Emigracja z Kielc > imigracja do Kielc, co dalej?

Moderatorzy: sueno, Daniel, Sirek1, Autor

baux
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1203
Rejestracja: 1 kwietnia 2008, o 19:21
Lokalizacja: gdzieś pomiędzy Centrum a Kadzielnią...

Emigracja z Kielc > imigracja do Kielc, co dalej?

Post autor: baux » 15 czerwca 2011, o 17:41

Kontynuując dysputę o wyludnianiu się Kielc pozwolę sobie założyć oddzielny wątek, bo sprawa jest dość ważna... Obecnie z wylotu na ekspresówkę w Suchedniowie do Warszawskiej na Dąbrowie jedzie się ok. kwadransa i to nie szarżując. Można się spodziewać, że kiedy ludzie to zauważą to zaczną kupować nieruchomości w Suchedniowie, Skarżysku oraz okolicach i wyprowadzać się z Kielc. Nawet dodając koszty dojazdu autem czy dojazdu komunikacją zbiorową i tak będzie się taka zmiana miejsca zamieszkania opłacała, gdy nieuchomość o podobnym standardzie tam można nabyć o 30-40% taniej. To samo będzie po wybudowaniu po obu stronach Kielc S74 i S7 do Jędrzejowa. W konsekwencji Kielce za dekadę będą liczyły formalnie ok. 190 tys mieszkańców, ale silniejszy będzie związek sąsiednich gmin ze stolicą aglomeracji, co wg mnie wpłynie znacząco na rozwój KOM. Dla przykładu, szwajcarska Genewa ma formalnie 185 tys. a aglomerację tworzy kilkukrotnie większą.

Awatar użytkownika
Autor
Site Admin
Posty: 11590
Rejestracja: 21 września 2005, o 14:05
Lokalizacja: Bilbało!
Kontakt:

Post autor: Autor » 15 czerwca 2011, o 17:47

Jeśli dla kogoś życie to relacja dom-praca-dom, to moze sie wyprowadzac, ale wydaje mi sie, ze sa ludzie, ktorzy cenia inne dobra np. kulturalno-rozrywkowe i wtedy takie dojazdy stana sie uciazliwe.

Awatar użytkownika
kamilkw
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1458
Rejestracja: 25 czerwca 2007, o 09:48
Lokalizacja: Morawica/Kielce

Post autor: kamilkw » 15 czerwca 2011, o 19:47

A ja myślę, że w życiu przychodzi czas gdy szuka się spokoju. I własnej tacy ludzie, głównie po 40, ustatkowani budują domy pod miastem. I nie powinno im się przeszkadzać w dojeździe do Kielc.
pletwa

Awatar użytkownika
andrzeej
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1785
Rejestracja: 12 maja 2009, o 12:34
Lokalizacja: KOM

Post autor: andrzeej » 15 czerwca 2011, o 20:48

Dojazd do Kielc z okolicznych gmin to nie jest żaden problem. Do kina czy teatru można spokojnie pojechać samochodem, a na imprezę związaną z piciem alkoholu można się szarpnąć na taxi (w moim przypadku 18 km - koszt ok. 50 zł w jedną stronę), ewentualnie skorzystać z usługi odprowadzania samochodu.

Reasumując - uważam, że decyzja o zmianie miejsca zamieszkania poza miasto nie musi się wiązać z utrudnieniami w dotarciu do "dóbr kulturalno-rozrywkowych".

grzebo
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1434
Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
Lokalizacja: Kielce

Post autor: grzebo » 15 czerwca 2011, o 21:40

Ja pozwolę sobie powtórzyć wcześniejsze argumenty.

Przede wszystkim proszę poniższego nie traktować jako krytyki czyichkolwiek wyborów odnośnie miejsca zamieszkania - piszę odnośnie zjawisk w skali marko, a nie indywidualnej. Z tego też względu argumenty typu "w domku fajniej się mieszka" nie bardzo są na temat.

Istotą miasta jako zjawiska społeczno-ekonomicznego jest to, że dużo ludzi żyje w jednym miejscu. Z takiej mieszanki idei, stylów życia etc. powstaje nowa jakość. Atomizacja jest zatem dla miasta szkodliwa - pola domów jednorodzinnych, z których mieszkańcy dojeżdżają codziennie do pracy i czasami do kina a z innymi mieszkańcami się jedynie wyprzedzają na dwupasmówce to nie jest miasto. Taki twór po prostu nie wytworzy nigdy żadnej własnej tożsamości, bo nie będzie ku temu przestrzeni i okazji.

