Promocja Kielc i regionu - realizacja
Moderatorzy: Autor, sueno, Daniel, Sirek1
Obawiam się, że te pieniądze zostaną wywalone w błoto. Jeśli kampania ma być skierowana do (potencjalnych) inwestorów, to po co promować się na billboardach w Polsce? Chciałbym zobaczyć jakieś dane, na podstawie których wybrano ten akurat takie medium (skądinąd dziwne że przy tak wąsko określonej grupie docelowej wybiera się billboardy, które zwykle są wsparciem dla innych kanałów).
Projekt wg mnie jest słaby (związek "stadion - join and win - Kielce - place made for success" jest bardzo mocno naciągany).
Projekt wg mnie jest słaby (związek "stadion - join and win - Kielce - place made for success" jest bardzo mocno naciągany).
crex
>>The UNIX Guru`s view of Sex:
>>unzip; strip; touch; finger; mount; fsck; more; yes; umount; sleep
>>The UNIX Guru`s view of Sex:
>>unzip; strip; touch; finger; mount; fsck; more; yes; umount; sleep
Bezposrednio do inwestorow to raczej celuje sie w prase biznesowa (Forbes, MM etc., kongresy, targi), ale forme billboardow juz wybieraly inne miasta i nie wiem na ile przyciagnelo to inwestorow, ale kampanie byly dostrzegane i opisywane przez tego typu prase. Aaa i jeszcze jedno! Nie okreslalbym, ze celem jest przyciagniecie inwestycji, lecz promocja portalu, ktorego dzialalnosc ma zachecac do inwestowania. To bardzo wazna roznica, jesli juz oceniamy kampanie. Jezyk, akurat w przypadku tych reklamy, jest moim zdaniem odpowiedni.crex pisze:Jeśli kampania ma być skierowana do (potencjalnych) inwestorów, to po co promować się na billboardach w Polsce?
Mogę się zgodzić, że język jest odpowiedni, ale pod warunkiem odpowiedniej lokalizacji wybranych billboardów (np. przy lotniskach, ew. na terenie lub w pobliżu dużych międzynarodowych imprez targowych) lub doboru małych nośników na lotniskach. Ale jeśli te 100 plakatów ma być przypadkowo rozmieszczone w dużych miastach, to będzie strata pieniędzy. To po pierwsze. Po drugie, promocję portalu można znacznie efektywniej zaplanować w sieci niż na billboardach. Nie sądzę, żeby ktoś w UM pokusił się o dokładne określenie grupy docelowej i najbardziej efektywnego (a nie efektownego) sposobu dotarcia do niej. Jeśli się mylę, to niech mnie ktoś poprawi.autor pisze:Aaa i jeszcze jedno! Nie okreslalbym, ze celem jest przyciagniecie inwestycji, lecz promocja portalu, ktorego dzialalnosc ma zachecac do inwestowania. To bardzo wazna roznica, jesli juz oceniamy kampanie. Jezyk, akurat w przypadku tych reklamy, jest moim zdaniem odpowiedni.
Co do oceny kampanii, to mam nadzieję, że ratusz przedstawi jej wyniki.
crex
>>The UNIX Guru`s view of Sex:
>>unzip; strip; touch; finger; mount; fsck; more; yes; umount; sleep
>>The UNIX Guru`s view of Sex:
>>unzip; strip; touch; finger; mount; fsck; more; yes; umount; sleep
Nikt z ratusza sie tym nie zajmowal, bo jest to zwiazane z dzialalnosci KOM, wiec duzo szerszego grona. Billboardy maja wisiec tylko w centrach miast. Jesli chodzi o jezyk to ma trafiac raczej nie do mieszkancow tych miast, ale do sfery biznesowel, wlascicieli, prezesow, menedzerow itp., a w tych miastach wielu z nich reprezentuje kapital miedzynarodowy czy tez nawet pochodzi zza granicy, wezmy tez pod uwage, ze zdecydowana wiekszosc ludzi biznesu zna jezyk angielski, wiec docierasz (wbrew pozorom) do szerszego grona odbiorcow. Najlepsza metoda na promocje www jest rzeczywiscie Internet, ale zero jedynkowo kampani billboardowej bym nie traktowal.
Kontrowersyjna reklama Kielc
"Don't give up you're in Kielce" - tak reklamuje się nasze miasto. Według znających język angielski slogan jest kontrowersyjny i brzmi raczej negatywnie. Prezydent Kielc uważa, że jest on jak najbardziej pozytywny.
Wielka reklama miasta ze zdjęciem pałacu biskupów i sloganem w języku angielskim "Don't give up you're in Kielce" zawisła na remontowanym budynku przy ul. Sienkiewicza 25 przylegającym do DT "Katarzyna" kilka tygodni temu. I jak się okazuje wzbudza kontrowersje.
