Kielce za PRL-u, a dziś - dyskusja
Moderatorzy: Autor, sueno, Daniel, Sirek1
Kielce za PRL-u, a dziś - dyskusja
Za komuny to by było 14 lat...
Temat wydzielony z innego wątku. "14 lat" odnosi się do czasu remontu rynku.
Tomek
Temat wydzielony z innego wątku. "14 lat" odnosi się do czasu remontu rynku.
Tomek
Nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość (Michał Anioł)
-
Boss
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1166
- Rejestracja: 20 grudnia 2005, o 21:21
- Lokalizacja: Kielce
jak to wyliczyłeś? - poprosze jakis wzór matematyczny na toRZ pisze:Za komuny to by było 14 lat...
"za komuny" liczba mieszkańców Kielc wzrosła grubo ponad 100% "za kapitalizmu" ludzie uciekaja z tego miasta za pracą a miasto z roku na rok sie wyludnia.
"za komuny" można był iśc, iśc i iśc i wszędzie w około był plac budowy, "za kapitalizmu" podniecamy sie na forum widokiem 2 żurawi wieżowych w centrum...
a co do samego tematu. miałem okazje gościc ostatanio paru anglików w Kielcach i kiedy oprowadzałem ich po mieście i zobaczyli te ruiny starego ratusza ich reakcja była... żadna. stwierdzili że te pozostałości ratusza to nic ciekawego i najlepiej to zasypac. powiedziali że: "nikt nigdy nie będzie tu przyjeżdzał żeby ogladac jakieś gruzy i dziurke w ziemi" natomiast samo miasto zrobiło na nich bardzo pozytywne wrażenie i byli bardzo zadowoleni z pobytu w CK.
CK|PL|EU
Były różne etapy komuny. Ja akurat pamiętam jej kres czyli lata 80-te i inwestycje z tego okresu. Nowy teatr i budynek WSP koło Exbudu były budowane po 20 lat. Wieżowiec na Targowej, druga część Puchatka, dworzec PKS - około 10. Gigantyczne marnotrawstwo materiałów (i rzecz jasna powszechne kradzieże). Nieprawdopodobna tandeta - wszystko koślawe, nieszczelne itd Ze zgrozą to obserwowałem. Całe szczęście, że zaczynał wtedy działać Exbud - ich budowy to był jedyny powiew normalności i jakości.
EDYTA: A jeśli chodzi o wzrost liczby ludności to niestety wtedy ilość nie przeszła w jakość. Tłumy nowych mieszkańców wtłoczone w morze brzydkich blokowisk nie czujące związku ani z Kielcami, ani ze swoimi dotychczasowymi małymi ojczyznami. Brak jakiejkolwiek aktywności kulturalnej z ich strony. Nuda, szarość i dziadostwo. Negatywne stereotypy dotyczące Kielc i kielczan (z którymi walczę) biorą się właśnie z tego okresu. W 20-leciu międzywojennym liczba ludności Kielc również mocno skoczyła - z ok. 40 do ponad 70 tys. To był jednak zdrowy, naturalny proces (np. moi pradziadowie ze strony mamy ściągneli ze wsi do Kielc w końcu XIX i na pocz. XX w.), a nie PRL-owskie eksperymenty z wykorzenianiem ludzi i chłoporobotnictwem, które skutkowały m. in. dewastacją krajobrazu zarówno w miastach jak i na wsiach. Końcówka lat 30-tych, po wielkim kryzysie to w ogóle piękny rozwój miasta. Potem nie wolno było o tym mówić.
Nie miał bym nic przeciwko temu, gdyby przy innej wersji historii Kielce miały np. 150 tys mieszkańców i nigdy w nich nie zostały wybudowane osiedla Podkarczówka, Barwinek czy Świętokrzyskie...
Nikt nie ocenia Kazimierza Dolnego czy Sandomierza po liczbie mieszkańców
Kielce mają być pięknym , atrakcyjnym, dynamicznym, twórczym miastem, szanającym swoje tradycje. Ilość mieszkańców ma drugorzędne znaczenie.