Żeby nie zanudzać podam na razie dwie wady rozwoju w stylu sprawl (domki i dojeżdżanie):

1. Nieekologiczność

Mieszkanie w mieście jest wielokrotnie bardziej ekologiczne niż nawet najbardziej nowoczesny zero-emisyjny domek poza miastem. Jeśli dojazd zajmuje komuś (na razie, oczywiście) 15 minut, to mimo wszystko pokonuje on w tym czasie dużą odległość, emitując niepotrzebne zanieczyszczenia. Zmiany klimatyczne to poważne zagrożenie, ale nawet jeśli ktoś w nie "nie wierzy", to wystarczy, że przyjmie do wiadomości, że wierzy w nie UE i będzie z tego względu zaostrzać normy emisyjne, czyli przerzucać koszty zatruwania środowiska na zatruwających, chociażby przez podnoszenie akcyzy na paliwo (w Polsce na razie akcyza jest jedną z najniższych w Unii).

Mieszkańcy przedmieść nie przesiądą się, w większej niż znikoma ilość, do komunikacji miejskiej, bo ze względu na małą gęstość zaludnienia taka komunikacja jest na przedmieściach do niczego. A jak już ktoś zaczyna dojeżdżać samochodem, to w ten sposób nakręca spiralę jeżdżenia coraz więcej: skoro do pracy wziął samochód, to ten 1 km do urzędu też podjedzie samochodem; skoro wziął samochód, to podjedzie do większego marketu na przedmieściach, chociaż to samo mógłby kupić bliżej domu/pracy itd.

Mieszkańców gęstego miasta można bardzo łatwo zachęcić do komunikacji publicznej, chodzenia lub dojeżdżania rowerem, co nie tylko wpływa dobrze na tkankę miejską (chodzący i rowerzyści pozwalają na rozwój usług wzdłuż ulic, a nie tylko w galeriach handlowych; komunikacja publiczna dobrze łączy się z chodzeniem), ale także pomaga na zdrowie i uodparnia Polskę na kryzys energetyczny (tak ostatnio nagłaśniane przez polityków "bezpieczeństwo energetyczne" może też polegać na tym, że dużo osób w razie wzrostu cen ropy po prostu pójdzie do pracy na piechotę / pojedzie autobusem).

2. Wysokie koszty społeczne

Mieszkanie poza miastem izoluje,a tym samym wyklucza. Oczywiście zamożny (przynajmniej w chwili budowy) właściciel domu może sobie pozwolić na samochód i okazjonalne taksówki. Ale już jego dzieci będą uwięzione na smętnym przedmieściu bez chodników i parków (o takich cudach jak domy kultury etc. nie wspominając) i z małą liczbą kolegów. Na starość taka izolacja może spotkać każdego - wystarczą problemy ze wzrokiem, żeby nie móc prowadzić samochodu.

Co więcej, nastąpi w ten sposób segregacja społeczna. Mieszkańcy suburbiów będą wokół siebie mieli tylko osoby o podobnym statusie społeczno-ekonomicznym, co jest szkodliwe dla obu stron: z jednej strony mieszkańcy suburbiów zaczną się bać ludzi ze "złych dzielnic", z drugiej strony wyizolowani (pozostawieni w mieście) ludzie mniej zamożni nie będą mogli skorzystać z siły przebicia ludzi bogatszych, żeby załatwić remont drogi czy innej przestrzeni publicznej.

W ten sposób niszczy się tożsamość miasta i utrudnia powstanie społeczeństwa obywatelskiego. Klasyczny przykład, do czego to prowadzi (podawany chyba przez Baumana), to miasta w Brazylii. Swego czasu bardzo wzrosła tam ilość potrąceń na pasach pieszych, którzy przechodzili na zielonym świetle. Co się okazało: samochodami jeździli głównie bogaci ludzie z przedmieść. Oni się bali, że jak staną na czerwonym, to zostaną ofiarami car-jackingu, a ponieważ nie traktowali mieszkańców dzielnic w mieście jak współobywateli, tylko jak strasznych mieszkańców z obcej krainy, to mało ich obchodziło ryzyko ich potrącenia. Z kolei takie wyobcowanie sprawiało, że mieszkańcy dzielnic miejskich mieli mniejsze opory, żeby "bogacza" wywlec z samochodu na światłach. W ten sposób to miejsce, w którym mieszkali przestało być miastem.

