MZD Kielce - Modernizacja płyty Rynku
-
niemozliwiak
- Posty: 12
- Rejestracja: 4 września 2010, o 19:47
- Lokalizacja: CK / Warszawa Wola
- Kontakt:
no to ja akurat przechodziłem koło tego buszu na rynku dziś w nocy około godziny 03:00 i zdziwiło mnie, że muzyczka wciąż gra i to całkiem głośno...
z tymże rynek jak się można domyślić był całkiem opustoszały; nie licząc paru meneli-melomanów schowanych w tym gąszczu, kontemplujących kolejne nuty i smak dobrego wina...

z tymże rynek jak się można domyślić był całkiem opustoszały; nie licząc paru meneli-melomanów schowanych w tym gąszczu, kontemplujących kolejne nuty i smak dobrego wina...
- michal_ck
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 2682
- Rejestracja: 18 stycznia 2007, o 00:20
- Lokalizacja: Kielce-Dąbrowa
Z nieoficjalnych źródeł wiem, że chodzą plotki o wymianie wszystkich ławek w parkach i skwerach na takie, jakie zostały zainstalowane na kieleckim rynku 
A może by tak "donosik" na ten kiosk ruchu? (ws niszczenia posadzki rynku)?
A może by tak "donosik" na ten kiosk ruchu? (ws niszczenia posadzki rynku)?
1. Zastępca Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej SKI
2. Koordynator ds. zieleni miejskiej
3. Koordynator ds. zagospodarowania os. Dąbrowa II
2. Koordynator ds. zieleni miejskiej
3. Koordynator ds. zagospodarowania os. Dąbrowa II
Z tym kioskiem ruchu to się zgadzam. To jz lekka przesada, nowe płyty, a juz poprzewiercane no porażka totalna, ktoś siepowinien tym zająć. Tym bardziej, ze to co wokół tych wszystkich budek powstało woła o wypowiedzenie warunków. Ja rozumiem każdy lizy kasę, ale skoro maja nowe budki, to mogliby zrobic nowe podesty, nawet z drewna ale nowe, a nie łatane ceratą, no porażka.
Kwiaciarki to stare cwaniary. Tylko czekają aż ktoś przyjdzie ktoś z gazety i zapyta czemu mają taki chlew przy budkach. One powiedzą, że im to nie przeszkadza, a w ogóle to nie mają pieniędzy na nowe podesty i parasole.
Gazeta pójdzie do prezydenta i powie: "Panie prezydencie, wstyd, tyle piniędzy wydaliście na budki i ich otoczenie a po 2 miesiącach straszy to jak ich poprzednie wersje - prowizorka. Kwiaciarki nie mają pieniędzy na poprawę wizerunku".
Prezydent powie: "No dobra, trzeba im kupić podesty i parasole, bo przecież elektorat będzie narzekał, że kasa wyrzucona w błoto, a chodzi przecież o wizerunek Miasta".
Taki scenariusz wróżę na najbliższe 3-4 tygodnie.
Gazeta pójdzie do prezydenta i powie: "Panie prezydencie, wstyd, tyle piniędzy wydaliście na budki i ich otoczenie a po 2 miesiącach straszy to jak ich poprzednie wersje - prowizorka. Kwiaciarki nie mają pieniędzy na poprawę wizerunku".
Prezydent powie: "No dobra, trzeba im kupić podesty i parasole, bo przecież elektorat będzie narzekał, że kasa wyrzucona w błoto, a chodzi przecież o wizerunek Miasta".
Taki scenariusz wróżę na najbliższe 3-4 tygodnie.
"Lekarz może pogrzebać swoje błędy, architekt może jedynie doradzić klientowi by zasadził winorośl". Frank Lloyd Wright
- Adasiek CK
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1141
- Rejestracja: 4 stycznia 2008, o 03:03
- Lokalizacja: Kielce <-> Warszawa
Bulwersujący podział zezwoleń na prowadzenie ogródków letnich na kieleckim Rynku
Kieleccy radni są zbulwersowani sposobem podziału zezwoleń na prowadzenie ogródków letnich na Rynku. Radny Witold Borowiec przypomina, że zezwolenia wydawał Miejski Zarząd Dróg i wszystko wskazuje na to, że złamane zostały zasady, które ustalono przed podziałem.
