Przewoźnicy w innych miastach
Moderatorzy: Nowak, Autor, sueno, Daniel, CKfan, AR
- sueno
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 4907
- Rejestracja: 31 maja 2006, o 21:56
- Lokalizacja: Świat czerwonego smoka
- Kontakt:
Najlepsza gra w sieci: http://www.reddragon.pl
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
Dzięki za odpowiedż,co prawda wiele mi nie pomogła ale zawszeTomek pisze:Bardzo Ci nie pomogę bo nie jestem wielkim miłośnikiem komunikacji miejskiej i jak coś czasem napisze w tym rozdziale to raczej z pozycji laikaTOLEK pisze: Mam prośbe,skoro masz w podpisie "Bytom" napisz co się stało z z tamtejszym WPK i przy okazji jak na Śląsku obklejają szyby w kabinie kierowcy skoro np:PKM Świerklaniec(po Bytomiu jeżdżą)mają sporo MANów z kabinami-kowbojkami,nie wspomne o wozach Zagozdy...chyba nie ma dwóch autobusów tej samej marki,a raczej modelu...średnia wieku 25 lat,ale moja prośba:WPK Bytom padło pare lat temu,jak wiesz to napisz co się stało z wozami.Byłem tam tydzień temu i na placu zostało parę Ikarków...ktoś reszte wykupił?? Może to jest temat na priva ale zostawiłem go tutaj.
W Bytomiu, też mieszkam od nie dawna bo niecały nawet rok. Wcześniej przyjeżdżałem tu czasami tylko i nie kojarzę WPK Bytom. Gdzieś w 2006 lub 2007r. rozpadł się PKM Bytom (chyba o nich Ci chodzi). Co z autobusami się stało nie mam pojęcia, jak będę miał okazję rozmawiać z kimś zorientowanym to się zapytam i Ci napiszę. Wiem, że nie dogadywali się oni z KZK GOP, ale co dokładnie było przyczynom ich upadku nie wiem bo nie dociekałem wtedy.
Wielu jest tu przewoźników ogólnie, wiele modeli autobusów i wiele linii którymi nigdy nie jechałem. Dlatego nie chce się upierać, że tu nie ma "oklejania szyb" itd W tych starych wozach na pewno kleją. Ja jeżdżę głównie przyspieszonymi "osiemsetkami" do Katowic lub Gliwic i do tych Solarisów głównie porównałem omówiony wcześniej przypadek.
Jeśli chodzi o Ikarusy to chyba właśnie ze Świerklańca jeżdżą takie krótkie bez przegubów. Jak dla „scyzoryka” co kojarzy tylko długie Ikarusy był to dla mnie dziwny widok
ps. Na temat sprzedaży tamtych autobusów znalazłem jedną informacje w Internecie, pewnie więcej będzie trzeba poszukać:
http://www.wpk.katowice.pl/index.php?itemid=778
- sueno
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 4907
- Rejestracja: 31 maja 2006, o 21:56
- Lokalizacja: Świat czerwonego smoka
- Kontakt:

Czy komuniakcja miejska może być darmowa?
poniedziałek 14 września 2009 15:14
Bunt wrocławian: chcą darmowych autobusów
Korki na ulicach, dziurawe drogi, zatrute powietrze - tak wyglądają polskie miasta. Grupa wrocławian ma pomysł jak to zmienić: wprowadzić darmową komunikację miejską. Absurd? Niekoniecznie. Młodzi ludzie mają na to swoje argumenty i przykład miasta, w którym taka reforma przyniosła rewelacyjne efekty!
Młodzi ludzie są anonimowi i radykalni. Założyli stronę internetową
i profil na Naszej-Klasie, na którym nawołują do jeżdżenia po Wrocławiu na gapę. Ma to być forma strajku, który skłoni władze miasta do przeprowadzenia referendum w sprawie darmowej komunikacji miejskiej. "Wszyscy płacimy podatki. Pieniądze, którymi zarządza Ratusz są nasze i my mamy prawo decydować na co zostaną przeznaczone. Są w Europie miasta w których transport publiczny jest darmowy i okazuje się, że nie ma w nich korków i spalin".
Jak to możliwe, że opłaca się zrezygnować z wpływów do budżetu miasta z biletów? Zdaniem młodych ludzi, jeśli autobusy i tramwaje będą darmowe, to korzystać z nich będzie więcej osób. To oznacza mniej samochodów na ulicach, a więc mniej korków, spalin i wydatków na remonty dróg.
Na przykładzie Wrocławia wygląda to tak: "Transport miejski we Wrocławiu jest w większości utrzymywany z naszych podatków (około 176 milionów złotych rocznie), a wpływy z biletów wynoszą około 100 milionów złotych. Tymczasem nakłady na drogi samochodowe
we Wrocławiu wynoszą 423 miliony złotych, co oznacza, że jedna czwarta tej kwoty wystarczy, by sfinansować darmowy transport" - czytamy na stronie namawiającej do jazdy na gapę.
