"To bloki i ludzie". Mieszkańcy ŚTBS-u poskarżą się prokuraturze
Zostaliśmy sprzedani jako przedsiębiorstwo. A to cztery bloki i ludzie. Dlaczego mamy ponosić największe koszty upadłości? - pytają mieszkańcy osiedla ŚTBS-u przy ul. Chęcińskiej w Kielcach. I zapowiadają skargę do prokuratury na syndyka.
Jak informowaliśmy, syndyk Jan Młynarczyk zamierza w tym miesiącu sprzedać cztery bloki będącego od 2006 roku w upadłości Świętokrzyskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego.
Rada wierzycieli zgodziła się na przyjęcie oferty inwestora, który gotów jest zapłacić 12,2 mln zł. Lokatorzy 128 mieszkań będą je mogli od niego wykupić po 2837 zł za metr kw. Nie chcą się na to zgodzić. Zwrócili się o uchylenie uchwały rady wierzycieli do nadzorującej upadłość sędzi-komisarz Doroty Tylus-Chałońskiej, która uznała jednak, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
- Przyjmujemy to z ubolewaniem, ale będziemy walczyć do końca - zapowiada adwokat Marek Wroński, doradzający zawiązanej przez lokatorów Spółdzielni Mieszkaniowej "Nasz Wspólny Dom". Wypomina on syndykowi, że nie wykonał uchwały rady wierzycieli z 2010 roku dającej możliwość wykupu mieszkań po 2500 zł za metr kw. Wylicza, że teraz chce sprzedać wszystkie za 12,2 mln zł, co daje tylko 2 tys. zł za metr. - Potencjalny nabywca na wejściu zarobi więc 800 zł z metra - podkreśla Wroński.
- Ktoś, kto stawia takie zarzuty, nie zauważa ryzyka biznesowego - odpowiada syndyk Młynarczyk. I wyjaśnia, że inwestor nie od razu będzie mógł cokolwiek zarobić, a nabycie mieszkań z lokatorami to jego dodatkowy problem. Twierdzi też, że przed dwoma laty mógł sprzedać mieszkania po 2500 zł, ale pod warunkiem znalezienia nabywców na 90 proc. z nich. Powtarza również, że powstała półtora roku temu spółdzielnia nie złożyła żadnej poważnej oferty. Według syndyka w dalszym ciągu może to zrobić, bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dogadała się z inwestorem.
Na razie lokatorzy nawet nie wiedzą, kto nim jest. - Syndyk powiedział tylko, że to inwestor z Konina - mówi Maria Kowalczyk, przedstawicielka lokatorów w radzie wierzycieli, ale bez prawa udziału w głosowaniu. - Syndyk na dwa tygodnie przed posiedzeniem rady dodatkowego członka powołał, żeby nas wyeliminować - twierdzi. Prawo głosu ma trzech członków rady. Lokatorzy są drugim po Banku Gospodarstwa Krajowego wierzycielem ŚTBS-u.
Mają uznane ponad 5 mln zł wierzytelności z udziałów, jakie wpłacili przed wprowadzeniem się do mieszkań na początku poprzedniej dekady. Zamierzają ponownie zabiegać o uznanie kolejnych 4 mln zł, które wraz z czynszem od dziesięciu lat spłacili jako raty kredytu zaciągniętego na budowę bloków.
Kowalczyk i Wroński twierdzą, że lokatorzy gotowi byli wziąć ok. 7 mln zł z kredytu na wykup mieszkań i chcieli, żeby syndyk wliczył w cenę ich nabycia uznane ponad 5 mln zł i część z tych 4 mln zł.
- Nie podjęli ze mną żadnych rozmów, byłem tylko zaskakiwany jakimiś kwotami - twierdzi Młynarczyk. - Jak powiedzieliśmy, że 4 miliony mamy już spłacone, to nas wyśmiał. Od początku roku nie chciał w ogóle z nami rozmawiać - narzeka Jadwiga Skrobacka, przewodnicząca rady nadzorczej spółdzielni.
Syndyk przekonuje, że z inwestorem wynegocjował korzystną dla lokatorów cenę wykupu mieszkań. Ci wyliczają jednak, że po dodaniu udziałów, rat kredytu i innych nakładów, metr będzie ich kosztował nawet ponad 5 tys. zł. Uważają, że najwięcej stracą na upadłości. - Stracą dlatego, że jest upadłość i wszyscy tracą - odpowiada Młynarczyk
Więcej...
http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262, ... z1xwRER5Dj