jednej strony muszą płacić bardzo wysokie stawki za depozyty, a z drugiej - mają w portfelu mnóstwo kredytów hipotecznych udzielonych lekkomyślnie z bardzo niską marżą. W zeszłym roku i dwa lata temu można było w bankach wytargować nawet kredyty z marżą poniżej 1 proc. Dziś do takich kredytów bankowcy dopłacają. A wysoki kurs franka to wygodny argument, by wydusić z klienta dodatkowe opłaty” – czytamy w „Gazecie”.

Według ekspertów większość banków zacznie teraz podnosić koszty związane z kredytem – czy to za pomocą podwyżki marży, ubezpieczenia, a nawet oprocentowania. Niestety wiele kredytów udzielanych było w sytuacji, gdy płace rosły, a ludzie nie martwili się o pracę. Nie liczono się z tym, że w końcu bańka tanich pożyczek będzie musiała pęknąć. Kryzys postawił bankierów pod ścianą.

Więcej na temat podwyżek w kosztach kredytów hipotecznych w dzisiejszym wydaniu „Gazety Wyborczej”, w artykule Niny Hałabuz i Macieja Samcika pt. „Bank mówi: dopłać!”

K.M.K.

Awatar użytkownika
Wizard
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1036
Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Wizard » 24 marca 2009, o 12:43

Jak pesymistycznie to jeszcze to:

Stopa bezrobocia wzrosła w lutym

Warszawa, 24.03.2009 (ISB) - Stopa bezrobocia wyniosła na koniec lutego 2009 roku 10,9% wobec 10,5% miesiąc wcześniej, podał we wtorek Główny Urząd Statystyczny (GUS). W lutym 2008 roku stopa ta wyniosła 11,3%.
Liczba zarejestrowanych bezrobotnych w końcu lutego wyniosła 1.718,8 tys. osób, czyli wzrosła o 84,4 tys. (4,9%) wobec poprzedniego miesiąca i obniżyła się o 59,8 tys. osób (3,4%) w ujęciu rocznym.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) szacowało wcześniej, że stopa bezrobocia wzrosła w tym okresie właśnie do 10,9%.

Według przyjętego we wrześniu projektu budżetu na 2009 rok, stopa bezrobocia wyniesie na koniec tego roku 9,1%, a na koniec 2009 roku - 8,5%.

Minister pracy Jolanta Fedak oraz ekonomiści obawiają się jednak, że stopa bezrobocia będzie obecnie wzrastać, szczególnie w II poł. roku, ze względu na coraz bardziej odczuwalne w Polsce efekty spowolnienia gospodarczego u naszych głównych partnerów handlowych.
Every dream has a price

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 25 marca 2009, o 12:35

Uwaga! Doskonała analiza rynku! Koniecznie przeczytaj jeśli myślisz o zakupie mieszknia!

Od kwietnia niższe limity w "Rodzinie na swoim"


Wszystko o programie
"Rodzina na swoim"
Rządowy program „Rodzina na swoim” stał się kredytowym odkryciem 2009 roku. Chociaż jego przeciwnicy stwierdzają, że konserwuje on wysoki poziom cen i w rzeczywistości służy jako ukryta dotacja do deweloperskiej marży, to może się okazać, że paradoksalnie będzie to zawór, przez który w kontrolowany sposób spuszczane będzie powietrze z napompowanego do granic możliwości balonu na rynku nieruchomości.

Wszystko bowiem wskazuje na to, że już za kilka dni maksymalne limity ceny mieszkania kwalifikującego się do rządowej dopłaty spadną. Biorąc pod uwagę, że jest ona kształtowana przez wartość odtworzeniową, a kryzys najbardziej uderza obecnie w czynniki wytwórcze, należy spodziewać się, że z kwartału na kwartał maksymalna cena będzie spadać. Bez wątpienia w tym samym kierunku będą też podążali deweloperzy, a za nimi rynek wtórny. Można rzec, że to wspaniała informacja dla wszystkich osób, które w przyszłości chcą kupić lub zamienić mieszkanie na większe. Oczywiście są i poszkodowani. Jednak patrząc globalnie, zyskujących w dłuższym terminie będzie znacząco więcej!