Okazuje się, że ta odważna wizja ma szansę się sprawdzić
. Podobny model funkcjonuje już od lat w belgijskim mieście Hasselt. W latach 1987–1999 liczba aut
rosła tu lawinowo (o 25 proc.), a władze nie nadążały - tak jak teraz w Polsce - z budowaniem infrastruktury drogowej. Dlatego w referendum mieszkańcy zdecydowali, żeby zamiast nowych dróg i obwodnic, finansować darmową komunikację miejską. Efekt był niemal natychmiastowy. Liczba pasażerów autobusów wzrosła z tysiąca do 12 tysięcy dziennie. Nie ma też w nich tłoku, bo liczbę wozów zwiększono pięciokrotnie. Na ulicach nie ma już korków, a wszyscy mieszkańcy miasta oddychają znacznie czystszym powietrzem.
Różnica z Wrocławiem jest tylko jedna. W Hasselt mieszka ledwie 70 tys. ludzi, w stolicy Dolnego Śląska 630 tys. Nikt nie robił jeszcze takiego eksperymentu w tak dużym mieście. Strajk polegający na jeżdżeniu na gapę ma się rozpocząć 26 października.
źródło: dziennik.pl
Więcej do poczytania tutaj
Najlepsza gra w sieci: http://www.reddragon.pl
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
"Są fachowcy i nie widzę potrzeby, żeby nauczyciel dyktował, jak ma się budować drogi" - autor znany
-
Cyniczny Optymista
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 838
- Rejestracja: 28 lipca 2008, o 11:16
- Lokalizacja: Kielce
- Kontakt:
Większe wpływy z biletów i mniej wystawionych mandatów - to pierwsze efekty wprowadzonego w Bielsku-Białej obowiązku wsiadania przednimi drzwiami do autobusów
Nie wszyscy jeszcze wsiadają przednimi drzwiami
Fot. Grzegorz Celejewski/AG
Nie wszyscy jeszcze wsiadają przednimi drzwiami
ZOBACZ TAKŻE
* Kanar też człowiek (10-09-09, 13:38)
Rewolucyjne zmiany w bielskiej komunikacji zostały wprowadzone w czerwcu. Miejski Zakład Komunikacyjny postanowił wtedy, że pasażerowie będą wsiadać do autobusu przednimi drzwiami. Muszą mieć przygotowany bilet i pokazać go kierowcy lub kupić u niego. Powód zmian był oczywisty - uniemożliwienie nieuczciwym pasażerom jazdy na gapę. - Jeżeli mniej ludzi będzie jeździło bez biletów, to będą większe wpływy ze sprzedaży i nie trzeba będzie podnosić ich cen. Skorzystają na tym wszyscy uczciwi pasażerowie - argumentował MZK.
Miejskie władze podkreślały, że nie odkrywają Ameryki, bo w wielu krajach Europy Zachodniej, a także niektórych miastach w Polsce, podobne zasady zostały już wprowadzone.
Pomysł wzbudził jednak kontrowersje wśród mieszkańców. Jego przeciwnicy twierdzili, że na Zachodzie, gdzie w autobusach jest luźno, nie sprawia to kłopotów, jednak tutaj w zatłoczonych wozach to zwykłe utrudnianie ludziom życia i wprowadzanie zamieszania. Dodawali, że w mieście i tak jest ciężko, bo trwają prace drogowe i objazdy powodują opóźnienia w kursowaniu autobusów. Nie brakowało też głosów, że sami kierowcy nie mają ochoty wdawać się w utarczki z niepokornymi pasażerami i czasem w ogóle nie stosują nowych zasad.
Bielskie władze przekonują jednak, że zmiany się opłaciły. - Dane z czerwca i lipca pokazują, że nowe zasady w autobusach przyniosły widoczny efekt ekonomiczny. W porównaniu z zeszłym rokiem wpływy ze sprzedaży biletów były o ponad 200 tys. zł wyższe. I to wszystko w czasie wakacji, gdy z komunikacji korzysta mniej osób - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu.
Dodaje, że sama sprzedaż u kierowców była o 60 proc. większa i przyniosła 165 tys. zł. Dzięki temu, że mniej osób jeździło na gapę - kontrolerzy wypisali o ponad 800 mandatów mniej. - To pokazuje, że całe przedsięwzięcie warto kontynuować - dodaje Ficoń.
http://miasta.gazeta.pl/bielskobiala/1, ... fekty.html
Ja będę chciał, by Obiady Czwartkowe i Portal Kieleckie Inwestycje zaangażowały się we wprowadzenie czegoś takiego w naszym mieście.
Zupełnie do mnie nie przemawiają argumenty, że u nas się nie da, bo trudniej, bo inne zagęszczenie i kultura.
Trzeba tylko chcieć.
A ja mam dość patrzenia na gnojków czy dorosłych, którzy jeżdżą bez biletów, bo to są zwykli złodzieje. Oni nie okradają kogoś innego - miasta czy jakiegoś mitycznego państwa. Oni okradają mnie osobiście. I każdego z nas.
Bo każdy nie opłacony bilet oznacza stratę o którą jest zwiększana dotacja miejska do MPK. A przez to miasto ma mniej pieniędzy choćby na huśtawkę pod moim blokiem...
