Wilhelm pisze:budynek niestety wygląda jak STODOŁA i nie jest to raczej zamysłem P.Partyki aby tak wyglądał, jest to uwarunkowane wysokością do okapu!!! aby wyciągnąć z budowy jakikolwiek sens ekonomiczny projektowane są stodoły w których sens ekonomiczny znajduje się w góralskim dachu poprostu paranoja!!!
podobna dyskusja była prowadzona na temat jakiegoś budynku na ul.Okrzei. niestety nie jest to wina ani inwestora ani projektanta tylko organu wydającego WZ i pozwolenia na budowę czyli w uproszczeniu architekta miejskiego i o ile poprzedni, notabene p.Partyka był ostro krytykowany, to o decyzjach obecnego cisza jak makiem zasiał!!!
Wilhelm, nie masz racji.
To kto w takim razie projektuje ten budynek jeśli nie podpisany pod nim p. Partyka. W każdym razie skoro się pod nim podpisuje to bierze za niego odpowiedzialność. To jak budynek wygląda zawsze jest zasługą projektanta i w znakomitej większości jest to architekt.
Prezentujesz podejście deweloperskie - czyli z działki wycisnąć jak się da najwięcej, bez względu na wygląd (bo w dzisiejszych czasach wszystko sie sprzeda) i inne sprawy. Architekt pracuje na zlecenie inwestora (dzisiaj bardzo często dewelopera) ale równocześnie kreuje przestrzeń (dlatego jest zawodem zaufania publicznego - społeczność ma zaufanie, że będzie dobrze wpływał na otoczenie). Jego zadaniem jest takie projektowanie, które nie szkodząc interesom dewelopera, w zadanych warunkach właściwie kreuje przestrzeń, czyli przynajmniej jej nie szpeci, ale lepiej żeby ją polepszał, ozdabiał. Jeśli olewa estetykę i to jaki wpływ na otoczenie ma to co projektuje, to znaczy, że po prostu mu nie zależy bo ma płacone od ilości zaprojektowanych m2 na sprzedaż - kto da więcej ten mnie ma i im ja dam więcej, więcej mam ja.
To jest problem co się komu chce - kasy czy zostawić po sobie coś dobrego. A da się to dobrze pogodzić. Tylko trzeba chcieć.
Stwierdzenie, że to jak budynek wygląda jest winą urzędników a nie projektanta, który robi koncepcję i inwestora, który ją zatwierdza jest po prostu śmieszne. W adekwatnej dyskusji chwalącej inny obiekt trzeba by w takim razie powiedzieć, że jest on tylko zasługa urzędników.
Wydawanie decyzji w-z w przypadku braku planu miejscowego jest sprawą dosyć złożoną. Polega na, w dużym uproszczeniu, analizie i wyciągnięciu (i zapisaniu ich jako obowiązujące do nowej inwestycji) pewnych średnich parametrów z otaczającej zabudowy - po to aby nie powstawały np. wieżowce, czy fabryki wśród zabudowy jednorodzinnej. Inwestorzy deweloperzy doskonale wiedzą jakie są procedury i na co (a na co nie) mogą liczyć. Jeśli chcą czegoś ekstra bądź nietypowego należy zrobic plan miejscowy i załatwione. Ale to trwa rok (analiz, uzgodnień, badań wpływu na otoczenie itd.) więc w pogoni za kasą bierzemy to co dają szybciej i próbujemy wyciskać na maksa. A prędzej czy później znajdzie się jakiś architkarykaturzsta co zrobi odpowiedni metraż a przy okazji okropny gniot estetyczny.....
Pozdrawiam