Nieoczekiwany wzrost popularności programu „Rodzina na swoim” to efekt kryzysu finansowego, który ze szczególną siłą dotknął polski rynek we wrześniu ubiegłego roku. Chociaż w USA spadki cen nieruchomości zaczęły się już w 2006 roku, to w naszym kraju jeszcze w połowie 2008 roku liczne zastępy ekspertów i analityków przekonywały, że polski rynek całkowicie różni się od amerykańskiego, brytyjskiego, czy irlandzkiego. W takim stwierdzeniu nie przeszkadzał nawet fakt, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej, opierając się właśnie na tych przykładach, tłumaczono niebywałe wzrosty cen w Polsce. W efekcie w naszym kraju wzrost cen trwał nie kilkanaście lat - jak na Zachodzie - a zaledwie dwa lub trzy. Chociaż spadek cen nieruchomości jest widoczny od dawna gołym okiem, to posługując się cenami ofertowymi z rynku, na którym liczba transakcji to zaledwie kilkanaście procent z czasów boomu, te same osoby i firmy próbują za pośrednictwem mediów wmówić, że właśnie nadszedł najlepszy czas na kupowanie mieszkania.

Teoretycznie powinni mieć rację, jeśli w istocie ceny transakcyjne u deweloperów spadły o 30 i więcej procent od szczytu hossy. W praktyce jednak w wielu wypowiedziach widać stojący za nimi interes tych konkretnych podmiotów. Warto bowiem przypomnieć, co różni eksperci mówili jeszcze kilka miesięcy temu. Jak się okazuje wcale nie zniechęcali do zakupów. Wręcz przeciwnie. Warto zatem policzyć ile kosztowały takie chybione porady. Niestety, nikt nie bierze odpowiedzialności za swoje prognozy. A szkoda. Być może teraz uniknęlibyśmy niekorzystnych zmian w bankowych umowach.

Zakładając, że ceny u deweloperów w istocie spadły o 30 procent, ktoś, kto kupił kilka miesięcy temu mieszkanie warte 500 tysięcy złotych, obecnie mógłby je nabyć za 350 tysięcy. Różnica? Aż 150 tysięcy złotych! Dla wielu kredytobiorców może to być kwota wirtualna, warto zatem posłużyć się tak często wykorzystywaną statystyką, dotyczącą średniego wynagrodzenia brutto. W lutym 2009 roku wyniosło ono 3195,56 zł. Jako że mieszkanie kupujemy za cenę netto, podobnie dzieje się z ratami spłacanych kredytów. Okaże się zatem, że 150 tysięcy złotych to w praktyce ponad 5 lat pracy o średnich zarobkach brutto! Inaczej mówiąc, błąd w analizach ekspertów kosztował takiego kredytobiorcę około 11 tysięcy godzin pracy! Z punktu widzenia dewelopera czy sprzedającego mieszkanie to dobra informacja, bo dosłownie za nic zainkasował wyższą cenę. Jednak dla całej polskiej gospodarki już niekoniecznie. Taki kredytobiorca musi bowiem przez kilka najbliższych lata mocno ograniczać wydatki na konsumpcję. Długofalowo może się to też odbić chociażby na liczbie posiadanych przez niego dzieci.

Rozpatrując potencjalne straty kupującego mieszkanie idącego za medialnymi poradami ekspertów, należy zwrócić jeszcze uwagę na dwie rzeczy. Większość mieszkań przez ostatnie lata kupowano na kredyt. W konsekwencji klient, który uwierzył, że ceny mieszkań będą szły tylko do góry, przy kredycie na 500 tysięcy w PLN, oprócz przepłacenia 150 tysięcy złotych, przez najbliższe 30 lat nadpłaci bankowi około 230 tysięcy złotych odsetek. W przypadku kredytów we frankach nadpłata będzie co prawda niższa, ale prawdopodobnie dług względem banku znacząco wzrósł ze względu na osłabienie polskiego złotego. W tym momencie już nikt nie wierzy, że frank będzie jeszcze kiedyś kosztował 2 złote. Tak czy inaczej osoba, która w ostatnim czasie kupowała mieszkanie, może czuć psychiczny dyskomfort. O ile z tym można sobie poradzić, to z większym obciążeniem domowego budżetu, trzeba będzie sobie radzić często przez trzy najbliższe dekady.

I właśnie w takim momencie zewsząd słyszymy, że jest to najlepszy moment na kupno mieszkania. Czy rzeczywiście pojawiające się w mediach analizy tym razem nie narażą kupującego na ogromne straty? Niestety wydaje się, że podobnie jak przed kilkoma miesiącami, więcej w tych opiniach „chciejstwa” i zaklinania rzeczywistości, niż realnego podejścia do rynku finansowego. Okazuje się bowiem, że tak jak kiedyś ruch zapewniał tani kredyt we frankach, tak teraz wszyscy liczą na kredyt w ramach programu „Rodzina na swoim”.