Ja dla złodziei nie mam litości.
Pzdr
A.
Nie wszyscy jeszcze wsiadają przednimi drzwiami
Fot. Grzegorz Celejewski/AG
Nie wszyscy jeszcze wsiadają przednimi drzwiami
ZOBACZ TAKŻE
* Kanar też człowiek (10-09-09, 13:38)
Rewolucyjne zmiany w bielskiej komunikacji zostały wprowadzone w czerwcu. Miejski Zakład Komunikacyjny postanowił wtedy, że pasażerowie będą wsiadać do autobusu przednimi drzwiami. Muszą mieć przygotowany bilet i pokazać go kierowcy lub kupić u niego. Powód zmian był oczywisty - uniemożliwienie nieuczciwym pasażerom jazdy na gapę. - Jeżeli mniej ludzi będzie jeździło bez biletów, to będą większe wpływy ze sprzedaży i nie trzeba będzie podnosić ich cen. Skorzystają na tym wszyscy uczciwi pasażerowie - argumentował MZK.
Miejskie władze podkreślały, że nie odkrywają Ameryki, bo w wielu krajach Europy Zachodniej, a także niektórych miastach w Polsce, podobne zasady zostały już wprowadzone.
Pomysł wzbudził jednak kontrowersje wśród mieszkańców. Jego przeciwnicy twierdzili, że na Zachodzie, gdzie w autobusach jest luźno, nie sprawia to kłopotów, jednak tutaj w zatłoczonych wozach to zwykłe utrudnianie ludziom życia i wprowadzanie zamieszania. Dodawali, że w mieście i tak jest ciężko, bo trwają prace drogowe i objazdy powodują opóźnienia w kursowaniu autobusów. Nie brakowało też głosów, że sami kierowcy nie mają ochoty wdawać się w utarczki z niepokornymi pasażerami i czasem w ogóle nie stosują nowych zasad.
Bielskie władze przekonują jednak, że zmiany się opłaciły. - Dane z czerwca i lipca pokazują, że nowe zasady w autobusach przyniosły widoczny efekt ekonomiczny. W porównaniu z zeszłym rokiem wpływy ze sprzedaży biletów były o ponad 200 tys. zł wyższe. I to wszystko w czasie wakacji, gdy z komunikacji korzysta mniej osób - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu.
Dodaje, że sama sprzedaż u kierowców była o 60 proc. większa i przyniosła 165 tys. zł. Dzięki temu, że mniej osób jeździło na gapę - kontrolerzy wypisali o ponad 800 mandatów mniej. - To pokazuje, że całe przedsięwzięcie warto kontynuować - dodaje Ficoń.
http://miasta.gazeta.pl/bielskobiala/1, ... fekty.html
Ja będę chciał, by Obiady Czwartkowe i Portal Kieleckie Inwestycje zaangażowały się we wprowadzenie czegoś takiego w naszym mieście.
Zupełnie do mnie nie przemawiają argumenty, że u nas się nie da, bo trudniej, bo inne zagęszczenie i kultura.
Trzeba tylko chcieć.
A ja mam dość patrzenia na gnojków czy dorosłych, którzy jeżdżą bez biletów, bo to są zwykli złodzieje. Oni nie okradają kogoś innego - miasta czy jakiegoś mitycznego państwa. Oni okradają mnie osobiście. I każdego z nas.
Bo każdy nie opłacony bilet oznacza stratę o którą jest zwiększana dotacja miejska do MPK. A przez to miasto ma mniej pieniędzy choćby na huśtawkę pod moim blokiem...
Ja dla złodziei nie mam litości.
Pzdr
A.
Cynizm Optymizm i Ironia
Te trzy: z nich zas najwazniejszy jest dystans do samego siebie
Te trzy: z nich zas najwazniejszy jest dystans do samego siebie
-
michau
Darmowa komuniakcja we Wrocławiu
Oczywiscie, czemu samochody nie płacą nic a na autobus trzeba bilet mieć. Ale i tak we wrocławiu róznica między wydatkami na drogi a wydatkami na komuniakcje nei ejst aż taka duża ( komunikacja ok. 30% łącznych wydatków na km i drogi), wiec nie jest tragicznie jak u nas:)
- CKfan
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 4200
- Rejestracja: 20 grudnia 2005, o 20:56
- Lokalizacja: Kielce os. Jagiellońskie
Samochody nic, ale ich właściciele płacą:pk5 pisze:samochody nie płacą nic
- ubezpieczenie OC i opcjonalnie AC
- paliwo a w jego cenie podatek drogowy, akcyza, VAT
- przeglądy techniczne
- opłaty związane z kupnem i zarejestrowaniem pojazdów
- cena samego pojazdu
- bilety na płatnych parkingach
- naprawy, usuwanie awarii w przypadku gdy pojazd nie jest już na gwarancji
Więc nawet jak ktoś musi płacić 2 złote za bilet normalny ZTM, to w gruncie rzeczy wychodzi mu dużo taniej. Aczkolwiek sam chętnie chciałbym nie musieć płacić za przejazd autobusem.