Witold Borowiec mówi, że prawo do prowadzenia letnich kawiarni miały mieć te osoby, które już prowadzą działalność przy Rynku.
Chodzi o syna byłego kieleckiego radnego. Do tej pory nie udało się nam z nim skontaktować. Sprawa zbulwersowała także Mariusza Goraja, który przypomina, że zainteresowanie prowadzeniem działalności w tym miejscu było bardzo duże i zasady powinny być jasne i przejrzyste.
Radny podkreśla, że będzie domagał się od władz miasta wyjaśnień w tej sprawie.
Takim obrotem sprawy zaskoczeni są starający się o przydział miejsca na Rynku. Jedna z kobiet tłumaczy, że prowadzi działalność przy ulicy Bodzentyńskiej w pobliżu centralnego placu miasta i nie otrzymała pozwolenia. Dodaje, że taki podział jest niesprawiedliwy.
Rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg Jarosław Skrzydło zapewnia, że podział był sprawiedliwy i zgodny z zasadami. Dodaje, że właściciel lokalu przy ulicy Wesołej wynajął pomieszczenia przy Rynku i przygotowuje się do otwarcia lokalu. Dostał zezwolenie na prowadzenie ogródka wspólnie z Klubem Dyspensa.
Anna Roży
anna.rozy@radio.kielce.pl
http://www.radio.kielce.pl/page,,Bulwer ... b41ef.html
Kieleccy radni są zbulwersowani sposobem podziału zezwoleń na prowadzenie ogródków letnich na Rynku. Radny Witold Borowiec przypomina, że zezwolenia wydawał Miejski Zarząd Dróg i wszystko wskazuje na to, że złamane zostały zasady, które ustalono przed podziałem.
Witold Borowiec mówi, że prawo do prowadzenia letnich kawiarni miały mieć te osoby, które już prowadzą działalność przy Rynku.
Chodzi o syna byłego kieleckiego radnego. Do tej pory nie udało się nam z nim skontaktować. Sprawa zbulwersowała także Mariusza Goraja, który przypomina, że zainteresowanie prowadzeniem działalności w tym miejscu było bardzo duże i zasady powinny być jasne i przejrzyste.
Radny podkreśla, że będzie domagał się od władz miasta wyjaśnień w tej sprawie.
Takim obrotem sprawy zaskoczeni są starający się o przydział miejsca na Rynku. Jedna z kobiet tłumaczy, że prowadzi działalność przy ulicy Bodzentyńskiej w pobliżu centralnego placu miasta i nie otrzymała pozwolenia. Dodaje, że taki podział jest niesprawiedliwy.
Rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg Jarosław Skrzydło zapewnia, że podział był sprawiedliwy i zgodny z zasadami. Dodaje, że właściciel lokalu przy ulicy Wesołej wynajął pomieszczenia przy Rynku i przygotowuje się do otwarcia lokalu. Dostał zezwolenie na prowadzenie ogródka wspólnie z Klubem Dyspensa.
Anna Roży
anna.rozy@radio.kielce.pl
<klawy tekścik w tym miejscu>
- sueno
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 4907
- Rejestracja: 31 maja 2006, o 21:56
- Lokalizacja: Świat czerwonego smoka
- Kontakt:
To ten sam syn radnego, którego tatuś chciał załatwić lokal bez przetargu nad jego knajpą? 
Najlepsza gra w sieci: http://www.reddragon.pl
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
Daj papierosa, dołóż do wina. Jak miasto chce walczyć z pijaczkami na rynku
Proszą o papierosa albo pieniądze, nękając gości letnich ogródków na kieleckim rynku. Żebracy i pijaczkowie opanowali nowo wyremontowane centrum miasta. W odpowiedzi miasto montuje dwie kolejne kamery, tym razem z 20-krotnym zoomem, zapowiada też większą liczbę patroli. Tylko czy to wystarczy?