Bank Gospodarstwa Krajowego z pieniędzy budżetowych (czyli wszystkich podatników) przekazuje dopłaty do comiesięcznej raty zaciągniętego kredytu. Dopłaty przyznawane są przez 8 lat i stanowią równowartość połowy kwoty odsetek. O kredyty z państwową dopłatą mogą ubiegać się małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci. Potencjalny kredytobiorca nie może mieć innego własnego mieszkania lub domu. Powierzchnia kredytowanego mieszkania nie może też przekraczać 75 metrów kwadratowych, a domu jednorodzinnego 140 metrów kwadratowych. Kredyt można otrzymać tylko wtedy, kiedy cena metra kwadratowego nie przekracza limitu ustalonego dla poszczególnych województw.

W ostatnim czasie program zaczął się cieszyć niebywałym powodzeniem. Wynika to z dwóch przyczyn. Przede wszystkim podniesiono limity cenowe. Z drugiej strony dla coraz większej liczby deweloperów jest to jedyny sposób na sprzedaż mieszkania w obecnych warunkach rynkowych. Stąd też coraz więcej tego rodzaju ofert. Średnia cena za metr szybko wędruje w stronę maksymalnego limitu, umożliwiającego zaciągnięcie preferencyjnego kredytu. Paradoksalnie, równolegle najszybciej przy tym idą w dół ceny mieszkań największych – najmniej płynnych. Ceny mniejszych mieszkań, czyli najbardziej poszukiwanych przez klientów są zmniejszane znacznie wolniej. Jak się jednak okazuje, nie powstrzymuje to cen przed dalszymi spadkami. Wręcz przeciwnie, za jakiś czas „Rodzina na swoim” może stać się największym przekleństwem dla deweloperów. Okazuje się bowiem, że wskaźniki maksymalnych cen mieszkań określane są co kwartał przez wojewodów w oparciu o sprawozdanie GUS-u o kosztach zrealizowanych inwestycji oraz własne, dodatkowe analizy. Co to oznacza w praktyce? To, że już teraz wiadomo, że w kwietniu nastąpi korekta cen mieszkań kwalifikujących się do programu "Rodzina na swoim". Niestety do ostatniego momentu nie wiadomo, o jak wysokie obniżki w tym momencie chodzi. Nawet jeśli będzie to kilkadziesiąt złotych na metrze, to może to rodzić pewne problemy dla osób, które są w trakcie rozpatrywania wniosku kredytowego, a cena ich nowego mieszkania będzie powyżej nowego limitu.

Patrząc na rozwój sytuacji na rynku budownictwa mieszkaniowego można dojść do wniosku, że wskaźniki maksymalnych cen kwalifikujących się do rządowych dopłat będą się w najbliższym czasie z kwartału na kwartał obniżać. Im więcej zawieszonych nowych inwestycji, tym ceny podwykonawstwa, ziemi, robocizny i materiałów będą szły w dół. To wszystko dość szybko znajdzie odzwierciedlenie w spadającym wskaźniku odtworzeniowym. Łatwo się domyślać, że chcąc na zamierającym rynku kredytowym sprzedawać jakieś mieszkania, deweloperzy będą obniżać ceny dostosowując je do nowych wymagań, a nawet je przebijając w dół. Tym samym ceny nieruchomości wciąż będą szły w dół.

W obecnej sytuacji na rynku istnieje znacznie więcej argumentów za tym, że ceny nieruchomości w najbliższych miesiącach będą spadały. W całej Polsce w sprzedaży na rynku pierwotnym i wtórnym jest obecnie ponad 150 tysięcy nieruchomości. Należy zatem bardzo mocno zastanowić się nad prawdopodobieństwem stwierdzenia, że ceny mieszkań osiągnęły już swoje dno. Oszczędność kilkudziesięciu, a często i kilkuset tysięcy złotych (odsetki, koszty wykończenia) powinna dać dużo do myślenia – zwłaszcza, że te pieniądze zostają w kieszeni klienta, a nie dewelopera, pośrednika czy banku. Jak widać, wbrew powszechnej opinii, w tym momencie mieszkań do kupienia, przynajmniej w największych miastach, jest bardzo dużo. Okazuje się nagle, że mimo mitycznego ogromnego popytu, brakuje na nie chętnych. Przy obecnym poziomie cen i braku dostępności do tanich kredytów w najbliższym nie należy jednak na nie liczyć. Z bardzo prostej przyczyny. Polskim bankom brakuje środków na udzielanie nowych kredytów. Raczej trudno wyobrazić sobie, żeby w najbliższych kilkunastu miesiącach uległo to zmianie. A jeśli tak, to trudno o powtórzenie sytuacji z lat 2007-2008, kiedy na 192,6 mld zł całego zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych, banki udzieliły ponad 110 mld zł! Żeby utrzymać napompowane ceny, potrzeba rokrocznie przynajmniej podobnych kwot. A gołym okiem widać, że polskie banki nie są w stanie udzielić tylu kredytów na ten cel. Przy ograniczonej akcji kredytowej ceny będą musiały spaść. I tak jak kiedyś balon pompowali deweloperzy, tak obecnie również oni przyczynią się do spadków cen nieruchomości na całym rynku.