Sorry, takiego mamy prezydenta...
policz sobie za ile są opłaty które Ty wymieniłeś - a policz za co jest te 2 złote - po za tym właściciele autobusów płac te same opłaty (może bez parkingów ale ejst więcej ubezpieczeń) .
Dalej, wszyscy uzytkownicy i samochodów i autobusów płaca te same podatki a jakoś kwoty przeznaczone na autobusy stanowia jakiś marny ułamek tych które sa przeznaczone na samochody. i w autobusie jeszce musisz skasowac bilet, a jak nie to kanar traktuje Cię jak kryminalistę.
A sam powiedziałeś że samochód trzeba jeszce kupic - a więc z jakigoś takie solidarnego punktu widzenia to włąśnie autobus stanowi srodek lokomocji dla większosci, jest dobrem społecznym. Bo jest dla wszytskich. nie tylko dla posiadaczy ilosci pieniędzy na samochód. Więc bardzo dziwne ejst traktowanie autobusu przez włądze, ich polityka doprowadza do obecnej sytuacji korków, rosnącej liczby samochodów, uciekajacej liczby pasażerów KM. Wszyscy chyba zakochali się w tej urbanistyce usa, co mnie na prawdę niepokoi.
Pozdrawiam Cię serdecznie
co do wypowiedzi Cynicznego Optymisty - tutaj napisze i wkleję tez w dziale akcje i wydarzenia.
Arku, skoro tak chętnie nazywasz ludzi złodziejami to nazywaj tym mianem wszystkich (a przynajmniej staraj się większość nazywać) złodziei. Pozdrawiam.
Dalej, wszyscy uzytkownicy i samochodów i autobusów płaca te same podatki a jakoś kwoty przeznaczone na autobusy stanowia jakiś marny ułamek tych które sa przeznaczone na samochody. i w autobusie jeszce musisz skasowac bilet, a jak nie to kanar traktuje Cię jak kryminalistę.
A sam powiedziałeś że samochód trzeba jeszce kupic - a więc z jakigoś takie solidarnego punktu widzenia to włąśnie autobus stanowi srodek lokomocji dla większosci, jest dobrem społecznym. Bo jest dla wszytskich. nie tylko dla posiadaczy ilosci pieniędzy na samochód. Więc bardzo dziwne ejst traktowanie autobusu przez włądze, ich polityka doprowadza do obecnej sytuacji korków, rosnącej liczby samochodów, uciekajacej liczby pasażerów KM. Wszyscy chyba zakochali się w tej urbanistyce usa, co mnie na prawdę niepokoi.
Pozdrawiam Cię serdecznie
co do wypowiedzi Cynicznego Optymisty - tutaj napisze i wkleję tez w dziale akcje i wydarzenia.
Arku, skoro tak chętnie nazywasz ludzi złodziejami to nazywaj tym mianem wszystkich (a przynajmniej staraj się większość nazywać) złodziei. Pozdrawiam.
- CKfan
- Ranga: Dyrektor budowy ;)
- Posty: 4200
- Rejestracja: 20 grudnia 2005, o 20:56
- Lokalizacja: Kielce os. Jagiellońskie
Właściciele autobusów tak, ale pasażerowie niepk5 pisze:policz sobie za ile są opłaty które Ty wymieniłeś - a policz za co jest te 2 złote - po za tym właściciele autobusów płac te same opłaty (może bez parkingów ale ejst więcej ubezpieczeń) .
Sorry, takiego mamy prezydenta...
-
redoxygene
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 781
- Rejestracja: 22 czerwca 2008, o 20:36
Bartku, zanim zaczniesz wymieniac i mowic kto i co placi, co jest tansze, najpierw zapoznaj sie z tym, ile do kazdego kilometra przejechanego przez samochod doplaca panstwo (w sensie ogolnym), a ile sie doplaca do kilometra w komunikacji miejskiej. To nie jest wiedza tajemna, sa publikacje na ten temat, wypowiadaja sie ministrowie, ministerstwa publikuja dane, inni szacunki (bo nie wszystkie koszty sa w Polsce wyliczane). Niezbicie z tego wynika, ze do kazdego kilometra przejechanego autobusem miejskim na przyklad doplaca sie srednio 30-40%, a do kazdego kilometra przejechanego samochodem srednio dwa razy wiecej. Oczywiscie rozne sa proporcje kosztow i same koszty - tak bezposrednie jak i posrednie. Oczywiscie, ze nawet teraz jest duzo taniej, nie liczac nawet 2 zlote za przejazd jednorazowy, tylko 100 zlotych za bilet miesieczny. Jednak to "taniej" wcale nie jest takie tanie patrzac na to, ile panstwo wtyka w samochody i nie mozna porownywac ceny nominalnej, a cene realna.B@rteK pisze:Samochody nic, ale ich właściciele płacą
Polecam najnowsze opracowanie na ten temat - raport "Polityka transportowa" przygotowany przez Olafa Swolkienia (wrzesień 2008) ebook (3,4MB).
