2008-07-31, ostatnia aktualizacja 2008-07-31 19:00
Awantura w kieleckim PKS. Bedzie zmiana prezesa?
Rada Nadzorcza szuka nowego prezesa, bo według niej obecny nie realizuje strategii naprawczej. Innego zdania jest załoga oraz władze Kielc, które myślą o przejęciu przedsiębiorstwa
O ogłoszeniu konkursu na stanowisko prezesa wybrana pod koniec czerwca Rada Nadzorcza zadecydowała w środę.
- Obecny prezes zarządu Grzegorz Kowalczyk nie realizuje programu restrukturyzacji firmy, a to był warunek przy zgodzie na sprzedaż działki przy ul. Zagnańskiej - mówi Barbara Haraburda z Ministerstwa Skarbu Państwa, przewodnicząca rady nadzorczej. Chodzi o działkę, którą kupiła Plaza, by postawić tam centrum handlowe. - Miały być nowe autobusy, a firma kupuje używane bez poinformowania ministerstwa. Poza tym na koniec czerwca strata wyniosła ponad 1,2 mln zł - dodaje Tomasz Szymkiewicz, członek rady nadzorczej, a na co dzień zastępca dyrektora Zakładu Obsługi Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego i członek PO.
Prezes broni się, że działa w interesie spółki. - Kupuję używane autobusy z armii niemieckiej, bo są w świetnym stanie i po bardzo atrakcyjnej cenie. A strata to efekt m.in. remontów i spłacanie długów z poprzednich lat. Na koniec roku powinna być zniwelowana do zera. Przykro mi, że zostałem tak potraktowany - mówi Kowalczyk.
Grzegorza Kowalczyka bronią związkowcy. - To porządny człowiek, który wyprowadza tę firmę na prostą - stwierdził wczoraj na specjalnej konferencji prasowej Bogusław Moczoń, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Kierowców w kieleckim PKS. Związkowcy wyliczają, że prezes sprzedał działkę przy Zagnańskiej za dobrą cenę (18 mln zł), spłacił długi, kupuje autobusy. - Atmosfera jest bez porównania lepsza. Nareszcie mamy perspektywy rozwoju, bo prezes chce doprowadzić do przejęcia spółki przez miasto. To gwarantuje, że firma będzie działała, a my będziemy pracować - podkreśla Zbigniew Zwierzyński z zakładowej "Solidarności".
O tym, że dla PKS najkorzystniejsze będzie przejęcie przez miasto, wynika z analizy przygotowanej przez pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego. Powstała ona na zlecenie zarządu przedsiębiorstwa jako odpowiedź na pytanie MSP do spółek o plany ich rozwoju. Wniosek z pozytywną opinią poprzedniej rady nadzorczej i załogi trafił do ministerstwa. Równocześnie prezydent Kielc Wojciech Lubawski wysłał do MSP list intencyjny w tej sprawie. Odpowiedzi jeszcze nie dostał.
- Zaproponowaliśmy więc zarządowi PKS długoletnią dzierżawę obiektu i zainwestowanie 10 mln zł w remont dworca - mówi Czesław Gruszewski, wiceprezydent Kielc. Nie ukrywa, że ceni współpracę z prezesem Kowalczykiem. - Dał się poznać jako kompetentna osoba. Potrafił zaprowadzić spokój i ma plany na rozwój firmy - podkreśla wiceprezydent. Szymkiewicz twierdzi, że nic nie wie o liście władz Kielc do MSP. - Nawet nie ma uchwały rady miejskiej w tej sprawie - mówi.
Wczoraj związkowcy oskarżyli też Szymkiewicza, że pracując w latach 1995-2005 jako rewizor w PKS, wymuszał haracze od kierowców. - Trzeba było mu się opłacać, żeby nie pisał raportów o biletach, których nie sprzedawaliśmy pasażerom, albo o nieumytych autobusach. Sam mu płaciłem - stwierdził jeden z kierowców. Prosi, żeby nie publikować nazwiska, ale zapewnia, że jeśli będzie trzeba, złoży zeznania w prokuraturze. Szymkiewicz zaprzecza i zapowiada obronę swojego imienia przed sądem. - Kierowcy się mszczą, bo nikt nie lubi kontrolerów, a ja starałem się pracować jak najlepiej - odpowiada Szymkiewicz.
Związkowcy zapowiadają walkę o prezesa i komunalizację firmy. 6 sierpnia jadą do stolicy pikietować pod MSP.
marcin.sztandera@kielce.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