Kupno mieszkania jest bardzo poważną decyzją. Właśnie w takiej sytuacji gospodarczej, jaką mamy obecnie, warto pamiętać, że przez najbliższe 30 lat nasza gospodarka niejednokrotnie jeszcze wpadnie w kryzys. Nie można też wykluczyć, że któryś z kolejnych takich kryzysów będzie dotyczył bezpośrednio naszego kraju. Ostatnie miesiące udowodniły, że ceny nieruchomości mogą równie łatwo iść w dół, a kursy walut mogą się zmienić dosłownie o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego czasami warto dwa razy zastanowić się nad tak poważną decyzją, jaką jest zakup nieruchomości. Nawet jeśli coś obecnie wydaje się tanie w porównaniu z cenami sprzed kilku miesięcy, to należy to porównać z sytuacją sprzed dosłownie 3-4 lat. Wówczas postrzeganie pewnych rzeczy powinno się zmienić całkowicie. Najważniejszym argumentem jest jednak to, że wstrzymanie się z zakupem tylko o kilka miesięcy może spowodować, że zamiast 2 pokojowego mieszkania, za te same pieniądze będzie można kupić mieszkanie większe o jeden pokój, a do tego w lepszej lokalizacji. Dlatego warto w takich przypadkach kierować się nie emocjami, a rozsądkiem. Wbrew twierdzeniom sprzed kilku miesięcy, doszło do sytuacji, że można przebierać w liczbie dostępnych ofert. Przy braku kupujących, co jest efektem nawet nie braku chęci, a braku dostępu do kredytów, dalszy spadek cen jest nieunikniony. I dobrze. Można bowiem powiedzieć, że w końcu wraca normalność...

dr Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 27 marca 2009, o 08:24

Portfel kredytów hipotecznych się sypie
Eugeniusz Twaróg
Puls Biznesu,
Odsetek nieregularnych kredytów hipotecznych wzrósł w ciągu kwartału dwukrotnie. To wina franka. Najszybciej psują się kredyty zaciągane rok temu, w czasach, gdy złoty był silny.

Amerykanie mówią, że z kredytami hipotecznymi jest jak z małżeństwem – zaczynają się psuć po siedmiu latach. Wydawało się, że w Polsce będzie podobnie, bo przez ostatnie lata długi za mieszkania kupione na kreskę spłacane były wręcz wzorowo. Niestety, wiele wskazuje na to, że kryzys przyjdzie wcześniej. Pojawiają się bowiem pierwsze niepokojące sygnały, że coś zaczyna się psuć w portfelu kredytów hipotecznych. I to wcale nie tych z dłuższą metryką.

Na koniec lutego tego roku odsetek opóźnionych kredytów wynosił 0,49 proc. Cztery miesiące wcześniej odsetek kredytów nieregularnych zaciągniętych w 2008 r. był dwukrotnie mniejszy i wynosił 0,24 proc.



Dotąd kredyty we frankach były znacznie regularniej spłacane niż kredyty w narodowej walucie, co było nawet wykorzystywane jako argument za kontynuowaniem akcji kredytowej w szwajcarskiej walucie. Do czasu. Jak się okazuje, franki nie przetrwały próby czasu. Od października odsetek niespłacanych na czas kredytów w tej walucie zwiększył się czterokrotnie z 0,15 proc. do 0,44 proc.

Jak radzą sobie zadłużeni w złotych? O ile wzrośnie odsetek nieregulowanych kredytów? Jak zareagują banki? Dowiesz się z lektury „Pulsu Biznesu”.

Awatar użytkownika
Wizard
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1036
Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Wizard » 27 marca 2009, o 10:15

0.5% to wg. mnie bardzo mało. Można powiedzieć zapominalscy nie zapłacili na czas :wink:
Every dream has a price

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 27 marca 2009, o 12:54

Wizard pisze:0.5% to wg. mnie bardzo mało. Można powiedzieć zapominalscy nie zapłacili na czas :wink:
Nie sądze, nagle dwa razy wiecej ludzi zapadło na skleroze? a we frankach 3 razy wiecej? Owszem na razie to nie jest dużo ale tenedencja jest juz wyraźna.