Pijany mężczyna zaczepia osoby siedzące przy stoliku w ogródku na kieleckim rynku
- Mamy z tym problem. Klienci się skarżą, że nie mogą w spokoju posiedzieć w ogródku, bo co rusz są zaczepiani przez takie osoby. Zwracamy im uwagę, aby odeszli, ale co z tego, jak za chwilę wracają. A gdy interweniowaliśmy, żebrzący mężczyzna zaczął się awanturować, krzyczał, ubliżał nam, a słychać go było chyba na całym rynku. Myślimy o zatrudnieniu ochrony, choć to dodatkowe koszty - przyznaje Arkadiusz Milcarz, współwłaściciel kawiarni po dawnej Wileńskiej na rynku.
Niektórzy z nieproszonych gości ledwo trzymają się na nogach i wprost przyznają, że brakuje im na wino. Niewiele pomagają interwencje straży miejskiej i policji, których patrole często pojawiają się na rynku.
- Ten problem dotyczy też ulicy Sienkiewicza. Policjanci mają zwracać uwagę osobom, które w nachalny sposób nagabują klientów ogródków. Borykają się z tym zresztą wszystkie większe miasta w Polsce - mówi Grzegorz Dudek, rzecznik świętokrzyskiej policji. Przyznaje, że funkcjonariuszom trudno znaleźć złoty środek, aby pozbyć się takich osób.
W Krakowie to już prawdziwa plaga. "Gazeta" opisywała ostatnio szajki żebrzących dzieci czy bezdomnych, którzy zrobią wszystko, by nikt nie stanął im na drodze do zdobycia drobnych od klientów kawiarnianych ogródków na rynku. Doszło do tego, że przeganiane przez kelnerki dzieci potrafią potem - niby przypadkiem - wytrącić im tacę z jedzeniem.
- Owszem, zwracamy na to uwagę, upominamy tych ludzi, bo takie natarczywe żebranie jest karalne. Ale czy mamy na nich nakładać mandaty po 50 zł? To byłaby tylko i wyłącznie formalność, bo te osoby przecież by i tak nie zapłaciły. Nie oszukujmy się, często pieniądze wyżebrane od ludzi to ich jedyne źródło utrzymania - mówi Władysław Kozieł, komendant straży miejskiej w Kielcach.
Według niego dużo zależy od samych klientów ogródków. - Jeśli wszyscy będą odmawiać tym ludziom, to może z czasem przestaną podchodzić i żebrać. Bo to jest tak jak z karmieniem ptaków. Jeśli rzuci się okruszki gołębiom, to od razu zleci się całe stado. Nie możemy przecież postawić na rynku strażnika, który byłby ochroną ogródka piwnego - podkreśla komendant.
Krzysztof Papuda, zastępca dyrektora wydziału zarządzani kryzysowego i bezpieczeństwa kieleckiego magistratu, przyznaje, że ma już dość zabawy w kotka i myszkę. - Jak patrol jest koło Tekli, to panowie przenoszą się grzeczniutko w okolice Leśnej. A potem, jak przejdzie, wracają jak bumerang w okolice ogródków - mówi.
Zapowiada, że strażników na rynku będzie więcej. - Zlecimy dodatkowe służby po południu i wieczorem - zapowiada Papuda.
Szykuje też dodatkowy oręż w walce z grupami żebrzących. - Jesteśmy na ostatnim etapie uzgodnień, aby zamontować na rynku dwie kolejne kamery. Żeby wychwytywać te osoby, które nie tylko przeszkadzają turystom i kielczanom spędzającym czas w ogródkach, ale też z okolicznych bram urządzają szalety - podkreśla Papuda. Tym samym na rynku będzie aż 13 kamer, w tym dwie z 20-krotnym zoomem. - Aby można było jak najdokładniej namierzyć taką osobę, zajrzeć niemal w każdą bramę i szybko zareagować - mówi wicedyrektor. Ma nadzieję, że wówczas grupy pijaczków opuszczą rynek. - Tak jak to stało się z przekupkami, które same z siebie uznały najwyraźniej, że nie pasują do tego miejsca - wyjaśnia.