Dla życia miasto potrzebuje różnorodności. Nic tak nie osłabia stereotypów jak codzienne spotykanie się - choćby przez chwilę na przystanku autobusowym - różnych grup społecznych. Wyprowadzenie się tych, których na to stać poza miasto to kapitulacja europejskiego stylu życia miejskiego i wprowadzanie u nas problemów rodem z USA czy trzeciego świata.

Awatar użytkownika
andrzeej
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1785
Rejestracja: 12 maja 2009, o 12:34
Lokalizacja: KOM

Post autor: andrzeej » 15 czerwca 2011, o 22:26

Wiesz, grzebo, ja jestem prosty chłopak ze wsi :lol: więc nie umiem tworzyć takich naukowych elaboratów na temat wyższości mieszkania w mieście nad domem na wsi, ale mogę co nieco napisać o własnych doświadczeniach.

Od urodzenia, przez dwadzieścia kilka lat, mieszkałem w Kielcach, na 2 różnych osiedlach. Następnie 2 lata w Warszawie. Wróciłem tylko dlatego, że pojawiła się możliwość zbudowania domu pod Kielcami. Stanąłem przed wyborem - kupno 60-70 metrów w bloku w Kielcach lub zbudowanie domu za miastem (za zbliżone pieniądze). Myślę, że każdy, kto ma taką możliwość i lubi mieszkać we własnym domu (wbrew pozorom są ludzie, którzy potrafią mieszkać tylko w bloku) - podejmie podobną decyzję jak ja. Sporo moich znajomych już to zrobiło lub ma to w planach. Szczególnie, jak się ma ok. 40 lat i dzieci, które chcą mieć swoją przestrzeń.

Jeśli chodzi o dzieci - nie zauważyłem, żeby te mieszkające poza miastem miały problemy ze utrzymywaniem znajomości z rówieśnikami.
Mieszkanie w mieście jest wielokrotnie bardziej ekologiczne niż nawet najbardziej nowoczesny zero-emisyjny domek poza miastem. Jeśli dojazd zajmuje komuś (na razie, oczywiście) 15 minut, to mimo wszystko pokonuje on w tym czasie dużą odległość, emitując niepotrzebne zanieczyszczenia.
Jeśli dobrze się orientuję, to samochody produkowane od ładnych kilkunastu lat produkują minimalne ilości szkodliwych substancji. W mieście też mnóstwo ludzi jeździ samochodami, które emitują jeszcze więcej zanieczyszczeń, stojąc w korkach, niż jadąc te 15 km.
Klasyczny przykład, do czego to prowadzi (podawany chyba przez Baumana), to miasta w Brazylii. Swego czasu bardzo wzrosła tam ilość potrąceń na pasach pieszych, którzy przechodzili na zielonym świetle. Co się okazało: samochodami jeździli głównie bogaci ludzie z przedmieść.
Uważam, że porównywanie Polski do USA czy Brazylii nie za bardzo ma sens. Te problemy, które opisujesz, nijak mają się do naszej rzeczywistości. Osobiście bardziej obawiałbym się chodzić nocą po kieleckim osiedlu, czy obecnie po wsi. Poza tym - amerykańskie przedmieścia wyglądają zupełnie inaczej niż polskie wsie zasiedlone przez ludność napływową z miasta.
Dla życia miasto potrzebuje różnorodności. Nic tak nie osłabia stereotypów jak codzienne spotykanie się - choćby przez chwilę na przystanku autobusowym - różnych grup społecznych.
Jakoś dojeżdżając kilkanaście lat komunikacją miejską do szkoły, uczelni, a następnie do pracy nie nawiązałem w komunikacji zbiorowej żadnych znajomości.
Wyprowadzenie się tych, których na to stać poza miasto to kapitulacja europejskiego stylu życia miejskiego i wprowadzanie u nas problemów rodem z USA czy trzeciego świata.
O jakich problemach piszesz?

grzebo
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1434
Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
Lokalizacja: Kielce

Post autor: grzebo » 15 czerwca 2011, o 23:07

Ja też mam doświadczenia porównawcze z własnego życia (mieszkałem przez połowę dzieciństwa na os. Świętokrzyskim, a przez połowę na Dąbrowie, plus przez rok w Stanach), ale wiem, że "anegdota" to nie jest liczba pojedyncza od dane, tj. jednostkowe obserwacje niewiele wnoszą.