A przy okazji przeglądam sobie Anonse i jest w Kielcach coraz wiecej ofert na rynku wtórnym po około 3000/m2 i "do negocjacji", pół roku temu takich prawie nie było..

tract
Posty: 91
Rejestracja: 27 sierpnia 2006, o 11:17

Post autor: tract » 29 marca 2009, o 20:05

Post z 25 stycznia 2009:
Wizard pisze:Na www.dom.gratka.pl regularnie przybywa w Kielcach ofert mieszkań. Obecnie już 505 ofert.
Czyżby przestało przybywać, aktualnie jest 464.
Ja osobiście interesuję się mieszkaniami w nowym budownictwie (rynek wtórny) i tych jest coraz mniej, a jeżeli już są, to cena jest bardzo wysoka i sprzedający nie bardzo chcą z niej zejść.

Jeszcze taki artykuł:
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... rosna.html

Wiem ze słyszenia (nie potwierdzone oficjalnie), że Condite 2 z 4 budynków (Panorama) nie zamierza wykańczać tylko zostawić w stanie surowym otwartym.

Awatar użytkownika
Sirek1
Ranga: Dyrektor budowy ;)
Posty: 3940
Rejestracja: 4 maja 2006, o 20:37

Post autor: Sirek1 » 29 marca 2009, o 20:38

Taki komentarz do tego artykułu z Dziennika:

Za komuny była cenzura, a teraz są artykuły sponsorowane. :D

Awatar użytkownika
Wizard
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1036
Rejestracja: 16 stycznia 2007, o 22:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: Wizard » 29 marca 2009, o 20:42

To już poruszaliśmy w wątku dotyczącym tej budowy. Dwa z czterech bloków, były mocno opóźnione... Wyszukiwarka mieszkań Condite development wskazuje 108 mieszkań i nic się w temacie nie zmienia...
Pewnie Condite Development zniknie i zostanie samo Condite. Dobrze, że są jeszcze zamówienia publiczne :wink:
Every dream has a price

Awatar użytkownika
gery_pery
Posty: 189
Rejestracja: 16 lipca 2008, o 11:26

Post autor: gery_pery » 30 marca 2009, o 07:51

Sirek1 pisze:Taki komentarz do tego artykułu z Dziennika:

Za komuny była cenzura, a teraz są artykuły sponsorowane. :D
Dokładnie, nachalne pranie mózgów.

Tu są fakty:

Wielu deweloperów nie przetrwa do końca roku

Najważniejszym wyzwaniem dla deweloperów będzie w tym roku utrzymanie płynności finansowej. Wielu deweloperów przy założeniu zerowej sprzedaży mieszkań nie przetrwa do końca roku - alarmuje na łamach pb.pl Michał Sztabler, analityk DM PKO BP


Sztabler zaznacza, że wszyscy deweloperzy prognozują spadek sprzedaży względem ubiegłego roku. "Jego zdaniem, w obecnej sytuacji wyniki deweloperów są sprawą wtórną wobec zachowania przez nich płynności. - Najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej. Brak wpływu ze sprzedanych mieszkań i konieczność spłaty zaciągniętych kredytów może zrodzić niebezpieczną sytuację dla deweloperów. Wielu z nich przy założeniu zerowej sprzedaży nie przetrwa do końca roku. To jest problem przed którym stoi branża – powiedział Sztabler.", czytamy.

"Wskazuje jednak na spółkę, która jest w niezłej sytuacji. To Dom Development. - Zachowanie kursu deweloperów będzie zależało od bezpieczeństwa finansowego spółek. Sprzedaż jest słabsza niż przed rokiem zarówno w JW Construction jak i w Dom Development, ale rynek jest bardzo trudny i nie jest to zaskoczeniem. Bezpieczeństwo finansowe w Dom Development jest zdecydowanie większe. Spółka może przetrwać z zerową sprzedażą mieszkań do końca 2010 r. – ocenia Sztabler.", czytamy dalej.

Tylko w Warszawie na kupców czeka ponad 16 tys. nowych lokali. Coraz więcej firm z branży budowlanej jest zmuszona zrezygnować z inwestycji. Eksperci przewidują, że ceny mieszkań będa dalej spadać, bo przyparci do muru deweloperzy będa chcieli pozbyć się części wybudowanych nieruchomości. Do końca roku ceny mieszkań mogą spaść o 20-30 proc.

Na podstawie: pb.pl, DI, PAP, GPWInfostrefa

/ Puls Biznesu

ODPOWIEDZ