Goście ogródków zwracają uwagę, że nieciekawe towarzystwo to zasługa sklepu nocnego, przed którym wieczorami ustawiają się pokaźne kolejki pijanych ludzi. Choć teoretycznie nietrzeźwym alkoholu nie powinno się sprzedawać. - Problem jednak w tym, jak ocenić ten stan nietrzeźwości. Ten przepis jest bardzo nieprecyzyjny, a sprzedawczynie nie są przecież wyposażone w alkomat. Choć ten sklep jest dość specyficznie usytuowany i może warto się zastanowić, czy akurat w tym miejscu sklep nocny jest potrzebny? Nie jest bowiem tajemnicą, że nocą klienci najczęściej przychodzą tam po alkohol - przyznaje Mariusz Burchart, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Kielcach.
We Wrocławiu dwa tygodnie temu radni wprowadzili uchwałę zakazującą sprzedaży alkoholu w sklepach w centrum miasta między godz. 21 a 6 rano. Nie obowiązuje on kawiarni i ogródków piwnych. Uchwała jest mocno krytykowana, na Facebooku protestuje przeciwko niej już ponad 15 tys. osób. - Prohibicja to już bardzo poważna ingerencja w zasady wolnego handlu. Według mnie ważniejszą kwestią jest sprawa przypilnowania tego, aby wokół tego sklepu był porządek, i dyskusja, czy jest zasadne, aby w takim miejscu sklep pracował w nocy - mówi Burchart.
W ratuszu póki co nie ma planów pójścia śladem Wrocławia. - To wymagałoby szerokiej dyskusji. A póki co wprowadzamy inne działania, aby rynek nie stał się wyczekiwalnią dla osób żerujących na turystach i kielczanach. Zobaczymy, jaki będzie efekt - mówi dyrektor Papuda.
Nowe kamery powinny też wystraszyć złodziei, którzy dali już o sobie znać. W nocy z piątku na sobotę dwaj pijani młodzieńcy (18 i 22 lata) ukradli z letnich ogródków cztery krzesła. Chwilę potem, niosąc łup, wpadli na patrol policji.
agnieszka.drabikowska@kielce.agora.pl
Radio Kielce
Proszą o papierosa albo pieniądze, nękając gości letnich ogródków na kieleckim rynku. Żebracy i pijaczkowie opanowali nowo wyremontowane centrum miasta. W odpowiedzi miasto montuje dwie kolejne kamery, tym razem z 20-krotnym zoomem, zapowiada też większą liczbę patroli. Tylko czy to wystarczy?
Pijany mężczyna zaczepia osoby siedzące przy stoliku w ogródku na kieleckim rynku
- Mamy z tym problem. Klienci się skarżą, że nie mogą w spokoju posiedzieć w ogródku, bo co rusz są zaczepiani przez takie osoby. Zwracamy im uwagę, aby odeszli, ale co z tego, jak za chwilę wracają. A gdy interweniowaliśmy, żebrzący mężczyzna zaczął się awanturować, krzyczał, ubliżał nam, a słychać go było chyba na całym rynku. Myślimy o zatrudnieniu ochrony, choć to dodatkowe koszty - przyznaje Arkadiusz Milcarz, współwłaściciel kawiarni po dawnej Wileńskiej na rynku.
Niektórzy z nieproszonych gości ledwo trzymają się na nogach i wprost przyznają, że brakuje im na wino. Niewiele pomagają interwencje straży miejskiej i policji, których patrole często pojawiają się na rynku.
- Ten problem dotyczy też ulicy Sienkiewicza. Policjanci mają zwracać uwagę osobom, które w nachalny sposób nagabują klientów ogródków. Borykają się z tym zresztą wszystkie większe miasta w Polsce - mówi Grzegorz Dudek, rzecznik świętokrzyskiej policji. Przyznaje, że funkcjonariuszom trudno znaleźć złoty środek, aby pozbyć się takich osób.
W Krakowie to już prawdziwa plaga. "Gazeta" opisywała ostatnio szajki żebrzących dzieci czy bezdomnych, którzy zrobią wszystko, by nikt nie stanął im na drodze do zdobycia drobnych od klientów kawiarnianych ogródków na rynku. Doszło do tego, że przeganiane przez kelnerki dzieci potrafią potem - niby przypadkiem - wytrącić im tacę z jedzeniem.
- Owszem, zwracamy na to uwagę, upominamy tych ludzi, bo takie natarczywe żebranie jest karalne. Ale czy mamy na nich nakładać mandaty po 50 zł? To byłaby tylko i wyłącznie formalność, bo te osoby przecież by i tak nie zapłaciły. Nie oszukujmy się, często pieniądze wyżebrane od ludzi to ich jedyne źródło utrzymania - mówi Władysław Kozieł, komendant straży miejskiej w Kielcach.