Nie wątpię, że dla wielu osób mieszkanie w domu jednorodzinnym jest spełnieniem marzeń (dla mnie akurat nie), ale moim zdaniem władze miasta tak powinny zarządzać przestrzenią, żeby to marzenie było trochę droższe do spełnienia (niekoniecznie finansowo, ale chociażby czasowo poprzez stanie w korkach na wjeździe).

Wiem, że obecnie mieszkanie o pow. 60 metrów w mieście = duży dom poza miastem, ale mój argument dotyczy tego, że korzystniej będzie dla rozwoju Kielc, jeśli ludzie, którzy nie mają silnej preferencji "dom, czy mieszkanie" wybiorą mieszkanie. Jak to osiągnąć, to jest całkiem inny problem (najfajniej by było, jakby mieszkania staniały, ale na to się nie zanosi).

Jednym z prostszych takich bodźców, które można zastosować jest np. dotowanie komunikacji miejskiej. U nas radni to rozumieją na opak - ostatnio któryś powiedział, że ceny biletów można podnieść, bo przecież i tak za autobusy płacą Kielczanie, a co za różnica, czy z podatków czy z biletów. Otóż różnica jest duża. Gdyby płacili z podatków, to może trochę osób by pomyślało - skoro i tak dokładam do komunikacji miejskiej, to może zacznę z niej korzystać (zamieszkam tam, gdzie będę mógł z niej korzystać). A tak to się zwalniają pieniądze na poszerzanie dróg.

Co do dzieci: jeśli się mieszka poza miastem, to stają się one o wiele mniej samodzielne, zależne od rodziców. Jak je ktoś zawiezie na basen / spotkanie z kolegami / kółko zainteresowań, to pójdą. A jak nie - to nie (to jest efekt słabszej dostępności komunikacji miejskiej).

Co do trucia przez samochody - w korkach w centrum stoją wszyscy i ci z Barwinka i ci z Morawicy. Ale tylko ci z Morawicy jeszcze dojeżdżają paręnaście kilometrów w jedną stronę. Poza tym ludzi zagęszczonym mieście łatwiej przekonać do przesiadki do KM i jest większa szansa, że koło bloku powstanie sklep / przedszkole / pub, który w ogóle wykluczy konieczność jechania gdziekolwiek.

Polskie wsie zaczynają powoli przekształcać się w quasi-amerykańskie przedmieścia. Ten wątek zaczął się właśnie od obserwacji zjawiska, które w USA się nazywa "drive untill you qualify" i które jest kwintesencją sprawlu. Chodzi o sposób szukania nowego domu: w mieście, w którym się chce go kupić zaczyna się jechać od centrum, aż do miejsca w którym ceny są na tyle niskie, że się przy swoich zarobkach dostanie kredyt. W ten sposób oszczędza się krótkoterminowo na cenie nieruchomości, ale traci potem czas i pieniądze na dojazdy. W ten sposób np. Atlanta ma przedmieścia, które się ciągną na ponad 100 km od miasta.

Nie chodziło mi o poznawanie ludzi w autobusie w sensie towarzyskim. Chodziło mi o przebywanie w pobliżu innych ludzi i przekonywanie się że nas nie biją / nie okradają / są sympatyczni. To potem wpływa na poczucie zagrożenia przestępczością, co z kolei wpływa na wykrywalność przestępstw i racjonalność wydatków na policję. (Już całkiem skrótowo: jeśli mieszkańcy miasta się boją chodzić po ulicach, co najczęściej jest nieracjonalne, to miasto dopłaca policji i straży miejskiej za dodatkowe patrole uliczne, żeby ludzie widzieli funkcjonariuszy i się nie bali - to z kolei jest bardzo mało wydajne jeśli chodzi o wykrywalność, bo prawdziwych przestępców się łapie przez dobry kontakt ze środowiskiem lokalnym, a na patrolach to co najwyżej można dawać mandaty za picie w miejscu publicznym. Dobrym przykładem jest Warszawa, gdzie za Marcinkiewicza i Kochalskiego wprowadzono łączone patrole policji, w ciężkim uzbrojeniu, SM i żandarmerii wojskowej, a co poszło mnóstwo kasy bez żadnych efektów).

Żeby nie zanudzać, polecam w miarę wyczerpującą (choć skrótową)listę problemów, które powoduje wyprowadzanie się z miasta w Wikipedii.

