Co dalej z budową na Langiewicza?
KIELCE. Inwestor, któremu wstrzymano budowę bloku odgraża się, że pójdzie do sądu, a za wszystko zapłacą podatnicy.
Miasto musiało wstrzymać budowę bloku przy ulicach Langiewicza i Małej Zgody w Kielcach. Stało się tak, bo wytknięto miejskim urzędnikom rażące naruszenie prawa. Skarga na ich postępowanie trafi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego... którego prezes kupił mieszkanie w tym bloku.
Kielecka Grupa Inwestycyjna, inwestor bloku na rogu ulic Małej Zgody i Langiewicza, złożyła w poniedziałek do Urzędu Wojewódzkiego zażalenie na decyzję urzędników miejskich, którzy wstrzymali im pozwolenie na budowę.
Stało się to na skutek protestów najbliższych sąsiadów inwestycji, którzy nie życzą sobie takiego sąsiedztwa. - Kiedy tu budowaliśmy, pozwolenia na budowę były wydawana tylko dla domków jednorodzinnych, bo tak nakazywał miejscowy plan zagospodarowania - opowiada najbliższy sąsiad bloku. - Zgadzaliśmy się na inwestycję, ponieważ do głowy nam nie przyszło, że to chodzi o wielki blok.
Protestujący odwołali się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Kielcach, które dwukrotnie wytknęło urzędnikom miejskim rażące naruszenie prawa przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy.
BĘDĄ WALCZYĆ
Kielecka Grupa Inwestycyjna zamierza walczyć o prawo do dalszej budowy, wynajęli dobrego adwokata. - Zamierzamy dochodzić swego, bo klienci zaufali nam, wpłacili pieniądze. Wynajęliśmy wykonawców, budowa trwa. Odwołanie protestujących nastąpiło po terminie, kiedy uprawomocniły się wszystkie pozwolenia - twierdzi Marek Żmudzki, wiceprezes zarządu KGI.
Wiceprezes dodaje, że budynek przy ul. Langiewicza gabarytami nie odbiega od sąsiednich. - Braliśmy pod uwagę szpital dziecięcy oraz liceum ekonomiczne. Budynek jest budynkiem mieszkalno-usługowym, gdzie usługi zajmują 100 metrów kwadratowych. - Zażalenie na postanowienie magistratu złożyliśmy do wojewody - mówi Zbigniew Kraszewski, prezes zarządu KGI.
Co zrobią urzędnicy wojewody? - Tego jeszcze nie wiemy - nie ukrywa dylematu Dorota Lipińska, zastępca dyrektora Wydziału Infrastruktury i Geodezji Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego. - Nasi prawnicy muszą się tu wypowiedzieć. Jeżeli wpłynie zażalenie inwestora, mamy miesiąc na odpowiedź.
BĘDZIE ORZEKAŁ WE WŁASNEJ SPRAWIE?
Inwestor Kielecka Grupa Inwestycyjna ma też 30 dni na złożenie skargi na decyzje Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Skarga trafi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, którego prezes Andrzej Jagiełło kupił jedno z mieszkań. Zarzeka, że jeśli sprawa trafi do niego, wycofa się.
- Na razie skarga do nas nie trafiła, gdy dotrze, wtedy wystąpię do Naczelnego Sądu Administracyjnego, żeby zajął tutaj stanowisko, czy sprawa powinna być rozstrzygana przez nasz sąd, czy nie. Nie ukrywam, że osobiście wolałbym żeby była przekazana do innego sadu. Tak, żeby nie było żadnych wątpliwości co do bezstronności sądu w tej sprawie - wyjaśnia Andrzej Jagiełło, prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Prezes sądu dodaje, że jest w identycznej sytuacji jak inni. - Zapłaciłem dwie raty, czyli 50 procent wpłaty. Gdy podpisywałem umowę, wszystkie decyzje były prawomocne. Kiedy inwestycja stanie, będę żądał odszkodowania - zapewnia Andrzej Jagiełło.
Kto zapłaci za decyzje urzędników?
Inwestor wyliczył, że do tej pory na budowę wydał 2 miliony złotych. Jeżeli decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego o wstrzymaniu budowy była błędna, inwestor może dochodzić odszkodowania, za straty. Decyzję o wydaniu warunków zabudowy dla KGI wydał Jerzy Partyka, były architekt miejski, który został zwolniony przez prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego. Czy za jego decyzję zapłacą podatnicy?
Andrzej Jagiełło, prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego:
- Jestem takim samym człowiekiem jak każdy. Nie ma zakazu kupowania mieszkań dla sędziów. Nie jestem uczestnikiem postępowania ani stroną w tej sprawie. Jednak jestem prezesem sądu, więc gdy skarga trafi do mojego sądu, na pewno wyłączę się z tej sprawy.
Marek Żmudzki, wiceprezes Zarządu Kieleckiej Grupy Inwestycyjnej:
- Inwestycja miała wszelkie legalne pozwolenia, jeśli urzędnicy wstrzymają inwestycję, my jej na pewno nie rozbierzemy, tylko pozostawimy w taki stanie jak jest. Czy wtedy usatysfakcjonowany będzie protestujący sąsiad?
