Awantura o mieszkanie
Spółdzielnia je obiecała, a potem sprzedała innej osobie
Mieszkania, które są dopiero w sferze projektów, rozchodzą się w Kielcach jak ciepłe bułeczki. W Świętokrzyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej doszło do wielkiej awantury, gdy lokal obiecany niepełnosprawnej kobiecie sprzedano osobie, która jako następna złożyła wniosek.
Wierzyć się nie chce, że kielczanie niemal się biją o mieszkania, które dopiero są projektowane, a inwestorzy nie mają jeszcze na nie pozwolenia na budowę. Przypominają się czasy z poprzedniego ustroju, wtedy jednak mieszkania rozdawano, a teraz trzeba je kupić za ciężkie pieniądze.
- Skusiłam się na to mieszkanie ponieważ jestem inwalidką, a blok ma być przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Pierwszy lokal, który mi się spodobał, był z już zarezerwowany. Wskazano mi inny, na trzecim piętrze. Zgodziłam się ponieważ w budynku ma być winda - opowiada Elżbieta Tkacz z Kielc. - Po trzech tygodniach dowiedziałam się, że mieszkanie przydzielono innej osobie. Pracownica, która udzielała informacji odparła, że nie musi mi wyjaśniać dlaczego. Poprosiłam o przedstawienie procedur kwalifikacji. Wtedy usłyszałam, że mi ich nie poda, „bo nie”.
Członek lepszy
Nasz czytelniczka udała się do prezesa Świętokrzyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Po godzinie czekania na spotkanie usłyszała, że nie jest przygotowany do rozmowy, a mieszkanie na pewno dostał członek spółdzielni albo ktoś z jego rodziny, ponieważ te osoby mają pierwszeństwo przed innymi kandydatami. - Jak za komuny prezes spółdzielni dzieli i rządzi choć nic nie ma. Bo przecież grunt, na którym powstanie budynek, nie jest własnością spółdzielni, ma go jedynie w dzierżawie od miasta. Za mieszkania płacą przyszli mieszkańcy, spółdzielnia nie zainwestuje ani złotówki - tłumaczy Elżbieta Tkacz.
- Jestem bardzo rozżalona i uważam, że jest to nieuczciwe. Oferta spółdzielni była rozpropagowana w całym mieście i Internecie, mimo że na budynek nie ma jeszcze pozwolenia na budowę. Przy niej powinny być zamieszczone chociaż warunki kwalifikacji, aby ludzie nie byli rozczarowani - dodaje.
Wytyka też inne uchybienia. - U developera już przy rezerwacji klient otrzymuje do wglądu umowę, aby wiedział czy będzie mógł spełnić warunki. Spółdzielnia wyliczyła pierwszą wpłatę na 30 procent wartości lokalu. Jak to zrobiła, skoro jego cena nie jest znana choćby dlatego, że nie było przetargu na budowę? - zastanawia się Elżbieta Tkacz.
Pierwszeństwo z garażem
- Prezes Świętokrzyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Mirosław Kędzia nie chciał z nami rozmawiać, odesłał nas do pracownicy, która zajmowała się weryfikacją podań. - Kryteria nie były podane w ofercie, ale każdy kandydat był informowany o nich przy składaniu wniosku. Ta pani akurat przyszła, gdy byłam na urlopie, więc może nie została poinformowana o wszystkich kryteriach - twierdzi Joanna Kaleta ze Świętokrzyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Pierwszeństwo miały osoby, które wraz z mieszkaniem kupiły garaż, a dalej członkowie spółdzielni i ich rodziny. Pani Tkacz złożyła pierwsza podanie, ale jej mieszkanie sprzedano osobie, która złożyła korzystniejszą ofertę. Chce lokal wraz z garażem - przekonuje Joanna Kaleta. Dodaje, że wartość mieszkań oszacowało biuro projektowe i na tej podstawie wyliczono wysokości 30-procentowej pierwszej raty.
Na inne pytania pracownica nie była w stanie odpowiedzieć, więc następnego dnia poprosiliśmy prezesa o wyjaśnienie, dlaczego kryteria sprzedaży nie zostały zamieszczone wraz z ofertą w Internecie. Dlaczego nie przedstawiono projektów umów? Prezes za pośrednictwem sekretarki przekazał, że nie będzie rozmawiał, ponieważ pracownica udzieliła wyczerpującej odpowiedzi.
Jak robią to inni?
- U nas mieszkania też rozchodzą się „na pniu”. Mimo wakacji są natychmiast wysprzedawane po ukazaniu się oferty. My jednak już przy rezerwacji przedstawiamy projekt umowy, z podpisaniem jej czekamy, aż otrzymamy pozwolenie na budowę, a o przydziale decyduje jedynie kolejność zgłoszeń, żadne inne względy - informuje Maciej Topolski, rzecznik prasowy Kolportera.
Nasz komentarz
Spółdzielnia mieszkaniowa nie jest prywatnym folwarkiem prezesa ani pracowników. Niejasne kryteria rozdzielania tego, czego jest mało, często prowadzą do nadużyć. Dlatego klientka ma prawo dociekać, dlaczego ją pominięto, a gazeta występować w jej imieniu. Jeśli prezes Świętokrzyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Kielcach Mirosław Kędzia ma problemy z precyzowaniem zdań albo z wymową, oferujemy profesjonalną pomoc. Inne względy jego niechęci do wyjaśnień nie usprawiedliwiają.
http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/? ... 1&id=34345