Awatar użytkownika
Adasiek CK
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1141
Rejestracja: 4 stycznia 2008, o 03:03
Lokalizacja: Kielce <-> Warszawa

Post autor: Adasiek CK » 15 czerwca 2011, o 23:28

@grzebo
Mieszkanie poza miastem izoluje,a tym samym wyklucza.
O czym Ty bredzisz??? Społeczeństwo może się świetnie organizować w mieście np wspólnota mieszkańców osiedla/bloku/klatki jak i na wsi!
Oczywiście zamożny (przynajmniej w chwili budowy) właściciel domu może sobie pozwolić na samochód i okazjonalne taksówki.
Są tez autobusy miejskie, pksy, busy i rower, a i może być też stacja kolei. Wszystko zależy gdzie postawisz dom. Nie generalizuj!
Ale już jego dzieci będą uwięzione na smętnym przedmieściu bez chodników i parków [...]
, ale możesz mieć las, jezioro, rzekę wyliczać dalej?
[...](o takich cudach jak domy kultury etc. nie wspominając) i z małą liczbą kolegów. Na starość taka izolacja może spotkać każdego - wystarczą problemy ze wzrokiem, żeby nie móc prowadzić samochodu.
Znowu piszesz głupoty, byłeś kiedyś poza Kielcami? chodników nie ma? Domów kultury? Fakt, nie wszędzie są, ale takie uogólnianie jest wręcz śmieszne.

Może inna skala, ale mam porównanie bo narzeczona jest spod Warszawy i dojeżdża. Nigdy nie miała problemów niedoborem kolegów czy koleżanek, skończyła wszystkie szczeble edukacji , a teraz studiuje choć jest ze wsi.

aha i są u niej chodniki.
<klawy tekścik w tym miejscu>

Awatar użytkownika
Autor
Site Admin
Posty: 11590
Rejestracja: 21 września 2005, o 14:05
Lokalizacja: Bilbało!
Kontakt:

Post autor: Autor » 15 czerwca 2011, o 23:32

Problem, choc bardzo szeroki w sposob krotki zostal wyjasniony doskonale. Jako jednostka sie tego nie widzi, a splycanie go do rangi braku chodnikow, co widac bardzo zabolalo jest bredzeniem, bo doskonale widac roznice w dyskusji argumenty i naukowe opracowania kontra "wydaje sie" czy "moja kolezanka".

Awatar użytkownika
Adasiek CK
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1141
Rejestracja: 4 stycznia 2008, o 03:03
Lokalizacja: Kielce <-> Warszawa

Post autor: Adasiek CK » 15 czerwca 2011, o 23:42

Jeżeli postawisz dom w dobrej lokalizacji, z dobrym dojazdem to uważam, że w niczym nie będzie on odstępował mieszkaniu w samym mieście. Kwestia lokalizacji.
<klawy tekścik w tym miejscu>

Awatar użytkownika
andrzeej
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1785
Rejestracja: 12 maja 2009, o 12:34
Lokalizacja: KOM

Post autor: andrzeej » 16 czerwca 2011, o 00:00

Zaczyna się robić ciekawie :lol: Adasiek, w zasadzie napisałeś to co chciałem napisać, tylko ja niepotrzebnie siliłem się na górnolotną formę i w końcu zrezygnowałem.

grzebo
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1434
Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
Lokalizacja: Kielce

Post autor: grzebo » 16 czerwca 2011, o 00:29

Dobra, nie bijcie mnie. :)

Jak pisałem na początku, nie chodzi mi o to, że pojedyncze konkretne osoby krytykuję za wyprowadzkę pod miasto. Właśnie cały problem w tym, że to się obecnie indywidualnie opłaca, więc z punktu widzenia jednostki to często jest sensowny krok. Nie opłaca się natomiast w skali społecznej (to się nazywa "tragedy of the commons").

Oczywiście, są miejsca poza miastem, gdzie są chodniki, są miejsca poza miastem, gdzie są domy kultury, są miejsca poza miastem, gdzie sie tworzy społeczność. Ale jakoś nie bez przyczyny nawet do polskich mediów (np. przy okazji "Orlików") się przebija, że na terenach wiejskich dopiero te boiska tworzą (o ile dobrze pójdzie) tzw. "trzecie miejsce", a i to tylko dla chłopców (bo dziewczynek piłka nie interesuje). Wcześniej w wielu miejscowościach był tylko dom, ławka pod sklepem albo kościół.