EDYTA: A jeśli chodzi o wzrost liczby ludności to niestety wtedy ilość nie przeszła w jakość. Tłumy nowych mieszkańców wtłoczone w morze brzydkich blokowisk nie czujące związku ani z Kielcami, ani ze swoimi dotychczasowymi małymi ojczyznami. Brak jakiejkolwiek aktywności kulturalnej z ich strony. Nuda, szarość i dziadostwo. Negatywne stereotypy dotyczące Kielc i kielczan (z którymi walczę) biorą się właśnie z tego okresu. W 20-leciu międzywojennym liczba ludności Kielc również mocno skoczyła - z ok. 40 do ponad 70 tys. To był jednak zdrowy, naturalny proces (np. moi pradziadowie ze strony mamy ściągneli ze wsi do Kielc w końcu XIX i na pocz. XX w.), a nie PRL-owskie eksperymenty z wykorzenianiem ludzi i chłoporobotnictwem, które skutkowały m. in. dewastacją krajobrazu zarówno w miastach jak i na wsiach. Końcówka lat 30-tych, po wielkim kryzysie to w ogóle piękny rozwój miasta. Potem nie wolno było o tym mówić.
Nie miał bym nic przeciwko temu, gdyby przy innej wersji historii Kielce miały np. 150 tys mieszkańców i nigdy w nich nie zostały wybudowane osiedla Podkarczówka, Barwinek czy Świętokrzyskie...
Nikt nie ocenia Kazimierza Dolnego czy Sandomierza po liczbie mieszkańców
Kielce mają być pięknym , atrakcyjnym, dynamicznym, twórczym miastem, szanającym swoje tradycje. Ilość mieszkańców ma drugorzędne znaczenie.
Nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość (Michał Anioł)
Czyli w ,,złej komunie" wszytsko było, źle, a przed wojną i teraz wszytsko jest cacy??!!!! Skoroś taki mądry to powiedz kiedy zbudowano wszytskie obiekty, jak basen na krakowskiej, kadzielnię, urząd wojewódzki i można tak wymieniać bez końca, oraz drogi i ulice, węzeł na Kraków. Pewnie sanacja zbudowała, a ,,komuna" to wszytko tylko niszczyła.
I jeszcze piszesz, że ludzie , którzy przybywali, w PRL do Kielc byli ,,be". Ty myślisz, że wszytsko co związane z PRL jest antychrystem. Moi dziadkowie w tym okresie przybyli do Kielc, zbudowali 2 domy jednorodzinne, pokończyli studia i nawet dorobili się 125p wtedy. Więc jak piszesz, że ludzie, którzy wtedy przybyli do Kielc byli ,,źli jakościowo" i nie prezenowali niczego i nie wykazywali aktywności kulturalnej, to mam ochotę obić moją lewicową pięścią...
I jeszcze piszesz, że ludzie , którzy przybywali, w PRL do Kielc byli ,,be". Ty myślisz, że wszytsko co związane z PRL jest antychrystem. Moi dziadkowie w tym okresie przybyli do Kielc, zbudowali 2 domy jednorodzinne, pokończyli studia i nawet dorobili się 125p wtedy. Więc jak piszesz, że ludzie, którzy wtedy przybyli do Kielc byli ,,źli jakościowo" i nie prezenowali niczego i nie wykazywali aktywności kulturalnej, to mam ochotę obić moją lewicową pięścią...
- gaki majster
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 558
- Rejestracja: 12 września 2007, o 20:36
- Lokalizacja: teraz:Zamość/Kielce
- Kontakt:
Heh
To trochę OT - nie wiem, gdzie możnaby przenieść tę miłą dysputę 
Przede wszystkim podkreślam mocno, że nigdy nie twierdzę, że "wszystko" i "wszyscy". Nie oceniam ponadto poszczególnych "zwykłych" ludzi, tylko ówczesne władze z ich decyzjami i zjawiska, które występowały. Zgłębiam CAŁĄ historię Kielc. Zapewniam jednak, że to, co można obejrzeć w serialu Alternatywy 4 to prawda - tą część historii sam świadomie przeżyłem.