Tczew: Zamieszanie z ZKM Veolia
Groźba zaprzestania świadczenia usług komunikacyjnych przez ZKM Veolia Transport zawisła nad tczewskim magistratem. Przedstawiciele spółki przyjrzeli się swoim finansom i przedstawili władzom miasta ultimatum - koniec z funkcjonowaniem e- biletu, albo po 15 października na ulice miasta nie wyjadą charakterystyczne, zielone autobusy. Tymczasem magistrat uważa, że kłopoty Veolii mogą wynikać z tego, że przewoźnik złożył zbyt niską ofertę podczas przygotowywania nowego kontraktu.
W styczniu Veolia podpisała nowy kontrakt na prowadzenie usług komunikacyjnych w Tczewie - jednym z jego warunków było wprowadzenie karty miejskiej. Ostatnio działalność firmy w grodzie Sambora zaczęła przynosić straty, które przewoźnik powiązał z funkcjonowaniem karty miejskiej. Przedsiębiorstwo postawiło sprawę postawić jasno - albo miasto zmieni taryfy i zlikwiduje e- bilet, albo w październiku zostaniemy bez miejskiego transportu.
- Jak się to zakończy, trudno przewidzieć - mówi prezydent Tczewa, Zenon Odya.- Wpłynęło do nas pismo od Veolii, że jeśli do 15 października nie uzyskamy jednoznacznego stanowiska co do funkcjonowania karty miejskiej, to Veolia chce się wycofać ze swoich usług, dlatego sprawa jest poważna.
Z danych magistratu wynika, że do tej pory wydano 14 tys. plastikowych biletów. Liczba nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem systemu, które pojawiały się w pierwszych miesiącach użytkowania, jest teraz znikoma. Aby przekonać o tym Veolię, miasto zdecydowało się zlecić szczegółową kontrolę systemu.
W ubiegłym tygodniu udało się podpisać trójstronne porozumienie (UM, Veolia i firma Emtal) co do zakresu audytu, który rozpocznie się lada moment - kontrola ma wykazać, czy system funkcjonuje prawidłowo, jak są naliczane opłaty oraz wskaże ewentualne nieprawidłowości i sprawdzi, czy powoduje je system informatyczny, funkcjonowanie urządzeń, czy ich zła obsługa.
- Przewoźnik uzależnił decyzję dalszego funkcjonowania w mieście od wyników audytu, ponieważ postawił znak równości pomiędzy kartą miejską, a ponoszonymi przez niego stratami. Padło żądanie wycofania się z obowiązującego systemu. - wyjaśnia zastępca prezydenta Tczewa, Mirosław Pobłocki.
Sprawą zajęły się zatem komisje merytoryczne Rady Miejskiej - gospodarcza i finansowo- budżetowa, które nie zgodziły się na ultimatum Veolii - zawieszenie funkcjonowania karty miejskiej.
- Veolia postawiła sprawę jasno - jeśli nie pójdziemy im na rękę i podejmiemy działań, które wpłyną na wzrost przychodów firmy, to wyprowadzają się z Tczewa - tłumaczy wiceprezydent - Byłaby to dramatyczna sytuacja. Nie dopuszczamy możliwości, żeby 60- tysięczne miasto pozostało bez komunikacji. Analizujemy, czy stanowisko przewoźnika to rzeczywiste groźby, czy zachowanie, która ma na celu wymuszenie określonego postępowania z naszej strony. Zadaliśmy kilka pytań Veolii, ale równolegle prowadzimy rozmowy z innymi przewoźnikami, którzy w sposób awaryjny weszliby do Tczewa. Jest zainteresowanie ze strony trzech przewoźników, którzy chętnie by to zrobili, dalej prowadząc kartę miejską.
Przewoźnik nie przedstawił pracownikom ratusza na piśmie żadnych danych określających wysokość ponoszonych strat. Podczas rozmów padały jednak kwoty 100- 200 tysięcy złotych miesięcznie. Magistrat pokusił się o przygotowanie własnych obliczeń:
- W początkowym okresie funkcjonowania karty zdarzały się sytuacje, że karta pobierała większe opłaty niż powinna i w tym momencie Veolia miała większe przychody. Zdarzały się też sytuacje na niekorzyść firmy, ale w sumie z naszych wyliczeń wynika, że nie była to kwota większa niż 10- 20 tys. miesięcznie w początkowym okresie funkcjonowania karty. Zatem złe wyniki nie są spowodowane złym działaniem karty, ale najprawdopodobniej błędnym sformułowaniem oferty przetargowej.- tłumaczy wiceprezydent.
Przedstawiciele spółki są bardzo oszczędni w komentarzach na temat zaistniałej sytuacji:
- Staramy się trzymać z boku, żeby nie podgrzewać atmosfery. Zależy nam, aby utrzymać kontrakt. Naszym celem nie jest wyjście z miasta. Pewne rzeczy trzeba jednak zrewidować - powiedziała nam Elżbieta Wojciechowska, prezes zarządu tczewskiego oddziału Veolii.