Społeczności lokalne też tworzą się tylko dopóki się do danej miejscowości nie wprowadzą uciekinierzy z miast w zbyt dużej liczbie. Jak ktoś pracuje, chodzi do knajp i na zakupy w mieście, a w domu tylko śpi, to z natury rzeczy jest mniej zainteresowany integrowaniem się z sąsiadami. To też jest problem dobrze zbadany, jak chcecie to odszukam bibliografię, bo to nie moja działka.

Las, jezioro, rzeka - super, ale nie chodzi o przyrodę (bo do niej rzeczywiście dostęp poza miastem jest lepszy, chociaż Kielce akurat mają niesamowite warunki naturalne i w mieście), tylko o to wyżej wymieniane "trzecie miejsce" - przestrzeń, która nie jest prywatna i która nie jest pracą, gdzie można pójść pobyć z innymi. Jeśli na danym terenie nie ma dość takich "trzecich miejsc" i nie buduje się społeczność, tylko każdy żyje "sam sobie", to nie dość, że obniża się jakość życia (człowiek w końcu jest zwierzęciem społecznym), ale jeszcze obniża się solidarność międzyludzka (a jest ona przecież ważnym elementem kapitału społecznego, którego brak jest kolejną barierą rozwoju Polski).

Awatar użytkownika
kamilkw
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1458
Rejestracja: 25 czerwca 2007, o 09:48
Lokalizacja: Morawica/Kielce

Post autor: kamilkw » 16 czerwca 2011, o 09:36

To ja opowiem własną historię :) Jak wielu wychowałem się w blokowisku na 40 m2. Z perspektywy czasu wiem, że mieszkanie w takich warunkach jest nieludzkie. I owszem na tym starym osiedlu gdzie się wszyscy znali atmosfera była fajna. Ale w pewnym momencie przyszedł czas, że rodziców stać było na poprawienie warunków życia więc kupiliśmy mieszkanie w jednym z nowych bloków. Ogrodzony, z domofonem itd. I szczerze? Nie wiem czy poznałem chociaż z widzenia 30 % mieszkańców. o 7 wszyscy do pracy powrót po 18 i tyle z życia społecznego. Od 2 lat mieszkam na tzw przedmieściach. I uważam, że jakość mojego życia znacząco się poprawiła. W zasięgu 2 km mam kilka dużych sklepów, basen, korty tenisowe, kilka pubów, kawiarni itd. Czuję się kielczaninem i chciałem zostać w Kielcach. Jednak dostępność terenów była zbyt mała, a ceny z kosmosu. Kielce kilka kilometrów od centrum przypominają Warszawskie przedmieścia. Kto tam był wie o czym mówię. Piękne wille położone przy polnych drogach a na ulicy szambowóz :) Kwestia najważniejsza jest taka, że nie tylko m,y mamy problemy cywilizacyjne dotyczące zbytniego uzależnienia od samochodów, rozrastania się przedmieść itp. Ma to cała Europa wschodnia. Kielce podczas komuny urosły ponad 3-krotnie. Więc miasto tworzą w większości ludzie pochodzący ze wsi. I nie ma się co dziwić, że na starość chcą wrócić do miejsca swojego pochodzenia. Dodatkowo uważam, że nasze miasta są nieprzyjazne do życia. Większość miast w Polsce nie powstała w sposób naturalny. I można mówić dużo o tym, że przedmieścia są złe z punktu widzenia ogółu. Bo przeciętnego Kowalskiego mało to obchodzi.
pletwa

agaga
Posty: 182
Rejestracja: 10 listopada 2010, o 19:07
Lokalizacja: Civitas Kielcensis

