Cała prawda o Chińczykach
10 sierpnia 2007, Jarosław Skrzydło
Czy Kielce staną się chińskim miastem? Co faktycznie oznacza zawiązanie przez miasto spółki z potężną firmą budowlaną?
Wielkie osiedle, w zasadzie spora dzielnica na kieleckim Czarnowie, w której zamieszka kilka tysięcy Chińczyków. Ogromne place budowy, gdzierobotnicy mówić będą w obcym orientalnym języku… Czy tak rzeczywiście będzie wkrótce w Kielcach?
W ubiegłym tygodniu prezydent Kielc, Wojciech Lubawski podpisał w Pekinie umowę, która zobowiązuje to utworzenia spółki z gigantycznym budowlanym przedsiębiorstwem China International Industry Comerce. Cel przedsięwzięcia jest prosty. Spółka ma budować i zarabiać dla Chińczyków, i dla Kielc. Oni mają technologie i tysiące rąk do pracy, my musimy wykorzystać unijne pieniądze i zrealizować wiele inwestycji, głównie drogowych.
Po podpisaniu umowy z Azjatami naturalne wydawało się to, że Kielce staną się chińskim centrum w Polsce, że w stolicy świętokrzyskiego powstanie Chinatown, dzielnica w której zamieszkają robotnicy z Dalekiego Wschodu. Że będą oni mieli swoje sklepy, restauracje, że tanio wybudują nam drogi i lotnisko w Obicach, że inwestorzy z całej Polski będą się bić o "naszych Chińczyków”, by zbudowali dla nich szybko, solidnie i tanio.
Czy ta wizja rzeczywiście się ziści, czy też nasze wyobrażenia o kielecko-chińskiej kooperacji są błędne? Prezydent Kielc, Wojciech Lubawski odsłania kulisy współpracy z chińskim gigantem…
Prezydent Kielc Wojciech Lubawski pokazuje umowę z chińską firmą budowlaną. Sporządzona jest w orientalnym języku. (D. Łukasik)
Jarosław Skrzydło: * Dlaczego Kielce podpisały umowę o zawiązaniu spółki z chińską firmą China International Industry Comerce?
Wojciech Lubawski: - Jeśli chcemy wydać pieniądze unijne, to potrzebujemy potęgi wykonawczej przy realizacji inwestycji, a taką właśnie potęgą jest chińska firma. Jeśli nie będziemy z nimi kooperować unijnych pieniędzy nie będziemy w stanie wykorzystać. Polska jest w Chinach nieznana, o naszym kraju mówią Boland, bardziej znane są Czechy. Chińczycy będą jednak w Polsce, rozmawiali już z szefami innych miast na przykład Gdyni, Warszawy, Łodzi.
* Jak obecność Chińczyków w praktyce wyglądać będzie w Kielcach, czy powstanie coś na kształt chińskiej dzielnicy. Podobno ma tu przejechać kilka tysięcy Azjatów?
- Nie. Chodzi o powołanie spółki, by robić wspólny interes. W czasach globalizacji mogliśmy wybrać innego partnera na przykład Arabów, Hindusów czy Turków. Jednak Chińczycy ze względu na swój charakter są partnerem interesującym. Mogą wiele w Kielcach zrobić, mamy szansę, by odbudować wizerunek miasta jako stolicy polskiego budownictwa. Chińczycy będą płacić w Kielcach podatki, będą też dywidendy.
* Ma być to spółka o profilu budowlanym, jeśli tak to Chińczycy, aby realizować inwestycje, muszą tu fizycznie przybyć i zamieszkać.
- To my Polacy mamy budować z pomocą Chińczyków. Udziały w spółce będą pół na pół. Chińczycy oczywiście do Kielc przyjadą, ale to będzie jedynie dyrekcja, zarząd, może projektanci.
* Czyli nie będzie tak, że przyjedzie cztery tysiące chińskich robotników i wybuduje się dla nich osiedle, a w zasadzie odrębną dzielnicę?
- Nie będzie w Kielcach Chinatown. Kierownictwo chińskiej firmy będzie pewnie liczyć kilkanaście może kilkadziesiąt osób, zaś robotnicy będą mieszkać tam, gdzie będą pracować. Jeśli będą budować w Bydgoszczy, to przecież nie będą mieszkać w Kielcach. Chińska firma będzie wykonywać inwestycje na terenie całej Polski i może w krajach ościennych. Kielce będą zaś walczyć o to, by Chińczycy budowali także u nas. Mamy do zrealizowania kilka ważnych projektów drogowych oraz lotnisko. Chodzi o to, by te inwestycje wykonać za cenę nie astronomiczną.
* Kiedy pierwsi przedstawiciele chińskiej firmy pojawią się w Kielcach?
- Do końca września mamy podpisać umowę o zawiązaniu spółki. Wiele rzeczy jest do uzgodnienia. Może być tak, że to Polacy będą zatrudnieni na budowach, a Chińczycy wejdą w spółkę tylko kapitałowo… Mają oni znakomite technologie i świetną organizację pracy. Przez ostatnie 20 lat popełnialiśmy błąd, bo ocenialiśmy ich poprzez pryzmat tanich koszulek kupowanych w Tuszynie. Kolejnym mitem jest to, że Chińczycy stanowią tanią siłę roboczą. Trzeba im zapłacić za pracę tyle samo co Polakowi.