Tymczasem przedstawiciele magistratu przyznają, że do urzędu dociera coraz więcej sygnałów dotyczących jakości usług świadczonych przez firmę - m. in. spóźnień autobusów. Pojawiają się również pogłoski, że być może firma podjęła decyzję o wyjściu z Tczewa już jakiś czas temu. Jednak jeśli przewoźnik zerwie podpisany z początkiem roku kontrakt, spotka się z przedstawicielami magistratu w sądzie. O rozwoju sprawy będziemy informować na bieżąco.
źródło:
http://www.infobus.pl/text.php?id=27473&from=main
Groźba zaprzestania świadczenia usług komunikacyjnych przez ZKM Veolia Transport zawisła nad tczewskim magistratem. Przedstawiciele spółki przyjrzeli się swoim finansom i przedstawili władzom miasta ultimatum - koniec z funkcjonowaniem e- biletu, albo po 15 października na ulice miasta nie wyjadą charakterystyczne, zielone autobusy. Tymczasem magistrat uważa, że kłopoty Veolii mogą wynikać z tego, że przewoźnik złożył zbyt niską ofertę podczas przygotowywania nowego kontraktu.
W styczniu Veolia podpisała nowy kontrakt na prowadzenie usług komunikacyjnych w Tczewie - jednym z jego warunków było wprowadzenie karty miejskiej. Ostatnio działalność firmy w grodzie Sambora zaczęła przynosić straty, które przewoźnik powiązał z funkcjonowaniem karty miejskiej. Przedsiębiorstwo postawiło sprawę postawić jasno - albo miasto zmieni taryfy i zlikwiduje e- bilet, albo w październiku zostaniemy bez miejskiego transportu.
- Jak się to zakończy, trudno przewidzieć - mówi prezydent Tczewa, Zenon Odya.- Wpłynęło do nas pismo od Veolii, że jeśli do 15 października nie uzyskamy jednoznacznego stanowiska co do funkcjonowania karty miejskiej, to Veolia chce się wycofać ze swoich usług, dlatego sprawa jest poważna.
Z danych magistratu wynika, że do tej pory wydano 14 tys. plastikowych biletów. Liczba nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem systemu, które pojawiały się w pierwszych miesiącach użytkowania, jest teraz znikoma. Aby przekonać o tym Veolię, miasto zdecydowało się zlecić szczegółową kontrolę systemu.
W ubiegłym tygodniu udało się podpisać trójstronne porozumienie (UM, Veolia i firma Emtal) co do zakresu audytu, który rozpocznie się lada moment - kontrola ma wykazać, czy system funkcjonuje prawidłowo, jak są naliczane opłaty oraz wskaże ewentualne nieprawidłowości i sprawdzi, czy powoduje je system informatyczny, funkcjonowanie urządzeń, czy ich zła obsługa.
- Przewoźnik uzależnił decyzję dalszego funkcjonowania w mieście od wyników audytu, ponieważ postawił znak równości pomiędzy kartą miejską, a ponoszonymi przez niego stratami. Padło żądanie wycofania się z obowiązującego systemu. - wyjaśnia zastępca prezydenta Tczewa, Mirosław Pobłocki.
Sprawą zajęły się zatem komisje merytoryczne Rady Miejskiej - gospodarcza i finansowo- budżetowa, które nie zgodziły się na ultimatum Veolii - zawieszenie funkcjonowania karty miejskiej.
- Veolia postawiła sprawę jasno - jeśli nie pójdziemy im na rękę i podejmiemy działań, które wpłyną na wzrost przychodów firmy, to wyprowadzają się z Tczewa - tłumaczy wiceprezydent - Byłaby to dramatyczna sytuacja. Nie dopuszczamy możliwości, żeby 60- tysięczne miasto pozostało bez komunikacji. Analizujemy, czy stanowisko przewoźnika to rzeczywiste groźby, czy zachowanie, która ma na celu wymuszenie określonego postępowania z naszej strony. Zadaliśmy kilka pytań Veolii, ale równolegle prowadzimy rozmowy z innymi przewoźnikami, którzy w sposób awaryjny weszliby do Tczewa. Jest zainteresowanie ze strony trzech przewoźników, którzy chętnie by to zrobili, dalej prowadząc kartę miejską.
Przewoźnik nie przedstawił pracownikom ratusza na piśmie żadnych danych określających wysokość ponoszonych strat. Podczas rozmów padały jednak kwoty 100- 200 tysięcy złotych miesięcznie. Magistrat pokusił się o przygotowanie własnych obliczeń:
- W początkowym okresie funkcjonowania karty zdarzały się sytuacje, że karta pobierała większe opłaty niż powinna i w tym momencie Veolia miała większe przychody. Zdarzały się też sytuacje na niekorzyść firmy, ale w sumie z naszych wyliczeń wynika, że nie była to kwota większa niż 10- 20 tys. miesięcznie w początkowym okresie funkcjonowania karty. Zatem złe wyniki nie są spowodowane złym działaniem karty, ale najprawdopodobniej błędnym sformułowaniem oferty przetargowej.- tłumaczy wiceprezydent.
