Mariusz Piotrowski
Estoński przewoźnik Lux Express zacznie wozić pasażerów od 5 marca. Na razie tylko na trasie Warszawa-Kraków, ale patrząc na plany ekspansji, już wkrótce może zagrozić PolskiemuBusowi. - Naszym zdaniem na polskim rynku przewozów jest tyle miejsca, że wkrótce dołączą do nas kolejne firmy - mówi Hannes Saarpuu, prezes Lux Express.
Artykuł otwarty
Lux Express to biznesowa marka kontrolowana przez estońskiego milionera Hugo Osulę, który w ciągu kilkunastu lat zbudował najsilniejszego przewoźnika autokarowego w krajach bałtyckich. W Polsce firma jest obecna od 2012 r., gdzie pod tańszą marką Simple Express kursuje na trasach Wilno-Warszawa-Wrocław-Praga oraz Wilno-Warszawa-Poznań-Berlin. Teraz przyszedł czas na ekspansję wewnątrz kraju. Plany wyglądają tak: od 5 marca Lux Express będzie 7 razy dziennie jeździł na trasach Warszawa-Kraków. Od czerwca Estończycy dodadzą do rozkładu 2-3 nowe trasy, a w latach 2016-2019 chcą dodawać do swojej siatki połączeń po 2-3 nowe trasy każdego roku. Będzie to związane z większą skalą inwestycji - obecnie firma ma u nas 7 autokarów, do czerwca będzie ich 15, a w roku 2020 - nawet 70-80 pojazdów. W tym roku na ekspansję w Polsce firma wyda 25 mln zł, a do 2019 r. - kolejne 100 mln zł.
Dokąd pojedzie Lux Express? W tym roku autobusy przewoźnika połączą Warszawę z największymi polskimi miastami, od 2016 r. skupią się na mniejszych miejscowościach. - Widzimy duży potencjał w takich kierunkach jak Toruń, Kielce czy Olsztyn - przyznaje Haanes Saarpuu.
Lux Express ma się wyróżniać na tle konkurentów przede wszystkim komfortem podróży - w autokarach znajdą się wygodne fotele ze sporą ilością miejsca na nogi, Wi-Fi oraz personalne systemy multimedialne wbudowane w zagłówki foteli. Kusić ma też cena: maksymalna stawka za przejazd na trasie Warszawa-Kraków to 59 zł, ale na początek przewoźnik rzuci pulę promocyjnych biletów w cenie 15 zł (będą stanowiły 20-30 proc. na każdym połączeniu). Średnia cena biletu ma wynieść 30-40 zł i będzie zależała od tego, jak wcześnie kupimy bilet (rezerwować można od 17 lutego). Ale oprócz tego Lux zapewnia system zniżek - od 10 do 80 proc. dla dzieci, młodzieży i starszych oraz program lojalnościowy PINS, w którym w zależności od liczby przejechanych kursów dostajemy stały rabat w wysokości 15-40 proc.
Konkurencja ma się czego obawiać?
Lux liczy, że do końca roku przewiezie przynajmniej 500 tys. pasażerów, co oznacza, że rzuca rękawicę innym przewoźnikom operującą na tej trasie. Konkuruje m.in. z InterCity, które od grudnia kursuje z Pendolino na trasach ze stolicy do Gdańska, Krakowa i Wrocławia. Pod względem czasowym pociąg jest bezkonkurencyjny - do Krakowa według rozkładu pociąg kursuje w 2 godz. 28 minut. Lux ma pokonywać tę trasę w 4 godz. 25 minut - ponad pół godziny krócej niż PolskiBus, który jednak zatrzymuje się w Kielcach. Ale przewoźnicy autokarowi wygrywają ceną - najtańsze bilety na Pendolino to 49 zł, a PolskiegoBusa - 30-40 zł. Jasne, PolskiBus chwali się, że ceny biletów zaczynają się od 1 zł (plus 1 zł za rezerwację), ale zwykle w puli na dany przejazd takich miejsc jest najwyżej kilka.
- Znamy potrzeby polskiego rynku autobusowego i wiemy, że sobie poradzimy - przekonuje Saarpuu. - Dobrze wiemy jak to zrobić: gdy w 2007 r. otwieraliśmy połączenia na trasie Tallinn-Ryga-Wilno 97 proc. z 3 mln podróży pokonywanych było samochodami. Dziś nasz udział wynosi 15 proc. i rocznie przewozimy ponad 300 tys. pasażerów - dodaje prezes Lux Express.
Na rynku jest miejsce na nowych?
Przewoźnik szanse na rozwój opiera na danych o gwałtownym wzroście liczby samochodów w Polsce. Jeszcze w 2003 r. wskaźnik ten wynosił 294 auta na 1000 osób, w 2013 - już 505. A jeśli chodzi o podział ze względu na środek transportu - to podróże autem stanowią obecnie aż 84,6 proc. wszystkich podróży, podczas gdy autokary i pociągi - odpowiednio 10,7 i 4,8 proc.
- Gdy ten wskaźnik przekracza 80 proc. to znaczy, że system transportowy potrzebuje zmian. Wierzymy, że ludzie z chęcią przesiądą się do wygodnych autobusów, gdzie w komfortowych warunkach będą mogli odpocząć, zamiast siedzieć za kółkiem. To także cywilizacyjna zmiana: w społeczeństwach, które robią się bogatsze, transport autobusowy rośnie w siłę - mówi Saarpuu. - Nie jesteśmy pierwszym przewoźnikiem, który interesują się Polską i na pewno nie będziemy ostatnim. Jestem przekonany, że rynek przewozów, choćby między największymi miastami, jest w stanie pomieścić także innych graczy - dodaje.
Wszystkim rośnie
O zapotrzebowaniu na takie podróże świadczy sukces PolskieBusa, który działa na polskim rynku od czerwca 2011 r. i systematycznie rozwija ofertę. Obecnie działa na 19 trasach, a w ubiegłym roku przewiózł ponad 5 mln pasażerów, co oznacza wzrost o blisko 50 proc. w skali roku. Co ciekawe, pozycji firmy nie zachwiał start Pendolino, który miał podebrać konkurencji klientów na głównych trasach. Tak się jednak nie stało, choć Intercity nie narzeka na brak zainteresowań - od startu pociągów w grudniu do końca stycznia pociągami Pendolino na wszystkich trasach podróżowało ponad 220 tys. pasażerów, w tym 144 tys. w styczniu. PolskiBus zareagował na ofertę Intercity akcją promocyjną, w ramach której sprzedawał bilety do Gdańska, Wrocławia czy Krakowa w cenie do 20 zł. Efekt? - Na tych liniach z miesiąca na miesiąc notujemy wzrosty - chwali się Piotr Pogonowski, dyrektor marketingu PolskiBus.com.
Co ciekawe, na zmianach w transporcie nie tracą też linie lotnicze - w styczniu Ryanair przewiózł ponad 20,6 tys. pasażerów na trasie z Modlina do Wrocławia i Gdańska. A dobre wyniki na trasach krajowych notuje też LOT - Ciągle umacniamy swoją pozycję. W sezonie letnim oferujemy 49 rejsów tygodniowo do Krakowa, 46 do Wrocławia i 27 do Rzeszowa. Na trasach krajowych mamy bardzo dobre wskaźniki - zdecydowanie ponad 80 proc. wypełnienia samolotów - komentuje Małgorzata Kozieł, rzeczniczka LOT-u.
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,173 ... usowi.html