Oczywiście w PRL-u powstały, jak w każdym okresie, wybitne realizacje architektoniczne, coraz bardziej dziś doceniane. Twierdzę jednak (co zresztą jest powszechnie uznane), że proporcje między tym co pozytywne, a tym co negatywne były w PRL-u (zwłaszcza w dziedzinie architektury) tragicznie zaburzone. Chory u korzeni system, w którym decyzje podejmowały buraki pokroju Gomułki sprawił, że odsetek dobrej, harmonizującej z krajobrazem architektury stawał się coraz mniejszy, zaś nielicząca się z nikim tandeta coraz bardziej zalewała cały kraj. Masowo, szczególnie na ziemiach poniemieckich burzono piękne pierzeje i na ich miejscu budowano toporne bloki. Dewastacja zabytków była gigantyczna (odsetek polskich dworów, które przetrwały komunę jest znikomy). To zresztą postępowało z czasem. Pierwsze dwa dziesięciolecia po wojnie to dużo przyzwoitej architektury. Projektowali je jeszcze przedwojenni fachowcy, nie było jeszcze fabryk płytowców. Kieleckie socrealistyczne budownictwo jest naprawdę udane. Naprawdę podobają mi się osiedla z lat 50-tych (Gagarina, kwartał między Winnicką a Źródłową, świetna Sienkiewiczowska Dzielnica Mieszkaniowa). To porządne kawałki miasta. Również większość pierwszych kieleckich wieżowców (jak wtedy mówiono - punktowców) jest niezła (np. dwa najstarsze, przy alei Legionów świetnie harmonizujące z WDK-iem). Im później, tym bardziej system generował nawałnicę badziewia. Polscy architekci zaczęli się realizować za granicą (np. we Francji, gdzie jest ich całe środowisko), bo w Polsce nie mogli. W PRL-u już tylko od wielkiego dzwonu udawało się przeforsować dobry projekt (jak dworzec PKS w Kielcach). Wykonanie prawie zawsze było tandetne.
Śmieszą mnie argumenty, że za PRL-u "coś" zostało zrobione. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby Polska była jednym z krajów nie "za" ale "przed" żelazną kurtyną za te same pieniądze zrobiono by bez porównania lepiej, więcej i piękniej. Kielce też by się rozwijały - jak inne miasta w zachodniej Europie - i byłyby znacznie piękniejsze niż teraz.
A przy okazji, a propos lewicowości - swój stosunek do komuny najlepiej przećwiczyłem na tekstach Dezertera
Polecam. Owcześni uczestnicy festiwali w Jarocinie zdziwiliby się mocno, że można PRL utożsamiać z lewicowością 
Przede wszystkim podkreślam mocno, że nigdy nie twierdzę, że "wszystko" i "wszyscy". Nie oceniam ponadto poszczególnych "zwykłych" ludzi, tylko ówczesne władze z ich decyzjami i zjawiska, które występowały. Zgłębiam CAŁĄ historię Kielc. Zapewniam jednak, że to, co można obejrzeć w serialu Alternatywy 4 to prawda - tą część historii sam świadomie przeżyłem.
Oczywiście w PRL-u powstały, jak w każdym okresie, wybitne realizacje architektoniczne, coraz bardziej dziś doceniane. Twierdzę jednak (co zresztą jest powszechnie uznane), że proporcje między tym co pozytywne, a tym co negatywne były w PRL-u (zwłaszcza w dziedzinie architektury) tragicznie zaburzone. Chory u korzeni system, w którym decyzje podejmowały buraki pokroju Gomułki sprawił, że odsetek dobrej, harmonizującej z krajobrazem architektury stawał się coraz mniejszy, zaś nielicząca się z nikim tandeta coraz bardziej zalewała cały kraj. Masowo, szczególnie na ziemiach poniemieckich burzono piękne pierzeje i na ich miejscu budowano toporne bloki. Dewastacja zabytków była gigantyczna (odsetek polskich dworów, które przetrwały komunę jest znikomy). To zresztą postępowało z czasem. Pierwsze dwa dziesięciolecia po wojnie to dużo przyzwoitej architektury. Projektowali je jeszcze przedwojenni fachowcy, nie było jeszcze fabryk płytowców. Kieleckie socrealistyczne budownictwo jest naprawdę udane. Naprawdę podobają mi się osiedla z lat 50-tych (Gagarina, kwartał między Winnicką a Źródłową, świetna Sienkiewiczowska Dzielnica Mieszkaniowa). To porządne kawałki miasta. Również większość pierwszych kieleckich wieżowców (jak wtedy mówiono - punktowców) jest niezła (np. dwa najstarsze, przy alei Legionów świetnie harmonizujące z WDK-iem). Im później, tym bardziej system generował nawałnicę badziewia. Polscy architekci zaczęli się realizować za granicą (np. we Francji, gdzie jest ich całe środowisko), bo w Polsce nie mogli. W PRL-u już tylko od wielkiego dzwonu udawało się przeforsować dobry projekt (jak dworzec PKS w Kielcach). Wykonanie prawie zawsze było tandetne.