W tej sprawie napisała do nas Czytelniczka: „Być może państwo będą w stanie wyjaśnić ideę tej «reklamy ». Bo choć pomysł wywieszenia takiej reklamy i nawet hasło «you are in Kielce » są fajne. To jednak już zwrot «Don't give up » zdecydowanie nie zachęca do zwiedzania miasta i pozostawia na mnie bardzo nieprzyjemne wrażenie” - pisze nasza Czytelniczka.
Tłumaczy, że dobrze zna angielski, bo jest filologiem angielskim. „Hasło to znaczy dosłownie: «Nie poddawaj się...jesteś w Kielcach » - co, oczywiście, jest w stanie rozszyfrować przecięty uczeń, ale w języku angielskim używane jest w zupełnie innym kontekście” - wyjaśnia.
Pomysłodawcą wywieszenia baneru jest prezydent Kielc Wojciech Lubawski. Dla niego hasło ma jednoznaczny wydźwięk. - To jak najbardziej pozytywne przesłanie. Baner skierowany jest zarówno do mieszkańców Kielc, jak i do tych, którzy miasto odwiedzają. Zachęca do tego, żeby się nie poddawać - tłumaczy Lubawski.
Zwraca uwagę, że baner to nie tylko hasło, ale też obrazek. - Dziecko, które podnosi się, jest symboliczne. Kielce pomagają, żeby się podnieść. Taki mają charakter, sprzyjającą atmosferę. I właśnie w taki sposób powinniśmy się sprzedawać. Jako miasto przyjazne i skłaniające do mobilizacji - twierdzi prezydent.
Dodaje, że miasto zdecydowało się na hasło w języku angielskim, bo pretendujemy do tego, żeby być miastem europejskim. - Teraz prawie każdy zna angielski - dzieci i młodzież. A starsi też coraz częściej się uczą. Jeśli chcemy być miastem europejskim, to nie powinniśmy się bać haseł w języku angielskim - mówi Lubawski
Dla "Gazety"
Gareth McKinney, założyciel szkoły językowej Emerald Gareth's School, Irlandczyk od 1993 mieszka w Kielcach
Zauważyłem tę reklamę i po pierwsze chcę powiedzieć, że to świetny pomysł, żeby w ten sposób reklamować miasto. Dobrze też, że ktoś pomyślał, żeby miasto miało slogan w języku angielskim. Ale sama treść sloganu jest myląca, nieco kontrowersyjna i dla osoby anglojęzycznej ma raczej negatywny niż pozytywny wydźwięk. Zwrotu "don't give up" w języku potocznym używa się najczęściej w sytuacjach, gdy chcemy kogoś pocieszyć, kiedy sprawy idą źle, a nawet beznadziejnie. Czyli, jaki przekaz niesie ten slogan? Że w Kielcach jest wprawdzie beznadziejnie, kiepsko, źle, okropnie, ale nie poddawaj się, może coś się zmieni na lepsze Nie jest to zbyt optymistyczne. A tak nawiasem mówiąc, to nie odpowiada temu, co widzę. Właśnie odwiedził mnie brat, który był w Kielcach ostatnio jakieś 10 lat temu. W Irlandii zajmuje się pozyskiwaniem funduszy unijnych. Powiedział, że zmiany są ogromne, że szybko stajemy się normalnym europejskim miastem. Wracając do sloganów, to przecież nie wszystkie są trafne. Wielu moich uczniów mówi, że już nigdy nie pójdzie do sklepu, który ma slogan "nie dla idiotów", bo to ich obraża. A Kielcom proponuję po prostu przetłumaczyć doskonały slogan, który już jest po polsku - "Kielce nasza duma" - "Kielce our pride". To brzmi krótko, dobrze, nie jest dwuznaczne, kojarzy się zarówno ze sportem, jak i z sukcesem całego miasta.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
"Don't give up you're in Kielce" - tak reklamuje się nasze miasto. Według znających język angielski slogan jest kontrowersyjny i brzmi raczej negatywnie. Prezydent Kielc uważa, że jest on jak najbardziej pozytywny.
Wielka reklama miasta ze zdjęciem pałacu biskupów i sloganem w języku angielskim "Don't give up you're in Kielce" zawisła na remontowanym budynku przy ul. Sienkiewicza 25 przylegającym do DT "Katarzyna" kilka tygodni temu. I jak się okazuje wzbudza kontrowersje.
W tej sprawie napisała do nas Czytelniczka: „Być może państwo będą w stanie wyjaśnić ideę tej «reklamy ». Bo choć pomysł wywieszenia takiej reklamy i nawet hasło «you are in Kielce » są fajne. To jednak już zwrot «Don't give up » zdecydowanie nie zachęca do zwiedzania miasta i pozostawia na mnie bardzo nieprzyjemne wrażenie” - pisze nasza Czytelniczka.
