Na terenie Polski i Czechosłowacji były punkty rehabilitacyjne dla rannych żołnierzy niemieckich. Pod Koniec bitwy w Stalingradzie walczyła pewna grupa żołnierzy. W walce zostawiono pod ostrzałem rannego kolegę mimo że ten się prosił by go zabrano. Pozostawiono go. Pozostali wycofali się i ewakuowali drogą lotnicza. Leczyli swe rany na terenie Polski. Ranny żołnierz którego pozostawiono też przeżył. W nocy przeczołgał się do własnych pozycji i trafił do szpitala a później na lotnisko i ostatnim transportem trafił na tyły. Później tak jak koledzy leczył rany w Polsce. Gdy się podleczył postanowił odszukać swych kolegów którzy go pozostawili. Znalazł ich w Kielcach siedzących w kawiarni „Nur Fur Deustche” przy dzisiejszej ulicy Sienkiewicza. Wszedł do środka stanął w wejściu i gdy go siedzący rozpoznali zaczął im wypominać swą krzywdę. Ci go słuchać nie chcieli a nawet kazali mu się wynosić bo przyszedł w swym zakrwawionym brudnym mundurze. Nie dał im się zbyć, wyciągnął wiązkę granatów trzonkowych i rzucił im pod nogi. Wszyscy zginęli, kawiarnia zdemolowana. Niemcom zależało na zatajeniu całej sprawy a miejscowi zwykle nie wiedzieli co tam się właściwie stało. Całą sprawę zrzucono na ruch oporu co wykorzystało AL. Przypisując sobie udany zamach na niemieckich oficerów.
Czyżby od tej "udanej akcji" AL powstała nazwa "Placu obrońców Stalingradu"














