
Właściciele mieszkań w bloku przy Langiewicza walczą o swoje prawa
Przyszli mieszkańcy domu przy ul. Langiewicza nie poddają się. Na decyzję o wstrzymaniu budowy poskarżyli się do rzecznika praw obywatelskich i Helsińskiego Komitetu Praw Człowieka.
Sprawa dotyczy 17 rodzin, które kupiły mieszkania w budowanym przez Kielecką Grupę Inwestycyjną domu przy ul. Langiewicza. Kielecki Ratusz najpierw wydał zezwolenie na budowę, a potem po skardze jednego z właścicieli sąsiednich działek i niekorzystnej dla inwestora decyzji SKO wstrzymał prace. Dom był wtedy gotowy już w 60 procentach.
Osoby, które zapłaciły za swoje mieszkania, od początku protestują przeciwko tej decyzji. Uważają, że zostali skrzywdzeni, bo gdy decydowali się na zakup mieszkań, inwestor miał wszystkie wymagane prawem zezwolenia.
Teraz o pomoc poprosili rzecznika praw obywatelskich. "Stanowimy grupę obywateli, którzy zaangażowali znaczne środki (czasem wszystkie osobiste oszczędności lub też zaciągnęliśmy kredyty) na zakup mieszkań w budowanym obiekcie mieszkalnym" - piszą do RPO. I dodają: "Wskutek niejasnych i nieuzasadnionych decyzji władz publicznych, w szczególności Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Kielcach, inwestycja została wstrzymana" - podkreślają.
Według autorów skargi jest to osobista i krzywdząca decyzja prezes SKO w Kielcach Wandy Osińskiej-Nowak. Ich zdaniem powinna się ona wyłączyć z rozpatrywania tej sprawy, bo nie jest bezstronna. "Przewodnicząca SKO mieszka w pobliżu i może być zainteresowana osobiście w tej sprawie. (...) Przewodnicząca SKO jest stroną i posiada niewątpliwy interes majątkowy na sąsiedniej nieruchomości, zgodnie z prawem SKO w Kielcach powinno się wyłączyć z tych procedur" - argumentują.
Prezes Osińska-Nowak nie zgadza się z zarzutami i tłumaczy: - Fakt, że mam w okolicy nieruchomość, nie rozstrzyga, czy mam również interes majątkowy w danej sprawie. Nie jestem majątkowo zainteresowana ani tym, żeby ten budynek powstał, ani żeby nie powstał. Decyzja [Ratusza - red.] ma błędy same w sobie i nie mogliśmy postąpić inaczej. A gdybym teoretycznie wyłączyła się z tej sprawy, to naraziłabym się na śmieszność jako prawnik, a decyzja podjęta przez inne SKO mogłaby być dotknięta zarzutem nieważności - mówi Osińska-Nowak.
Nie zgadza się też z zarzutem, że decyzje kieleckiego SKO są zbyt restrykcyjne i hamują rozwój budownictwa. - Kierujemy się przepisami i orzecznictwem. Nasze decyzje są weryfikowane przez sąd - podkreśla.
Teraz właśnie Wojewódzki Sąd Administracyjny będzie musiał zdecydować, kto ma rację w tym sporze.
- My z żoną sprzedaliśmy swoje mieszkanie i czekamy. Termin odbioru mieszkania przy Langiewicza mija 30 września. Jeśli po tym terminie będziemy zmuszeni wynajmować inne mieszkanie, wystąpimy do urzędu miasta o odszkodowanie za koszty wynajmu - mówi jeden z sygnatariuszy listu do RPO.