Tłumaczy, że dobrze zna angielski, bo jest filologiem angielskim. „Hasło to znaczy dosłownie: «Nie poddawaj się...jesteś w Kielcach » - co, oczywiście, jest w stanie rozszyfrować przecięty uczeń, ale w języku angielskim używane jest w zupełnie innym kontekście” - wyjaśnia.
Pomysłodawcą wywieszenia baneru jest prezydent Kielc Wojciech Lubawski. Dla niego hasło ma jednoznaczny wydźwięk. - To jak najbardziej pozytywne przesłanie. Baner skierowany jest zarówno do mieszkańców Kielc, jak i do tych, którzy miasto odwiedzają. Zachęca do tego, żeby się nie poddawać - tłumaczy Lubawski.
Zwraca uwagę, że baner to nie tylko hasło, ale też obrazek. - Dziecko, które podnosi się, jest symboliczne. Kielce pomagają, żeby się podnieść. Taki mają charakter, sprzyjającą atmosferę. I właśnie w taki sposób powinniśmy się sprzedawać. Jako miasto przyjazne i skłaniające do mobilizacji - twierdzi prezydent.
Dodaje, że miasto zdecydowało się na hasło w języku angielskim, bo pretendujemy do tego, żeby być miastem europejskim. - Teraz prawie każdy zna angielski - dzieci i młodzież. A starsi też coraz częściej się uczą. Jeśli chcemy być miastem europejskim, to nie powinniśmy się bać haseł w języku angielskim - mówi Lubawski
Dla "Gazety"
Gareth McKinney, założyciel szkoły językowej Emerald Gareth's School, Irlandczyk od 1993 mieszka w Kielcach
Zauważyłem tę reklamę i po pierwsze chcę powiedzieć, że to świetny pomysł, żeby w ten sposób reklamować miasto. Dobrze też, że ktoś pomyślał, żeby miasto miało slogan w języku angielskim. Ale sama treść sloganu jest myląca, nieco kontrowersyjna i dla osoby anglojęzycznej ma raczej negatywny niż pozytywny wydźwięk. Zwrotu "don't give up" w języku potocznym używa się najczęściej w sytuacjach, gdy chcemy kogoś pocieszyć, kiedy sprawy idą źle, a nawet beznadziejnie. Czyli, jaki przekaz niesie ten slogan? Że w Kielcach jest wprawdzie beznadziejnie, kiepsko, źle, okropnie, ale nie poddawaj się, może coś się zmieni na lepsze Nie jest to zbyt optymistyczne. A tak nawiasem mówiąc, to nie odpowiada temu, co widzę. Właśnie odwiedził mnie brat, który był w Kielcach ostatnio jakieś 10 lat temu. W Irlandii zajmuje się pozyskiwaniem funduszy unijnych. Powiedział, że zmiany są ogromne, że szybko stajemy się normalnym europejskim miastem. Wracając do sloganów, to przecież nie wszystkie są trafne. Wielu moich uczniów mówi, że już nigdy nie pójdzie do sklepu, który ma slogan "nie dla idiotów", bo to ich obraża. A Kielcom proponuję po prostu przetłumaczyć doskonały slogan, który już jest po polsku - "Kielce nasza duma" - "Kielce our pride". To brzmi krótko, dobrze, nie jest dwuznaczne, kojarzy się zarówno ze sportem, jak i z sukcesem całego miasta.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
No kurcze... ale w Faktach o nas mowili, niby wszystko fajnie, ze Kielce to juz nie takie miasto jak wyobrazal je sobie Witkacy, ale wiecej czasu poswiecono recytacji jego tworczosci niz meritum sprawy.
W kazdym razie nie moge nie przyznac racji tym, ktorzy twierdza, ze haslo jest zle dobrane, a Wojciech dalej uparcie pewnie przy swoim...
W kazdym razie nie moge nie przyznac racji tym, ktorzy twierdza, ze haslo jest zle dobrane, a Wojciech dalej uparcie pewnie przy swoim...
Na gazeta.pl artykuł w chwili obecnej jest na 4 miejscu pod względem popularności, przed chwilą materiał na ten temat wyemitowały Fakty, z tego samego naśmiewano się dziś w stacjach radiowych.
Jak widać baner promuje nasze miasto bardziej niż się władza spodziewała, szkoda tylko, że zamiast promować pozytywnie to utrwala negatywne stereotypy o Kielcach.
Wstyd.
Jak widać baner promuje nasze miasto bardziej niż się władza spodziewała, szkoda tylko, że zamiast promować pozytywnie to utrwala negatywne stereotypy o Kielcach.
Wstyd.