Śmieszą mnie argumenty, że za PRL-u "coś" zostało zrobione. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby Polska była jednym z krajów nie "za" ale "przed" żelazną kurtyną za te same pieniądze zrobiono by bez porównania lepiej, więcej i piękniej. Kielce też by się rozwijały - jak inne miasta w zachodniej Europie - i byłyby znacznie piękniejsze niż teraz.
A przy okazji, a propos lewicowości - swój stosunek do komuny najlepiej przećwiczyłem na tekstach Dezertera
Nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość (Michał Anioł)
PRL było jakie było, wiadomo, że wynikał on z niesuwernnosci Polski, ale nie gloryfikujmy tych ostatnich 20 lat, a socjalizmu nie porównujmy do średniowiecza, bo i PRL miał swoje plusy. Skoro te 45 lat było takie złe w inwestycjach, to napiszcie mi co takiego fantastycznego zbudowano w naszym miescieprzez ostatnie 20 lat fantastycznej wolnosciowej i demokratycznej Polski?? W końcu 20 lat to prawie połowa ,,komuny" , ja czekam a Wy się chwalcie dokonaniami kapitalizmu w naszym mieście 
Trudno sie nie zgodzic z kolega Bossem "za komuny" to miasto kwitło sadzac po ilosci zakładów pracy które kiedys funkcjonowaly i w jakim tempie byly budowlane poszczegolne osiedla. Jestem zbyt młody zeby to osadzic z własnej autopsji ale teraz np z mojego rocznika studiów budowlanych ktore skonczylem 2 lata temu pozostało w kielcach moze dwoch kolegów a reszta łącznie ze mna sie rozprysła nie widzac nadziei na normalne i bezukładowe zycie w tym miescie. Nie oszukujmy sie jestesmy regionem jednym z najbiedniejszych w kraju sytuacja w Kielcach jesli chodzi o prace dla ludzi wykształconych zła. W duzych i znanych firmach potworzyły sie kliki które poustawiały stołeczki według włąsnego widzi mi sie. Nikt z nas nie chce zebysmy sie stali zasciankiem duzych miast w kraju ale jesli tak to dalej bedzie postepowac to w koncu wiekszosc stanowiaca o sile tego miasta wyjedzie a zostana tylko ci co beda musieli zostac.
-
bobski the builder
- Posty: 17
- Rejestracja: 14 marca 2009, o 22:45
- Lokalizacja: kielce-łódż
To pięknie, że za PRL-u tyle się w Kielcach budowało i tyle dużych firm działało, tylko trzeba pamiętać, że to wszystko na kredyt (i budowy i produkcja), a kredyt ten skończyliśmy spłacać tzw. Klubowi Paryskiemu dopiero 31.03.2009r. (pozostało jeszcze 118 mln USD, które musimy spłacić do 2014 roku Japonii). Zgodzę się więc z RZ, że nie ma czego gloryfikować...
