Prywatne uczelnie walczą o przetrwanie
Angelina Kosiek

2008-09-19, ostatnia aktualizacja 2008-09-22 12:22
Uczelnie niepubliczne znalazły się nad przepaścią. Muszą walczyć o przetrwanie.
Wyższa Szkoła Humanistyczno-Przyrodnicza w Sandomierzu od października uruchomi tylko trzy kierunki studiów: administrację, pedagogikę specjalną i pielęgniarstwo. Na historię, kulturoznawstwo, filologię polską, zarządzanie i marketing, biologię oraz matematykę z informatyką nie ma chętnych. - Utrzymamy się na rynku. Oferujemy jeszcze studia podyplomowe, niestacjonarne - wylicza dr Wiesław Warzecha, prorektor uczelni.
Jeszcze trudniej jest w Kielcach. Konkurencja jest tu bardzo duża, bo mamy aż dziesięć uczelni niepublicznych. To tyle, ile jest liceów ogólnokształcących.
Świętokrzyska Szkoła Wyższa nie uruchomi pedagogiki i pracy socjalnej. Znalazła chętnych na fizjoterapię oraz pedagogikę resocjalizacyjną. - Mamy dobrą kadrę, świetne warunki, ale przegrywamy z uczelniami publicznymi, bo u nas trzeba płacić czesne - mówi dr Józef Krasuski, rektor ŚSW.
Dodaje, że jeśli liczba studentów w kolejnych latach będzie się jeszcze zmniejszać, prawdopodobnie uczelnia zostanie zamknięta.
Wyższa Szkoła Handlowa, jedna z największych uczelni w Kielcach, w tym roku ma o 15 proc. mniej kandydatów. - Na razie trudno mówić, z jakiego kierunku rezygnujemy, ale prawdopodobnie będzie to wzornictwo - mówi dr Tomasz Konopka, doradca kanclerza WSH. Nie ukrywa, że sporą konkurencję stanowią uczelnie publiczne. - Zwiększają nabór, przyjmując osoby ze słabymi wynikami matury. Oferują bezpłatną naukę i pod tym względem mają nad nami przewagę. Ale nie wróży to dobrze poziomowi państwowych uczelni - ocenia dr Konopka.
Kłopoty uczelni niepublicznych to problem z pracą dla wykładowców. Ci z Sandomierza już szukają pracy. - Kadra jest uzależniona od naboru. Niewielkiej części naukowców oferujemy umowę o pracę, reszta ma umowę-zlecenie albo umowę o dzieło. Jeśli nie ma studentów, zawieszamy współpracę - informuje prorektor Warzecha.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które monitoruje trendy na uczelniach, nie ma wątpliwości, że coraz mniej osób jest zainteresowanych studiami. - Przyczyna jest prosta - niż demograficzny - tłumaczy Bartosz Loba, rzecznik ministerstwa.
Podkreśla, że w ciągu najbliższych lat uczelnie będą musiały jakoś dostosować się do wymagań rynkowych albo zostaną zamknięte. - Czekają je przekształcenia, łączenie kilku uczelni z jednego miasta albo wybieranie najatrakcyjniejszych kierunków. Jakość kształcenia zweryfikują studenci i pracodawcy, przetrwają tylko najlepsi - podkreśla Loba.
Ministerstwo chce pomóc uczelniom. Na pomoc naukowcom w przyszłym roku planuje wydać o miliard złotych więcej niż dotychczas. - To szansa dla pracowników dydaktycznych z uczelni niepublicznych. Mogą się starać o środki na badania, podnosić swoje kwalifikacje. Później uczelnie będą starały się ich zatrzymać u siebie - mówi Loba.
Źródło:
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... wanie.html