* To dlaczego są konkurencyjni?
- Bo pracują trzy razy wydajniej.
* Jakie konkretnie inwestycje spółka z udziałem Chińczyków mogłaby zrealizować w Kielcach?
- Technologicznie przygotowani są do wszystkiego. Budują obecnie 17 z 31 obiektów sportowych na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Nie ukrywamy, że chcemy, aby powstało osiedle mieszkaniowe na terenie, gdzie teraz jest Zieleń Miejska. Właśnie ten grunt przekazujemy aportem jako nasz wkład w spółkę.
* Dla kogo byłoby to osiedle?
- Trochę dla potrzeb miasta, dla kielczan, trochę dla celów komercyjnych. Myślimy o wybudowaniu tysiąca mieszkań. Dzięki temu może uda się ograniczyć wysokie ceny nieruchomości.
* Nie będzie zatem tak, że osiedle wybudują Chińczycy i w nim zamieszkają?
- Nie. Cały czas mówimy o spółce, która jest powołana po to, by zarabiać pieniądze. Gdy Chińczyk będzie chciał zamieszkać w Kielcach, to będzie sobie musiał - jak każdy inny - kupić albo wynająć mieszkanie.
* Jeśli miasto tworzy spółkę z wielką firmą budowlaną to zakłada, że ta firma będzie wykonywać wiele inwestycji, które dla miasta z finansowego punktu widzenia będą korzystne. Są jednak przetargi, czy zatem można zakładać, że Chińczycy "chwycą” wykonawstwo wszystkich inwestycji?
- Będą normalne przetargi i jeśli firma je wygra to wygra, jak nie, to nie. Jest pytanie o korzyści, jakie będzie miało miasto z zawiązania spółki pomijając kwestię wpływających do kasy podatków? Otóż będziemy mieli wpływ na to, że ta kielecko-chińska firma stanie do przetargu na konkretną inwestycję. W całej Polsce i okolicznych państwach ruszą wkrótce wielkie projekty drogowe i firm wykonawczych zabraknie. Nie przewiduję, że w przetargu na przebicie ulicy Żelaznej do Zagnańskiej stanie nagle 20 firm, które będą zażarcie walczyć o kontrakt. Może być tak, że nie zgłosi się nikt. To powoduje zagrożenie, że nie spożytkujemy unijnych pieniędzy.
Jednakże Kielce jako udziałowiec spółki będą miały wpływ na to, żeby firma CIIC Kielce stanęła do przetargu na budowę miejskich dróg. Jeśli będzie to jedyny oferent, to wygra, jeśli będzie ich kilku, to wygra ten, kto będzie najtańszy. Nie chodzi o to, że w Kielcach ma być Chinatown, chodzi o pieniądze. Jeśli Chińczykom uda się pozyskać kontrakt na miliard euro na przykład przy budowie dróg gdzieś w Polsce, czy Czechach, to zyskają na tym Kielce. Powiedzmy, że nasza firma zarobi na kontrakcie jedną dziesiątą, czyli 100 milionów euro, wówczas Kielce jako udziałowiec zyskają 50 milionów.
* Firma CIIC jest budowlanym konsorcjum, czy planuje ona, bądź któryś z jej odłamów, konkretną inwestycję w Kielcach, na przykład budowę fabryki, w której zatrudniono by powiedzmy 300 osób?
- Nasza wizyta w Chinach nie polegała tylko na podpisaniu umowy. Spotkaliśmy się z przedstawicielami kilku firm. Jedną z nich była China Development Bank, który jest zainteresowany inwestowaniem w Polsce, choć o naszym kraju wie mniej więcej tyle, co przeciętny Polak o Peru. Następna firma to China Minmetals Corporation, która specjalizuje się w budowlach podziemnych, między innymi tuneli. Ta firma chce założyć w Polsce przedstawicielstwo, namawiałem, by nie była to Warszawa tylko Kielce.
* Wybudują w Kielcach tunel?
- Być może, jeśli będzie się im to opłacać. Kolejna firma to ZOOMLION, która produkuje maszyny budowlane. Zostało uzgodnione, że w Kielcach będzie montownia tych maszyn.
* W Chinach przyjęto kielecką delegację z honorami, byli ministrowie, biznesmeni. Jakie były kulisy tych spotkań?
- Chińczycy to bardzo mili ludzie, przyjmowano nas ciepło, wszędzie były czerwone dywany, czerwone róże, nawet założyłem czerwony krawat, żeby się specjalnie nie odróżniać. Obowiązkowo musieliśmy pojechać na plac Tiananmen, bo to oddanie hołdu historii Chin i Mao Tse Tungowi. Nie chcieliśmy tam specjalnie iść, ale byłby to nietakt. Chiny to kraj na wskroś kapitalistyczny z socjalistycznymi hasłami. Mieszkaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu, który jest własnością CIIC. Tam negocjowaliśmy. Gdy wcześniej przylecieliśmy na lotnisko do hotelu przewieziono nas niezwykłym samochodem. Ten mercedes miał jakieś 25 metrów długości.
Nasz przewodnik powiedział, że niedawno tym autem jeździł prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush. Jechaliśmy też główną ulicą Pekinu, która ma 50 kilometrów długości. Skala miasta jest niewyobrażalna. Na zwiedzanie jednak nie mieliśmy czasu, większość spędziliśmy na rozmowach.
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/ar ... 4/70810011
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.