-
Boss
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1166
- Rejestracja: 20 grudnia 2005, o 21:21
- Lokalizacja: Kielce
Lucens weż pod uwage to co skrzętnie jest tajone przez przeciwników byłego systemu gdyż jest bardzo niewygodnym.. ALE JEST FAKTEM a przez wielu ludzi ów fakt jest nawet nieznany lub niedopuszczany do świadomości a mianowicie - Po 1989 r. pożyczyliśmy więcej niż Gierek, w dodatku jak to nazwano na "konieczne reformy"
CK|PL|EU
Wszyscy tak demonizują komunę, że wszystko było złe, że do dzisiaj to spłacamy itd.
Tak naprawdę to obecny rozwój naszego miasta i kraju rozpoczął się po wejściu do UE. Nie jest to bynajmniej zasługa naszej jakże "prężnej" gospodarki, ale przede wszystkim, pieniądzom pompowanym poprzez fundusze strukturalne. Bez tych pieniędzy, czy komuś to się podoba czy nie, bylibyśmy w sytuacji gorszej niż w latach 80-tych.
Tak pamiętam kolejki (sam odstałem w nich swoje), brak było niemal wszystkiego w sklepach, z powodu braków w zaopatrzeniu, ale ludzie byli dla siebie życzliwsi, w blokach ludzie się znali, starali pomagać sobie nawzajem, interesowali się (w tym dobrym znaczeniu) losem sąsiadów.
Potem zaczął się kapitalizm, a wraz z nim zawiść o wszystko, znaczne rozwarstwienie społeczne.
Zaczął się powolny upadek większości zakładów przemysłowych - Chemar, KZWM, KZNS i innych.
W każdym ustroju polityczno-gospodarczym są strony dobre i złe, jedne należy tępić inne pielęgnować. Spójrzmy na UE i "wolny" rynek w niej panujący. Każdy członek UE ma narzucone limity produkcji cukru, mleka, mięsa itd., a wszystko po to aby utrzymać wysoki poziom cen tych artykułów (inaczej są wysokie kary) - czy to jest dobre? Nawet za komuny tak nie było.
Za komuny w/g polskiej normy jeśli z zadanego surowca o masie 1kg wyszło 80 dkg gotowego wyrobu to producent mógł to nazwać szynką, wszystko inne było wyrobami szynko podobnymi (i było to pilnowane), teraz wszyscy wiemy jak jest. Polskie normy przestały obowiązywać i komu one przeszkadzały?
Tak naprawdę to obecny rozwój naszego miasta i kraju rozpoczął się po wejściu do UE. Nie jest to bynajmniej zasługa naszej jakże "prężnej" gospodarki, ale przede wszystkim, pieniądzom pompowanym poprzez fundusze strukturalne. Bez tych pieniędzy, czy komuś to się podoba czy nie, bylibyśmy w sytuacji gorszej niż w latach 80-tych.
Tak pamiętam kolejki (sam odstałem w nich swoje), brak było niemal wszystkiego w sklepach, z powodu braków w zaopatrzeniu, ale ludzie byli dla siebie życzliwsi, w blokach ludzie się znali, starali pomagać sobie nawzajem, interesowali się (w tym dobrym znaczeniu) losem sąsiadów.
Potem zaczął się kapitalizm, a wraz z nim zawiść o wszystko, znaczne rozwarstwienie społeczne.
Zaczął się powolny upadek większości zakładów przemysłowych - Chemar, KZWM, KZNS i innych.
W każdym ustroju polityczno-gospodarczym są strony dobre i złe, jedne należy tępić inne pielęgnować. Spójrzmy na UE i "wolny" rynek w niej panujący. Każdy członek UE ma narzucone limity produkcji cukru, mleka, mięsa itd., a wszystko po to aby utrzymać wysoki poziom cen tych artykułów (inaczej są wysokie kary) - czy to jest dobre? Nawet za komuny tak nie było.
Za komuny w/g polskiej normy jeśli z zadanego surowca o masie 1kg wyszło 80 dkg gotowego wyrobu to producent mógł to nazwać szynką, wszystko inne było wyrobami szynko podobnymi (i było to pilnowane), teraz wszyscy wiemy jak jest. Polskie normy przestały obowiązywać i komu one przeszkadzały?
Mój kraj Polska, moja Ojczyzna Świętokrzyskie, mój Dom Kielce