Przedstawiciele spółki są bardzo oszczędni w komentarzach na temat zaistniałej sytuacji:
- Staramy się trzymać z boku, żeby nie podgrzewać atmosfery. Zależy nam, aby utrzymać kontrakt. Naszym celem nie jest wyjście z miasta. Pewne rzeczy trzeba jednak zrewidować - powiedziała nam Elżbieta Wojciechowska, prezes zarządu tczewskiego oddziału Veolii.
Tymczasem przedstawiciele magistratu przyznają, że do urzędu dociera coraz więcej sygnałów dotyczących jakości usług świadczonych przez firmę - m. in. spóźnień autobusów. Pojawiają się również pogłoski, że być może firma podjęła decyzję o wyjściu z Tczewa już jakiś czas temu. Jednak jeśli przewoźnik zerwie podpisany z początkiem roku kontrakt, spotka się z przedstawicielami magistratu w sądzie. O rozwoju sprawy będziemy informować na bieżąco.
źródło:
Guru transportu uzdrowi łódzką komunikację?
Prezydent Jerzy Kropiwnicki chce zaprosić do Łodzi Jamiego Lernera, byłego mera Kurytyby. Chce, by Lerner - uważany za guru transportu zbiorowego - uzdrowił komunikację w Łodzi.
Panowie poznali się na konferencji merów świata w Jerozolimie. Lerner miał tam swoją prezentację na temat przekształcenia komunikacji w Kurytybie.
- Byłem po wielkim wrażeniem jego prezentacji. To jest jedna z najsłynniejszych osób na świecie, która zajmuje się "uprzyjaźnianiem" przestrzeni miejskiej - zachwycał się Kropiwnicki. - Lerner przyjął podstawowe założenie: miasto musi być maksymalnie przyjazne dla ludzi, jeśli chodzi o rozwiązania komunikacyjne. Centrum jest luźne, a komunikacja publiczna podjeżdża do przystanków co 40 sekund. Mieszkańcy mają możliwość skorzystania z małych samochodzików jednoosobowych, zwrotnych i zdolnych do parkowania w każdym miejscu. Są one własnością firmy komunikacyjnej i udostępnia się je mieszkańcom - mówił prezydent i opowiadał, że były mer wprowadził tam cały system rozwiązań komunikacyjnych: ulic, przejść, szlaków, funkcjonowania pojazdów.
Sprawdziliśmy, co tak zafascynowało prezydenta? Kurytyba, miasto leżące na południu Brazylii. Ponad 1,7 mln ludności i 500 tys. samochodów osobowych. Mimo drugiego w kraju wskaźnika zmotoryzowania, w mieście nie ma zanieczyszczonych ulic, smogu unoszącego się nad budynkami i korków w centrum. Wszystko dzięki Lernerowi, architektowi i urbaniście polskiego pochodzenia, który w Kurytybie się urodził. To miasto jest najlepszym na świecie przykładem, że najważniejszy jest pomysł, a drogie rozwiązania nie zawsze są lepsze.
W jaki sposób Lerner rozładował miasto? Zaczął od zmniejszenia zapotrzebowania na transport. Inwestycje dające największe zatrudnienie rozmieścił w pobliżu osiedli mieszkalnych. Zamiast na komunikację podziemną, postawił na autobusy. Po prostu - wybudował naziemne metro autobusowe.
Układ miejskiej komunikacji zaprojektowany przez Lernera ma kształt rozgwiazdy o pięciu ramionach. To pięć korytarzy transportowych, z których każdy ma wydzielone dwa pasy szybkiego ruchu i jednokierunkowe pasy ruchu lokalnego. W korytarzach poruszają się autobusy różnego przeznaczenia - ekspresowe, łącznikowe, dzielnicowe. W zależności od potrzeb autobusy mogą pomieścić różną liczbę pasażerów: od minibusów transportu lokalnego mieszczących do 40 osób, po trójczłonowe przegubowce mogące pomieścić do 270 pasażerów na trasach ekspresowych.
Podobnie jak metro, autobusy poruszają się po wydzielonych trasach, co skraca czas ich przejazdu. Rezygnując z utrzymania podziemnych tuneli na rzecz dróg powierzchniowych, miasto co roku oszczędza 95 proc. kosztów w porównaniu do ceny, jaką musiałoby zapłacić za metro. Dzięki temu Kurytyba może sfinansować utrzymanie taboru liczącego 2 tys. autobusów będących własnością 10 prywatnych firm związanych umowami z miastem.
Cały system komunikacyjny dopełnia rozbudowana sieć ścieżek rowerowych.
Oprócz tego Lerner, będący jednocześnie burmistrzem stanu Parana, w którym leży Kurytyba, postawił na: * maksymalną niezawodność i punktualność zgodną z rozkładem jazdy; * dynamiczną informację dla pasażerów; * efektywne i przepustowe przystanki będące częścią systemu, dające ochronę przed deszczem; * komfort podróży. Dzięki temu trzy czwarte wszystkich podróżujących, czyli ponad 1,3 mln pasażerów, dziennie jeździ autobusem.