Post autor: agaga » 16 czerwca 2011, o 12:36

Jako osoba, która całe życie mieszka w mieszkaniu, a przez jego ogromną większość w Warszawie, skąd przeprowadziłam się do Kielc, nie mam marzenia o zamieszkaniu w domu. Tym bardziej na wsi.
Chociaż gro znajomych dziwiło się mojej przeprowadzce i już uznali, że na wieś wyjeżdżam. :wink:
Jako osoba całe życie mieszkająca w mieszkaniu jestem leniwa, lubię rano wstać, umyć się, ubrać i wyjść do pracy. Nie być zmuszoną do odśnieżania i grabienia trawnika. WIem, że niektórzy czerpią z tego przyjemność, ja się do tej grupy nie zaliczam. Nie jestem obiektywna.
andrzeej pisze:
Mieszkanie w mieście jest wielokrotnie bardziej ekologiczne niż nawet najbardziej nowoczesny zero-emisyjny domek poza miastem. Jeśli dojazd zajmuje komuś (na razie, oczywiście) 15 minut, to mimo wszystko pokonuje on w tym czasie dużą odległość, emitując niepotrzebne zanieczyszczenia.
Jeśli dobrze się orientuję, to samochody produkowane od ładnych kilkunastu lat produkują minimalne ilości szkodliwych substancji. W mieście też mnóstwo ludzi jeździ samochodami, które emitują jeszcze więcej zanieczyszczeń, stojąc w korkach, niż jadąc te 15 km.
Mieszkanie w mieście stwarza przede wszystkim możliwość chodzenia do pracy pieszo. Im mniejsza odległość pomiędzy miejscem zamieszkania a miejscem pracy, tym większe prawdopodobieństwo, że delikwent się pofatyguje żeby wsiaść na rower i do pracy dojechać (to mając na uwadze obecną sytuację w mieście).
Im dalej do pracy, tym trudniej się zmobilizować i rowerem dojechać. O chodzeniu pieszo nie ma co mówić.
Mieszkaniec "pozamiasta" musi dzieci zawieźć do szkoły, do przedszkola. Musi je zawieźć na zajęcia pozalekcyjne czy do koleżanki. Później odebrać.
To samo mieszkaniec miasta może zrobić w sposoby opisane w pierwszym moim akapicie tuż pod cytatem.

Jakby nie liczyć mieszkanie podmiejski tych zanieczyszczeń emituje więcej.

Gdyby jeszcze doliczyć emisję wytwarzaną przez obsługę mieszkańca wsi... szambowóz, śmieciarka, etc. Więcej muszą jeździć żeby obskoczyć taką samą liczbę mieszkańców co w mieście.

grzebo pisze: Wiem, że obecnie mieszkanie o pow. 60 metrów w mieście = duży dom poza miastem, ale mój argument dotyczy tego, że korzystniej będzie dla rozwoju Kielc, jeśli ludzie, którzy nie mają silnej preferencji "dom, czy mieszkanie" wybiorą mieszkanie. Jak to osiągnąć, to jest całkiem inny problem (najfajniej by było, jakby mieszkania staniały, ale na to się nie zanosi).

Co do dzieci: jeśli się mieszka poza miastem, to stają się one o wiele mniej samodzielne, zależne od rodziców. Jak je ktoś zawiezie na basen / spotkanie z kolegami / kółko zainteresowań, to pójdą. A jak nie - to nie (to jest efekt słabszej dostępności komunikacji miejskiej).
Żarty sobie robisz. :roll:
Wskaż mi proszę możliwość zakupu działki i wybudowania na niej domu, to wszystko razem za 300 tysięcy. Złotych polskich.

Co do dzieci zgadzam się. Widzę po znajomych. Dzieci z miasta chodzące do szkoły w tym mieście mają lepszy kontakt z rówieśnikami, bo się z nimi poza szkołą też spotykają. A dzieci podmiejskie chodzące do tych samych szkół tak dobrego kontaktu nie mają, bo są skazane na dowożenie przez rodziców.

Awatar użytkownika
kamilkw
Ranga: Inspektor nadzoru ;)
Posty: 1458
Rejestracja: 25 czerwca 2007, o 09:48
Lokalizacja: Morawica/Kielce

Post autor: kamilkw » 16 czerwca 2011, o 13:09

Dom 170 metrów w stanie surowym to koszt koło 300 tys. a gdy zbudujemy sobie sami powiedzmy 120 metrowy spokojnie zmieścimy się w tej kwocie. Jeśli mówimy o emisji zanieczyszczeń, szambowozów u mnie nie ma (cała gmina skanalizowana w przeciwieństwie do Kielc) a śmieciarki odbierają śmieci raz na 2 tygodnie nie codziennie jak w Kielcach :) A mieszkaniec miasta dziecko zawiezie w te miejsca na barana? Chyba, że ktoś mieszka w śródmieściu to już inna bajka. I nie rozumiem podawania za podstawowy argument, mówiący o tym, że do pracy można dojechać na rowerze albo dojść pieszo. I tak zdecydowana większość tego nie robi.
pletwa

ODPOWIEDZ