Według niego dużo zależy od samych klientów ogródków. - Jeśli wszyscy będą odmawiać tym ludziom, to może z czasem przestaną podchodzić i żebrać. Bo to jest tak jak z karmieniem ptaków. Jeśli rzuci się okruszki gołębiom, to od razu zleci się całe stado. Nie możemy przecież postawić na rynku strażnika, który byłby ochroną ogródka piwnego - podkreśla komendant.
Krzysztof Papuda, zastępca dyrektora wydziału zarządzani kryzysowego i bezpieczeństwa kieleckiego magistratu, przyznaje, że ma już dość zabawy w kotka i myszkę. - Jak patrol jest koło Tekli, to panowie przenoszą się grzeczniutko w okolice Leśnej. A potem, jak przejdzie, wracają jak bumerang w okolice ogródków - mówi.
Zapowiada, że strażników na rynku będzie więcej. - Zlecimy dodatkowe służby po południu i wieczorem - zapowiada Papuda.
Szykuje też dodatkowy oręż w walce z grupami żebrzących. - Jesteśmy na ostatnim etapie uzgodnień, aby zamontować na rynku dwie kolejne kamery. Żeby wychwytywać te osoby, które nie tylko przeszkadzają turystom i kielczanom spędzającym czas w ogródkach, ale też z okolicznych bram urządzają szalety - podkreśla Papuda. Tym samym na rynku będzie aż 13 kamer, w tym dwie z 20-krotnym zoomem. - Aby można było jak najdokładniej namierzyć taką osobę, zajrzeć niemal w każdą bramę i szybko zareagować - mówi wicedyrektor. Ma nadzieję, że wówczas grupy pijaczków opuszczą rynek. - Tak jak to stało się z przekupkami, które same z siebie uznały najwyraźniej, że nie pasują do tego miejsca - wyjaśnia.
Goście ogródków zwracają uwagę, że nieciekawe towarzystwo to zasługa sklepu nocnego, przed którym wieczorami ustawiają się pokaźne kolejki pijanych ludzi. Choć teoretycznie nietrzeźwym alkoholu nie powinno się sprzedawać. - Problem jednak w tym, jak ocenić ten stan nietrzeźwości. Ten przepis jest bardzo nieprecyzyjny, a sprzedawczynie nie są przecież wyposażone w alkomat. Choć ten sklep jest dość specyficznie usytuowany i może warto się zastanowić, czy akurat w tym miejscu sklep nocny jest potrzebny? Nie jest bowiem tajemnicą, że nocą klienci najczęściej przychodzą tam po alkohol - przyznaje Mariusz Burchart, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Kielcach.
We Wrocławiu dwa tygodnie temu radni wprowadzili uchwałę zakazującą sprzedaży alkoholu w sklepach w centrum miasta między godz. 21 a 6 rano. Nie obowiązuje on kawiarni i ogródków piwnych. Uchwała jest mocno krytykowana, na Facebooku protestuje przeciwko niej już ponad 15 tys. osób. - Prohibicja to już bardzo poważna ingerencja w zasady wolnego handlu. Według mnie ważniejszą kwestią jest sprawa przypilnowania tego, aby wokół tego sklepu był porządek, i dyskusja, czy jest zasadne, aby w takim miejscu sklep pracował w nocy - mówi Burchart.
W ratuszu póki co nie ma planów pójścia śladem Wrocławia. - To wymagałoby szerokiej dyskusji. A póki co wprowadzamy inne działania, aby rynek nie stał się wyczekiwalnią dla osób żerujących na turystach i kielczanach. Zobaczymy, jaki będzie efekt - mówi dyrektor Papuda.
Nowe kamery powinny też wystraszyć złodziei, którzy dali już o sobie znać. W nocy z piątku na sobotę dwaj pijani młodzieńcy (18 i 22 lata) ukradli z letnich ogródków cztery krzesła. Chwilę potem, niosąc łup, wpadli na patrol policji.
agnieszka.drabikowska@kielce.agora.pl





