Kieleckie MPK zbankrutuje?
Zbyt wysokie ceny paliwa mogą doprowadzić Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji w Kielcach do bankructwa.
- Jeśli ceny paliwa utrzymają się na obecnym poziomie a miasto nie podniesie nam stawki, bardzo realny jest koniec MPK - mówi Marek Wołoch, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Kielcach.
PISMA Z PROŚBĄ
Informowaliśmy już o tym, że kieleckie MPK zwróciło się z prośbą do Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach o zwiększenie stawki za jeden kilometr, jaka obowiązuje od stycznia tego roku, kiedy rozpoczął się kontrakt MPK na transport pasażerów. Przedsiębiorstwo w ubiegłym roku wystartowało w przetargu dając za kilometr brutto 4,71 złotego. Firma wygrała przetarg i podpisała umowę. Nie przewidziano jednak tego, że przez kilka miesięcy ceny paliw gwałtownie wzrosną. ZTM, który z ramienia miasta zajmuje się organizowaniem komunikacji w Kielcach, wysłał pismo do prezesa Biuletynu Zamówień Publicznych z pytaniem, czy można renegocjować warunki umowy.
- Dostaliśmy bardzo oględną odpowiedź, z której wynikało, że warunków raczej negocjować się nie da. To nam związuje ręce, bo sami decyzji podjąć nie możemy, chyba że o podniesieniu cen zdecydują władze miasta - tłumaczy Zbigniew Michnicki z Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach.
ZTM odpowiedź przesłało zarządowi MPK, a ten o opinię, w tej sprawie postanowił zapytać sąd. - W ciągu kilku następnych dni zamierzamy złożyć pismo do sądu, w którym będziemy chcieli uzyskać opinię, czy warunki przetargu były dla nas korzystne i czy w obecnej sytuacji, gdy nie możemy liczyć na podniesienie ceny, może to stanowić zagrożenie dla MPK - mówi Marek Wołoch.
BYĆ ALBO NIE BYĆ
Prezes dodaje, że podniesienie ceny za kilometr dla firmy jest kwestią być lub nie być. - Trudno było przewidzieć w momencie podpisywania umowy przetargowej, że ceny paliw będą tak wysokie. Można było chyba dać taką klauzulę, która pozwoliłaby na waloryzację stawki. Co prawda od stycznia 2009 roku mamy mieć stawkę regulowaną, ale tak naprawdę w niczym nam to nie pomaga. Już nawet nie chodzi o to, aby MPK przynosiło kolosalne zyski, bo nie na tym polega specyfika tej spółki. My mamy po prostu nie być na minusie, wypłacać godziwe pensje i być wiarygodnym partnerem. Jeżeli już teraz widzimy, że firma może zacząć tracić, to nie możemy siedzieć z założonymi rękami, tylko walczyć o pieniądze, które nam się należą od miasta za uczciwą pracę i wykonywanie usług.
DALI SWOJE PIENIĄDZE...
Marek Wołoch podkreśla, że nie ma zamiaru straszyć ani mieszkańców miasta, ani władz Kielc, ale w sytuacji, kiedy firma może przestać być wypłacalna, będzie zmuszony ogłosić jej bankructwo. - Do tego jest jeszcze bardzo daleko. Kondycja firmy jest bardzo dobra. Nie mamy żadnych zaległości płatniczych, jest pełna płynność finansowa. Udało nam się zrestrukturyzować zakład, także tutaj nie ma co szukać oszczędności. W tym roku po raz pierwszy od dłuższego czasu pracownicy dostali podwyżki, niektórzy nawet po 280 złotych. Zastanawiam się tylko, jak długo będzie udawało się łatać dziury i wiązać koniec z końcem. Jeżeli nie nastąpią poważne działania ze strony władz miasta, to MPK przestanie istnieć. Co wtedy zrobi miasto? Czy stać ich na budowanie od podstaw komunikacji miejskiej?
Niepokoi się także załoga MPK, która przecież na wykup akcji przedsiębiorstwa i stworzenie spółki pracowniczej "Kieleckie Autobusy” wyłożyła własne pieniądze. Uzbierano blisko milion złotych, które mają wpłynąć na konto miasta, po tym, jak bank udzieli MPK potrzebnego kredytu. - Wiem, że na razie nie ma się o co martwić, bo sytuacja firmy jest dobra - mówi Bogdan Latosiński, przewodniczący związkowej Solidarności w MPK. - Czuję jednak, że ze strony miasta prowadzona jest jakaś gra, której załoga do końca nie rozumie. Zapomniano chyba już o tym, jak wielkie poświęcenie było z naszej strony, aby zebrać pieniądze i wykupić akcje. Obiecywano nam pomoc i teraz najwyraźniej tej pomocy potrzebujemy.
HIPOTEZY
Zapytaliśmy we wtorek zastępcę prezydenta Kielc Andrzeja Syguta o to, czy miasto ma zamiar pomóc spółce. - Obowiązują nas unijne dyrektywy, które zabraniają samorządom finansować podmioty prywatne, którym wkrótce stanie się MPK - tłumaczy prezydent.
A co, gdy hipotetycznie rozważając MPK ogłosi bankructwo? - pytamy prezydenta Syguta. - O hipotetycznych tematach nie ma sensu rozmawiać - usłyszeliśmy.
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/ar ... /457188047