Prezydent Kropiwnicki zamierza zaprosić Lernera jako eksperta do Łodzi, by poradził, jak usprawnić łódzką komunikację. Były mer działa już na terenie Izraela, gdzie modernizuje komunikację w miastach. Jako ekspert nie jest tani, ale władze miast w Izraelu są podobno - mimo kosztów - zadowolone. Prezydent Łodzi nie wie, ile kosztowałaby wizyta i diagnoza eksperta, ale zapowiedział, że postara się znaleźć takie pieniądze, by skorzystać z rad Lernera.
źródło:
http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,71 ... acje_.html
Prezydent Jerzy Kropiwnicki chce zaprosić do Łodzi Jamiego Lernera, byłego mera Kurytyby. Chce, by Lerner - uważany za guru transportu zbiorowego - uzdrowił komunikację w Łodzi.
Panowie poznali się na konferencji merów świata w Jerozolimie. Lerner miał tam swoją prezentację na temat przekształcenia komunikacji w Kurytybie.
- Byłem po wielkim wrażeniem jego prezentacji. To jest jedna z najsłynniejszych osób na świecie, która zajmuje się "uprzyjaźnianiem" przestrzeni miejskiej - zachwycał się Kropiwnicki. - Lerner przyjął podstawowe założenie: miasto musi być maksymalnie przyjazne dla ludzi, jeśli chodzi o rozwiązania komunikacyjne. Centrum jest luźne, a komunikacja publiczna podjeżdża do przystanków co 40 sekund. Mieszkańcy mają możliwość skorzystania z małych samochodzików jednoosobowych, zwrotnych i zdolnych do parkowania w każdym miejscu. Są one własnością firmy komunikacyjnej i udostępnia się je mieszkańcom - mówił prezydent i opowiadał, że były mer wprowadził tam cały system rozwiązań komunikacyjnych: ulic, przejść, szlaków, funkcjonowania pojazdów.
Sprawdziliśmy, co tak zafascynowało prezydenta? Kurytyba, miasto leżące na południu Brazylii. Ponad 1,7 mln ludności i 500 tys. samochodów osobowych. Mimo drugiego w kraju wskaźnika zmotoryzowania, w mieście nie ma zanieczyszczonych ulic, smogu unoszącego się nad budynkami i korków w centrum. Wszystko dzięki Lernerowi, architektowi i urbaniście polskiego pochodzenia, który w Kurytybie się urodził. To miasto jest najlepszym na świecie przykładem, że najważniejszy jest pomysł, a drogie rozwiązania nie zawsze są lepsze.
W jaki sposób Lerner rozładował miasto? Zaczął od zmniejszenia zapotrzebowania na transport. Inwestycje dające największe zatrudnienie rozmieścił w pobliżu osiedli mieszkalnych. Zamiast na komunikację podziemną, postawił na autobusy. Po prostu - wybudował naziemne metro autobusowe.
Układ miejskiej komunikacji zaprojektowany przez Lernera ma kształt rozgwiazdy o pięciu ramionach. To pięć korytarzy transportowych, z których każdy ma wydzielone dwa pasy szybkiego ruchu i jednokierunkowe pasy ruchu lokalnego. W korytarzach poruszają się autobusy różnego przeznaczenia - ekspresowe, łącznikowe, dzielnicowe. W zależności od potrzeb autobusy mogą pomieścić różną liczbę pasażerów: od minibusów transportu lokalnego mieszczących do 40 osób, po trójczłonowe przegubowce mogące pomieścić do 270 pasażerów na trasach ekspresowych.
Podobnie jak metro, autobusy poruszają się po wydzielonych trasach, co skraca czas ich przejazdu. Rezygnując z utrzymania podziemnych tuneli na rzecz dróg powierzchniowych, miasto co roku oszczędza 95 proc. kosztów w porównaniu do ceny, jaką musiałoby zapłacić za metro. Dzięki temu Kurytyba może sfinansować utrzymanie taboru liczącego 2 tys. autobusów będących własnością 10 prywatnych firm związanych umowami z miastem.
Cały system komunikacyjny dopełnia rozbudowana sieć ścieżek rowerowych.
Oprócz tego Lerner, będący jednocześnie burmistrzem stanu Parana, w którym leży Kurytyba, postawił na: * maksymalną niezawodność i punktualność zgodną z rozkładem jazdy; * dynamiczną informację dla pasażerów; * efektywne i przepustowe przystanki będące częścią systemu, dające ochronę przed deszczem; * komfort podróży. Dzięki temu trzy czwarte wszystkich podróżujących, czyli ponad 1,3 mln pasażerów, dziennie jeździ autobusem.
Prezydent Kropiwnicki zamierza zaprosić Lernera jako eksperta do Łodzi, by poradził, jak usprawnić łódzką komunikację. Były mer działa już na terenie Izraela, gdzie modernizuje komunikację w miastach. Jako ekspert nie jest tani, ale władze miast w Izraelu są podobno - mimo kosztów - zadowolone. Prezydent Łodzi nie wie, ile kosztowałaby wizyta i diagnoza eksperta, ale zapowiedział, że postara się znaleźć takie pieniądze, by skorzystać z rad Lernera.
źródło:
